Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Państwo i media idą na wojnę. Czy są gotowe?

Kilka lat temu do kanonu myślenia o bezpieczeństwie włączyliśmy ideę obrony powszechnej. Wpisaliśmy założenia do dokumentów strategicznych i zbudowaliśmy społeczny konsensus. Tyle że wraz z nowym spojrzeniem na mapie owej „powszechności” zapaliły się czerwone lampki, wskazujące luki w naszym obronnym przygotowaniu. Jedną z nich jest współpraca państwa i mediów podczas kryzysów.

Panel "Państwo i media idą na wojnę" na Defence24 Days 2026.
Panel "Państwo i media idą na wojnę" na Defence24 Days 2026.
Autor. Defence24
Media na wojnie Komunikacja strategiczna Platformy dialogu

Pewien weteran polskiej prasy, zapytany, czego jako dziennikarz oczekiwałby od państwa w czasie wojny, odpowiedział: „Chyba tylko tego, żeby nie zrobiło mnie w konia”. W lakonicznej odpowiedzi skryły się dwie diagnozy. Pierwsza dotyczyła braku wzajemnego zaufania, druga, braku wiary we wzajemną współpracę. Obie są nie do przyjęcia, ponieważ współczesnych wojen nie toczy się bez dobrej polityki informacyjnej. A już na pewno się ich nie wygrywa.

Reklama

Analogicznie z zarządzaniem kryzysami. Te z ostatnich lat – od presji migracyjnej na granicy, przez agresję Rosji na Ukrainę, po prowokacje i sabotaże na terytorium Polski – pokazały, że nie dorobiliśmy się dobrych systemowej współpracy między państwem a mediami. Zazwyczaj zdajemy się na lepszą bądź gorszą improwizację.

Ponad krajową średnią wybija się może wojsko, asymilujące standardy sojusznicze, oraz straże pożarne, niezmiennie wygrywające w rankingach społecznego zaufania. Ciężar zaniedbań nosi nie tylko „część państwowa”, ale i środowisko mediów, borykające się z deficytem kompetencji – nie wszystkie duże redakcje mają dziś dziennikarzy wyspecjalizowanych w sprawach bezpieczeństwa – oraz z grzechem wciągania spraw obronnych w bieżącą walkę polityczną.

W tonie takich diagnoz na tegorocznej konferencji Defence24Days toczyła się debata „Państwo i media idą na wojnę”, w której miałem przyjemność uczestniczyć wraz Justyną Prus (PAP), Markiem Świerczyńskim (Polityka Insight), Zbigniewem Parafianowiczem (Wirtualna Polska), Patrykiem Słowikiem (Zero.pl) oraz Kamilem Sikorą (Defence24). Była to pierwsza od lat dyskusja podejmująca temat budowania relacji państwo–media na czas wojny.

Media na wojnie

Winą za niską kulturę współpracy można oczywiście obarczyć zjawiska globalne: polaryzację przenikającą wszystkie wymiary życia społecznego, spadające zaufanie do instytucji czy gwałtowną przebudowę rynku medialnego. Bardziej intrygującym powodem może być tkwiąca w samych instytucjach rezerwa wobec systemowej współpracy z mediami, wynikająca z obawy przed naruszeniem zasady ich niezależności.

Niezależność jest owszem wartością niepodważalną i trzeba ją chronić, ale nie stoi ona w sprzeczności z zadaniem ochrony interesu publicznego. Podsumował to poniekąd Marek Świerczyński, przywołując nieco zapomniany zapis Prawa prasowego: „Zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu”. Mimo archaiczności sformułowania, istota pozostaje tu aktualna. I aż prosi się o dopowiedzenie: zadaniem państwa jest z kolei tworzenie jak najlepszych warunków do wykonywania tych zadań przez dziennikarzy.

Pewien przyczynek do diagnozy problemu przedstawił też Zbigniew Parafianowicz, zwracając uwagę, że krajowa debata o polityce informacyjnej została zdominowana przez modny temat walki z dezinformacją. Setki państwowych, akademickich, społecznych i medialnych inicjatyw – z których tylko niewielkiej części można przypisać realną wartość czy wpływ na rzeczywistość – spychają na dalszy plan dyskusję o komunikacji strategicznej, współpracy w kryzysie czy ogólnej kulturze funkcjonowania państwa w przestrzeni informacyjnej.

Tak czy inaczej, stoimy przed problemem, który ma wpływ na bezpieczeństwo. I nie jest wyłącznie jednym z sektorowych zaniedbań, ale w warunkach demokracji, miarą dojrzałości obronnej państwa jako całości. I stąd też warto rozrysować kilka obszarów, w których standardy współdziałania moglibyśmy podciągnąć.

Reklama

Problem zaczyna się już na poziomie podejścia do przekazywania informacji obywatelom. Justyna Prus zwróciła uwagę na żywą w redakcjach debatę o granicach między edukowaniem i uświadamianiem obywateli a wzmaganiem w nich poczucia zagrożenia. Innymi słowy, jak podawać informacje, by budować społeczną odporność, a nie strachliwość. Kilka miesięcy temu byliśmy świadkami dyskusji o plecakach ewakuacyjnych i broszurach dotyczących postępowania w sytuacji zagrożenia. Ocena tych działań podzieliła komentatorów. Jednak większym problemem jest to, że paradoksalnie ze strony państwa nie płyną jasne wytyczne, jak takie kwestie komunikować. Co więcej, nie wydaje się, by same instytucje miały w tej sprawie sprecyzowane stanowiska. Jeśli wspólnego mianownika nie potrafimy znaleźć na etapie teoretycznej dyskusji o zagrożeniach, to doszukamy się go w momencie realnych zagrożeń?

Kolejnym wyzwaniem jest zapewnienie ciągłości funkcjonowania redakcji w czasie kryzysu. Jeżeli sektor medialny – zgodnie z logiką obrony powszechnej – traktujemy poniekąd jako element infrastruktury krytycznej państwa, to wspieranie tej ciągłości staje się też interesem i zadaniem struktur państwowych.

Komunikacja strategiczna

W reżimie stanu wojennego redakcje będą mierzyć się z chaosem, dezinformacją, z możliwym wprowadzeniem cenzury prewencyjnej o nieokreślonym dziś trybie egzekwowania (co wynika z ustaw o stanie wojennym i o stanie wyjątkowym), z ograniczeniami w nadawaniu, przemieszczaniu się i dostępie do informacji. Dojdą do tego potencjalne cyberataki, zerwanie łączności, fizyczny sabotaż i prowokacje. Na dodatek część kluczowych pracowników redakcji może otrzymać karty mobilizacyjne, a kolejnych do porzucenia pracy zmusi sytuacja osobista.

Można odnieść wrażenie, że świadomość takich okoliczności w wielu redakcjach pozostaje znikoma. Kamil Sikora stwierdził wprost, że przez kilkanaście lat pracy w mediach nie spotkał się ani z jednym przypadkiem, w którym instytucje państwa podjęłyby dyskusję na ten temat ze środowiskiem dziennikarskim. Wojsko, co cenne, okazjonalnie szkoli reporterów w ramach kursów dla korespondentów wojennych, na styku z mediami odbyło się kilka warsztatów z „fact-checkingu”, jednak do konsultacji dotyczących systemowego przetrwania w warunkach kryzysu nigdy nie doszło.

Redakcje oczywiście przystosują się do nowej rzeczywistości – jakakolwiek by ona nie była – ale kosztem dni i tygodni, które mogą okazać się krytyczne dla przebiegu konfliktu. Przypomnijmy sobie zresztą, ile czasu zajął proces uczenia się pracy w warunkach pandemii COVID-19, a przecież tamten kryzys narastał stosunkowo powoli.

Trudno nie zgodzić się z ujęciem Patryka Słowika: przygotowanie na takie sytuacje wymaga planowania. A planowanie wymaga wiedzy o tym, jakiego rodzaju ograniczeń można się spodziewać ze strony instytucji, według jakich zasad ma przebiegać współpraca oraz na jaką pomoc logistyczną czy technologiczną redakcje mogą liczyć. Bez dialogu z państwem tego procesu zwyczajnie nie da się przeprowadzić.

Podobnym wyzwaniem jest stworzenie drożnego systemu wymiany informacji między mediami a cywilnymi i wojskowymi instytucjami państwa. Regularne briefingi prasowe, które stały się standardem w ukraińskiej rzeczywistości wojennej, to punkt wyjścia. Jednak testem sprawności będzie dopiero uruchomienie wiarygodnego, działającego w czasie rzeczywistym systemu weryfikacji doniesień, konsultacji w kwestiach bezpieczeństwa operacyjnego czy wyprzedzającego zasilania dziennikarzy sprawdzonymi danymi.

Reklama

Bylibyśmy tu zapewne w lepszym położeniu, gdybyśmy dysponowali zrębami systemu komunikacji strategicznej, którego naturalnym elementem jest zarządzanie różnorodnymi kanałami komunikacji. Dziś jednak skoordynowany „stratcom” w Polsce nie funkcjonuje, a w wielu urzędach zamiast tego pokutuje przekonanie, że w sytuacjach kryzysowych media są częścią problemu, a nie częścią jego rozwiązania.

Można tu przytoczyć przykład pracującego w Warszawie korespondenta jednej z amerykańskich redakcji, który w pierwszych miesiącach wojny na Ukrainie pytał, dlaczego niemal każdego dnia otrzymuje na skrzynkę mailową briefy z niemieckiej administracji na temat reakcji Berlina, podczas gdy tutaj, mimo dłuższego już stażu, ma problem z pozyskaniem oficjalnego stanowiska w elementarnych sprawach.

Swoją drogą budowanie relacji z zagranicznymi korespondentami jest kolejnym wyzwaniem (np. bariery językowe, wojskowe procedury akredytacji, często inne standardy pracy dziennikarskiej). O ile nie mają oni bezpośredniego wpływu na krajową politykę, to ich możliwości chociażby kreowania wizerunku państwa na arenie międzynarodowej są niewspółmiernie większe niż rodzimych redakcji. A to do tego wizerunku odwoływać się będzie polska dyplomacja, budując koalicje i poparcie dla polityki. Dziś w Polsce pracuje kilkudziesięciu korespondentów zagranicznych. W warunkach wojny liczba ta przekroczy tysiąc. I już teraz można stwierdzić, że skuteczne zarządzanie współpracą w takiej skali będzie wyzwaniem przerastającym obecne możliwości państwa.

Platformy dialogu

Wyzwania możemy mnożyć. Zarówno te etyczne (wybór między relacjonowaniem pełnej prawdy a dbaniem o morale społeczeństwa, granice współpracy przy operacjach dezinformacyjnych) jak i pragmatyczne (zarządzanie wrażliwymi informacjami i ważenie, czy w realiach wojny informacyjnej ich upublicznienie nie przyniesie większych korzyści niż utajnienie). Nie we wszystkich sprawach możliwe jest porozumienie, natomiast bez wątpienia w momencie konfliktu instytucje państwa i media skazane będą na współpracę. Jej ramy można nakreślić wcześniej, szanując przy tym interesy stron. Wymaga to jednak konsultacji, szkoleń, może włączenia mediów do wspólnych ćwiczeń, czy wspólnego przeglądu planów zarządzania kryzysowego.

Prawdopodobnie nie zbudujemy tak silnie kulturowo osadzonych rozwiązań, jak brytyjskie DSMA-Notice z komitetem przedstawicieli rządu i głównych redakcji, natomiast miejsce na budowanie platform dialogu jest. Tak samo jak jest miejsce na rozwijanie krajowej komunikacji strategicznej. To, czy takie przygotowania są podejmowane oddziela kraje przeciętne od realnie odpornych. Na komfort bycia państwem przeciętnym pozwolić sobie dziś nie możemy. I miejmy nadzieję, że pozwalać sobie nie chcemy.

Reklama
Partnerzy Defence24 Days 2026
Partnerzy Defence24 Days 2026
Autor. Defence24.pl
WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama