Geopolityka

Armenia zapłaci wysoką cenę za uniezależnienie się od Rosji [OPINIA]

Fot. mil.ru

Rozmowy przywódców Armenii, Azerbejdżanu i Turcji w kuluarach praskiego szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej zwiększają prawdopodobieństwo uregulowania stosunków między tymi trzema państwami. Teoretycznie Armenia mogłaby dzięki temu uwolnić się z kleszczy rosyjskich, ale cena jaką Paszynian będzie musiał zapłacić może doprowadzić do prorosyjskiego przewrotu. Wszystko zależy więc od wsparcia USA.

Na zdjęciach z praskiego szczytu widać wyraźny kontrast między tryskającymi dobrym humorem prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem i prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem, a ponurym premierem Armenii Nikolem Paszynianem. Nic dziwnego, gdyż zadanie jakie stoi przez armeńskim przywódcą to kwadratura koła. Z jednej strony w interesie Armenii jest zdemontowanie rosyjskiego szantażu bezpieczeństwa, co pozwoliłoby jej na zwrócenie się ku Zachodowi. Z drugiej jednak strony uznanie przez Paszyniana zwierzchności Azerbejdżanu nad Arcachem (Górskim Karabachem) doprowadziłaby do wrzenia w Armenii i w konsekwencji nie można byłoby wykluczyć prorosyjskiego przewrotu. Mogłoby to też oznaczać likwidację wszelkich śladów armeńskości w Arcachu, co byłoby niewątpliwie dziejową niesprawiedliwością.

Czytaj też

Konsekwencje ewentualnej normalizacji armeńsko-azersko-tureckiej w odniesieniu do Arcachu nie są jednak oczywiste. Kluczowym (choć nie jedynym) elementem tej normalizacji byłoby wzajemne uznanie się przez Armenię i Azerbejdżan, prawdopodobnie nawiązanie stosunków dyplomatycznych, a przede wszystkim uznanie integralności terytorialnej, delimitacja granic oraz otwarcie przejść granicznych (w tym z Turcją). Innym aspektem jest stworzenie połączenia między Azerbejdżanem a Nachiczewanem i Turcją, o czym napiszę później. Wzajemne uznanie integralności terytorialnej odnosi się nie tylko do kwestii zwierzchności Azerbejdżanu nad Arcachem ale również rozwiązania kilku mniejszych enklaw etniczno-administracyjnych (4 azerskich tj. Karki, Sofulu, Yukhari Askipara i Barxudarli w Armenii i 1 armeńskiej tj. Artsvashen w Azerbejdżanie) stworzonych w okresie sowieckim w ramach klasycznego komplikowania podziału administracyjnego. W czasie pierwszego etapu wojny tj. na pocz. lat 90-tych, zostały one de facto anektowane przez odpowiednio Armenię i Azerbejdżan, jednakże bez konsekwencji prawnomiędzynarodowych. Trudno się spodziewać ich restytucji w formie enklaw ale mogą one stanowić podstawę rewizji granicy i raczej nie odbędzie się to w sposób korzystny dla Armenii.

Czytaj też

Sprawa Arcachu ma zupełnie inny charakter i warto pamiętać, że Armenia formalnie nie uznaje jego niepodległości, więc uznanie integralności terytorialnej Azerbejdżanu nie oznaczałoby cofnięcia takiego uznania (bo go nigdy nie było). Oczywiście, czym innym jest stan faktyczny, a to oznacza, że Armenia musiałaby zrezygnować z jakiegokolwiek administracyjnego, politycznego czy militarnego wspierania Arcachu. Co by się zatem z nim stało? Faktyczne odzyskanie zwierzchności Azerbejdżanu nad tym terytorium oznaczałoby exodus ok. 100 tys. jego mieszkańców, połączony z masowym niszczeniem pozostawianych domów, budynków i infrastruktury, czemu władze w Erywaniu nie będą w stanie zapobiec, nawet jeśli się do tego zobowiążą. Ponieważ Azerbejdżan nie jest państwem demokratycznym, lecz autorytarną dyktaturą, w której prawa człowieka są masowo łamane, zatem żadne gwarancje bezpieczeństwa dla Ormian, którzy by zdecydowali się pozostać na terenach pod administracją Azerbejdżanu, nie byłyby wiarygodne. Można się byłoby również spodziewać całkowitego zatarcia wszelkich śladów armeńskości na tych terenach w dość krótkiej perspektywie czasowej (tak jak to się stało na wszystkich innych terenach, które znalazły się pod administracją Azerbejdżanu). Warto dodać, że Arcach po raz pierwszy w historii znalazłby się pod suwerenną zwierzchnością Azerbejdżanu (zarówno Azerbejdżańska SRR, jak i istniejący w latach 1748-1822 Chanat Karabachu, nie były suwerennymi podmiotami).

Problem w tym, że po wojnie 44-dniowej Armenia i tak w dużej mierze straciła kontrolę nad Arcachem na rzecz Rosji, która wprowadziła tam swoje siły. Zatem uznanie integralności terytorialnej Azerbejdżanu przez Armenię nie oznaczałoby automatycznego zajęcia Arcachu przez Azerbejdżan, lecz przesunęłoby spór o to terytorium z linii Erywań – Baku na linię Moskwa – Baku. Jeżeli Rosja chciałaby utrzymać swoją kontrolę nad tym terenem, zdobytą w 2020 r., musiałaby sama powstrzymać Azerbejdżan, a to postawiłoby ją w bardzo kłopotliwej sytuacji. Byłoby to tym bardziej ważne dla Moskwy, bo delimitacja granicy Azerbejdżanu i Armenii, otworzyłaby Armenii drogę do wyjścia z Organizacji Układu Bezpieczeństwa Zbiorowego (ODKB) i likwidacji rosyjskiej obecności wojskowej na swoim terenie. Zatem Arcach w takim układzie pozostałby dla Rosji ostatnim bastionem na całym Kaukazie Płd.

Grafika: NewsMap
Grafika: Newsmap

Warto przy tym podkreślić, że relacje armeńsko-rosyjskie są znacznie bardziej złożone niż jest to często przedstawiane. Gdy Południowy Kaukaz, w tym tereny dzisiejszej Armenii, został podbity przez Rosję w wyniku wojen z Persją na pocz. XIX w., Rosjanie nie tylko nie dali Ormianom żadnej autonomii ale nawet nie stworzyli jednolitej jednostki administracyjnej obejmującej ormiańskie ziemie, a w późniejszym czasie zaczęli rusyfikację Ormian. Nastroje antyrosyjskie zaczęły w Armenii znów narastać po tym jak w czasie wojny czterodniowej w 2016 r. okazało się, że Azerbejdżan atakuje Ormian z broni dostarczonej mu przez Rosję. Niespełna 2 miesiące po zakończeniu tych starć w stolicy Armenii stanął pomnik gen. Geregina Nżdeh, armeńskiego bohatera walk z Sowietami. Gdy w 2018 r. prorosyjski klan karabachski został odsunięty od władzy przez Nikola Paszyniana, ten starał się lawirować między Moskwą i Zachodem. Niemniej, gdy w lipcu 2020 r. Rosja nie zareagowała na atak Azerbejdżanu na armeński Tavush, to w Armenii zaczęły pojawiać się głosy postulujące likwidacje baz rosyjskich w Armenii jeśli Rosja nie będzie bronić Armenii i Arcachu przed atakami Azerbejdżanu. Tymczasem wojna 44-dniowa przez wielu Ormian została uznana za spisek Moskwy i Baku wymierzony w Armenię i po podpisaniu zawieszenia broni 9 listopada, wśród protestujących pod parlamentem w Erywaniu nastroje antyrosyjskie były bardzo wyraźne. Dopiero później zmobilizowała się opozycja prorosyjska związana z byłymi prezydentami Robertem Koczarjanem i Serżem Sarkisjanem, niemniej siły te w czerwcu 2021 z kretesem przegrały wybory parlamentarne (ok. 30 % głosów). Partie jednoznacznie antyrosyjskie i prozachodnie otrzymały ok. 15 % głosów ale ze względu na rozdrobnienie nie zdobyły żadnego mandatu. Natomiast lista Paszyniana zdobyła prawie 54 % głosów.

Czytaj też

Kolejny atak Azerbejdżanu, tym razem przeprowadzony na terytorium Armenii (a nie Arcachu), który miał miejsce we wrześniu 2022 r., wywołał kolejną eskalację antyrosyjskich nastrojów. Związane było to z uchyleniem się przez ODKB od, wynikającego z art. 4 Układu, obowiązku udzielenia pomocy zbrojnej Armenii, czego ta zażądała. Sytuacja ta pokazała, że gwarancje bezpieczeństwa ze strony ODKB są całkowitą fikcją. Wojna na Ukrainie doprowadziła przy tym do osłabienia Rosji i ograniczenia możliwości zarządzania sytuacją w postsowieckim obszarze Kaukazu Południowego oraz w Azji Centralnej. Ponadto dwaj inni członkowie ODKB Kazachstan i Kirgistan są wraz z Azerbejdżanem i Turcją członkami Organizacji Państw Turkijskich i prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew wprost stwierdził, że nie podejmie żadnych działań wymierzonych przeciwko Azerbejdżanowi. Powszechnie znane są też bliskie relacje personalne Łukaszenki i Alijewa.

Oficjalnym pretekstem nieudzielenia pomocy Armenii ze strony ODKB był „nieuregulowany" charakter granicy azersko-armeńskiej, co zresztą jeszcze bardziej wzburzyło Ormian. Warto przy tym podkreślić, że Ormianie od dawna obawiają się, że celem ataków Azerbejdżanu jest nie tylko uzyskanie kontroli nad Arcachem ale również nad Sjunikiem tj. strategiczną prowincją łączącą Armenię z Iranem, a oddzielającą Turcję oraz Nachiczewan od Azerbejdżanu (i dalej przez Morze Kaspijskie – w dużej mierze turkijską, a zarazem postsowiecką, środkową Azją). Po klęsce wojny w 2020 r. Azerbejdżan dokonał jednostronnej rewizji przebiegu granicy, zajmując fragmenty drogi łączącej Erewań z Iranem, a we wrześniu 2022 r. uszkodził budowany przez Armenię objazd. Wobec takiej postawy Rosji i ODKB, Armenia jest zmuszona szukać innych zabezpieczeń swojej terytorialnej integralności. Może to uzyskać tylko opierając się na Iranie lub Zachodzie.

Czytaj też

Iran wprawdzie wydaje się zdeterminowany by nie dopuścić do utraty granicy z Armenią, co wynika nie tylko z historycznych związków tego kraju z Armenią ale też z kwestii wewnętrznych Iranu (możliwe pretensje terytorialne Turko-Azerbejdżanu do prowincji Azerbejdżanu Zachodniego i Wschodniego w Iranie). Niemniej, Iran nie ma silnej pozycji w polityce globalnej, a co za tym idzie, nie jest też pewnym gwarantem bezpieczeństwa Armenii. W trakcie konfrontacji we wrześniu 2022 r. Iran zachował zresztą dość dużą wstrzemięźliwość. Alternatywą jest więc Zachód, z którym Ormian w wymiarze cywilizacyjno-politycznym łączy znacznie więcej. Wynika to m.in. ze znacznej i wpływowej diaspory ormiańskiej, zwłaszcza w takich krajach jak USA czy Francja, a także z faktu, że Armenia, obok Gruzji, jest jedyną demokracją w tej części świata, otoczoną autorytarnymi, lub wręcz totalitarnymi reżimami. Jest to bardzo ważne, zważywszy na bidenowską doktrynę opartą na przeciwstawianiu świata demokratycznego dyktaturom z Rosją i Chinami na czele.

Zarówno USA jak i Europa dążą do stabilizacji Południowego Kaukazu, gdyż z jednej strony wartości, na których zbudowany jest Zachód dyktują wsparcie dla Armenii (co przekłada się też na opinię publiczną), podczas gdy interesy, związane z surowcami energetycznymi, determinują układy z Azerbejdżanem. Ponadto niebagatelną rolę odgrywa fakt, że Turcja jest członkiem NATO. Stabilizacja Kaukazu Południowego doprowadziłaby do utraty w nim wpływów przez Rosję, a w związku z tym korzystnie wpłynęłaby na bezpieczeństwo tranzytu. Problem w tym, że postawa Donalda Trumpa wobec wojny 44-dniowej z 2020 r. pozwoliła Rosji na danie Armenii „nauczki" w postaci przekazu, że ta nie może liczyć na wsparcie Zachodu (prezydent Macron deklarował wsparcie dla Armenii ale nie przybrało ono żadnej, realnej formy), a Moskwa, w przypadku nielojalności Erewania, może inicjować kolejne ataki Azerbejdżanu na Armenię, generujące kolejne straty z jej strony. Objęcie prezydentury przez Bidena zmieniło jednak sytuację, czego wyrazem była wizyta Nancy Pelosi w Erewaniu po starciach z września 2020 r. i jednoznaczne potępienie Azerbejdżanu. Takie działanie Amerykanów zmobilizowało też Macrona, który tradycyjnie chce z nimi rywalizować, czego efektem były rozmowy w Pradze. Warto jednak dodać, że UE podejmowała wysiłki mediacyjne między Azerbejdżanem a Armenia również przed starciami wrześniowymi. Ponadto próba normalizacji relacji turecko-armeńskich była podjęta w latach 2008-2009 (tzw. dyplomacja futbolowa), niemniej zakończyła się fiaskiem, gdyż Erdogan uwarunkował ją od kwestii Arcachu.

Słabnięcie pozycji Rosji po inwazji na Ukrainę doprowadziło do większej asertywności Armenii, co miało przełożenie na postawę tego państwa na arenie międzynarodowej (m.in. brak wsparcia dla Rosji we wszystkich głosowaniach w ONZ mimo świadomości możliwych konsekwencji w postaci „karnego" uderzenia ze strony Azerbejdżanu, a ostatnio odmowa w udziale w ćwiczeniach ODKB). Paszynian miał jednak świadomość, że stąpa po kruchym lodzie. W trakcie wrześniowego ataku Azerbejdżanu podkreślił jednak w parlamencie, że „chcemy podpisać dokument, za który (...) zostaniemy nazwani zdrajcami (...) ludzie mogą nas nawet odsunąć od władzy (...) ale dzięki temu Armenia zyska trwały pokój i bezpieczeństwo na obszarze 29 800 km kw (czyli uznanego międzynarodowo terytorium Armenii)". Zostało to zinterpretowane jako gotowość do uznania bezwarunkowej (bo na inną Azerbejdżan, a w konsekwencji również Turcja, się nie zgadza) suwerenności Azerbejdżanu nad Arcachem w zamian za delimitację granicy, a co za tym idzie odstąpienie przez Azerbejdżan od prowokacji granicznych i zabezpieczenie armeńskiej suwerenności nad Sjunikiem.

Normalizacja relacji Armenii z Azerbejdżanem i Turcją, poza oczywistymi korzyściami ekonomicznymi, umożliwiłaby Armenii wystąpienie z ODKB i innych struktur integracyjnych zbudowanych przez Rosję, w tym Wspólnoty Niepodległych Państw oraz zwrócenie się w kierunku UE i NATO, z perspektywą członkostwa w obu organizacjach (choć dziś wydaje się to nierealne to normalizacja na Kaukazie Południowym otworzyłaby możliwość nowego układu geopolitycznego). Ewentualne wznowienie konfliktu miałoby już zupełnie inny charakter, gdyż odnosiłoby się do Sujnika, wobec którego suwerenność Armenii nie budzi żadnych wątpliwości.  

Problem w tym, że Rosja, choć osłabiona, z całą pewnością nie podda się łatwo. Porozumienie Paszyniana z Erdoganem i Alijewem zostanie wykorzystane przez prorosyjską opozycję oraz zrusyfikowanych Ormian mieszkających w Rosji (takich jak Margarita Simonjan) do ogłoszenia Paszyniana zdrajcą i w rezultacie podjęcia próby jego obalenia. Wiele będzie zależało od tego, czy Rosja zaryzykuje wycofanie się z Arcachu i przekazanie nad nim kontroli Azerbejdżanowi, licząc, że zmuszeni do opuszczenia Arcachu Ormianie zwrócą się przeciwko Paszynianowi. Nie jest to jednak oczywiste, gdyż znaczna ich część może obwinić Rosję, przyczyniając się w ten sposób do jej ostatecznej klęski na Południowym Kaukazie. W tym kontekście warto wskazać na nagłą przeprowadzkę rosyjskiego oligarchy armeńskiego pochodzenia Rubena Wardanjana do Arcachu. Jego zadaniem może być nie tylko umocnienie wpływów Rosji w Arcachu i kanalizowanie niechęci do Paszyniana i Ormian z Armenii w ogóle (rosyjska propaganda obliczona na skłócenie Ormian z Armenii i Arcachu stała się bardzo silna po wojnie 44-dniowej) ale również wywołanie zamieszek w Armenii w celu obalenia Paszyniana (pod pretekstem zdrady Arcachu).

Na tym jednak nie kończą się problemy Armenii z potencjalnym porozumieniem z Azerbejdżanem i Turcją. Kolejnym problemem jest bowiem sprawa eksterytorialnego korytarza prowadzącego przez Sjunik z Azerbejdżanu do Nachiczewanu i Turcji, którego stworzenia żąda i Baku i Ankara, a na który z oczywistych powodów nie chce się zgodzić Armenia. To właśnie ten punkt stanowi największy problem w osiągnięciu porozumienia. Warto dodać, że stworzenie takiego korytarza byłoby również korzystne dla Rosji, gdyż byłoby konfliktogenne, a ponadto stanowiłby on również dla Rosji alternatywę transportową do Turcji (wobec szlaku prowadzącego przez Władykaukaz i Tbilisi do Erzurum). 

W tym kontekście kluczowe znaczenie dla Armenii ma to, na jakie gwarancje bezpieczeństwa może liczyć ze strony USA. Macron jest bowiem znacznie mniej wiarygodnym partnerem, zważywszy na to, że z jego proarmeńskiej postawy w 2020 r. właściwie nic nie wynikało. Wizyta Nancy Pelosi w Erewaniu miała zatem fundamentalne znaczenie. Nie jest natomiast pewne jakie dokładnie towarzyszyły jej ustalenia.

Turcja i Azerbejdżan mają przy tym znacznie mniejszą potrzebę zawarcia z Armenią porozumienia, co oznacza, że ich stanowisko jest mało elastyczne, a żądania maksymalistyczne. Dla Alijewa uzyskanie pełnej kontroli nad Arcachem byłoby historycznym sukcesem i umocniłoby jego dyktatorską władzę. Ale warunkiem musiałoby być wycofanie się wojsk rosyjskich, a to, jak wskazałem wyżej, nie jest wcale oczywiste. Utrzymanie wojsk rosyjskich mogłoby być ewentualnie przykryte korzystną dla Azerbejdżanu rewizją granicy (w celu wchłonięcia enklaw) i stworzeniem korytarza eksterytorialnego do Nachiczewana, czyli warunkami, które najbardziej uderzają w interes Armenii. Zważywszy na naturę relacji Turcji i Azerbejdżanu z jednej strony oraz Rosji z drugiej, nie można zresztą wykluczyć, że negocjacje z Armenią są tylko blefem, który ma stanowić element nacisku ze strony Baku i Ankary na Moskwę (w kwestii innych ustępstw). Natomiast dla Turcji, podobnie jak dla Azerbejdżanu, kluczową korzyścią byłby eksterytorialny korytarz. Drugorzędną korzyścią byłoby to, że Erdogan mógłby się pochwalić sukcesem w polityce zagranicznej, przed wyborami zaplanowanymi na przyszły rok.

Komentarze (3)

  1. Milutki

    Nie przeceniałbym negocjacji pokojowych Armenii Azerbejdżanem. Armeńscy politycy w czasie trwania negocjacji jeżdżą po świecie i szukają sojuszników którzy pozwolą im zerwać negocjacje i zostawić wszystko po staremu, Ormianie postępowali w ten sposób od zawsze, Ormianom marzy się nastanie momentu historycznego umożliwiającego eksterminowanie lub wysiedlenie wszystkich Turków i Azerbejdzan, Ormianie mówią o tym zupełnie otwarcie. Paradoksalnie Ormianie wzywają na pomoc militarną kraje turkijskie Kazachstan i Kirgistan w ramach ODKB i dziwią się że ludzie którymi gardzą nie chcą za nich walczyć

    1. wert

      tak oczywiście masz rację. Ci Ormianie już raz zrobili turkom na złość i ludobójczo umierali na tureckich pustyniach. Ich "perfidia" nie zna granic. Zwłaszcza osmańskich

    2. Milutki

      Tak, wtedy Ormianie chcięli zrobić to samo co teraz , ale im się nie udało

  2. Marek

    Biedni Ormianie. Trudno chyba znaleźć drugi naród tak mocno pokrzywdzony w XX/XXI wieku.

  3. Platon

    To jest bardzo proste i nie wymaga az tylu slow. Oslabina Rosja - to korztsa kto moze - czyli Azerbejdzan a traci Armenia. Nie zawsze slaba Rosja to dobro. Zwczajnie i pprostu.