Siły zbrojne

„Moskwa” - propagandowy krążownik

Krążownik „Moskwa” ma silne uzbrojenie rakietowe ale brakuje na nim efektywnego systemu wskazywania celów – fot. ru.mil
Krążownik „Moskwa” ma silne uzbrojenie rakietowe ale brakuje na nim efektywnego systemu wskazywania celów – fot. ru.mil

Wysłanie rosyjskiego krążownika „Moskwa” w kierunku okrętów biorących udział w ćwiczeniu Paktu Północnoatlantyckiego na Morzu Czarnym miało pokazać siłę i zdecydowanie Rosji. Biorąc pod uwagę rzeczywistą wartość tego okrętu – wzbudziło uśmiech politowania.

Gdyby wartość okrętu oceniać ilością luf i rakiet krążownik „Moskwa” byłby jednym z najsilniejszych okrętów na świecie. W rzeczywistości jest to przestarzała jednostka pływająca, której wartość powinno się oceniać tylko przez ilość rakiet i bomb, jakie ona może przyjąć przed zatonięciem.

Uwielbiamy podziwiać rosyjską armię

Polacy mają tendencję do przeceniania siły rosyjskiej armii. Armii tej nie należy się jednak bać przez supertechnikę, jaka jest na jej wyposażeniu (bo tej jest stosunkowo mało biorąc pod uwagę jej liczebność), ale przez atomowy guzik, który ma pod swoim palcem prezydent Putin. Rosja nie musi więc budować realnie silnych sił zbrojnych, ponieważ wie, że nawet w przypadku klęski swoich wojsk, zawsze ma argument atomowy, który pozwoli jej się uratować przed całkowitą przegraną i wejściem na „swoje” terytorium obcych żołnierzy. Rosyjską armię można więc bez problemu zatrzymać, ale przez broń atomową jej pokonanie jest po prostu niemożliwe.

Szczególnie źle jest we Flocie Czarnomorskiej, która jest najgorzej wyposażoną flotą w siłach morskich Rosji. Jeżeli więc na Bałtyku, Północy i Pacyfiku wprowadzano nowej jednostki pływające, to tutaj jak na razie tylko je planowano. Flagowy okręt Floty Czarnomorskiej krążownik „Moskwa” nie jest tutaj żadnym wyjątkiem.

Zimnowojenny krążownik w nowych czasach

„Moskwa” to krążownik rakietowy projektu 1164 typu Atlant (według NATO – Slava). Rosja posiada trzy takie jednostki na swoim stanie, które były wprowadzane do służby kolejno: w 1983 r („Moskwa”), w 1986 r. („Marszał Ustinow”) i w 1989 r. („Wariag”). W rzeczywistości prace nad tymi krążownikami rozpoczęto o wiele wcześniej, bo już pod koniec lat 60-tych XX wieku.

Każdy okręt przez całe swoje życie przechodzi systematycznie prowadzony proces remontów i modernizacji, który najczęściej odbywa się w cyklu pięcioletnim. Krążownik „Moskwa” nie podlegał jednak tej zasadzie i tak naprawdę przeszedł tylko jeden remont kapitalny – wykonany w 1990 r. Remont, który miał trwać osiem miesięcy w rzeczywistości trwał jednak ponad 8 lat. I tylko postawa załogi i mera Moskwy pozwoliły go dokończyć.

W historii okrętu nie ma później żadnych śladów prowadzonych na nim po 2000 roku prac modernizacyjnych. Oznacza to, że nie zrobiono wtedy najważniejszej rzeczy, jaka powinna zostać wykonana na okrętach budowanych w latach 70 –tych, czyli nie wymieniono systemu radiolokacyjnego i dowodzenia. Kto nie wie co to znaczy, niech spróbuje efektywnie pracować na komputerze z lat 90 – tych.

Efektem niesystematycznie prowadzonego procesu remontowego był między innymi pożar w siłowni pomocniczej tego okrętu jaki miał miejsce 7 września 2009 roku. Oficjalnie przyznano się do jedynie do zadymienia okrętu, nieoficjalnie mówi się o wybuchu „kotła parowego” i ranieniu kilkunastu marynarzy.

„Ślepy bokser”

Największym atutem Atlantów stało się ich uzbrojenie rakietowe. Charakterystyczną sylwetkę „Moskwie” nadało 8 podwójnych wyrzutni rakietowych systemu P-1000 Wulkan (po 4 z każdej burty). W odróżnieniu od zachodnich rakietowych systemów przeciwokrętowych Rosjanie zastosowali tu rakiety ponaddźwiękowe o prędkości 2 Ma. Poza prędkością ich atutem jest niewątpliwie przenoszony ładunek wybuchowy o wadze 500 kg oraz zasięg (oficjalnie to ponad 550 km). W przypadku „Moskwy” musi być on jednak sprawny i co najważniejsze – trzeba wiedzieć do czego strzelać. A i z jednym, i z drugim na tym krążowniku nie jest najlepiej. Dlatego przez zastosowane rakiety przeciwokrętowe krążowniki Atlant nazywano „Zabójcami lotniskowców” tylko na początku ich służby.

Już wtedy było bowiem wiadomo, że okręt nie będzie mógł strzelać rakietami na maksymalnym zasięgu, ponieważ nie ma możliwości wykrywania i identyfikowania celów nawodnych na takiej odległości. A morskiego systemu dalekiego rozpoznania na Morzu Czarnym Rosjanie nie posiadają. Przewiduje się więc wykorzystanie do tego samolotów i śmigłowców lotnictwa morskiego, które mają wskazać cele dla systemu Wulkan.

Niestety dla „Moskwy” wykonujące takie zadanie statki powietrzne muszą podlecieć na odpowiednią odległość do celu i przekazać jego koordynaty na okręt systemami łączności. I jedno i drugie jest mało prawdopodobne jeżeli nie będzie się miało przewagi w powietrzu. Nad Morzem Czarnym Rosjanie takiej przewagi na pewno nie mają.

Niewydolny system dowodzenia

O sile okrętów nie decyduje ich najsilniejszy, ale najsłabszy punkt. W przypadku krążownika „Moskwa” jego piętą achillesową jest system przeciwlotniczy. I nie ma tu znaczenia, że zamontowano na nim 64 rakiety przeciwlotnicze pionowego startu systemu Fort S-300F, 36 rakiet systemu „OSA-M” i 6 armat wielolufowych AK-630 kalibru 30 mm, ponieważ na „Moskwie” brak jest efektywnego systemu przekazywania do nich danych koniecznych do strzelania.

A zagrożenie z powietrza jest ogromne, ponieważ krążownik ten przez swoją wielkość stanowi doskonały cel dla kierowanych rakiet przeciwokrętowych. Ogromny kadłub o długości 186 m, szerokości 20,8 m i wysokości 42,5 m daje bardzo silne odbicie radiolokacyjne i trudno jest je ukryć za zakłóceniami pasywnymi (z wyrzutni ZIF-121) i aktywnymi (Gurzuf-A, Gurzuf-B i Kolco). Krążownik „Moskwa” a technika stealth to dwa zupełnie różne pojęcia.

Zagrożenie jest tym większe, że system obrony przeciwlotniczej tego okrętu jest praktycznie ślepy. Zasada jest prosta. Okręt powinien wykrywać cele powietrzne swoimi radarami dalekiego zasięgu, przekazywać te dane do okrętowego systemu walki, który w Bojowym Centrum Informacyjnym (BCI) pozwala stworzyć obraz sytuacji powietrznej wokół okrętu. Stamtąd też powinno się przekazywać dane do systemów rakietowych.

Oczywiście niewiele osób miało możliwość zobaczenia BCI na tym okręcie oraz sprawdzenia rzeczywistych możliwości zamontowanego tam systemu dowodzenia, ale do jego oceny wystarczy analiza oglądanych z zewnątrz systemów antenowych. Na „Moskwie” jest zastosowany bojowy system kierowania i zbierania informacji BIUS typu „Liesorub-1164”. Nie jest to jednak system, który podlega ciągłym modernizacjom (przede wszystkim oprogramowania), ale coś, co po zamontowaniu można zmienić tylko podczas remontu lub wyłączeniu okrętu z linii. A w historii krążownika „Moskwa” takich epizodów od 2000 roku nie można się doszukać.

Silny ale ślepy system przeciwlotniczy

Wstępne wykrywanie na krążowniku zabezpieczają dwa przestarzałe radary dalekiego zasięgu Woschod (na maszcie rufowym) i Fregat-M (na najwyższym maszcie dziobowym). Ich jedyną zaletą w tej chwili jest tak naprawdę duża moc. Są to stacje o archaicznym i nieefektywnym sposobie wykrywania wysokości obiektu (tzw. wiązka typy V), z systemem przeliczania na krzywkach i selsynach oraz bez nowoczesnych systemów przeciwzakłóceniowych. Te dwa radary mają wskazać dane do radiolokacyjnych systemów kierowania strzelaniem. Takich systemów jest kilka, ponieważ są one dedykowane odpowiednim typom  rakiet.

Najważniejsze są 64 rakiety systemu dalekiego i średniego zasięgu Fort S-300F, które mogą zwalczać cele do 90 km i na pułapie od 25 m do 30 km. Nie jest to więc system do zwalczania rakiet przeciwokrętowych „sea-skimmer”, które lecą w ostatniej fazie ataku na wysokości od 1 do 5 m (np. Exocet, NSM czy Harpoon). Oficjalnie radar naprowadzania systemu (umieszczony na rufie) zabezpiecza śledzenie 12 celów i naprowadzanie 6 rakiet, przy tempie strzelania co 3 s. Jednak nie może on samodzielnie i efektywnie wykrywać obiektów powietrznych.

Ograniczeniem jest też konstrukcja 8 wyrzutni, w której każde ze stanowisk startowych posiada zapas ośmiu startujących pionowo rakiet, ładowanych bębnowo. Odpalanie rakiety odbywa się jednak tylko z tego kontenera, który znajdującego się pod klapą startową wyrzutni, a następnie bęben startowy obraca się wstawiając pod klapę kontener z rakietą. Stąd w najlepszym wypadku może być tyle startów ile jest wyrzutni, a nie ile jest widocznych na pokładzie kontenerów z rakietami Nie jest to więc rozwiązanie amerykańskie, w którym każda rakieta ma swoje własne stanowisko startowe, zajmuje więcej miejsca na pokładzie i nie pozwala na taką elastyczność w wyborze rodzaju użytych rakiet jak jest np. na niszczycielu USS „Truxtun”.

„Moskwa” posiada również rakiety OSA-MA zwalczające cele powietrzne na połapie od 5 m do 4-5 km i zasięgu do 15 km. I to nie jest system zwalczania rakiet przeciwokrętowych sea-skimmer. Dodatkowo zastosowano w nim dwie, mało wydajne dwuprowadnicowe wyrzutnie, z których każda ma własny radiolokacyjny system naprowadzania rakiet 4K33A OSA-MA.

Systemem obrony bezpośredniej jest zestaw sześciu wielolufowych systemów artyleryjskich AK-630 kalibru 30 mm, kierowanych przez radary kierowania uzbrojeniem MR-123. Ale i te stacje wymagają wskazania celu, ponieważ same do jednorazowego przeszukania całej przestrzeni potrzebują kilkadziesięciu sekund.

Wysokie morale – ale czy na pewno?

Rosjanie zaczęli sobie zdawać sprawę z ułomności swojego krążownika. To prawdopodobnie dlatego zdecydowano się w 2012 roku zmienić jego przynależność organizacyjną i z samodzielnej jednostki uczynić go częścią 11 tej brygady okrętów zwalczania okrętów podwodnych. Automatycznie zaniżyło to status krążownika, chociaż nadal pozostaje on flagowym okrętem Floty Czarnomorskiej. Negatywnie wpłynęło to na morale załogi, która straciła m.in. możliwość samodzielnego zaopatrywania się tracąc pieczęcie.

Oficjalnie tłumaczono to przejściem na nową organizację jednostek wojskowych, w której zniknęły pułki (taki status miał krążownik przed reformą), a pojawiły się brygady. Ale licząca 416 osób załoga traktowała to inaczej wiedząc, że wcześniej okręty zawsze były klasyfikowane wyżej niż odpowiadające im jednostki lądowe. Sprawa była bardzo głośna i była szeroko opisywana w prasie.

Teraz ten niedopracowany i w złym stanie technicznym okręt, z mało umotywowaną załogą wyszedł na spotkanie jednego z najnowocześniejszych, amerykańskich niszczycieli rakietowych USS „Truxtun” typu Arleigh Burke.

Jeśli jesteś przedstawicielem wybranych instytucji zajmujących się bezpieczeństwem Państwa przysługuje Ci 100% zniżki!
Aby uzyskać zniżkę załóż darmowe konto w serwisie Defence24.pl używając służbowego adresu e-mail. Po jego potwierdzeniu, jeśli przysługuje Tobie zniżka, uzyskasz dostęp do wszystkich treści na platformie bezpłatnie.