- WIADOMOŚCI
F-16 kontra pocisk manewrujący. Gen. Rajchel: w czasie wojny działa się inaczej
Autor. mł. chor. Rafał Samluk / Combat Camera DORSZ / zoom.mon.gov.pl
System obrony powietrznej zadziałał prawidłowo. Należy reagować zdecydowanie, ale trzeba zrobić wszystko, by uniknąć strat na ziemi. W czasie wojny działa się zupełnie inaczej – mówi w rozmowie z Defence24.pl gen. bryg. rez. pil. Jan Rajchel, prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych i były rektor-komendant Lotniczej Akademii Wojskowej.
W nocy z 29 na 30 lipca rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 naruszył przestrzeń powietrzną i upadł około 90 km od granicy polsko-ukraińskiej w momencie, gdy w rejon jego lotu dotarł wysłany na przechwycenie myśliwiec F-16.
Gen. Jan Rajchel mówi, na czym polega specyfika zwalczania takich celów w określonych warunkach, jakie funkcjonują w Polsce. „Trzeba mieć świadomość, że przechwytywanie pocisku manewrującego, w nocy, w samolocie lecącym szacunkowo z prędkością 1000, 1200 km/h, na małej wysokości, to jest naprawdę sztuka. Samolot musi manewrować, to wymaga umiejętności i jest wyzwaniem nawet dla dobrze wyszkolonego pilota. To wymaga dużej odpowiedzialności. Byłbym ostrożny z krytycznymi komentarzami, a wiem, że wiele takich pojawiło się w przestrzeni publicznej. Aby oceniać okoliczności tego zdarzenia, trzeba mieć świadomość specyfiki funkcjonowania lotnictwa i obrony powietrznej” – zaznacza.
Zanim podejmie się decyzję o zestrzeleniu, niezbędna jest identyfikacja celu. Do tego używa się zasobnika przenoszonego przez F-16. Myśliwiec musi manewrować, by przyjąć odpowiedni kurs i mieć możliwość obserwacji celu, następnie jego zwalczania.
Autor. mł. chor. Rafał Samluk / Combat Camera DORSZ / zoom.mon.gov.pl
„Nie mam dokładnych informacji, ale z dostępnych danych można wywnioskować, że od naruszenia do przechwycenia upłynęło około 6 minut. Pocisk poruszał się z prędkością prawdopodobnie około 900 km/h, możemy przyjąć, że dla samolotu to jest 900-1200 km/h, sumarycznie to około 2 tysiące kilometrów na godzinę, do tego jeszcze manewrowanie. Identyfikacja w nocy możliwa jest w zasadzie tylko za pomocą obrazu zasobnika Sniper, w który jest wyposażony F-16. Wszystko to wymaga czasu, samolot nie zawraca przecież w miejscu, tym bardziej że za granicą trwa wojna i również operują myśliwce. Musimy wiedzieć z całą pewnością, do czego chcemy strzelać” – dodaje gen. Rajchel.
W czasie pokoju należy ocenić różne okoliczności, w tym i te związane ze skutkami upadku pocisku, jego szczątków, jak i pocisku powietrze-powietrze.
Moim zdaniem system zadziałał dobrze. W czasie pokoju mamy ograniczone możliwości swobodnego działania, podejmowania samodzielnych decyzji. Jeśli pojawiają się sugestie, że powinno się zestrzelić niezależnie od okoliczności, to wyobraźmy sobie, że taki pocisk wybucha w powietrzu lub spada i eksploduje wraz z rakietą powietrze-powietrze w gęsto zaludnionym obszarze. Z reguły po przechwyceniu pozostaną odłamki, trudno aplikacyjnie założyć, czy trafiony pocisk wybuchnie w powietrzu, czy po zderzeniu z ziemią. Może być tak, że eksplozja w powietrzu będzie mieć inny, większy promień rażenia
gen. bryg. rez. pil. Jan Rajchel
Autor. Maciej Szopa/Defence24
Takie decyzje mogą mieć bardzo znaczące konsekwencje, włącznie z ofiarami w ludziach. Nawet gdyby prokuratura i sądy uznały to za stan wyższej konieczności, to i tak dowódcy i piloci będą musieli się mierzyć z poczuciem odpowiedzialności. To oczywiście nie oznacza, że nie należy zestrzeliwać rakiet naruszających przestrzeń powietrzną. Należy zestrzeliwać, ale w taki sposób, by mieć pewną identyfikację i maksymalne bezpieczeństwo, by zwalczany pocisk nie wyrządził szkód ubocznych
gen. bryg. rez. pil. Jan Rajchel
Gen. Rajchel dodaje również, że nie można porównywać sytuacji, w której jest Polska, do stanu wojny.
Należy reagować zdecydowanie, ale trzeba zrobić wszystko, by uniknąć strat na ziemi. W czasie wojny działa się zupełnie inaczej. Na stanowisku dowodzenia nie podejmuje się decyzji w taki sposób, po prostu wysyła się pilota z rozkazem niszczenia środków napadu powietrznego przeciwnika. Pilot ma nieporównywalnie większą swobodę podejmowania decyzji, nie jest zobowiązany do wzrokowej identyfikacji celu i oceny skutków upadku rakiety – po prostu ma wykonać zadanie. Przechwycenie zgodnie z procedurami czasu pokoju, w niesprzyjających warunkach – noc, mała wysokość celu, manewrowanie – musi zajmować czas.
gen. bryg. rez. pil. Jan Rajchel
W trakcie otwartego konfliktu zbrojnego obowiązują zupełnie inne zasady użycia siły i zarówno dowódcy, jak i piloci mają większą swobodę jej użycia. Wiąże się to także z większą akceptacją dla strat ubocznych.
Do przyjęcia bardziej swobodnych zasad użycia siły niezbędne byłoby natomiast zamknięcie znacznej części przestrzeni powietrznej nad Polską, z konsekwencjami dla lotnictwa cywilnego i wojskowego. „Oczywiście możemy dyskutować nad procedurami. Mamy dwa stany: wojny i pokoju, w przepisach nie ma stanu pośredniego” – zaznacza były rektor-komendant LAW.
Większa swoboda użycia uzbrojenia teoretycznie byłaby możliwa bez ogłaszania stanu wojny, ale wtedy trzeba by na stałe zamknąć znaczną część przestrzeni powietrznej. Nie tylko przy granicy z Ukrainą, ale też Białorusią i Obwodem Królewieckim. To są lotniska w Lublinie, Olsztynie, a może i Trójmieście. Zamknięcie na małą głębokość, 20 km, niewiele da, jeśli mówimy o zwalczaniu pocisków manewrujących. Musimy mieć świadomość tego, że funkcjonowanie w jednej przestrzeni z lotnictwem cywilnym nakłada na nas ograniczenia.” – podsumowuje gen. Rajchel

