Reklama
  • KOMENTARZ
  • ANALIZA
  • OPINIA
  • WIADOMOŚCI

Xi-Trump: szczyt asertywnych mocarstw globalnych [KOMENTARZ]

Spotkanie Xi z Trumpem w Pekinie to obraz świata pragmatycznych i asertywnych mocarstw. To również obraz świata definiowanego przez liderów, którzy rywalizują, ale jednocześnie znają granice do których mogą się posunąć.

Xi-Trump 2026
Dwa mocarstwa globalne i dwaj liderzy znający swoje mocne oraz słabe strony.
Autor. The White House, oficjalne konto na X (@WhiteHouse)

Amerykański prezydent Donald Trump odbywa oficjalną wizytę w Chińskiej Republice Ludowej. Jest to pierwsza wizyta od 2017 r. Jego rozmowy na szczycie z chińskim przywódcą Xi Jinpingiem są najprawdopodobniej najważniejsze dla obrazu współczesnej rzeczywistości międzynarodowej. Przede wszystkim mowa jest o dwóch najsilniejszych podmiotach państwowych w wymiarze całego globu, których interesy są rozrzucone po różnych regionach świata. Co więcej, są to dwa państwa mogące dziś pochwalić się synergią atutów politycznych, ekonomicznych i wojskowych. I niezależnie od stosowanej po obu stronach retoryki politycznej i medialnej, władze w Waszyngtonie i Pekinie rozumieją bardzo dobrze swoją wzajemną relację. Dlatego też w tle rozmów przywódców widzimy obecność zarówno Sekretarza Wojny Pete’a Hegsetha, jak i wybranych przedstawicieli amerykańskiego biznesu.

Świadomi swoich celów

Z jednej bowiem strony oba mocarstwa są świadome swoich aspiracji strategicznych i możliwości sięgania po środki wojskowe. Lecz przy ich obecnym zaawansowaniu oraz potencjale, jest pełne zrozumienie, że pełnoskalowa konfrontacja lub nawet jakaś forma skalowania tego rodzaju bezpośredniej konfrontacji poniżej progu wojny, może przeobrazić się w zagrożenie dla bezpieczeństwa świata. Przy czym trzeba wysoce ostrożnie podchodzić do kreślonych wizji umownej wojny, której nie da się powstrzymać. Zauważmy, że obaj przywódcy spotykają się w momencie, gdy ich zdolności wojskowe są podważane. Dla USA czymś takim jest zaangażowanie się w działania zbrojne wymierzone w Iran (operacja pk. Epic Fury). Mówimy więc o USA z gigantycznym budżetem na obronność i USA stymulującymi reindustrializację, również w sferze produkcji zbrojeniowej. Lecz jednocześnie, USA muszą mieć czas na transformację, która dzieje się w kontakcie z wyzwaniami dnia codziennego.

Zaś dla Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej (ChALW) i jej dowódców pewnym memento jest sytuacja wynikająca nie tylko z rosyjskiej agresji na Ukrainę, ale również z obserwacji coraz większej liczby konfliktów zbrojnych na świecie, gdzie technologia pola walki pozwala obniżyć zdolności napastnika nawet przy dużej dysproporcji sił. Nie mówiąc już o tym, że potencjalny konflikt zbrojny z udziałem ChALW byłby pierwszym tego rodzaju przetestowaniem zdolności bojowych od czasu nieudanej inwazji na Wietnam, jeszcze w okresie zimnej wojny. Co więcej, analitycy i planiści z ChALW oraz szerzej całego aparatu państwa, w tym MSS (wywiad chiński), muszą rozumieć zmiany w najbliższym otoczeniu systemowym. Wielokrotnie pisaliśmy na łamach Defence24, że współcześnie na chińską modernizację i rozwój potencjału obronnego reaguje już praktycznie każdy w regionie Indopacyfiku.

Świadomi swoich ograniczeń

Przewodniczący Xi gości więc prezydenta Trumpa w warunkach zrozumienia własnych ograniczeń i akceptacji przez obie strony swojej własnej potęgi. Jest to również wyrażone we wspomnianej wcześniej konstrukcji delegacji, która zawiera przedstawicieli kluczowych podmiotów biznesu i finansów. Oba państwa, tak samo jak w przypadku obronności, rozumieją nader dobrze swoje atuty gospodarcze, ale jeszcze lepiej są w stanie zdefiniować słabości i wrażliwości. To nie tylko sama rozmowa o minerałach ziem rzadkich, określanych często jako „nowa broń atomowa” w rękach władz w Pekinie.

Mówimy dziś o szerszej relacji chińsko-amerykańskiej i amerykańsko-chińskiej od klasycznych surowców energetycznych, aż po nowe i przełomowe technologie czy rynki kapitałowe i kwestie finansowe. I znów, pojawienie się tego rodzaju rozmów ChRL-USA na najwyższym szczeblu nakazuje nam zachowywanie sporej ostrożności względem wysoce emocjonalnych narracji dotyczących tez o zwycięstwie jednego mocarstwa nad drugim.

W Polsce można to odczuć w kilku przestrzeniach, chociażby jeśli chodzi o prezentowanie mitycznego BRICS jako strategicznego i kompleksowego zwycięstwa ChRL lub pokazywania chińskich nowych i przełomowych technologii jako tych, które zdystansowały zupełnie amerykańskie odpowiedniki. Część narracji ma wymiar propagandowy, ale część poszukuje jakiegoś punktu stabilności w stylu np. dogmatu o końcu historii i zwycięstwie demokracji liberalnej w skali świata, gdy kończyła się zimna wojna.

Jednakże rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona, gdyż zarówno strona chińska, jak i amerykańska są w ciągłym procesie rywalizacji o przełomowość i innowacyjność. A każde z tych mocarstw ma swoje własne wrażliwości i mniej lub bardziej ukrywane słabości. Dlatego też obaj przywódcy są w stanie ze sobą rozmawiać przy pewnej dozie pragmatyzmu, a nie ideologicznego dogmatyzmu, który wydawać by się mogło, powinien im towarzyszyć. Jednakże jednocześnie nie można spodziewać się, iż takie wizyty będą w stanie wyeliminować wszelkie pola potencjalnych sporów między mocarstwami, których interesy definiowane są nie tyle geografią, co bardzo zróżnicowanymi czynnikami politycznymi, ekonomicznymi, technologicznymi, wojskowymi, ale też chociażby społecznymi. Spójrzmy na trzy przykłady – wojskowość, wywiad i nowe oraz przełomowe technologie.

Kluczowa komunikacja kryzysowa

Przede wszystkim, wizyty Trumpa w ChRL i Xi w USA nie doprowadzą do tego, że siły zbrojne obu państw przestaną przygotowywać się na potencjalny konflikt zbrojny między oboma mocarstwami. Jako jedyne mocarstwa globalne są one dla siebie naturalnym odniesieniem, a kreowanie rozwiązań militarnych naturalnie będzie oscylowało wokół tej zależności. Nie powinniśmy być zaskoczeni, że raz po raz będą wypływać informacje o grach wojennych (normalne narzędzie dla analiz wojskowych) i nie powinno się kreować na ich podstawie jakichś apokaliptycznych wizji, a tym bardziej znów odwoływać się do niepodważalnych tez o wyższości jednej strony nad drugą.

Jednakowoż rozmowy na najwyższym szczycie i wsparte innymi członkami establishmentu polityczno-wojskowego gwarantują możliwość utrzymania narzędzi komunikacji niezbędnych w warunkach możliwych sytuacji kryzysowych lub wręcz jakiegoś kryzysu. Już kiedyś odnosiliśmy się do stwierdzenia, że najgroźniejsze są momenty, gdy jedna ze stron w relacjach amerykańsko-chińskich nie podnosi słuchawki lub współcześnie nie przyjmuje zaproszenia do wideokonferencji.

Dla płaszczyzny regionalnej i operacyjnej zdolność do podtrzymywania relacji na szczeblu strategicznym jest krytyczna przede wszystkim w momentach napięć. Te ostatnie będą zaś przede wszystkim ogniskowały się wokół elementów pokazu siły oraz wzmożonej aktywności w zakresie wzajemnej obserwacji i rozpoznania. Wspomniana ChALW najczęściej odnosi się ze swoimi pokazami siły do przestrzeni wokół Tajwanu, ale coraz częściej punkt ciężkości jest redefiniowany bardziej regionalnie i skierowany chociażby względem rejonów spornych z Filipinami.

Co więcej, ChRL użyła również pokazu siły wobec Australii, organizując w jej pobliżu projekcję siły oraz informując o ćwiczeniach morskich (Morze Tasmana 2025 r.). USA czynią podobnie, żeby nie wspomnieć o tym, że w tle wizyty Trumpa w ChRL na Filipinach odbywały się kluczowe, cykliczne ćwiczenia pk. Balikatan (w tym roku z wyjątkowym wydarzeniem, jakim był udział Japońskich Sił Samoobrony, z m.in. systemami rakietowymi). I znów ćwiczenia, pokazy siły oraz niebezpieczne manewry mogą rodzić ryzyko incydentów, którym przy tak olbrzymiej skali aktywności wojskowej nie można zaradzić w stu procentach. I dlatego drożność kanałów polityczno-wojskowych wymaga rozmów na najwyższych szczeblach, nawet jeśli ich efektów próżno jest szukać w oficjalnych podsumowaniach jednego czy drugiego szczytu.

Nie przestaną szpiegować się

Musimy również powiedzieć, że nie należy oczekiwać ograniczenia aktywności wywiadowczej obu państw względem siebie. Zauważmy, że znów ich pozycja globalna wręcz predestynuje służby wywiadowcze z USA i ChRL do koncentrowania znacznych zasobów ludzkich i sprzętowych na sobie. Jednakże, od kilku lat jest to już zupełnie inna rzeczywistość niż ta z okresu post-zimnowojennego i umownej Globalnej Wojny z Terrorem w wykonaniu USA. Przede wszystkim Amerykanie są świadomi skali możliwości przede wszystkim MSS (Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego), a więc jednej z najlepszych służb wywiadowczych w XXI w.

Lecz nie chodzi jedynie o świadomość, ale także praktyczne działania podejmowane w wymiarze defensywnym i ofensywnym. Zaś władze w ChRL zdają sobie sprawę, że amerykańska Wspólnota Wywiadowcza ma zdolność do transformacji pod kątem skomplikowanego i wymagającego kierunku, jakim jest ich państwo. Taka zależność będzie generowała napięcia, wykraczające daleko poza sam Wywiad Naukowo-Techniczny (WNT) i może rodzić incydenty. Aczkolwiek w tym samym miejscu należy podkreślić, że im większe wzajemne zainteresowanie służb wywiadowczych sobą, tym potencjalnie istnieje mniej miejsca na złe zrozumienie drugiej strony.

Wiele z doświadczeń płynących z okresu zimnej wojny i relacji na linii USA-ZSRR daje nam asumpt do stwierdzenia, że najgorsza sytuacja jest wówczas, gdy właśnie w zainteresowaniu wywiadowczym między mocarstwami pojawia się asymetria zdolności oraz woli wyrażonej w zadaniowaniu własnego potencjału. Zobaczmy, że całkiem niedawno doświadczyliśmy tego w Europie, gdy w 2014 r. doszło do znacznej pomyłki w ocenach Rosji i jej chęci do agresji na Ukrainę (począwszy od operacji zajęcia Krymu). Przewrotnie można powiedzieć, że im bardziej w relacjach chińsko-amerykańskich jest widoczna wola szpiegowania się, tym bardziej uniknąć można wybuchu realnego konfliktu będącego pochodną złego zrozumienia woli jednego z mocarstw. Szczególnie że zarówno USA, jak i ChRL stawiają się w pozycji mocarstw o charakterze ponadregionalnym, z całym bagażem barier związanych z tym faktem (w przeciwieństwie do współczesnej Rosji).

Rywalizacja która sprzyja innowacyjności

Na koniec trzeba również wskazać, że oba państwa będą rywalizowały w każdym z przejawów technologii określanych zbiorczo jako nowe i przełomowe. I znów warto zachować ostrożność w ustanowieniu czarno-białego wymiaru analizy, bowiem USA i ChRL są w stanie szybko wyciągać wnioski oraz modyfikować swoje postawy. Przykładowo dla USA niezbędnym stało się poszukiwanie takich rozwiązań technologicznych, które wyrwą ich z matni złudzenia globalizacji i przenoszenia wszystkiego poza kraj, szczególnie do ChRL. Czyli nie walczymy tylko o dominację w AI, ale widać nową energię w sensie poszukiwania rozwiązań materiałowych i wykorzystania biotechnologii, automatyzacji, itd.

Również ChRL, właśnie w kontekście USA, już dawno uznała za wymóg np. stworzenie odporności cyfrowej w skali nieznanej innym państwom, szczególnie przy tak agresywnej digitalizacji procesów w społeczeństwie (np. poprzez wdrażanie szeroko zakrojonej wizji smart city). W tym miejscu można pokusić się o dygresję, że rywalizacja technologiczna między USA i ChRL, która dla nich jest bardzo ożywcza, niesie największe ryzyko dla innych państw, w tym europejskich. I z tej perspektywy można zrozumieć pewne narracje podkreślające obawy wobec napięć technologicznych na linii mocarstw globalnych.

Podsumowując, wizyta prezydenta Trumpa i jego delegacji w ChRL to przykład, że mocarstwa rozumieją swoją pozycję w skali globu. I co najważniejsze, potrafią dopasować do tego narzędzia dyplomacji, ale też te militarne i gospodarcze. Wskazuje to, że USA i ChRL cechuje duży pragmatyzm, a nie deterministyczna wola stoczenia wojny światowej, o której tak często słyszymy również w Polsce. W trakcie tegorocznej edycji Defence24 Days (7 maja 2026 r.) w jednym z paneli konferencji organizatorzy w sposób pobudzający do dyskusji wskazali temat „Agresywna polityka Chin i jej znaczenie dla naszego bezpieczeństwa”. Jednakże, wyrażone zostało wówczas w trakcie rozważań stwierdzenie, że pojęcie „agresywności” należałoby zastąpić w przyszłości określeniem odnoszącym się do ich asertywności. I dziś, widząc rozmowy Xi-Trump, możemy śmiało użyć go względem obu przywódców i obu establishmentów tych globalnych mocarstw.

WIDEO: Trumpolog: blokada Ormuzu się nie uda | Premier Tusk w Korei Płd | Defence24Week #156
Reklama