Reklama
  • KOMENTARZ
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Upokorzona Moskwa. Jak Ukraina pokonała floty wojenne Rosji

Cztery lata wojny na Ukrainie pokazały, że rosyjska Flota Czarnomorska jest nieprzygotowana do współczesnych działań na morzu i przegrywa „nawet” z pozbawioną okrętów, ukraińską marynarką wojenną.

Krążownik "Moskwa" w 2009 roku
Krążownik "Moskwa" w 2009 roku
Autor. George Chernilevsky/Wikimedia Commons/Domena Publiczna
Pierwszy kat Floty Czarnomorskiej – rakiety nadbrzeżne Drugi kat Floty Czarnomorskiej – drony nawodne Trzeci kat Floty Czarnomorskiej – drony powietrzne i samoloty załogowe

Kiedy rosyjskie wojska jawnie zaatakowały Ukrainę 24 lutego 2022 roku, przed rosyjską Flotą Czarnomorską postawiono trzy najważniejsze zadania: wspierać ogniowo operacje lądowe (rakietami i ogniem artyleryjskim), uzyskać kontrolę nad Morzem Czarnym oraz przeprowadzić operację desantową w okolicach Odessy. Żadnego z tych zadań Rosjanom nie udało się w pełni zrealizować i rosyjska marynarka wojenna przestała być tak naprawdę potrzebna, sprawiając o wiele więcej kłopotów niż pomagając.

Reklama

Co ważne, na przeszkodzie w realizacji stawianych zadań nie stanęły ukraińskie okręty, bo ich tak naprawdę nie było. Dla Rosjan o wiele większym problemem okazała się sama Flota Czarnomorska, która poza okrętami podwodnymi w ogóle nie nadawała się do działania na Morzu Czarnym. I nie chodziło tylko o to, że rosyjskie okręty były technologicznie zacofane w stosunku do swoich zachodnich odpowiedników, ale również o ich zły stan techniczny. Wszelkie słowa krytyki (w tym na portalu Defence24.pl były jednak zakrzykiwane przez prorosyjskich miłośników wielkich jednostek pływających, z ogromnymi antenami, licznymi lufami i wyrzutniami rakiet.

Pierwszy kat Floty Czarnomorskiej – rakiety nadbrzeżne

Ostateczna weryfikacja rzeczywistych możliwości rosyjskiej Floty Czarnomorskiej nastąpiła praktycznie dwa miesiące po uderzeniu na Ukrainę. Swoistym „egzaminatorem” okazały się ukraińskie rakiety z dywizjonów nadbrzeżnych, a chwilę później drony latające i nawodne. Po trzech latach doszły do tego jeszcze samoloty myśliwskie otrzymane przez Ukraińców od krajów zachodnich, które tak naprawdę ograniczyły loty rosyjskiego lotnictwa morskiego tylko do strefy chronionej brzegowymi systemami obrony przeciwlotniczej.

Rosyjska marynarka wojenna po raz pierwszy przekonała się o możliwościach ukraińskich sił zbrojnych już 14 kwietnia 2022 roku, tracąc flagowy okręt Floty Czarnomorskiej, krążownik rakietowy „Moskwa”. Była to prawdziwa katastrofa wizerunkowa, ponieważ jednostka ta była cały czas prezentowana jako dowód siły: nie tylko rosyjskiej marynarki wojennej, ale również rosyjskiego przemysłu okrętowego. Tymczasem okazało się, że krążownik o wyporności ponad 11 tysięcy ton zatonął od uszkodzeń spowodowanych przez trafienia 13 kwietnia 2022 roku jedynie dwóch rakiet przeciwokrętowych typu Neptun.

Reklama

Świadczyło to nie tylko o złym wyszkoleniu rosyjskich marynarzy, którzy po trwającej dobę akcji ratowniczej nie zdołali uratować swojego okrętu, ale również o jego złej konstrukcji oraz nieskutecznych lub niesprawnych, pokładowych systemach obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Prestiżowo wyglądało to bardzo źle, ponieważ dwa miesiące wcześniej „Moskwa” ostrzelała ogniem artyleryjskim Wyspę Wężową, po odmowie poddania się przez ukraińską załogę (co stało się na długo międzynarodowym symbolem oporu Ukrainy).

Flocie Czarnomorskiej nie udało się przeprowadzić operacji desantowej w rejonie Odessy
Flocie Czarnomorskiej nie udało się przeprowadzić operacji desantowej w rejonie Odessy
Autor. mil.ru

Rakiety nadbrzeżne Neptun okazały się tak dużym wyzwaniem dla Rosjan, że ci musieli zweryfikować również swoje plany ofensywy na Odessę. Rosyjskie dowództwo przygotowywało się bowiem najprawdopodobniej do wysadzenia desantu ułatwiającego działanie rosyjskim pododdziałom przedzierającym się od Chersonia wzdłuż Morza Czarnego do Odessy. Operacja ta miała całkowicie odciąć Ukrainę od portów, pozostawiając ją tak naprawdę na łasce Rosji. Przygotowania były poważne, ponieważ w marcu 2022 roku pojawiły się informacje o krążącym w rejonie Odessy zgrupowaniu okrętów składającego się z czterech dużych okrętów desantowych i trzech okrętów rakietowych.

Udany atak na „Moskwę” oraz zaminowanie podejścia do Odessy definitywnie przerwały te plany. Co więcej, ukraińskie rakiety przeciwokrętowe Neptun, jak również uzbrojone drony Bayraktar TB2, zmusiły rosyjskie okręty do pływania w odległości około 150 km od brzegu Ukrainy. Rosjanie mieli jednak możliwość bezpiecznego korzystania z portów krymskich, w tym z bazy w Sewastopolu. Ta w miarę spokojna sytuacja dla rosyjskiej marynarki wojennej zmieniła się już we wrześniu 2022 roku.

Drugi kat Floty Czarnomorskiej – drony nawodne

Rosjanie bardzo szybko zorientowali się, że Ukraińcy wcale nie zamierzają ograniczyć się do odpędzania ich okrętów z pasa wód znajdujących się o 150-200 km od ukraińskiego wybrzeża. Już w nocy 17 września 2022 roku koło Krymu pojawiły się bowiem pierwsze dwa drony nawodne kamikaze „Mikoła-3”, które przeprowadziły nieudany atak na fregatę „Admirał Makarow” projektu 11356M, znajdującą się w Zatoce Sewastopolskiej. Jednak pomimo że jeden z ukraińskich dronów został przechwycony przez Rosjan, ci nie wyciągnęli z tego odpowiednich wniosków.

Wchodząca w skład Floty Czarnomorskiej rosyjska fregata „Admirał Makarow”
Wchodząca w skład Floty Czarnomorskiej rosyjska fregata „Admirał Makarow”
Autor. mil.ru

Zemściło się to w nocy z 28 na 29 października 2022 roku, gdy nastąpił ponowny atak na okręty stojące w Sewastopolu (tym razem z wykorzystaniem ponad 10 dronów nawodnych). Ukraińcom udało się już wtedy uszkodzić co najmniej trzy jednostki: w tym fregatę „Admirał Makarow”, trałowiec „Iwan Gołubiec” i jeden okręt desantowy.

Trzeba przy tym zaznaczyć, że skuteczność bezzałogowych łodzi kamikaze wcale nie była taka duża. Szacuje się, że z 52 uderzeń przeprowadzonych za pomocą dronów nawodnych od października 2022 roku do października 2023 roku, tylko osiem można uznać za udane. Na szczególną uwagę zasługuje jednak atak trzech dronów nawodnych Magura V5 na najnowszy rosyjski okręt rozpoznawczy „Iwan Churs” w dniu 24 maja 2023 roku. Ukraińcy po raz pierwszy uszkodzili bowiem jednostkę pływającą, która miała swobodę manewru i odpowiedziała ogniem.

Efektem takich powtarzających się ataków było ograniczenie liczby rejsów przez rosyjskie okręty z wykorzystaniem portów krymskich. Los Sewastopola przypieczętował jednak tak naprawdę atak przeprowadzony 13 września 2023 roku, w którym Ukraińcy trafili wystrzelonymi z samolotów rakietami Storm Shadow (lub SCALP-EG) w dwa rosyjskie okręty w sewastopolskiej stoczni: okręt podwodny projektu 636 typu Warszawianka „Rostow na Donu” (który ostatecznie zniszczono w Sewastopolu 2 sierpnia 2024 roku, w kolejnym ataku rakietowym pociskiem ATACMS) i okręt desantowy projektu 775 (wg NATO typu Ropucha) „Mińsk” z Floty Bałtyckiej.

Po tych atakach ostatecznie zdecydowano się na przesunięcie najważniejszych okrętów do znajdującej się bardziej na wschód bazy morskiej w Noworosyjsku. Manewr ten okazał się jednak mało skuteczny, ponieważ ukraińskie drony nawodne miały wystarczający zasięg, by i tam zagrażać rosyjskim jednostkom pływającym. Rosjanie postanowili więc przenieść swoje najważniejsze okręty jeszcze dalej, przyśpieszając inwestycje budowlane w miejscu tworzenia bazy morskiej koło Oczamczyry w Abchazji.

W międzyczasie przeprowadzono udany atak bezzałogowymi łodziami kamikaze Sea Baby na most Kerczeński 17 lipca 2023 roku, poważnie uszkadzając podpory rosyjskiej przeprawy drogowej i kolejowej. W połowie 2023 roku Ukraińcy rozpoczęli także atakowanie tzw. „Ekspresu Syryjskiego”, a więc szlaku morskiego w centralnej części Morza Czarnego, którym pływały jednostki z zaopatrzeniem dla rosyjskich sił ekspedycyjnych w Syrii i z amunicją dla Rosji. Udało się w ten sposób trafić okręt patrolowy „Wasilij Bykow” projektu 22160 (dwukrotnie: 1 sierpnia i 14 września 2023 roku), tankowiec „Sig” (5 sierpnia 2023 roku) oraz dwie rosyjskie barki desantowe wraz z załogami i sprzętem w porcie w Czarnomorsku na zachodnim Krymie (24 września 2023 roku).

Dodatkowo w 2024 roku Ukraińcy zmienili taktykę, starając się doprowadzić już do zatapiania rosyjskich okrętów. Atakowano więc rojem dronów nawodnych, które dodatkowo próbowały trafiać w miejsce uszkodzone poprzednimi uderzeniami, poszerzając w ten sposób wyrwę. Od lutego do marca 2024 roku zatopiono w ten sposób trzy rosyjskie okręty: okręt rakietowy „Iwanowiec” projektu 12411 (zatopiony w nocy z 1 na 2 lutego 2024 roku),duży okręt desantowy „Cezar Kunikow” projektu 775/II (zatopiony 14 lutego 2024 roku) i okręt patrolowy „Siergiej Kotow” projektu 22160 (zatopiony 4 marca 2024 roku).

Reklama

Zmieniała się zresztą nie tylko taktyka, ale również same drony. Ukraińscy specjaliści w rozmowie z Defence24 wyróżnili tu trzy ważne etapy. Pierwszym było wprowadzenie przez Rosjan do zwalczania ich dronów śmigłowców. Ukraińcy zamontowali więc na swoich bezzałogowcach rakiety przeciwlotnicze. Efektem tego było zestrzelenie 31 grudnia 2024 roku, po raz pierwszy w historii, dwóch śmigłowców Mi-8, a w maju 2025 roku również po raz pierwszy w historii myśliwca Su-30.

Kiedy Rosjanie do zwalczania dronów nawodnych zaczęli stosować bezzałogowe statki powietrzne, to Ukraińcy na tych dronach zaczęli montować nadajniki zakłóceń radioelektronicznych. Gdy z kolei Rosjanie wprowadzili do akcji drony naprowadzane światłowodem odporne na te zakłócenia, to Ukraińcy zaczęli powszechnie stosować na swoich łodziach kamikaze zdalnie sterowane karabiny maszynowe.

Nie było to jednak jedyne uzbrojenie zabierane przez ukraińskie bezzałogowce morskie. Przystosowano je np. do przenoszenia i stawiania min. Dzięki temu Ukraińcy jako pierwsi na świecie zaminowali w czasie działań wojennych trasy wykorzystywane przez rosyjskie okręty w okolicach Krymu. Szacuje się, że już w 2023 roku miny te uszkodziły cztery rosyjskie okręty w tym okręt przeciwminowy.

Trzeci kat Floty Czarnomorskiej – drony powietrzne i samoloty załogowe

Problemem dla Floty Czarnomorskiej okazało się jednak również ukraińskie lotnictwo: zarówno załogowe, jak i bezzałogowe. Początkowo Ukraińcy nie mieli odpowiednich samolotów myśliwskich, by podjąć równorzędną walkę z rosyjskimi myśliwcami nad Morzem Czarnym. Dodatkowo zasięg ich dronów był zbyt mały, by można było nimi atakować cele np. na Krymie z zachodniego brzegu Dniepru. W tym drugim przypadku pomogły bezzałogowe łodzie nawodne, które zmieniono w mikrolotniskowce. Jednak z ich pomocą podrzucano skrycie blisko brzegu nie samoloty, ale drony kamikaze.

W ten sposób praktycznie całe wybrzeże Morza Czarnego, opanowane przez Rosjan, znalazło się w zagrożeniu do głębokości 30 km. Rosyjska Flota Czarnomorska okazała się bezsilna wobec takiego zagrożenia. Dzięki mikrolotniskowcom ukraińskie drony zaczęły niszczyć Rosjanom: radary, wyrzutnie rakiet, zestawy przeciwlotnicze (w tym sławne Pancyry) i stanowiska dowodzenia. Atakowano dodatkowo w ten sposób również niewielkie jednostki pływające.

Wchodzący w skład Floty Czarnomorskiej rosyjski okręt podwodny „Noworosyjsk”
Wchodzący w skład Floty Czarnomorskiej rosyjski okręt podwodny „Noworosyjsk”
Autor. mil.ru

Nie mając możliwości uzyskania przewagi w powietrzu oraz nie mając skutecznej obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej na swoich okrętach, rosyjska Flota Czarnomorska stała się praktycznie bezużyteczna. Z niektórych jej okrętów (w tym podwodnych) można było, owszem, nadal wystrzeliwać rakiety manewrujące Kalibr w kierunku Ukrainy, jednak o wiele taniej było odpalać rakiety z wyrzutni lądowych lub samolotów. Dodatkowo pojawiły się drony kamikaze klasy Szachid, które o wiele bardziej utrudniały życie Ukraińcom niż pociski wystrzeliwane z Morza Czarnego.

Oficjalnie nikt jak na razie nie zapowiedział zmiany w wyposażeniu i strukturze Floty Czarnomorskiej. Nadal buduje się więc wcześniej opracowane okręty, jak również mówi się o zupełnie nowych projektach okrętowych. Jednak są to tylko działania wydłużające agonię, którą widać również we Flocie Bałtyckiej. Tam również okazało się bowiem, że jeżeli porty są zagrożone i pod permanentną kontrolą przeciwnika, na brzegach znajduje się silna artyleria rakietowa, a w powietrzu przewagę mają obce statki powietrzne, to jedyną szansę na działania bojowe mają okręty podwodne.

W przypadku Rosjan na Bałtyku i Morzu Czarnym ta szansa będzie trwała tylko trzy dni. Żaden konwencjonalny, rosyjski okręt podwodny nie ma bowiem napędu niezależnego od powietrza. Po trzech dniach będzie się więc musiał wynurzyć lub płynąć na chrapach, by naładować akumulatory. A to może się już okazać dla nich bardzo niebezpieczne.

Reklama
WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama