Geopolityka

Wielka Brytania wycofa część żołnierzy z Estonii?

Fot. NATO Battlegroup Estonia

W brytyjskim „The Times" Larisa Brown, dziennikarka zajmująca się kwestiami obronnymi, wskazała na możliwość znacznej redukcji wśród żołnierzy z Wielkiej Brytanii stacjonujących na wschodniej flance NATO. Cała sprawa została, co naturalne, szeroko zaprezentowana przez estońskie media. Albowiem to właśnie z tego nadbałtyckiego państwa miałoby być wycofanych ok. 700 wojskowych, którzy wcześniej trafili tam jako wzmocnienie dla natowskiej grupy bojowej w związku z rosyjską agresją na Ukrainę.

Na początku roku 2022 r. sekretarz obrony Ben Wallace podjął decyzję o wysłaniu dodatkowych żołnierzy do Estonii, a więc państwa na flance wschodniej niestety wręcz naturalnie zagrożonego rosyjskimi działaniami zbrojnymi oraz pod progiem wojny. Londyn zamierzał mieć nawet do 2 tys. żołnierzy, wzmocnionych chociażby czołgami podstawowymi Challenger 2 (Royal Tank Regiment, RTR – grupa bojowa wspierająca eFP do lata 2022). Finalnie te liczby oscylowały wokół ok. 1700 żołnierzy. Jednakże, ja zauważa wspomniana brytyjska dziennikarka z „The Times", misja grupy wsparcia o sile batalionu kończy się w grudniu i na razie nie przewidziano żadnej zmiany do rotacji. Oznaczałoby to, że w okresie świątecznym Londyn zredukowałby zasoby w Estonii o połowę. W Estonii mogłoby pozostać jedynie ok. 900 żołnierzy z Wielkiej Brytanii.

Czytaj też

Ten fakt ma budzić pewne wątpliwości zarówno w samej Wielkiej Brytanii jak i, zapewne, wśród sojuszników. Co więcej, Larisa Brown w swoim tekście sugerowała, że Estończycy widzieliby nie tylko dłuższą obecność całego zgrupowania brytyjskiego, co nawet jego wzmocnienie ilościowe. Lecz decyzja władz Wielkiej Brytanii idzie w diametralnie innym kierunku. Może to budzić dysonans szczególnie, że właśnie teraz Kreml ponownie straszy Europę użyciem broni atomowej. Przypomnijmy, że rosyjscy propagandziści oraz nawet politycy wysuwali od czasu agresji na Ukrainę groźby również wprost kierowane względem Wielkiej Brytanii. Sytuację strategiczną regionu pogorsza fakt, że Putin zdecydował się na mobilizację o trudnej do określenia granicy. Stąd też wszelkie publiczne debaty o redukcji sił na flance wschodniej są postrzegane nie tylko przez wymiar stricte wojskowy, ale również sygnałów płynących do domeny informacyjnej. Należy zakładać, że rosyjska propaganda będzie starała się wykorzystać taką potencjalną decyzję Brytyjczyków dla własnych celów.

Decyzja o wycofaniu części sił z Estonii ma wiązać się ze znacznymi problemami brytyjskich wojsk lądowych w zakresie ich obecnej liczebności. „The Times" przypomina, że decyzje rządzących w Londynie w ostatnich latach sprowadziły armię do poziomu 72 500 żołnierzy i jest to najmniejszy stan osobowy od czasu wojen napoleońskich. Chociaż sam Ben Wallace cały czas stara się walczyć o dodatkowe środki finansowe na rozwój sił zbrojnych, w tym właśnie zwększenie liczebności wojsk lądowych. jest to utrudnione problemami gospodarczymi w Wielkiej Brytanii, które naturalnie wpływają na budżet obronny. Brytyjski resort obrony miał jednak zaznaczyć, że w gotowości do pilnego wzmocnienia wschodniej flanki pozostaje swego rodzaju grupa brygadowa licząca ok. 2 tys. żołnierzy. Jednakże, mają oni znajdować się w swoich bazach na terytorium Wielkiej Brytanii.

Czytaj też

Patrząc na artykuły takiej jak ten Larisy Brown trzeba zauważyć, że służą one niejako wywieraniu wpływu na sytuację wewnętrzną w samej Wielkiej Brytanii. LZ persspektywy bezpieczeństwa europejskiego ważne jest na ile Brytyjczycy będą w stanie pokazać szersze spektrum swojej obecności wojskowej na całej wschodniej flance NATO. Tak, aby redukcja (potencjalna) obecności w Estonii nie stała się osią ataku na całe NATO i możliwości sojusznicze samej Wielkiej Brytanii. Czytając i analizując tego rodzaju doniesienia należy zawsze mieć wgląd na szersze pozycjonowanie brytyjskiej aktywności wojskowej nie tylko w samej Estonii. W Polsce zdajemy sobie z tego sprawę, gdyż wojska brytyjskie są stałą częścią innej grupy bojowej eFP NATO, rozlokowanej na polskim terytorium, gdzie państwem ramowym są Stany Zjednoczone. Dziś jest to również np. współpraca wojskowa z państwami kandydackimi do NATO. Zauważmy, że brytyjscy wojskowi ćwiczyli całkiem niedawno w Finlandii w ramach manewrów pk. Vigilant Knife. Nie mówiąc już o znacznym zaangażowaniu strony brytyjskiej w szkolenie rezerw dla walczącej z rosyjską agresją Ukrainy. To również, mimo prowadzenia na własnym terytorium, należy wziąć pod uwagę jako zaangażowanie na rzecz flanki wschodniej.

Czytaj też

Rzeczywiście każde tego rodzaju przedsięwzięcie obciąża wojska lądowe w Wielkiej Brytanii, bowiem oprócz operacji poza granicami część jednostek musi zawsze prowadzić własne procesy szkoleniowe lub zagwarantować swoim żołnierzom możliwość wypoczynku i kontaktu z rodziną. Nie zaskakuje więc, że przy ograniczonych zasobach Londyn stawia na coś w rodzaju elastycznego reagowania. Trzeba jednak powiedzieć, że ma ku temu podstawy, bowiem ostatnie miesiące wykazały dobitnie, że w przypadku kryzysu Brytyjczycy są w stanie szybko rozwinąć swoją obecność wojskową. Co więcej, są w stanie znacząco wesprzeć Ukrainę pod względem materiałowym i szkoleniowym . Nie wolno także zapominać, że Wielka Brytania nie jest zaangażowana w bezpieczeństwo europejskie jedynie w zakresie kontyngentów złożonych z wojsk lądowych. Chociażby maszyny należące do Królewskich Sił Powietrznych są obecne u wspomnianych już Finów i Szwedów. Powinno się więc unikać wręcz apokaliptycznych wizji o wycofywaniu się Brytyjczyków lub niemożności wypełniania obowiązków sojuszniczych względem NATO. Patrząc na sprawę Wielkiej Brytanii nie należy zapominać, że cały czas trwa rozbudowa nowych grup w ramach eFP w państwach flanki wschodniej NATO. Smutną konkluzją jest to, że niestety złudna dywidenda pokoju w Europie nadal oddziałuje na siły zbrojne różnych państw, nie tylko Wielkiej Brytanii i oprócz wzrostu efektywności zbrojeniówek, właśnie liczebność wojsk jest dla państw demokratycznych wielkim wyzwaniem na kolejne miesiące i lata.

Czytaj też

Konkludując jednak należy pamiętać, że Estonia jest oczywiście strategicznie ważna dla planów władz w Londynie, gdyż tam od 2017 r. funkcjonuje grupa bojowa w ramach wzmocnionej wysuniętej obecności NATO (eFP). Zaś Brytyjczycy podjęli się być państwem ramowym, kooperując z Duńczykami oraz Francuzami. Obecnie trwać ma rotacja żołnierzy z Royal Welsh przez wojskowych z Kings Royal Hussars. Sama baza natowskiej grupy jest położona 70 km od stolicy w Tallinie, Tapa. Wraz z tegoroczną sytuacją strategiczną w Europie, Brytyjczycy wysłali wzmocnienie nie w ramach bezpośrednio eFP lecz jako Grupę Bojową Agile złożoną z wojskowych służących w ramach 2nd Battalion The Rifles, zastępując grupę Royal Tank Regiment. Brytyjczycy na miejscu współpracowali z 2. Estońską Brygadą Piechoty.

Komentarze