Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Czy USA uda się stworzyć koalicję przeciw Iranowi?

Wojna w Iranie spowodowała kolejne pęknięcia w relacjach transatlantyckich. Czy po ostatnich słowach dotyczących NATO Donald Trump może jeszcze wierzyć w utworzenie szerszej koalicji państw wspierających USA w walkach na Bliskim Wschodzie?

Prezydent Donald Trump razem ze współpracownikami obserwuje akcję w Wenezueli.
Prezydent Donald Trump razem ze współpracownikami obserwuje akcję w Wenezueli.
Autor. Administracja Prezydenta USA

Właściwie od początku swojej drugiej prezydenckiej kadencji Donald Trump przyjmuje regularnie konfrontacyjną postawę względem dotychczasowych sojuszników USA. W niektórych sytuacjach przynosi to wymierne skutki, czego przykładem jest szczyt NATO w Hadze, gdzie niewątpliwie polityka prowadzona przez Trumpa przyczyniła się do podjęcia ostatecznej decyzji o zwiększeniu wydatków na zbrojenia w państwach członkowskich. Trochę inny przykład stanowi tu niedawny spór o Grenlandię, który w większym stopniu osłabił jedność Sojuszu Północnoatlantyckiego i podważył zaufanie europejskich członków NATO do Stanów Zjednoczonych (choć z punktu widzenia Trumpa „ostra gra” opłaciła się – wyspa pozostała terytorium zależnym, ale Amerykanie mieli zapewnić sobie zwiększenie tam obecności wojskowej).

Powyższych przykładów jest więcej (vide stosunek Białego Domu do Ukrainy i Rosji). Powstaje zatem pytanie, czy równie konfrontacyjny ton skierowany do amerykańskich sojuszników jest również widoczny w przypadku wojny z Iranem?

Reklama

Bez zmian

Odpowiedź na tak postawione pytanie brzmi jednoznacznie: tak. Donald Trump nie zmienia podejścia do sojuszników. We wtorek 17 marca po raz kolejny skrytykował NATO, uznając je za sojusz działający tylko „w jedną stronę”. „Stany Zjednoczone chronią sojuszników, a oni nic dla nas nie zrobią, zwłaszcza w czasach potrzeby” - mówił Trump, powtarzając de facto swoje słowa z początku tego roku, kiedy mówił, że wątpi, by NATO było zdolne do jakiejkolwiek pomocy Stanom Zjednoczonym.

W kontekście Iranu amerykański prezydent stwierdził, że operacja „Epicka Furia” była sprawdzianem z lojalności, który kraje NATO oblały. Na domiar złego dodał, że w obecnej sytuacji rozważa wyjście USA z Sojuszu Północnoatlantyckiego (nawet pomimo braku zgody ze strony Kongresu).

Nie ulega wątpliwości, że słowa amerykańskiego prezydenta stanowią pokłosie kilku głośnych odmów pomocy na Bliskim Wschodzie w ostatnim czasie. „Nie będziemy uczestniczyć w zapewnianiu wolności żeglugi w Cieśninie Ormuz środkami militarnymi. Wojna na Bliskim Wschodzie nie jest sprawą NATO. Dlatego Niemcy nie zaangażują się militarnie” - informował kanclerz Friedrich Merz. Pomocy Amerykanom odmawiali Hiszpanie oraz Brytyjczycy (w pierwszych dniach wojny w Iranie - red.). Oficjalnie swoje „nie” wypowiedziały też kraje niebędące członkami NATO, ale z Sojuszem Północnoatlantyckim powiązane. Mowa m.in. o Japonii i Australii (później Japończycy opublikowali oświadczenie, w którym razem z Wielką Brytanią, Francją, Niemcami, Włochami, Holandią zadeklarowali „gotowość do wsparcia wysiłków na rzecz poprawy bezpieczeństwa w Cieśninie Ormuz” – red.).

Reklama

Trump pomija Europę?

O politykę amerykańskiego prezydenta względem europejskich sojuszników zapytaliśmy amerykanistę Rafała Michalskiego. Ekspert zwrócił uwagę na to, że w czasie prezydentury Donalda Trumpa jednostki analityczne w ramach Departamentu Stanu czy Wojny zajmujące się kwestiami europejskimi zostały ograniczone. „To bardzo amerykano-centryczna perspektywa i zupełnie nie dziwi, że nie podjęto zawczasu próby kooperacji z sojusznikami w sprawie Iranu” - stwierdził, dodając, że początkowo Donald Trump miał postrzegać kwestię izraelską oraz irańską jako bezpośrednio podlegającą wyłącznie inicjatywie Stanów Zjednoczonych.

Powstaje zatem pytanie, czy w związku z takim obrotem sprawy Biały Dom może wierzyć w stworzenie szerszej koalicji antyirańskiej razem z europejskimi sojusznikami?

„Donald Trump wie, że być może 2026 rok to ostatni, w którym jego polityka zagraniczna jest nieograniczona kontrolą Kongresu. Jeśli zostały postawione cele – prozaicznie „czas się kończy”. Równocześnie przedłużający się konflikt tylko przyspieszy i wzmocni negatywny efekt wyborczy w listopadzie – więc Biały Dom stoi przed wyborem tragicznym z ich perspektywy. Albo się wycofać, przyznać do błędu, utrudniając sobie drogę ponownego ataku. Albo kontynuować operację, ryzykując całym kapitałem politycznym. Tutaj pojawia się wektor sojuszników – ich wsparcie mogłoby wspomóc mniej bolesne przejście scenariusza drugiego – wojennego – stąd naciski. Na ile mogą się przerodzić w realne reperkusje dla sojuszników? Dużo zależy od reakcji ze strony państw „wywołanych do tablicy””. – podsumował Rafał Michalski.

Reklama
WIDEO: F-35 vs. JAK-130 | Fregata tonie | Kuwejt strąca F-15 - Defence24Week #151
Reklama