Geopolityka

"Chiny grają dwuznacznie – dla Pekinu najważniejsza jest sytuacja wewnętrzna" [WYWIAD]

Xi Jinping i Władymir Putin
Fot. Kremlin.ru

Dr Robert Czulda rozmawia o trudnych dylematach, jakie stają przez Chińską Republiką Ludową z powodu wojny na Ukrainie i związanych z tym czynnikach oddziałujących na wewnętrzną dynamikę w ośrodku władzy oraz globalną pozycję Chin z prof. UŁ Dominikiem Mierzejewskim, kierownikiem Ośrodka Studiów Azjatyckich Uniwersytetu Łódzkiego, byłym stażystą Heritage Foundation w Waszyngtonie i profesorem wizytującym w Chińskiej Akademii Nauk Społecznych w Pekinie. Profesor jest ekspertem w zakresie retoryki chińskiej dyplomacji, transformacji politycznej ChRL oraz roli prowincji w chińskiej polityce zagranicznej.

Zanim pochylimy się nad chińskim stanowiskiem wobec wojny na Ukrainie, nie mogę nie zapytać o niedawną rozmowę Bidena z Xi Jin-pingiem. Czy faktycznie – tak jak pisała część prasy – mamy do czynienia z przełomowym spotkaniem?

Spotkanie, a właściwie wideo-rozmowa prezydenta Bidena z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jin-pingiem była poprzedzona spotkaniem w Rzymie prezydenckiego doradcy ds. bezpieczeństwa Jake`a Sullivana z odpowiedzialnym za sprawy międzynarodowe radcą stanu Yangiem Jie-chi. To spotkanie było zaplanowane wcześniej. Nie było to pierwsze spotkania dyplomatów. W czasie kadencji Bidena doszło już do dwóch takich rozmów.

Czytaj też

Międzynarodowa sytuacja zmusiła obie strony, aby podczas spotkania 18 marca pomiędzy Bidenem a Xi podjąć kwestię Ukrainy. Temat ten zdominował w moim odczuciu wideo-rozmowę. Amerykanie, obawiając się tego, co może nastąpić, a może już się dzieje – a więc wsparcia materialnego Chin dla Rosji, profilaktycznie zagrozili kolejnymi sankcjami w sektorze nowych technologii. Oznacza to, że Biały Dom realnie obawia się scenariusza, w którym to Pekin staje się w konflikcie ukraińskim stroną bardziej zaangażowaną niż jest to obecnie.

Nie możemy przy tym zapominać, że pomiędzy Stanami Zjednoczonym a Chinami nieprzerwanie toczy się wojna handlowa. 28 stycznia tego roku amerykańska administracja podjęła decyzję o wycofaniu z rynku amerykańskiego chińskiego operatora telekomunikacyjnego China Telecom. Oznacza to, że Chińczycy znajdują się pod presją.

A jakie stanowisko w rozmowie z Bidenem zaprezentowali Chińczycy?

Tutaj należy cofnąć się nieco do historii. Gdy w 1978 roku Deng Xiaoping dochodził do władzy po latach degrengolady Mao Zedonga, określił paradygmat stosunków międzynarodowych, który sprowadzał się do hasła „pokój i rozwój". Deng mówił, że Chiny muszą otworzyć się na świat i reformować, bowiem sytuacja na świecie jest pokojowa, a nie – jak twierdził Mao – dominuje wojna i rewolucja.

A co mówi teraz Xi do Bidena? Otóż to, że dominujący trend „pokoju i rozwoju" stoi przed poważnymi wyzwaniami, a świat nie jest ani spokojny, ani stabilny. Pytanie, które pozostaje póki co bez odpowiedzi, dotyczy tego, czy Chiny zdecydują się odejść od paradygmatu Denga o „pokoju i rozwoju", czy też pozostają przy nim, zakładając, że sytuacja za jakiś czas wróci do normy. Jeżeli dojdzie do zmiany tego paradygmatu będziemy mieli potwierdzenie, że tworzy się nowy międzynarodowy układ.  

Chińczycy będą musieli jakoś radzić sobie z amerykańską presją gospodarczą, która będzie wpływać na chiński rozwój. W praktyce już wpływa, czego efektem jest decyzja o uruchomieniu gospodarki „podwójnego obiegu". Odpowiedzią na ograniczenia w dostępie do międzynarodowych zasobów finansowych i technologicznych jest centralizacja chińskiej gospodarki a taka, czego dowodzi również przykład Chin, jest mniej konkurencyjna. Bez impulsów z zewnątrz może mieć poważniejsze kłopoty. Myślę, że to jest główny element w polityce chińskiej, a więc ryzyko spowolnienia gospodarczego.

Czytaj też

Czy uprawnione jest stwierdzenie, że Pekin wiedział o nieuchronności wojny, bowiem Rosja Chińczyków o tym fakcie poinformowała?

Nie sposób z całą pewnością powiedzieć, czy Pekin wiedział, jak będzie wyglądała „rosyjska operacja na Ukrainie". Wydaje się, że nie zostali dość dokładnie poinformowani przez Rosjan o ich zamierzeniach. Nie można też wykluczyć, że Chińczycy zakładali szybkie rozstrzygnięcie wojny w Ukrainie, chociażby w formie obalenia władz w Kijowie i względnie bezproblemowego przejęcia kontroli nad Ukrainą przez Rosję. Jeśli w ogóle możemy mówić o wariantach, to ten jawił się z perspektywy Pekinu jako optymalny.

Czy wiemy, jak Pekin zareagował na wybuch wojny na Ukrainie, a także jej niekorzystny dla Rosji przebieg?

Na ten temat toczą się spory, a każdy badacz przedstawia własną interpretację. Zacznijmy od tego, że 26 lutego odbyła się telefoniczna rozmowa Putina z Xi. Według oficjalnego komunikatu strony wymieniły poglądy na temat sytuacji na Ukrainie, a prezydent Xi uznał, iż należy zainicjować rozmowy pokojowe. Patrząc na scenę wewnętrzną w Chinach należy zwrócić uwagę, że zaczynano wtedy posiedzenie Biura Politycznego Komitetu Centralnego, poprzedzające sesję parlamentu – Ogólnochińskiego Zgromadzenia Ludowego. W czasie konferencji prasowej premier Li Keqiang mówił, że Chiny będą nadal otwarte, że Chiny nie zamkną „drzwi". Ale pytanie jakie będą miały opcje.

Czytaj też

Chcąc zachować te opcje z Chin płyną dwuznaczne komunikaty, co może sugerować, że Pekin był przygotowany na krótki konflikt. Wówczas dyplomacja chińska nie byłaby zmuszona do zdefiniowania własnej pozycji wobec tego kryzysu. Wygrałby Putin i wtedy działania szłyby dalej. Tak się jednak nie stało, a Chiny są powiązane porozumieniem z Rosją z 4 lutego bieżącego roku. To dla nas istotny drogowskaz do analizowania chińskiej polityki wobec wojny na Ukrainie.

Co to za porozumienie?

Podczas wizyty Putina w Pekinie doszło do podpisania wspólnego oświadczenia na temat zacieśnienia chińsko-rosyjskich stosunków w „nowej erze", która de facto rozpoczyna się od wybuchu wojny Rosji w Ukrainie. W dokumencie Chińczycy wprost przyznali, że wspierają pomysł redefinicji architektury bezpieczeństwa w Europie.

Co do samego terminu „nowa era" to stanowi on slogan polityczny, który w swej retoryce wykorzystuje przewodniczący Xi – od niego bowiem, według oficjalnej narracji, ma rozpoczynać się nowa era Chin. Lider próbuje się pozycjonować przez kreowanie pewnej, nowej rzeczywistości.

Jak obecnie Chińczycy odnoszą się do wojny na Ukrainie?

Najostrzejsze są komunikaty rzecznika prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który oskarża Stany Zjednoczone o próby rozszerzenia NATO. W praktyce można mówić o powieleniu narracji rosyjskiej. Z kolei sam minister spraw zagranicznych stara się lawirować, choć jednocześnie mówił, że rosyjskie żądania gwarancji bezpieczeństwa były zasadne. Na tym poziomie oskarża się Stany Zjednoczone, które oddzielają w swej retoryce od Europy. Swoją drogą to bardzo ciekawa różnica w postrzeganiu Zachodu niż w przypadku Rosji, która nie traktuje Europy jako suwerennego podmiotu, lecz jako wykonawcę woli Waszyngtonu. Chińczycy to jednak rozdzielają – paradoksalnie, obraz Europy jest w chińskiej retoryce dużo cieplejszy niż Stanów Zjednoczonych.

Czytaj też

Wracając jednak do pytania o chińskie stanowisko wobec wojny. Mamy też przewodniczącego Xi, który posługuje się bardzo stonowanym językiem. Xi mówi, że zasada nienaruszalności granic i suwerenności to podstawa systemu międzynarodowego. To również ma tyczyć się Chin, które uznają Tajwan jako jedną z chińskich prowincji.

Zapewne w samej partii nie ma konsensusu, w jaką stronę teraz należy iść. Czy kontynuować współpracę z Putinem, który jest gospodarczym bankrutem? Ponieważ konflikt na Ukrainie przedłuża się, Chiny starają się mitygować zagrożenia, które się pojawiają. Otwartym pytaniem pozostaje, jak długo Chińczycy będą mogli lawirować. Stawiam jednocześnie tezę, że mnogość komunikatów ze strony Chin to dowód na to, że Pekin jest zaskoczony stanowczością decyzji Europy, jednością Zachodu oraz brakiem skuteczności Putina. Chińczykom, którzy działają w oparciu o determinizm ekonomiczny, mogło wydawać się, że Europa nie zdecyduje się na tak daleko idące sankcje i będzie chciała szybko z Rosją się porozumieć. Dodatkowo wynikało to z innej niż rosyjska percepcji Zachodu. O ile Rosja patrzy na Zachód jako mniej więcej monolit w kwestiach zasad, o tyle Chiny próbowały i próbują rozróżnić i wykorzystywać to do własnej polityki. Ale w obliczu wojny Rosji ten chiński ogląd świata ma coraz mniej wspólnego z rzeczywistością.

Pojawiają się liczne hipotezy – jedni twierdzą, że wojna na Ukrainie jest dla Chin korzystna, bowiem Rosja traci siły, przez co w duecie rosyjsko-chińskim Pekin stanie się jeszcze silniejszy. Inni z kolei twierdzą, że jest odwrotnie, bowiem wojna torpeduje chińskie plany inwestycyjne w Europie Środkowo-Wschodniej.

Z jednej strony wojna jest korzystna, bowiem wiąże Stany Zjednoczone w Europie, co otwiera Chinom okno na Indo-Pacyfik. Tu jednak powinno dyskutować się o szczegółach. W ostatnim tygodniu chińska dyplomacja podjęła ofensywę dyplomatyczną w państwach islamskich, a do tego doszło do spotkania z Indiami. Nie doszło jednak to żadnych daleko idących ustaleń. Warto też wspomnieć, że tuż przez spotkaniami ministra Wanga Yi amerykanie odbyli tour po Indiach, Bangladeszu i Sri Lance. To jest test dla chińskiej dyplomacji, a pytanie na ilu partnerów może liczyć Pekin w swoich działaniach na Indo-Pacyfiku pozostaje otwarte. Faktycznie jednak w drugiej połowie 2021 r. chińska dyplomacja podjęła aktywne wysiłki wpływania na państwa Pacyfiku.

Czytaj też

Z drugiej strony wojenna zawierucha Rosji stanowi dla Chińczyków darmową lekcję – patrzą na wykrwawiającego się partnera i na bieżąco analizują, jak reaguje świat, jak jednoczy się Zachód, jak 141 państw potępiło Rosję na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. To dla Pekinu niezwykle cenna obserwacja.

Co więcej, w tym samym czasie Europa jednoznacznie stanęła po stronie Stanów Zjednoczonych, co jednak należy traktować w kategorii dużej zmiany. A przecież zbliża się szczyt Unii Europejskiej z Chinami. Jednocześnie jest coraz więcej głosów mówiących, że Bruksela powinna zrewidować swój stosunek do Chin. Mimo, że Pekin nie postrzega Unii Europejskiej jako szczególnie istotnego gracza, to szybkość i sprawność podjęcia decyzji co do Rosji i Putina budzi wśród Chińczyków pewne obawy. Wydawało się, że indolencja biurokratyczna Unii Europiejskiej, tak zwane „wolne młyny" sprawi, iż politycy będą bardziej debatować niż podejmować decyzje. Kalkulacje Pekinu raczej się nie sprawdziły i Pekin może obawiać się, że Unia Europejska będzie naciskała w sprawie udzielenia chociażby pomocy humanitarnej. Prawdopodobnie po szczycie nie uda się podpisać wspólnego komunikatu.

W kontekście aktywnej polityki amerykańskiej i stanowczego potępienia Putina w pewnym sensie zakwestionowany został też wizerunek Stanów Zjednoczonych, który promowano w chińskich mediach i dyskursie akademickim. Przez długi czas Pekin lansował i dalej to robi obraz Stanów Zjednoczonych jako państwa upadającego, pogrążonego w przestępczości i narkomanii, „toczonego przez rozliczne choroby". Narracja taka wywodzi się chociażby z książki „Ameryka przeciwko Ameryce" z początku lat dziewięćdziesiątych. Jej autor, Wang Huning jest teraz doradcą Xi w Stałym Komitecie Biura Politycznego. Warto jednak zwrócić uwagę, że od rozmowy przewodniczącego Xi z prezydentem Bidenem w „Dzienniku Ludowym" – a więc oficjalnym organie prasowym KPCh – nie odnotowałem tekstu otwarcie krytykującego Stanów Zjednoczonych. Być może Pekin pracuje na planem B? Tego nie wiemy.

Oczywiście nie oznacza to, że konsolidacja Zachodu się utrzyma i że pozbyto się problemów. Niemniej jednak trudno nie dostrzec inicjatywy ze strony Zachodu, a przecież w stosunkach międzynarodowych ten nadaje ton, kto przejmuje inicjatywę. Póki co projekt przecięcia międzynarodowej inicjatywy przez Chiny i Rosję nie udał się, a skutki są tragiczne.

Jak kształtują się relacje chińsko-rosyjskie, także poza wymiarem ukraińskim? Obie strony podkreślają partnerstwo, ale jak na te stosunki patrzy władza w Pekinie?

W moim odczuciu Chińczycy traktują Rosję bardzo instrumentalnie, choć oczywiście my – jako zewnętrzni obserwatorzy – nie do końca wiemy, jak w praktyce ten tandem działa i jaka jest jego dynamika. Patrzymy na deklaracje, wizyty, komunikaty i wnioskujemy. Istotnym w relacjach dwustronnych jest taki czynnik jak ciągłość historyczna nieufności. To temat rzeka.

Czytaj też

Patrząc na perspektywę współczesną, atrakcyjność Rosji to między innymi jej „antyamerykanizm" – na Rosję patrzono jako na cenny instrument wspierający rozmontowywanie Pax Americana, co jest niezbędne do wielkiego odrodzenia narodu chińskiego. De facto chodzi o fakt, że w momencie ograniczana wpływów Stanów Zjednoczonych sprawa Tajwanu byłaby możliwa do rozwiązania. A to jest  konieczne do wielkiego planu Xi Jin-pinga. Rosja to również wielkie zaplecze surowców, których Chiny potrzebują. Do tego dochodzą technologie wojskowe. Tu Chiny mogą uzyskać korzystne warunki. Ostatnio podano informacje, że wszystkie konglomeraty naftowe z Chin zatrzymują inwestycje w Rosji. Z jednej strony mówi się, że obawiają się sankcji nałożonych na Rosję, z drugiej próbują wykorzystać sytuację do negocjacji bilateralnych.

Co ciekawe, Chiny unikają mówienia o sojuszu. To w oficjalnej narracji strategiczne partnerstwo. Chcą bowiem stać się samodzielnym biegunem w nowym ładzie międzynarodowym. Każda afiliacja z innym państwem – małym, czy dużym – w odczuciu Pekinu będzie osłabiać chińską pozycję jako samodzielnego bieguna. Oznacza to, że Chiny nadal będą wspierały Rosję, ale raczej nie będą jednoznacznie stawać po jej stronie – wsparcie będzie trwało dopóki będzie dla Pekinu opłacalne. Z pewnością strony poszukują teraz modus operandi do współpracy. Spotkanie między ministrem Ławrowem i Wangiem Yi zaplanowano na 31 marca.

Co do wsparcia to pojawiły się doniesienia o możliwym wsparciu materiałowym ze strony Chin dla rosyjskich sił na Ukrainie. Na ile to realny scenariusz?

Tego nie można wykluczyć, choć nie sądzę, aby był on dla Pekinu korzystny. Bez wątpienia bezpośrednie wsparcie rosyjskiej machiny wojennej oznaczałoby, że Pekin miałby przeciwko koalicję „antyimperialną", którą aktualnie tworzą Stany Zjednoczone. Chin oczywiście nie da się izolować, ale wówczas nie udałoby się uniknąć pewnych kosztów, a przecież dla Pekinu priorytetem jest niezachwiany rozwój gospodarczy. Chiny zapewne mają świadomość, że takie transporty dla Rosji nie mogłyby pozostać niezauważone. Amerykanie bez wahania ujawniliby to przed światem.

Chińska dyplomacja nie jest jednak w tym momencie pasywna. Aktywne działania w państwach muzułmańskich oraz przede wszystkim w Afganistanie są jednym z elementów pokazywania, że Chiny nie są izolowane. Zwracam uwagę na sprawy anonsowanej współpracy z talibami. Z jednej strony jest to krok wyprzedzający ewentualne wsparcie dla ograniczenia możliwego wpływu destabilizującego grup terrorystycznych na Chiny zachodnie, z drugiej chęć utrzymania chińskich biznesów, które przez lata robione były pod parasolem NATO. Teraz przyszedł czas na aktywną politykę Pekinu. Czas sprawdzenia się.

Należy też pamiętać o chińskiej polityce wewnętrznej. Jesienią 2022 roku odbędzie się zjazd Komunistycznej Partii Chin, na którym Xi ma zostać ponownie wybrany sekretarzem generalnym. Xi zainwestował wiele czasu i energii w relacje interpersonalne z Putinem. Obaj politycy często spędzali razem czas, bywali na targach, jedli naleśniki, obserwowali manewry wojskowe. Teraz ten kluczowy partner dosłownie grzęźnie na Ukrainie. Za tę porażkę ktoś musi zapłacić, lub trzeba będzie w jakiś sposób przykryć propagandowo te porażki: tu oskarży się Stany Zjednoczone. Jednak wbrew pozorom, w Chinach jest dyskusja i polityczna presja, z którą przewodniczący musi się liczyć. Oznacza to, że wykonanie kolejnego kroku w stronę Rosji może być dla chińskich przywódców bardzo bolesne.

Jakie konsekwencje dla chińskiej gospodarki ma przedłużająca się wojna na Ukrainie?

W reakcji na wojnę handlową ze Stanami Zjednoczonymi wprowadzono, wspomnianą już gospodarkę „podwójnego obiegu", chociaż dla Chin to międzynarodowa wymiana handlowa jest niezmiennie kluczowa. Przykładowo, dla prowincji Kanton rynki międzynarodowe stanowią 25% całości jej handlu. Pekińscy planiści muszą brać to pod uwagę, podejmując jakiekolwiek decyzje o ewentualnym wsparciu Rosji.

Czytaj też

Druga, równie istotna sprawa to wychodzenie gospodarki, nie tylko chińskiej, po pandemii COVID-19. Czy pandemia się skończyła? Nie, a przyjęty w Chinach model zero-tolerancji na pandemię spowodował zamknięcie wewnętrzne – nazwijmy to izolację wewnętrzną. To wpływa na stan gospodarki. Pytanie, czy w tym kontekście Chiny stać na kolejną izolację, tym razem ze strony gospodarek zachodnich? Od 1978 roku Chiny były beneficjum globalizacji, udało się stworzyć podstawy do tego, by stać się gospodarką numer dwa. Mamy świadomość, że żeby rozwijały się gospodarczo Chiny potrzebują impulsów z zewnątrz, dostępu do technologii i zasobów kapitałowych. Model samowystarczalnej gospodarki był już Chinach przerabiany: czasy „wielkiego skoku naprzód" czy komunizmu wojennego okresu „rewolucji kulturalnej". Jak to się skończyło wiemy.

W kontekście zjazdu należy poruszyć jeszcze jedną kwestię. To sprawa bezpieczeństwa żywnościowego. Na ile jest to dla Pekinu istotny czynnik?

Ukraina była jednym z ważniejszych dostawców do programów pomocowych ONZ na obszarze Afryki. To z powodu wojny jest niemożliwe. W rezultacie w Afryce rośnie presja na lokalnych przywódców, by coś z tym żywnościowym kryzysem zrobić. W pierwszej kolejności afrykańscy przywódcy informują Chińczyków o konieczności renegocjacji zaciągniętych zobowiązań finansowych – bez tego wzrasta zagrożenie rewolucją, która pozbawi Chińczyków ich inwestycji. Z powodu pandemii Pekin został zmuszony zgodzić się na kredytowe ustępstwa choćby w Kenii, która już musiała podnieść podatki, by móc spłacać chińskie długi. Teraz ta presja staje się jeszcze większa. Chociażby z tej perspektywy Chińczykom zależy, aby ten konflikt jak najszybciej się skończył.

Komunistyczna Partia Chin może bez większych problemów rządzić tak długo, ponieważ daje Chińczykom stały wzrost gospodarczy. Teraz, w obliczu kryzysu – dużo większego niż w wyniku COVID-u – obietnice dobrobytu stają pod znakiem zapytania. Podobnie zresztą jak infrastrukturalna koncepcja „Pasa i Szlaku", która też stanowi jeden z flagowych projektów Xi. W wyniku obecnych napięć zawieszono połączenia kolejowe przez Białoruś. Z perspektywy całości Chin nie jest to tragedia, bowiem transport kolejowy nie jest znaczący. Niemniej jednak to dość spory problem wewnętrzny.

Dlaczego?

W koncepcji „Pasa i Szlaku" chodziło o to, by rozwinąć chińskie prowincje zachodnie, które są dużo gorzej rozwinięte niż wschodnie, czerpiące z dostępu do akwenów morskich. Z punktu widzenia wewnętrznego, a także mając na uwadze wspomniany fakt tegorocznego zjazdu, wobec Xi wyraźnie rośnie presja i oczekiwania co do szybkiego rozwiązania problemu. Dotknięte prowincje liczą, że obietnice Xi rozwoju i dobrobytu zostaną dotrzymane. Niezadowolenie jest tym większe, że źródłem kryzysu jest Rosja, a więc sztandarowy partner Xi.

Czytaj też

Ukraina była jednym z elementów chińskiej wizji gospodarczego zdominowania przestrzeni euro-azjatyckiej. Jeszcze w styczniu świętowano trzydziestą rocznicę relacji pomiędzy Ukrainą a Chinami. Przedstawiciele Chin podkreślali, że Ukraina to ważny element „Pasa i Szlaku" i państwo, które jako jedno z pierwszych dołączyło do projektu. Obecna sytuacja utrudnia chociażby przesył kontenerów przez Morze Czarne. To kolejny element składający się na szereg chińskich problemów – koncepcja „Pasa i Szlaku" ma raptem 10 lat, a praktycznie – przynamniej w przestrzeni euro-azjatyckiej – już go nie ma. Konieczność wyjaśnienia tego przedstawicielom Komunistycznej Partii Chin to dla Xi będzie stanowić nie lada wyzwanie. Nie przewiduję, aby Xi – który, tak jak Putin, chciał przejść do historii swojego narodu – miał utracić władzę, ale jego reelekcja może być problematyczna, a on sam przez proces nie przejdzie suchą stopą.

Jakie teraz, po miesiącu walk, nadzieje wobec rozstrzygnięcia wojny na Ukrainie, może mieć Pekin?

Obserwujemy zmiany w systemie stosunków międzynarodowych. Prezydent Biden w Polsce nakreślił wizję Zachodu. W przemówieniu w Jasionce porównał ofiary rosyjskiej agresji do studentów z Tiananmen. Co więcej prezydent Biden w swoim wystąpienia na Zamku Królewskim mówił: „Na litość boską, ten człowiek nie może pozostać u władzy". Mimo, że administracja amerykańskie dementowała, że chodzi o usunięcie Putina to wiadomość jest różnie interpretowana. To bardzo czytelny znak, że stajemy w obliczu „nowej ery" rywalizacji demokracji i autokracji.

Nie wiemy jeszcze, w jaką stronę zmierzamy, ale wyraźnie rysuje się koalicja państw zachodnich - wspólnie z Japonią i być może Koreą Południową, Australią – a z drugiej strony Chiny z Rosją, ale w dalszym ciągu szukające miejsca, i grupa państw, dawniej powiedzielibyśmy „niezaangażowanych". Dla Chin przychodzi moment, kiedy w polityce międzynarodowej trzeba będzie zająć stanowisko.

Komentarze (4)

  1. mobilny

    Chiny to przyszłość a wojnę z nimi (bo uznano ich za zagrożenie dla swej hegemoni) wywołało USA za panowania Trumpa. Dlaczego? Bo nikt nie może być większy lepszy i bogatszy niż USA. USA demokratyczne? Właśnie pokazało jak bardzo wartości demokratyczne są im bliskie. Własność prywatna wymazana (patrz zabór mienia Rosyjskiego) Chiny przedsiębiorczy a więc rozwój (niemożliwe) nie kupujesz od nas (nieprzyjaciel-sankcje) a więc wojna? Tak. Dlaczego? Ano czytaj powyżej. Oto USA i wasale którymi się otaczają (m. In. Polska) fałszywy sojusznik to USA. Czy godzimy się na to? Tak. Dlaczego? Bo ten rząd jest pseudopolski a wyborcy zmanipulowani.

    1. kaczkodan

      Własność jest wynikiem umowy społecznej a nie świętym prawem. W przypadku prowadzenia wojny ze światem zawsze trzeba się liczyć z konfiskatami majątku. Rosja odleciała sądząc że walcząc z NATO jego państwa będą chronić własność Rosji.

  2. Kamyl

    Jak dla mnie to Rosja i Chiny poczuły się zbyt pewnie i za wcześnie zaczęły konsumować swoje swoje inwestycje. Rosja zaczęła angażować się we wszystkie konflikty na świecie, armie trolli i szantaż surowcowy dał ludziom do myślenia. Natomiast Chiny traciły na wizerunku poprzez sytuacje z pandemią, zaborcze zamiary wobec Tajwanu, blokada kanału Sueskiego, afera Huawei, wykorzystywanie partnerów handlowych oraz konflikt z USA i Indiami jednocześnie. Zbyt wiele srok za ogon trzymali, zbyt zachłannie i przez to wychodzą ich prawdziwe zamiary.

    1. kaczkodan

      Afera Huwawei to była robota Amerykanów że jakaś firma śmiałą wyprzedzić zachód w technologii 5G. W ramach robienia "łaski z połyskiem" Amerykanom opóźniliśmy wprowadzanie 5G u siebie, co zawsze obniża sprawność i wydajność gospodarki.

  3. tak

    Ekomonicznie wojna to katarsfra dla UE (drogi, gaz ropa, inflacja, zywnosc) to ogromne zyski dla USa (i politczne i ekonmiczne) W kazdym razie my obwatekle europy dostanemy po kiszni (Orban zaltwil sobie gaz az 5 razy tanszy niz reszta) Ze tez amerykanei umia tak sie ustawic ze nawet na wojnie zarabiaja.

  4. JAGODA

    Chińczycy to bardzo mądry naród zawsze grabią do siebie i nigdy nie skaczą jak jakaś pchła na psim grzbiecie ! Mówią o sobie "państwo środka" bo uważają siebie za centrum Świata i cywilizacji, a reszta to są tylko peryferia. Powinniśmy z nich brać przykład !