Arabia Saudyjska i Iran zakopią "wojenny topór"? Tajne rozmowy [ANALIZA]

8 maja 2021, 08:26
170531-M-LM779-001
Fot. Staff Sgt. Leah R. Kilpatrick (domena publiczna)
Reklama

Niedawno ujawniono, że Arabia Saudyjska od pewnego czasu prowadzi z Iranem tajne rozmowy na temat normalizacji wzajemnych relacji. Jeśli do tego dojdzie to skorzystają na tym nie tylko oba te kraje, ale będzie to miało również stabilizacyjny wpływ na region, choć nie rozwiąże wszystkich problemów. Korektę saudyjskiej polityki zagranicznej wymusiła przy tym zmiana władzy w USA. Nie wszystkie kraje będą jednak zadowolone z normalizacji saudyjsko-irańskiej, do której najprawdopodobniej dojdzie.

O tajnych spotkaniach saudyjsko-irańskich poinformował w połowie kwietnia Financial Times. 9 kwietnia w Iraku miało dojść do spotkania szefa saudyjskich służb specjalnych Chalida bin Ali al Humaidana z sekretarzem irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Alim Szamchanim. Saudowie wprawdzie zdementowali te informacje, ale nieoficjalnie potwierdzili je Irańczycy i Irakijczycy, a 5 maja prezydent Iraku Barham Salih ujawnił, że do saudyjsko-irańskich rozmów na terenie Iraku dochodziło „więcej niż raz”, nie podając jednak szczegółów. Kilka dni wcześniej w długim wywiadzie telewizyjnym saudyjski następca tronu Mohammad bin Salman stwierdził, że Iran jest krajem sąsiedzkim, z którym Arabia Saudyjska chce mieć „dobre i wyróżniające się stosunki”.

Był to zwrot o 180 stopni w stosunku do wcześniejszej antyirańskiej retoryki saudyjskiego przywódcy, który w innym wywiadzie 4 lata temu mówił, że nie ma żadnych możliwości współpracy miedzy Arabią Saudyjską a Iranem. Irańskie MSZ natychmiast zareagowało pozytywnie na słowa Mohammada bin Salmana, podkreślając że „z konstruktywnym spojrzeniem i podejściem zorientowanym na dialog Iran i Arabia Saudyjska mogą wejść w nowy rozdział relacji i współpracy w celu osiągnięcia pokoju, stabilności i rozwoju regionalnego poprzez przezwyciężanie różnic”. Nie dotyczy to przy tym tylko Arabii Saudyjskiej, ale również innych sunnickich państw arabskich. Arabskojęzyczny portal brytyjski Amwaj media ujawnił, że negocjacje w Iraku rozpoczęły się od spotkania przedstawicieli Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Iranu w styczniu br. i miało miejsce co najmniej 5 spotkań również z udziałem przedstawicieli Egiptu oraz Jordanii.

Historycznie relacje saudyjsko-irańskie były zwykle napięte, choć dochodziło do okresów odprężenia we wzajemnych stosunkach. Powodem były przede wszystkim różnice religijne, związane z tym, że panująca od zarania saudyjskiej państwowości w tym kraju wahabicka ideologia miała zawsze silnie antyszyicki wymiar. Dla wielu wahabitów szyici nie są muzułmanami tylko apostatami uprawiającymi politeizm. Z kolei dla wielu szyitów wahabici są dziką sektą, która sieje terror i zniszczenie. Sprawę komplikuje przy tym fakt, że na terenie Arabii Saudyjskiej żyje ok. 10-procentowa mniejszość szyicka, a w Iranie kilkuprocentowa mniejszość sunnicka, przy czym o ile saudyjscy szyici są Arabami podobnie jak ich sunniccy sąsiedzi, to sunnici w Iranie są również mniejszościami etnicznymi. Ten aspekt daje pole do prowadzenia hybrydowych działań z wzajemnym wykorzystaniem mniejszości jako wrogiego proxy.

W wymiarze geopolitycznym Iran zawsze był regionalną potęgą, natomiast Arabia Saudyjska, będąca stosunkowo młodym państwem, zawdzięcza swoja pozycję w świecie muzułmańskim temu, iż na jej terenie znajdują się święte dla muzułmanów miasta: Mekka i Medyna. Przysługujący saudyjskiemu władcy tytuł „opiekuna dwóch świętych meczetów” predestynuje Arabię Saudyjską do odgrywania przywódczej roli w świecie muzułmańskim (przynajmniej sunnickim). Monarchia ta stała się jednak regionalną potęgą dopiero po tym, gdy udało się jej wyeliminować z gry Irak, będący do końca lat 70. najsilniejszym krajem arabskim na Bliskim Wschodzie. Wmanewrowanie Saddama Husajna w wojnę z Iranem rozpoczęło jednak zjazd Iraku po geopolitycznej równi pochyłej. Wojna ta była natomiast głęboko w interesie Arabii Saudyjskiej (i innych sunnickich monarchii regionu).

Irańska rewolucja 1979 r. i wprowadzenie w Iranie szyickiej teokracji wywołało bowiem obawy rewolucyjnej aktywacji prześladowanych lub przynajmniej zmarginalizowanych mniejszości szyickich w innych krajach m.in. Jemenie, Bahrajnie, Libanie i samej Arabii Saudyjskiej. Wojna z Irakiem mocno ograniczyła zdolność nowej islamskiej republiki do projekcji swoich wpływów w regionie. Natomiast po śmierci Chomeiniego doszło w 1991 r. do kolejnego odprężenia we wzajemnych stosunkach, które jednak zaczęły się znowu psuć po objęciu prezydentury przez Mahmuda Ahmedineżada i konsolidacji władzy przez Najwyższego Przywódcę Alego Chameneia przy wzroście pozycji Gwardii Rewolucyjnej (Sepah). Napięcia były potęgowane przez saudyjsko-amerykański sojusz oraz rozwój irańskiego programu nuklearnego, który Saudowie postrzegali jako zagrożenie. Amerykańska polityka izolacji Iranu była przy tym korzystna dla królestwa, gdyż osłabiała Iran jako geopolitycznego rywala oraz konkurenta na rynku węglowodorów.

Dlatego zawarcie w 2015 r. porozumienia nuklearnego nie było na rękę Arabii Saudyjskiej, która jednak (podobnie jak niektóre inne kraje, w szczególności Rosja) nie mogła tego wyrazić wprost. W chwili podpisania JCPOA relacje saudyjsko-irańskie były już znów na etapie silnego pogorszenia się, na co wpływ miał wybuch Arabskiej Wiosny w 2011 r. i rozwijający się w konsekwencji konflikt proxy między Iranem a sunnickimi monarchiami Półwyspu Arabskiego. Objęcie tronu w 2015 r. przez króla Salmana wyniosło natomiast do władzy w królestwie jego syna Mohammada bin Salmana zdecydowanego na konfrontację z szyitami zarówno w wymiarze wewnętrznym (represje wobec mniejszości szyickiej w Arabii Saudyjskiej) oraz zewnętrznym (militarna rozprawa z sojusznikami Iranu w regionie).

Problem w tym, że o ile w pierwszym wypadku saudyjski następca tronu osiągnął sukces, a antyszyickie represje, w tym masowe egzekucje, nie wywołały głośnego sprzeciwu zachodnich sojuszników królestwa, o tyle w drugim wypadku saudyjski następca tronu poniósł całkowitą klęskę. Interwencja w Jemenie okazała się katastrofalną porażką, powodując w dodatku zagrożenie ostrzałem rakietowym terytorium Arabii Saudyjskiej, a także ataki na jej statki. W wyniku wojny domowej w Syrii Saudowie nie uzyskali niczego, a pojawienie się w Iraku Państwa Islamskiego doprowadziło do zniszczenia przede wszystkim terenów sunnickich oraz stworzenia oddziałów Haszed Szaabi i w konsekwencji wzrostu wpływów Iranu. Nawet w Libanie, mimo pewnego osłabienia Hezbollahu, Saudowie nie mogą mówić o wzmocnieniu swojej pozycji, a sam kraj jest niemalże w ruinie.

Dojście do władzy Mohammada bin Salmana spowodowało dalsze pogorszenie relacji saudyjsko-irańskich i ostatecznie całkowite zerwanie stosunków w 2016 r. Przyczyną była egzekucja szyickiego duchownego Nimra al-Nimra, stojącego na czele protestów szyickich odbywających się w ramach wydarzeń Arabskiej Wiosny (uznanych przez władze za terroryzm mimo ich raczej pokojowej natury) oraz skazanie na śmierć trzech nastolatków (wyroku nie wykonano) w tym 17-letniego wówczas bratanka skazanego duchownego Alego al-Nimra. W odpowiedzi demonstranci zdemolowali ambasadę saudyjską w Teheranie, co doprowadziło do zerwania stosunków. Wojna w Jemenie ma kluczowe znaczenie dla rewizji saudyjskich planów. Rozpoczynając interwencję w marcu 2015 r. Mohammad bin Salman jako nowy minister obrony mógł liczyć na wsparcie Zachodu, w tym przede wszystkim USA (przy czym chodzi jeszcze o administrację Obamy, w tym wiele osób zajmujących kluczowe stanowiska w obecnej administracji Bidena).

Wojna miała jednak potrwać kilka tygodni i międzynarodowa koalicja pod przywództwem Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich spodziewała się łatwego zwycięstwa nad szyickimi Houthimi. Do tego jednak nie doszło, a oddziały Houthich zaczęły atakować przygraniczne prowincje Nadżranu i Dżizanu, a od 2017 r. ostrzeliwać lotniska w Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, jak również atakować statki przepływające przez strategiczną cieśninę Bab al-Mandab. Szczególnie dotkliwy dla Arabii Saudyjskiej był atak na rafinerie Abqaiq oraz Khurais we wrześniu 2019 r., który spowodował drastyczne, choć krótkotrwałe, ograniczenie zdolności produkcji ropy przez Arabię Saudyjską. Jednocześnie decyzja Trumpa o wycofaniu się z JCPOA i podjęcie polityki maksymalnej presji na Iran doprowadziły do eskalacji działań irańskiej marynarki w cieśninie Hormuz, co stanowiło zagrożenie dla interesów sunnickich monarchii Półwyspu Arabskiego, a w szczególności ZEA.

Rozchodzenie się interesów ZEA i Arabii Saudyjskiej w Jemenie doprowadziło przy tym do spadku zainteresowania Emiratów kontynuowaniem kosztownej (również w wymiarze bezpieczeństwa) wojny z Houthimi, zwłaszcza, że dla Abu Dhabi coraz większym problemem stawała się Turcja (a nie Iran), a ponadto mimo złych relacji politycznych Dubaj i Iran wciąż łączyły znaczące interesy gospodarcze. Dlatego już w 2019 r. doszło do pierwszych rozmów irańsko-emirackich, których znaczenie ZEA starały się jednak bagatelizować. Polityka maksymalnej presji i blokowanie przez Trumpa uderzających w Saudów decyzji Kongresu (związanych ze sprawą Chaszukdżiego oraz sytuacją humanitarną w Jemenie) powodowały jednak, że Saudowie nie byli za bardzo zainteresowani normalizacją relacji z Iranem. Próba zbudowania szerokiej koalicji antyirańskiej na „konferencji bliskowschodniej” w Warszawie w lutym 2019 r. skończyła się jednak porażką, a Arabia Saudyjska z obawy przed reakcją muzułmańskiej opinii publicznej nie zdecydowała się na przystąpienie do Porozumień Abrahamowych.

Reklama
Reklama

Dlatego już pod koniec 2019 r. doszło do prób irackiej mediacji w konflikcie irańsko-saudyjskim i gen. Kassem Sulejmani miał za pośrednictwem władz Iraku przekazać list kierowany do króla Arabii Saudyjskiej od Najwyższego Przywódcy Iranu z propozycją normalizacji wzajemnych relacji. Został jednak zabity na lotnisku w Bagdadzie na rozkaz Donalda Trumpa. To zablokowało dalsze próby zbliżenia, ale przegrana wyborcza Trumpa i objęcie rządów przez Bidena całkowicie zmieniło sytuację. Od pierwszych dni rządów nowej administracji stało się jasne dla Mohammada bin Salmana, że USA zamierzają doprowadzić do reaktywacji JCPOA oraz przestaną wspierać saudyjskie działania wojenne przeciwko Houthim, jak również zamierzają doprowadzić do ogólnego ograniczenia swojego zaangażowania w regionie Bliskiego Wschodu, m.in. wycofując się całkowicie z Afganistanu i częściowo z Iraku, wreszcie ograniczyć tolerancję na rażące łamanie praw człowieka przez saudyjskie władze.

Oznaczało to nieuchronne wzmocnienie geopolitycznej pozycji Iranu i konieczność zakończenia wojny w Jemenie. Mohammad bin Salman wykazał się przy tym pragmatyzmem nie odpowiadając (w przeciwieństwie np. do Erdogana) na amerykańską krytykę agresywnymi atakami, lecz dokonując znaczących ustępstw (zwolnienie niektórych więźniów politycznych, zamiana kary śmierci dla nastoletnich szyickich aktywistów na 10 lat więzienia) i podkreślając we wspomnianym wcześniej wywiadzie „90-procentową zgodność interesów saudyjsko-amerykańskich”. We wspomnianym wywiadzie saudyjski następca tronu zasygnalizował też głęboką zmianę w saudyjskim podejściu do religii i de facto odejście od ideologii wahabizmu, której eksport w regionie był jednym z powodów irańsko-saudyjskiej konfrontacji, w tym wojny w Jemenie.

To powoduje, że normalizacja relacji między Iranem a Arabią Saudyjską i innymi sunnickimi państwami regionu jest bardzo prawdopodobna. Jest ona w interesie obu stron, a także przyczyni się do stabilizacji regionu. Co prawda zniesienie sankcji na Iran w wyniku reaktywacji JCPOA spowoduje szereg negatywnych skutków z punktu widzenia interesów saudyjskich np. spowoduje powrót na rynek irańskiej ropy oraz gazu, ale to i tak nastąpi jeśli negocjacje amerykańsko-europejsko-irańskie zakończą się sukcesem, a na ich przebieg Arabia Saudyjska nie ma żadnego wpływu. Saudom pozostało zatem wdrożenie polityki „damage control”. Z drugiej strony Iran zainteresowany jest zakończeniem kosztownego konfliktu proxy, ugruntowaniem swojej pozycji regionalnej i wyjściem z międzynarodowej izolacji. Oba kraje mogą również skorzystać na rozwoju wzajemnych relacji handlowych.

Negocjacje saudyjsko-irańska zapewne potrwają jeszcze dość długo, gdyż istnieje bardzo dużo punktów spornych, niemniej w ujęciu geopolitycznym Iran z jednej strony a Arabię Saudyjską, ZEA i Egipt z drugiej wbrew pozorom mniej dzieli niż wszystkie te kraje i Turcję. Sojusz amerykańsko-saudyjski oraz podpisanie przez ZEA i niektóre inne państwa regionu Porozumień Abrahamowych nie będzie stanowić problemu dla Iranu, który często podkreśla, że nie ingeruje w relacje swoich partnerów międzynarodowych z państwami trzecimi, o ile nie są wymierzone przeciwko Iranowi. Przykładem może być tu choćby Rosja mająca świetne relacje z Izraelem. Tymczasem normalizacja stosunków między ZEA a Izraelem ma obecnie bardziej wymiar rozwoju stosunków ekonomicznych czy współpracy technologicznej niż sojuszu antyirańskiego (mimo że Izrael bardzo by chciał takiego sojuszu). Iran może wprawdzie naciskać na Arabię Saudyjską by wojska USA zostały wycofane z tego kraju, ale Saudowie na pewno się na to nie zgodzą, a warto pamiętać, że np. baza lotnicza w katarskim al-Udeid nie blokuje relacji katarsko-irańskich. Teheran musi mieć też świadomość, że to właśnie normalizacja relacji z Saudami i wygaszenie konfliktu proxy może skłonić USA do dalszego wycofywania swoich sił, na czym Amerykanom zresztą zależy.

Zbliżenie saudyjsko-irańskie nie jest zatem uderzeniem w interesy USA, wręcz przeciwnie. Oczywiście elementem koniecznym jest też umowa między obydwoma tymi krajami (z których żaden nie jest przecież demokratyczny) o nie ingerowaniu w swoje wewnętrzne sprawy czyli przede wszystkim nie wykorzystywanie mniejszości (odpowiednio szyickiej i sunnickiej) jako proxy. Najważniejszym problemem w relacjach irańsko-saudyjskich jest obecnie Jemen, niemniej osiągnięcie porozumienia w tej sprawie nie musi być wcale bardzo trudne. Kompromis oparty będzie zapewne na podziale wpływów między Iran, ZEA i Arabie Saudyjską, przy uznaniu Houthich za legalny podmiot, odgrywający kluczową rolę we władzach i jednocześnie zagwarantowanie zakończenia ataków na terytorium Arabii Saudyjskiej czy ZEA. Saudowie już w marcu zaproponowali zawieszenie broni co zostało natychmiast odrzucone przez Houthich, żądających najpierw wycofania się z interwencji zbrojnej i pełnego zniesienia blokady ekonomicznej.

Stanowisko to zostało poparte przez Iran, niemniej niedawno szef irańskiej dyplomacji Dżawad Zarif poparł zawarcie rozejmu. Warto dodać, że w kwestii Jemenu to pozycja negocjacyjna Arabii Saudyjskiej jest obecnie słabsza. Kraj ten bowiem jest zagrożony atakami Houthich i ma świadomość, że kontynuowanie interwencji nie przyniesie mu nic poza kosztami. Z całą pewnością kolejnym krajem, który skorzysta na porozumieniu irańsko-saudyjskim będzie Irak i nieprzypadkowo negocjacje toczą się akurat tam. Należy się przy tym spodziewać, że Haszed Szaabi utrzyma kluczową rolę w irackim systemie bezpieczeństwa, niemniej Irak utrzyma politykę równowagi w relacjach z państwami arabskimi i Iranem również w wymiarze tranzytowych projektów infrastrukturalnych. Dotyczy to m.in. planów budowy połączenia drogowo-kolejowego i rurociągu łączącego Iran, Irak, Syrię i Liban.

Warto jednak pamiętać, że nie rozwiąże to wszystkich problemów destabilizujących Irak, gdyż nie wpłynie na działania Turcji, która w dodatku (podobnie jak Rosja, natomiast w przeciwieństwie do Chin) nie będzie zainteresowana tworzeniem nowych szlaków tranzytowych omijających Anatolię. Porozumienie saudyjsko-irańskie zapewne wpłynie również na wyjście Libanu z kryzysu politycznego, choć problemy w tym kraju mają charakter strukturalny co oznacza, że nie będzie ono wystarczające do ich rozwiązania. Częściowo będzie ono miało też wpływ na sytuację w Syrii, choć wpływy saudyjskie na dżihadystycznych rebeliantów dawno zostały wyparte przez Turcję i częściowo Katar. Można się jednak spodziewać powrotu Syrii do Ligi Państw Arabskich oraz wyjścia reżimu Assada z międzynarodowej izolacji, w tym w szczególności przywrócenia stosunków dyplomatycznych z m.in. Arabią Saudyjską.

Tu jednak Saudowie mogą się spotkać z naciskami ze strony USA. Ponadto nie rozwiąże to ani kwestii kontroli dżihadystów nad Idlibem, ani okupacji tureckiej na części terytorium, ani też problemu kurdyjskiego i związanej z tym amerykańskiej obecności w Syrii Północno-wschodniej. Będzie natomiast uderzało w pozycję Rosji, która jest beneficjentką izolacji międzynarodowej obu tych państw tj. Iranu i Syrii, a zabicie gen. Kassema Sulejmaniego spowodowało przejmowanie przez Rosjan irańskich aktywów w Syrii (co zresztą było na rękę Izraelowi i Arabii Saudyjskiej). Wyjście z izolacji Iranu i wygaszenie regionalnego konfliktu będzie miało potencjalnie niekorzystne skutki dla Rosji oraz Turcji, a także wywoła zapewne niezadowolenie Izraela. Rosja oczywiście nie jest zainteresowana ani poprawą relacji między Iranem a Zachodem, ani też normalizacją relacji arabsko-irańskich, czy wyjściem z izolacji Syrii.

To bowiem pozbawia Rosję monopolu w relacjach z tymi krajami i odgrywania roli „protektorki”, a także grozi stratami dla budżetu wynikającymi z jednej strony ze spadku cen ropy i gazu, a z drugiej mniejszymi możliwościami sprzedaży broni (obu stronom). Z kolei Turcja w takim wypadku znajdzie się w takiej sytuacji w roli kluczowego źródła problemów Bliskiego Wschodu (a to grozi jej izolacją), z czego zresztą najwyraźniej zdaje sobie sprawę, gdyż również stara się doprowadzić do normalizacji relacji z państwami arabskimi.

Będzie to jednak znacznie trudniejsze niż normalizacja saudyjsko-irańska m.in. ze względu na działania Turcji w Syrii i Iraku (w mniejszym stopniu w Libii), konflikt interesów miedzy ZEA a Turcją w Afryce, a także sprawę Bractwa Muzułmańskiego. Elastyczność reżimu Erdogana jest w tym wypadku znacznie mniejsza niż Iranu, przy czym w przeciwieństwie do Iranu to Turcja jest stroną słabszą w negocjacjach z państwami arabskimi. Nie ulega również wątpliwości, że rekoncyliację saudyjsko-irańską będzie się starał zablokować Izrael, któremu zależy na podtrzymywaniu obrazu Iranu jako stałego zagrożenia. W rzeczywistości Iran nie stanowi takiego zagrożenia, a antyizraelska retoryka jest bardziej zabiegiem propagandowym niż zapowiedzią podejmowania realnych działań (z wyjątkiem odwetowych).

Informacje o negocjacjach saudyjsko-irańskich zbiegła się w czasie z opublikowaniem wypowiedzi szefa irańskiej dyplomacji Dżawada Zarifa dot. m.in. rozbieżności w działaniach irańskiego MSZ oraz Sepah. Gwałtowna krytyka jaka w związku z tym spadła na Zarifa m.in. ze strony Chameneia nie będzie jednak miała żadnego wpływu ani na los negocjacji w sprawie reaktywacji JCPOA ani też tym bardziej rozmowy z Arabią Saudyjską. Świadczy o tym bowiem zarówno to, że Chamenei jednocześnie przeciął wszelkie dywagacje na temat dymisji Zarifa, której nie będzie, jak i to, że w negocjacjach z Arabią Saudyjską biorą udział przedstawiciele ściśle związanej z Najwyższym Przywódcą Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 52
Reklama
XYZ
środa, 12 maja 2021, 18:40

Taka myśl mnie naszła... Obserwując polityczne manewry uczestników bliskowschodniej gry widać autentyczny kunszt dyplomatyczny na naprawdę wysokim poziomie. Chłodna, racjonalna kalkulacja, mająca na celu kształtowanie sytuacji zagranicznej zgodnie z racją stanu. Porównajmy to teraz z "dyplomacją" państw Europy i UE jako takiej w kwestiach dla niej kluczowych. Przykładowo - rola Turcji w trwającym kryzysie imigracyjnym. Orły europejskiej dyplomacji nie potrafią wmanewrować Sułtana w jakiekolwiek korzystne dla Europy porozumienie, choć podobno próbują intensywnie od 5 lat. Ostatnia próba zmieniła się w bezsensowne pokrzykiwanie na temat niestosowania przez Turcję "konwencji stambulskiej". Czyli kompletnie zapomnieliśmy o kwestiach fundamentalnych (masowa imigracja), żeby z uporem maniaka walczyć o coś, co nie powinno nas obchodzić w jakimkolwiek wypadku innym, niż zachowywanie pozorów. Na zdrowy rozum - czy naprawdę zapewnienie tureckim kobietom "dobrodziejstw" europejskiego pojmowania praw kobiet powinno być priorytetem europejskiej dyplomacji? Że już nie wspomnę o tym, jak pięknie Sułtan wykrzaczył całą tą "postępową krucjatę" jednym prostym ruchem - schował jedno krzesło, a o drugie pożarli się szef Rady Europejskiej z szefową Komisji Europejskiej, kompletnie zapominając po co w ogóle przyjechali do Turcji. Talleyrand, Metternich i Castlereagh się w grobach przewracają...

Wrt
poniedziałek, 10 maja 2021, 00:07

Izrael to nie Rosja, ani Polska, nie zależy im na sztucznym kreowaniu wroga, tylko powstrzymywaniu prawdziwych wrogów. Jeśli jakimś sposobem Iran bedzie zneutralizowany to Izrael to poprze. Oni działają logicznie i liczy sie interes kraju a nie konfrontacja dla konfrontacji.

eDZIO
poniedziałek, 10 maja 2021, 12:21

Nie po to Iran kuma sie z Saudami aby sie zneutralizowac dla Izraela. Logicznym sojuszem dla Izraela moze stac sie Turcja.

Monkey
niedziela, 9 maja 2021, 13:37

Świetna analiza panie redaktorze. Jak zawsze zresztą. Swoja drogą zawiłości polityczne przez pana opisane przypominają mi polityczną historie Polski w dobie rozbicia dzielnicowego: nigdy nie wiadomo, kto, z kim, kiedy i przeciwko komu:-) Uważam, że jest kilka stron (nie tylko Rosja i Turcja), którym podobne porozumienie nie bedzie pasować: Izrael oczywiście, ale nawet i USA. Pomimo wysiłków amerykańskiej dyplomacji. Natomiast pasowałoby ChRL i z tego powodu będzie silna opozycja do zawarcia tej ugody w USA.

dums
niedziela, 9 maja 2021, 13:03

I znowu, jest szansa na to że się dogadają jakieś skonfliktowane strony, to jedno takie niewielkie państwo regionu jest niezadowolone ... jak zwykle

olo75
niedziela, 9 maja 2021, 12:17

Dogadają się sunnici z szyitami i zrobią całej reszcie 'kęsim'...

Milutki
niedziela, 9 maja 2021, 23:04

Szyicki Azerbejdżan znakomicie dogaduje się z sunnicką Turcją, religia nie jest tu kluczowa do dogadania się jeżeli ktoś chce. Szyicki Azerbejdżan natomiast nie dogaduje się z szyickim Iranem bo dla Iranu religia jest narzędziem do budowy mocarstwowej pozycji, a skoro Azerbejdżan w tym przeszkadza to religia schodzi na drugi plan. Sunnicka Turcja nie dogaduje się natomiast z sunnicką Arabia Saudyjską bo dla chcących utrzymać władzę absolutną Saudów Turcja jako nowoczesny kraj szukający partnerstwa z narodami a nie ich despotami jest zagrożeniem, wtedy religia też schodzi na drugi plan

ret
poniedziałek, 31 maja 2021, 09:11

Azerbejdżan i Turcja to kraje świeckie. Zwłaszcza Azerbejdżan, który pośród państw muzułmańskich ma najniższy odsetek osób uważających, że religia jest ważna w ich życiu. Turcja co prawda ostatnio trochę od tej świeckości odchodzi. Ale i tak większość elit i duża cześć mieszkańców miast jest religijnie obojętna albo mało zainteresowana religią. Łączy ich za to tureckojęzyczność i wspólna, co prawda dość dawna historia. Jedni i drudzy w jakimś stopniu są potomkami Turków Seldżuckich.

Milutki
niedziela, 9 maja 2021, 04:50

Na Bliskim Wschodzie w ostatnim roku powstał polityczny status quo i żadnemu graczowi politycznemu nie opłaca się go teraz zmieniać, każdy czeka i przygotowuje się do jego zmiany w przyszłosci. Tak samo jest z rozmowami irańsko saudyjskich , to nie jest zawarcie pokoju ale zawieszenie wojny. Iran nie zrezygnował ze swoich mocarstwowych ambicji, jeżeli zrezygnuje z tworzenia broni nuklearnej to mocarstwowość będzie realizował w inny sposób np wspierając przychylne sobie grupy polityczne takie jak Hezbollah i będzie pomagać w przejęciu przez nie władzy. Saudowie dalej będą realizować politykę amerykańską w zamian za pomoc w utrzymaniu władzy u siebie . Między krajami jest nieufność, Muhammad Bin Salman pokazał swoją prawdziwą twarz gdy dostał carte Blanche od Trumpa, wtedy wzywał do konfrontacji z Iranem , wprowadził blokadę Kataru, prześladował przeciwników politycznych. AS postawiła szereg żądań Kararowi warunkujace zniesienie blokady tego kraju, Katar nie spełnił żadnego a blokada została zniesiona, czy to dlatego że Muhammad Bin Salman zmienił zdanie? Nie, on zniósł blokadę z powodu swojej słabości i niemocy osiągnięcia celu politycznego, tak samo z powodu swojej słabości rozmawia z Iranem, gdy prezydentem w USA zostanie drugi Trump to Muhammad Bin Salman wróci do swojej wcześniejszej polityki . Zawieszenie konfliktu między AS i Iranem opłaca się Turcji, tak jak opłaciła się rekoncyliacja między Katarem a AS i ZEA, wtedy m.in zaczęły się rozmowy między ZEA i Turcją. W przypadku zawieszenia konfliktu irańsko saudyjskiemu Turcja będzie mogła, już to robi, rozmawiać z oboma krajami bez oskarżenia o wspieranie któregoś. Turcja ma na swoim terytorium 3,5 mln Syryjczyków, w Idlib broni kolejnych 3mln i pewnie 1-2mln w pasie północnym Syrii, Turcja broni cywilów i bez udziału Turcji nie może być stabilnej Syrii. W rozmowie z krajami arabskimi Turcja jest na silniejszej pozycji, Turcja radziła i będzie radzić sobie bez nich, kraje arabskie są natomiast w coraz większej desperacji, AS nie zrealizowała w ostatnich latach żadnego celu w polityce międzynarodowej, Egiptowi narastają problemy, uznanie Izraela przez ZEA też jest dowodem słabości i pokazuje konieczność szukania nowych sojuszników a właściwie obrońców

wert
poniedziałek, 10 maja 2021, 12:27

no cóż sowieci też z dużym zapałem "bronią" swoich. A to w Gruzji, a to na ukrainie, a to w państwach bałtyckich

Milutki
poniedziałek, 10 maja 2021, 13:45

Ale Syryjczycy gdy pojawia się nasilenie działań militarnych uciekają do Turcji a nie do Asada , Rosji lub Iranu.

ja
wtorek, 11 maja 2021, 00:03

Moze do Turcji jako przstanku do UE

Milutki
środa, 23 czerwca 2021, 00:47

Większość chodźców wciąż pozostaje w Turcji i nie jedzie do UE

Wojciech
sobota, 8 maja 2021, 17:35

Czas najwyższy. Wróg jest jeden.

AA
sobota, 8 maja 2021, 16:30

Jest takie jedno małe państewko któremu na rękę jest konflikt między Persami/Arabami i państewko to zrobi wszystko aby nie doszło do żadnego porozumienia

Michael Wolf
środa, 23 czerwca 2021, 00:56

Takie z gwiazdką?

US Army
niedziela, 9 maja 2021, 11:22

O czym też autor artykułu wspomniał, wystarczyło doczytać do końca.

Runnerrr
sobota, 8 maja 2021, 16:28

Zbliżenie Iranu i Arabii Saudyjskiej to ważny krok na drodze budowania pokoju nie tylko na Bliskim Wschodzie. Jest oczywiste, że jest inspirowane przez USA, który nie ma interesu w zaognieniu stosunków z Iranem, ale chce "wypaść politycznie" przed zewnętrznymi i wewnętrznymi grupami interesów.

pacyfista
sobota, 8 maja 2021, 16:15

I bardzo dobrze, cały świat arabski powinien się zjednoczyć. Nie przepadam za arabami ale to co robi niebieska gwiazda to już przegięcie. Przynajmniej trochę ich zastopują. Widać również, że cień Chin stopniowo zakrywa Azję mniejszą.

Fanklub Daviena i GB
niedziela, 9 maja 2021, 20:03

Azja Mniejsza przez millenia żyła z handlu pomiędzy Dalekim Wschodem i Europą. I zarówno Chinom jak i Azji Mniejszej zależy, bo to powróciło. Ale jest to horror anglosaskiego rimlandu - taki eurazjatycki handel drogą lądową, z pominięciem oceanów kontrolowanych przez US Navy, dlatego USA ryje jak może by do tego nie doszło. Stąd opóźnienie z wycofaniem się z Afganistanu: USA szuka frajera w Azji Centralnej - obecnie kandydatem nr 1 jest Uzbekistan - którego chce przekonać do utworzenia amerykańskiej bazy lotniczej w zamian za te utracone afgańskie, by USA miały jak atakować reaktywowany Jedwabny Szlak. I bez davienowania: Persowie nie są Arabami (Turcy też nie!)... :D

Ewa i Krzysztof
sobota, 8 maja 2021, 14:09

Panie Witoldzie. Pana publikacje są dla mnie i mojej żony ;-) jasną stroną portalu D24. Jest Pan dla nas bardzo ważnym źródłem opracowań, analiz i wiadomości na tematy bliskowschodnie. Dziękujęmy i prosimy o więcej :-)

Ech
sobota, 8 maja 2021, 13:18

Ciekawe ze najmniej demokratyczny kraj Arabia Saudyjska z najbardziej terrorystyczna odmina islamu (Vachabaizm) to akurat sojujsznik USa. Ostatecznie w Iranie sa wybory prezdenckie (choc czesciowe) a Iran mocno walczyl np z ISIS. Z koleii z zamachowcow na WTC w Nowym Yorku az 19 to saudyjczycy (W Tym Osama Bin laden krewy rodziny krolewskiej a takze byly agent CIA) Ten sojusz jest tak dziwny

Fanklub Daviena i GB
niedziela, 9 maja 2021, 20:24

W Iranie była pełna demokracja - rząd popularnego premiera Mosaddegha. Ale jak nie raz pisałem, demokracja w świecie islamskim USA bardzo nie pasuje, bo muzułmanie nie wybierają tych, którzy są dobrzy dla USA, tylko tych, którzy są dobrzy dla własnego kraju, więc CIA wraz z Brytyjczykami przeprowadziły zamach stanu, zamknęły w więzieniu Mosaddegha (chętnie by go zabiły, ale bały się wściekłości Persów) i przy korycie postawiły krwawego satrapę szacha Pahlaviego, rezultatem był Chomeini a reszta jest historią... :D

mmm
wtorek, 11 maja 2021, 20:01

To ciekawe, bo Pahlavi zastąpił swojego ojca jako szach w 1941 roku i nigdy przed 1979 rokiem nie był obalony, nie mógł więc zostać postawiony przy korycie w 1953 roku.

ret
poniedziałek, 31 maja 2021, 09:13

Był odsunięty od rządzenia.

ok
wtorek, 11 maja 2021, 00:06

Podobnie z demokracja W Egpicie.

Monkey
niedziela, 9 maja 2021, 13:23

@Ech: Rzućmy taki skrót: ARAMCO i moim zdaniem już ten sojusz aż taki dziwny nie jest:-)

US Army
niedziela, 9 maja 2021, 11:24

Przyjaciół na Bliskim Wschodzie się nie wybiera, bierzesz to z czym masz szansę współpracować, a że akurat padło na Arabię Saudyjską...

Milutki
niedziela, 9 maja 2021, 22:45

USA wybiera sobie sojuszników kierując się ich służalczoscią i możliwością uzależnienia ich od siebie . Donald Trump powiedział że Muhammad Bin Salman nie przetrwa bez niego nawet dwóch tygodni. Natomiast dla obecnego prezydenta USA Arabis Saudyjska to chłopiec do bicia, Biden gani Muhammada Bin Salmana za to że łamie prawa człowieka i dzięki temu sam błyszczy jako obrońca wyższych wartości. Arabia Saudyjska nie może nic z tym zrobić ani sprzeciwić się USA bo sojusz z USA jest dla nich niezastąpialny. Tak samo północnosyryjscy komuniści, oni wypełnią każdą wolę USA i bez USA ich przeciwnicy pokonaliby komunistów z marszu

wert
poniedziałek, 10 maja 2021, 15:02

z uporem maniaka etykietujesz Kurdów komunistami. Ciekawe to w ustach tureckich ludobójców Ormian. Na nas to nie działa bo podobnie żydzi etykietują nas nazistami. W świetle "najnowszych" "badań" okazuje się że ruch oporu w Polsce tworzyli żydzi a AK zajmowała się kolaboracją i współdziałaniem z niemcami w tropeniu żydów. Twórzcie dalej świat "równoległy"

Milutki
wtorek, 11 maja 2021, 07:49

Turcy obronili się przed ludobójstwem jakie Ormianie chcieli na nich przeprowadzić. Kurdowie nie są komunistami, tylko niewielu z nich , tak jak niewielu Turków i innych nacji

wert
wtorek, 11 maja 2021, 14:28

sowieci i niemcy też się obronili przed "ludobójstwem" Polaków. niemcy w Aschwitz, Dachau, Ravensbruck etc; sowieci na Kołymie, w Katyniu itd

Milutki
wtorek, 11 maja 2021, 17:05

Ormianie zaatakowali Turków a co się obronili, takie są fakty, porównywanie wszystkiego do Niemców i Sowietów tego nie zmieni

wert
wtorek, 11 maja 2021, 23:09

tak, tak, same Fakty. Cały dzień i całą dobę. I nie wszystkich tylko turków

Ech
sobota, 8 maja 2021, 12:49

Sek w tym ze jesli sie chce to mozna bardzo wiele. Majac srodki w postaci np 10 lotniskowcow naprawde mozna by wymusic i pokoj i sprawidiwosc na swiecie. Zamaist tego USa dziala jak miedznardowy bandyta od czasu do czasu bombardujac a to Irak a To Libie a to Syrie a to Paname, A to Hawaje. Natmiast uzwajac polityki i armii we wlasciwym celu mogby powstac prawie ze raj na Ziemi:)

Davien
poniedziałek, 10 maja 2021, 08:19

Wow, a kiedy USA bombardowało Hawaje??? Bo Syrie to bombarduje Rosja mordując cywili tysiącami, Panamy jakos tez nie bombardowali ,no ale musza bronic swiata przed najwiekszym bandyta i terrorysta czyli Rosja.

Ech
wtorek, 11 maja 2021, 00:14

"17 stycznia 1893 roku wydał rozkaz desantu amerykańskiej piechocie morskiej stacjonującej na USS Boston. Rebelianci, określający się jako Komitet Bezpieczeństwa, pomaszerowali na pałac królowej i zażądali jej abdykacji. Chcąc uniknąć rozlewu krwi, Liliʻuokalani ustąpiła z tronu. Oświadczyła przy tym, że zrzeka się władzy do czasu, kiedy rząd USA, po zapoznaniu się z faktami, unieważni czyny swoich przedstawicieli i zwróci jej koronę" i "Ostatni był kluczowy punkt, bo dawał prawo do głosowania tylko tym mieszkańcom, których roczny dochód przekraczał 600 dolarów lub którzy zainwestowali w grunt przynajmniej 300 dolarów. Ci drudzy nie musieli nawet być obywatelami Hawajów. Większość rdzennych Hawajczyków, którzy do tej pory stanowili przeważającą część elektoratu, wyeliminowano z gry politycznej. W ten sposób euro-amerykańska mniejszość praktycznie przejęła władzę nad państwem. " - Tak sie zagarnia niepodegle panstwo HAwajow.

Fanklub Daviena i GB
niedziela, 9 maja 2021, 20:18

Z 10 lotniskowców ZAWSZE min. 3 są w remoncie (a niekiedy nawet 6 jak USA ma takie problemy remontowe jak ostatnio). Nie można reszty świata zostawić bez osłony, więc zgromadzenie w jednym rejonie więcej niż 2-3 jest raczej wątpliwe. 2-3 lotniskowce to w najlepszym razie 120-180 maszyn bojowych o nieimponujących osiągach (F-18, F-35C). Taką ilością świata się nie da zmienić, bo jeszcze tylko część maszyn można przeznaczyć na uderzeniowe a resztę na osłonę myśliwską, osłonę tankowców, AWACSów itp... Do tego epoka lotniskowców już minęła - A2/AD o zasięgu większym niż zasięg lotnictwa pokładowego i rakiety jak Brahmos czy Kalibr wystrzeliwane z samolotów, małych okrętów podwodnych jak Kilo, maleńkich Bujanów-M czy w końcu z kontenerów - czyli praktycznie każdego statku cywilnego sprawiają, że era lotniskowców jako środka ataku z morza na ląd należący do w miarę rozwiniętego państwa już minęła. Mają jeszcze pewną rolę obroną, np. w przypadku Chin: działając w promieniu lądowego parasola ochronnego jednocześnie ten parasol wydłużają, np. dostarczając bombowcom bazowania lądowego eskorty myśliwskiej w regionach poza zasięgiem myśliwców startujących z lądu. Ale i Chińczycy postanowili mocno okroić swoje plany co do ilości lotniskowców.

Ech
wtorek, 11 maja 2021, 00:15

Mi chodzilo o MOTYWACJE> MAJAC tylko wojnska i pienedzy naprawde mozna by zrobic cos wiecej dla Pokoju niz atakowac kolejne kraje jak leci.

Davien
poniedziałek, 10 maja 2021, 08:17

No usmiałem sie jak norka:)) Po pierwsze do LGU przy zasięgu lotnictwa pokładowego 1200km nie zblizy sie żaden Bujan, czy inny nosiciel bo dawno zostanie zestrzelony lub zatopiony. Twoje antyczne Kilo muszące co chwila wystawiac chrapy by sie załoga nei udusiła kontra Virginie i 688?? No jak masz za duzo tych Kilo..... Aha Rosja nei ma ani jednego Kalibra odpalanego z powietrza, a BrahMosy to szybciej poleca w rosyjskie i chińskei jednostki Chiny nie zmniejszały liczby lotniskowcó jakie chca mieć, a że Rosja nei jest w stanie nawet jednego zbudować......

środa, 12 maja 2021, 08:40

Tak, AIM-120 z 1973 roku i wszystko jasne.

Lol
niedziela, 9 maja 2021, 16:12

Libię to zniszczyli Europejczycy.

ja
wtorek, 11 maja 2021, 00:16

Ponoc Obama powiedziel "Libia niech zajma sie oficjanie Europa a my bedziemy niby tylko pomagac"

Gedeon
sobota, 8 maja 2021, 12:37

Panie Witoldzie, Pańskie artykuły czyta się z prawdziwa przyjemnością. Prosto, klarownie, bez uprzedzeń. Dziękuję. :)

Fanklub Daviena i GB
sobota, 8 maja 2021, 11:34

Pytanie czy Wielki Wuj na to pozwoli?! Bo już np. toczy pianę, że Korea Południowa dogaduje się z Kimem i USA robi wszystko, by Korea się nie zjednoczyła... Pokój w heartlandzie to coś, czego Anglosasi (rimland) nienawidzą i zwalczają za wszelką cenę... :D

Davien
niedziela, 9 maja 2021, 15:07

Funku, jak na razie to akurat Rosja chce zjednoczenia Korei pod berłem Kima wiec pytanie co zrobi Rosja jak jej padnie sprzedaż broni dla terrorystów na Bl. Wschodzie;)

Ech
wtorek, 11 maja 2021, 00:17

Oficjanie kazdy Koreanczyk marzy o zjednoczeniu. To jest prpogram kazdej parii politycznej w obu koreach

Fanklub Daviena i GB
wtorek, 11 maja 2021, 15:21

I gdyby nie USA, natychmiast by do tego doszło, bo Korea Południowa od ręki przystałaby na "PZPRowskie" warunki komuchów z Korei Północnej - "Grubą Kreskę" w postaci wasza władza w zamian za naszą bezkarność i uwłaszczenie się na majątku Korei Północnej... Bonusem dla Seulu byłaby broń nuklearna i program balistyczny Phenianu. Nie bez przyczyny siostra Kima i dzieci innych komuszych dygnitarzy studiowały na Zachodzie biznes i zarządzanie... :D

kkk
niedziela, 9 maja 2021, 12:11

pokój to czegoś co Kreml nienawidzi pod rządami watażki Putina

Smuteczek
niedziela, 9 maja 2021, 10:44

Wychodzi ze własnie dlatego Sulejmani zginał... prawde wiec mowił Iran kiedy po zamachu powiedzieli ze Sulejmani pojechał do Iraku akurat jako dyplomata

Davien
poniedziałek, 10 maja 2021, 08:20

Sulejmani zginał bo był terrorystą koordynujacym i organizujacym ataki na USA. Zginął razem z dwoma innymi wysokiej rangi terrorystami.

ok
wtorek, 11 maja 2021, 00:18

Wiezli list - zachecajacy do pokoju i konca wojny:)

Tweets Defence24