- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Czy Borsuk przyspieszy Ratela?
W drugiej części artykułu redaktor Jerzy Reszczyński zastanawia się, jakie doświadczenia można wyciągnąć z programu BWP Borsuk, aby przyspieszyć realizację ciężkiego pojazdu Ratel.
Autor. Jerzy Reszczyński/Defence24.pl
Z pierwszą częścią artykułu Jerzego Reszczyńskiego można zapoznać się pod tym linkiem.
W trakcie prac nad Borsukiem producentowi dawały w kość problemy zewnętrzne. Przede wszystkim – nad całym procesem wisiała ociężałość decyzyjna przyszłego użytkownika, czyli wojska. Dwa czasochłonne audyty finansowe (zostawmy na boku rozważania o zasadności podstaw do takich decyzji…) w 2018 i w 2019 roku, połączone ze wstrzymaniem i tak nędznego jak na skalę programu dofinansowania, oznaczały dwa wielomiesięczne przestoje w pracach. To nie jedyny problem.
Kiedy ruszały prace nad koncepcją, a następnie konstrukcją Borsuka, HSW wielokrotnie kierowała do wojska wystąpienia o wskazanie ASOP (Aktywny System Ochrony Pojazdu), który miałby został „wprojektowany” w Borsuka. Delikatnie mówiąc, kazano się Hucie od tego tematu odczepić, a jedynie zażądano pozostawienie w konstrukcji wozu odpowiedniej rezerwy masowej (rezerwy wyporności), a „wojsko samo wybierze ASOP, jak przyjdzie czas”. Efekt? Borsuki już są produkowane seryjnie, służą w wojsku, a ASOP jak nie miały, tak nie mają.
To jest sprawa poważna i złożona technicznie, wybór odpowiedniego systemu musi uwzględniać bardzo wiele czynników, może wpłynąć na taktykę użycia wozów w warunkach pola walki (ASOP, oprócz tego, że chroni pojazd, może też stanowić śmiertlene zagrożenie dla własnej piechoty w czasie działań bojowych). Jakikolwiek system zostanie wybrany (jeśli zostanie…) będzie wymagać powrotu wozu do producenta, implementacji systemu nie da się wykonać w warunkach polowych.
Kolejna sprawa: tzw. oklauzulowanie wieży, czyli dokonanie w jej konstrukcji takich zmian (zmiana rozmieszczenia niektórych elementów wyposażenia elektronicznego, anten, sensorów, wiązek przewodów), aby wieża spełniała wymagania klauzuli niejawności na określonym poziomie. Kiedy powstały Wstępne Założenia Taktyczno-Techniczne (WZTT) wieży, ten warunek nie istniał, pojawił się w końcówce prac.
Po wielomiesięcznym hamletyzowaniu ustalono, że ZSSW-30 dla Borsuka ma być objęta klauzulą na poziomie „Z” (zastrzeżona). Trzeba było dokonać serii zmian, i dotyczą one tylko tej odmiany wieży, bo dla Rosomaka ta sama wieża… nie musi spełniać wymogów klauzuli „Z”. Niby detal, ale nie taki bez znaczenia, bo np. ogranicza zamienność systemów wieżowych pomiędzy tymi dwoma systemami uzbrojenia, a dla producenta – kłototliwe istnienie w równolegle prowadzonych pracach dwóch nieco różniących się rozwiązań.
Autor. Jerzy Reszczyński/Defence24.pl
Pytanie otwarte, ale chyba nie bez sensu: czy już teraz, na etapie projektowania Ratela, ktokolwiek o tym myśli? Czy – uwględniając doświadczenia wojny w Ukrainie – myśli się o tym, jak i w jakim zakresie Ratel może i powinien być już na tym etapie chroniony systemami antydronowymi, a jeśli tak – to jakimi? Ich „wprojektowanie” w powstającą infostrukturę systemów wozu na etapie jego projektowania jest i skuteczniejsze, i szybsze, i tańsze, niż robienie tego w ramach jakieś tam modernizacji wyprodukowanych pojazdów, które należałoby w tym celu wycofywać z jednostek do producenta.
Zobacz też

Kiedy już pierwsza partia Borsuków była prawie gotowa do przekazania wojsku, pojawił się znienacka, nie sygnalizowany wcześniej, problem ze środkami łączności. Problem pojawił się wiosną tego roku, mniej więcej równolegle z przygotowaniem umowy na pierwszą serię produkcyjną 111 BWP Borsuk. Produkcję pierwszej partii 18 szt. HSW zapuściła na własny koszt i ryzyko jeszcze przed podpisaniem kontraktu (inaczej nie miałby on szans być zrealizowany tak szybko!). Chociaż polskie rozwiązania w tym zakresie nie tylko nie ustępują zagranicznym, a niektóre nawet są od zagranicznych lepsze, postanowiono, że pierwsza partia seryjnych wozów wyposażona ma być w… amerykański sprzęt łączności L3Harris. Nimi miano zastąpić polskie radiostacje pokładowe Radmoru, spełniające nie tylko wymagania kompatybilności ze standardami NATO, ale też sprawdzone w warunkach bojowych w Ukrainie. Radiostacje L3Harris kupowano wielokrotnie i bez rozgłosu.
Plan zakupu jednej z partii wyszedł na jaw, kiedy w grudniu 2023 r. Departament Stanu USA poinformował o zgodzie na zakup różnorodnego typu radiostacji przez Polskę. Polska wnioskowała o możliwość zakupu m.in. radiostacji AN/PRC-117G, AN/PRC-152A, AN/PRC-158, AN/PRC-160, AN/PRC-163 i AN/PRC-167. Do tego zamówiliśmy odbiorniki GPS z modułami kryptograficznymi. Amerykańska Agencja Współpracy Obronnej DSCA poinformowała, że Departament Stanu USA wyraził zgodę na ewentualną sprzedaż Polsce radiostacji L3Harris Technologies za maksymalnie 255 mln USD (ponad miliard zł).
Zabudowanie innego niż od początku projektowano systemu łączności to nie jest takie sobie przemontowanie mitycznych czarnych skrzynek. Sprzęt trzeba pozyskać, a więc zamówić, zapłacić, doczekać się na dostawę, i trzeba przebadać pod kątem zgodności elektromagnetycznej z innymi komponentami wyposażenia elektronicznego i informatycznego pojazdu. To trwa, i to kosztuje. Można tego uniknąć?
Zobacz też

Następna kwestia: program badań, przede wszystkim badań kwalifikacyjnych. Ten już powinien powstawać, równolegle z budową prototypu. Tak, jak już w MON powinno się mieć z tyłu głowy pamięć o tym, jak kapitalnie krytycznym momentem dla fazy badań jest dysponowanie tylko jednym prototypem. Już się powinno rozmawiać z HSW o budowie kolejnych, i pod kątem badań kwalifikacyjnych, i pod kątem – jak to zrobiono w przypadku Borsuka – testów w tzw. otoczeniu systemowym w jednostkach wojskowych, któremu poddano cztery przedseryjne wozy (dziś nazywa się je w HSW prototypami).
Ajednocześnie w HSW pozostały inne prototypy do kontynuacji badań i prac rozwojowych. To pozwoliło przyspieszyć badania, podnieść je na wyższy poziom, i już na tym etape zebrać cenne uwagi eksploatacyjne, które na bieżąco wprowadzano do dokumentacji produkcyjnej dla pojazdów seryjnych.
Autor. Jerzy Reszczyński/Defence24.pl
Kwestia jasności co do programów badań jest jedną z ważniejszych, a czasami można odnieść takie wrażenie – nie rozumianych i nie docenianych przez stronę wojskową. Rozpoczęcie pisania programu i procedur badań, kiedy gotowe wyroby już stoją w fabryce, jest niepoważne. Dość przypomnieć, jak to było z Krylem, „ekspedycyjną” armatohaubicą 155 mm na specjalnie zaprojektowanym pod kątem aeromobilności podwoziu kołowym. W trybie cito pozyskano zagranicznego partnera, przeprojektowano zespół wahadłowy działa aby obniżyć jego masę o blisko tonę, zaprojektowano i wyprodukowano podwozie, zintegrowano całość, działo zaczęło jeździć i strzelać.
Zobacz też

Tyle, że w najcieższych bólach do już istniejącego prototypu dopiero zaczęto pisać… wymagania taktyczno-techniczne a potem program badań. A jak było z wieżą ZSSW-30, kiedy w trakcie trwających już jej badań dość zasadniczo zmieniano ich zakres choćby poprzez dodawanie kolejnych tysięcy kilometrów prób trakcyjnych, które musiał po drogach i bezdrożach pokonywać Rosomak z zamontowaną wieżą. Można powiedzieć, że wieży wyszło to tylko na dobre, jest bardziej dopracowana. Tyle, że to powinno być jasne od początku prac, pozwoliłoby programoać i planować cykle badań i testów, a nie oddawać się sztuce improwizacji.
Jak przyspieszyć Ratela
Nie chodzi o to, aby iść drogą na skróty, aby nowo powstający sprzęt badać po łebkach, powierzchownie, na łacu-capu, byle klepnąć. Ale, do licha, można poddać naprawdę mądrej, profesjonalnej analizie procedury tworzenia programów badań sprzętu, i tak je uprościć, aby nie trzeba było na wyniki badań czekać latami. Już do anegdyty przeszła historia około rocznego opóźnienia w podpisaniu dokumentów kończących badania kwalifikacyjne moździerza automatycznego Rak, bo ówczesny Inspektorat Uzbrojenia i HSW przez rok nie były w stanie porozumieć się w sprawie rozbieżności dotyczących… kształtu zagłówka kierowcy, choć akuratnie ten detal Rosomaka był zaklepany podczas badań samego KTO lata wcześniej…
O wielu niepotrzebnie komplikujących prace badawcze i rozwojowe problemach opinia publiczna na ogół nie ma bladego pojęcia. Co najwyżej pojawiają się w tzw. otwartej przestrzeni utystkiwania, że przemysł sobie nie radzi, że produkuje za wolno i za drogo. Przemysł bardzo często ma świadomość tych problemów, wojsko ma, lub przynajmniej powinno mieć, ich pełną świadomość. I co? Coś z tej wiedzy wynika?
Jeśli ocieżąłość decyzyjna, brak wyobrażni i konsekwencji będą tym piaskiem, który jest sypany w tryby współpracy wojska i przemysłu, będziemy świadkami kolejnych festiwali bezradności i nieudolności. Stać nas na to w obecnej sytuacji?
Nie wie nikt, kto będzie rządził Polską po wyborach w 2027 roku. Dla wojska nie powinno mieć znaczenia, dla niego liczy się, aby otrzymać na czas możliwie najdoskonalszy sprzęt, a nie to, kto będzie się chwalił jego przekazaniem wojsku. Jeśli to będzie sprzęt z polskich fabryk, za który zapłacimy pieniędzmi polskiego podatnika, z których większość powozostanie w polskim przemyśle – osiągniemy optimum. Jeśli…
Autor. Jerzy Reszczyński/Defence24.pl
Sprawa jest dość oczywista: albo za 4-5 lat, a może wcześniej, będziemy mieć gotowy do produkcji seryjnej, dopracowany ciężki BWP Ratel, który prawdopodobnie będzie bezkonkurencyjny w swojej klasie pod względem poziomu ochrony załogi i jakości uzbrojenia ofensywnego, albo za 10 lat będziemy nadal bić pianę i być świadkami kolejnych lobbystycznych rajdów zagranicznych firm, chcących uszczęśliwić nas swoimi wynalazkami. Tak, jak ma to ostatnio miejsce w przypadku niedopracowanego, delikatnie mówiąc, BWP Ajax.





WIDEO: "Koordynacja jest najważniejsza". Dowódca GROM o operacjach specjalnych