Geopolityka

Turcja rozmawia z Armenią ws. normalizacji stosunków

Fot. young shanahan/flickr/CC BY 2.0

Dążenie do normalizacji stosunków dwustronnych było tematem poniedziałkowej rozmowy telefonicznej prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana z premierem Armenii Nikolem Paszynianem. Oba państwa do tej pory nie nawiązały stosunków dyplomatycznych.

Wojna na Ukrainie - raport specjalny Defence24.pl >

Armeńskie MSZ poinformowało, że Erdogan i Paszynian zgodzili się co do "znaczenia dwustronnego procesu normalizacji stosunków". Według Erywania obaj przywódcy "mają także nadzieję, że porozumienia z 1 lipca zostaną wprowadzone w życie w najbliższej przyszłości".

Czytaj też

Mowa o przełomie dyplomatycznym z 1 lipca, gdy rządy Turcji i Armenii zgodziły się na bezpośredni transport towarów drogą lotniczą między swoimi krajami i otworzyły wspólne granice lądowe dla obywateli państw trzecich.

Czytaj też

Turcja i Armenia nigdy nie nawiązały oficjalnych stosunków dyplomatycznych, a ich relacje od dziesięcioleci są napięte z powodu stanowiska Ankary, która odmawia uznania za ludobójstwo masakry Ormian, dokonanej przez Imperium Osmańskie podczas I wojny światowej. Granica między obu krajami jest zamknięta od 1993 roku w związku z konfliktem o Górski Karabach, przez co transport towarowy odbywa się tranzytem przez Gruzję lub Iran.

Źródło:
PAP

Komentarze (2)

  1. biały

    może chodzi o łatwiejszy handel kobietami , popatrzmy gdyby w Polsce nadal na granicy sprawdzali kto wyjeżdża i z kim może kilka tysięcy mniej kobiet zostało by sprzedanych do agencji ,,, no ale zaraz krzyk by był ze zamach na naszą wolność , wygodę w podróży stracimy a to że nastolatki są porywane ładowane do busów podaje im się środek nasenny i budzi dopiero w burdelu to co nas to obchodzi , w końcu my nie stoimy na granicy 3 godzin a to że kilka milionów kobiet jest bestialsko zamęczana to mamy to w tyłeczku

  2. Niezorientowany

    Trudno o lepszy dowód na upadek znaczenia Rosji w regionie. Szkoda Ormian, ale po laniu w ostatniej wojnie, zwrócenie się do nowego dominującego mocarstwa w regionie to jest jedyny logiczny krok. Oczywiście z Turkami trzeba uważać, ale Turcji również nie zależy aż tak bardzo na wzmocnieniu Azerbejdżanu.. Jeśli ten ostatni byłby za silny, mógłby zacząć podskakiwać. Divide et impera.