Reklama
Reklama
  • OPINIA
  • WIADOMOŚCI

Hybrydowy atak na Hiszpanię [ OPINIA]

Premier Hiszpanii
Premier Hiszpanii w trakcie konferencji prasowej poświęconej sytuacji w Ceucie
Autor. @sanchezcastejon / X

Choć lewicowym władzom Hiszpanii można wiele zarzucić w kwestii polityki migracyjnej, to obecny atak na Ceutę i Melillę jest przede wszystkim operacją hybrydową Maroka uderzającą w integralność terytorialną członka NATO i UE. Jest to też klasyczny przypadek użycia broni demograficznej. Nieprzypadkowo zbiega się to z napięciami między Hiszpanią a USA i Izraelem w kwestii Palestyny i wojny z Iranem.

W moim artykule naukowym z 2018 r. zdefiniowałem broń demograficzną jako „narzędzie walki stosowane w asymetrycznym konflikcie zbrojnym, oparte na wykorzystaniu dużej grupy cywilów, świadomych lub nieświadomych nadanej im funkcji zbrojnej \[…\], w celu wytworzenia nieakceptowalnych dla przeciwnika skutków, w szczególności \[…\] naruszenia granic lub integralności terytorialnej \[…\]. Stosowaniu broni D towarzyszy zazwyczaj operacja informacyjno-psychologiczna \[…\]”. Dokładnie z tym mamy do czynienia w przypadku ataku na Melillę i Ceutę. W publikacji tej opisałem też hiszpański „Zielony Marsz” z 1975 r. na Saharę Zachodnią jako przykład wykorzystania broni demograficznej do podboju terytorium. 

Maroko ma zatem doświadczenie w używaniu broni demograficznej. Faktem jest też to, że Zielony Marsz nie był jedynym przypadkiem użycia broni demograficznej przez to arabsko-berberyjskie królestwo. Wiadomo, że Maroko już nie raz pokazało, że jest w stanie skutecznie powstrzymywać lub stymulować strumień migracyjny na hiszpańską Ceutę i Melillę, żeby wymuszać na Hiszpanii i UE odpowiednią politykę, zwłaszcza w odniesieniu do Sahary Zachodniej. Ostatni atak afrykańskich migrantów nastąpił, gdy Hiszpania przyjęła lidera sahrawijskiego (Sahara Zachodnia) Frontu Polisario Brahima Ghali na leczenie w 2021 r. W ten sposób Maroko wymusiło wówczas nakazanie przez władze w Madrycie opuszczenia tego kraju przez Ghaliego oraz zmianę stanowiska Hiszpanii w sprawie Sahary Zachodniej na bardziej korzystne dla Maroka. Wkrótce potem doszło też do uzgodnień między UE a Marokiem w sprawie powstrzymywania nielegalnej migracji z Afryki do Europy przez służby marokańskie we współpracy z Frontexem. W zamian Maroko otrzymało setki milionów euro. 

Sprawa Sahary Zachodniej pozostaje również w tle obecnych wydarzeń, ale nie na pierwszym miejscu. Obecny kontekst geopolityczny jest bowiem niezwykle czytelny. Warto też zwrócić uwagę na to, że w tym wypadku mamy do czynienia z innym profilem „migrantów” (de facto można mieć wątpliwości, czy jest to w tym przypadku właściwe określenie). O ile wcześniej nielegalnymi migrantami byli przede wszystkim czarni Afrykanie przechodzący przez Maroko tranzytem, o tyle na zdjęciach z obecnych wydarzeń w ogóle nie widać osób czarnych, a jedynie młodych mężczyzn, zwłaszcza w wieku 15-25 lat o śniadej karnacji charakterystycznej dla arabsko-berberyjskiej ludności Maroka. Ponadto pojawiło się bardzo wiele dowodów na zaangażowanie logistyczne służb marokańskich w ten atak (np. dowożenie grup młodych mężczyzn ciężarówkami do granicy). 

Kluczem do zrozumienia kontekstu geopolitycznego jest sprawa relacji Maroka z USA i Izraelem. Formalnie Maroko dokonało normalizacji relacji z Izraelem w 2020 r. w ramach Porozumień Abrahamowych, ale wiadomo jest, że (mimo silnego oporu społecznego) już w latach 60. XX w. rozwijała się cicha współpraca między ówczesnym królem Hassanem II (ojcem obecnego władcy Mohammeda VI) a Izraelem. Po zawarciu tych Porozumień USA (I kadencja Trumpa) uznały za to pełną suwerenność Maroka nad Saharą Zachodnią. Stanowisko to zostało powtórzone w oficjalnym dokumencie Departamentu Stanu podpisanym przez Marco Rubio 30 lipca br., w którym wychwala on „250 lat przyjaźni marokańsko-amerykańskiej”. W tym samym czasie Trump ogłosił, że jedna z autostrad w Maroku została nazwana na jego cześć. Obydwie deklaracje zostały złożone już po rozpoczęciu marokańskiego ataku na członka NATO tj. Hiszpanię. Ale Rubio zrobił jeszcze coś znacznie poważniejszego. W kwietniu br. w raporcie Kongresu znalazło się stwierdzenie, że „Ceuta i Melillla znajdują się na marokańskim terytorium” oraz deklaracja poparcia dla „wysiłków Sekretarza Stanu by doprowadzić do dyplomatycznych kontaktów między Hiszpanią a Marokiem w celu ustalenia przyszłego statusu Ceuty i Melilli”. Oznacza to, że obecna administracja USA uważa kwestię integralności terytorialnej Hiszpanii za przedmiot do negocjacji dyplomatycznych.

Maroko ma za to fatalne relacje z Iranem. W okresie 1981 – 2018 stosunki dyplomatyczne między tymi dwoma krajami były zrywane trzykrotnie i obecnie ich nie ma. W maju 2018 r. zerwanie nastąpiło po oskarżeniach ze strony Maroka pod adresem Iranu o wspieranie Frontu Polisario. Iran ma natomiast świetne relacje z Algierią, która jest głównym sojusznikiem Frontu Polisario i dlatego jej relacje z Marokiem są ciągle napięte. Napięte są też relacje Hiszpanii pod rządami Pedro Sancheza z Izraelem i USA na tle Palestyny oraz wojny z Iranem. Hiszpania była jednym z najbardziej ostrych krytyków sposobu prowadzenia przez Izrael wojny w Strefie Gazy i w związku z tym w maju 2024 r. dokonała uznania państwowości Palestyny, co spotkało się z wściekłą i pełną gróźb reakcją rządu Netanjahu. Po wybuchu wojny z Iranem Hiszpania zdecydowanie potępiła ją oraz zakazała USA korzystania z her baz w Hiszpanii (a także korzystania z przestrzeni powietrznej przez amerykańskie samoloty wojskowe) w związku z działaniami wojennymi w ramach tego konfliktu. To spowodowało z kolei liczne wypowiedzi Trumpa przeciwko Hiszpanii i Sanchezowi. Raptem kilka dni przed rozpoczęciem kryzysu w Ceucie i Melilli Trump powtórzył swoje groźby zerwania wszelkich stosunków handlowych z Hiszpanią obrzucając ją licznymi, niewybrednymi epitetami. 

Reakcja Izraela na uderzenie na Ceutę i Melillę nie pozostawiała wątpliwości co do zaangażowania tego kraju w całą operację hybrydową (przynajmniej na poziomie politycznym i propagandowym). Przedstawiciel Izraela w ONZ Danny Danon napisał na przykład, że Ceuta i Melilla to „kolonialne enklawy Hiszpanii”, z których Hiszpania powinna się wytłumaczyć przed światem. Podobna narracja sugerująca, że są to „okupowane terytoria” pojawiała się zresztą już wcześniej w mediach izraelskich, a obecnie jest intensywnie propagowana przez kluczowych proizraelskich komentatorów, zwłaszcza w USA. Na przykład wpływowy neokonserwatywny ekspert Michael Rubin wezwał do nałożenia sankcji na Hiszpanię przez Izrael i USA, jeśli ta wykorzysta sprzęt amerykański lub izraelski do atakowania „niewinnych Marokańczyków”. Rubin, który nieustannie nazywa Ceuta i Melillę „okupowanymi terytoriami”, już w marcu w artykule dla American Enterprise Institute sugerował, że Maroko powinno dokonać nowego „Zielonego Marszu” w kontekście Ceuty i Melilli. Wszystko wskazuje na to, że to się właśnie dzieje. Pojawiły się też sugestie, że USA powinno oficjalnie uznać Ceutę i Melillę za „okupowaną” część Maroka. 

Równolegle propaganda Izraela oraz sprzyjające jej narracje w USA oraz w Europie (zwłaszcza związane z radykalną prawicą) prezentowały sytuację w Ceucie i Melilli jako najazd nielegalnych migrantów oraz inwazję islamu, nie przejmując się za bardzo sprzecznością między tym przekazem oraz przekazem, o którym pisałem w poprzednim akapicie. W tym obrazie Sanchez doprowadził do tego, że Hiszpania stała się państwem upadłym i zagrożeniem dla bezpieczeństwa Europy ze względu na swoją otwartość na migrantów. W tym kontekście wspominane były decyzje władz Hiszpanii o legalizacji pobytu ponad 1 mln nielegalnych migrantów (co otwiera im drogę do nabycia obywatelstwa), a także orzeczenie sądu uznające uproszczone procedury deportacyjne wobec migrantów, którzy przybyli drogą morską, za niedopuszczalne. Do tych głosów atakujących Hiszpanię i Sancheza w tym kontekście dołączył zresztą również wiceprezydent J.D. Vance. Faktem jest przy tym, że te decyzje były fatalne, a zła polityka migracyjna rządu Sancheza ułatwiła przeprowadzenie operacji hybrydowej. Tyle, że takie jednostronne ujmowanie problemu zasłoniło istotę problemu jaką jest operacja hybrydowa uderzająca w integralność terytorialną Hiszpanii oraz odpowiedzialność Maroka. W tym kontekście należy też pamiętać, że hiszpańska skrajna prawica (partia Vox) jest silnie proizraelska, podobnie zresztą jak większość podobnych ugrupowań w Europie. Lider Vox Santiago Abascal sprzeciwił się decyzji Sancheza o uznaniu Palestyny i demonstracyjnie odwiedził Izrael po jej podjęciu, spotykając się tam z premierem Benjaminem Netanjahu. Izrael jest więc żywotnie zainteresowany by rząd Sancheza upadł, a Vox stanowił co najmniej część przyszłej koalicji rządowej. Jest to zresztą również gra na polaryzację (tak jak to było w przypadku białorusko-rosyjskiego ataku migrantami na Polskę), a media hiszpańskie otwarcie oskarżają Izrael i USA o wspieranie marokańskiej agresji. 

Z drugiej strony nie ulega wątpliwości, że te same ośrodki propagandowe, które obecnie mówią o inwazji islamu i podkreślają zagrożenie ze strony migrantów, natychmiast zmieniłyby narrację, gdyby w wyniku działań Hiszpanii doszło do masowych ofiar. Natychmiast posłużyłoby to w działaniach propagandowych, których celem byłaby kompromitacja Hiszpanii w percepcji świata muzułmańskiego. Pedro Sanchez jednoznacznie określił jednak zaistniały kryzys nie jako problem uchodźczy, lecz atak na integralność terytorialną Hiszpanii i wysłał wojsko do obrony Ceuty i Melilli. Mimo to przywódcy innych państw europejskich, w tym Polski, całkowicie poddali się narzuconej przez USA i Izrael narracji o kryzysie migracyjnym i zamiast wyrazić solidarność z Hiszpanią w obliczu ataku na jej integralność terytorialną, sugerowali ukaranie jej poprzez zawieszenie jej w strefie Schengen.  

Reklama

Taki brak solidarności nie tylko może zachęcić Maroko do dalszych działań, ale również może pogłębić podziały między południową flanką i wschodnią flanką na tle percepcji zagrożeń. Brak jedności UE (a także NATO) i niezdolność nie tylko do wyciągnięcia konsekwencji wobec strony dokonującej ataku, ale nawet do ujęcia problemu w tych kategoriach, to demonstracja słabości, którą obserwują inne wrogie podmioty np. Rosja. UE powinna w tej sytuacji zagrozić Maroku sankcjami. Niestety, należy się spodziewać, że nie będzie nawet dyskusji na ten temat. Dalszy rozwój wypadków może zależeć nie tylko od determinacji Hiszpanii do obrony jej granic, ale również stanowiska UE. Ponadto kluczowe znaczenie będzie miało to, na ile USA są w to zaangażowane i są skłonne do dania zielonego światła dla próby aneksji Ceuty i Melilli przez Maroko. Pewne jest natomiast to, że miałoby to katastrofalne skutki zarówno dla NATO jak i UE, a Hiszpania miałaby prawo powołać się na art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego oraz art. 42 ust. 7 Traktatu Unii Europejskiej.

Warto też wyjaśnić, że roszczenia Maroka oparte są na niezwykle wątłych podstawach i wybiórczej pamięci historycznej. To, że Ceuta i Melilla teoretycznie leżą w Afryce nie ma żadnego znaczenia, bo przez większość historii obszar śródziemnomorski był jednym regionem. Pokazuje to również sprawa Cypru, który teoretycznie leży w Azji, a jest częścią UE. Ceuta i Melilla nie zostały założone przez Marokańczyków, a następnie rzekomo skolonizowane. Istniały już w starożytności i od II w. p.n.e. należały do Imperium Rzymskiego, a następnie aż do 710 r. (900 lat) do chrześcijańskiego Królestwa Wandalów, Cesarstwa Wschodniorzymskiego (Bizancjum) oraz Królestwa Wizygockiego (z którego wyrosła Hiszpania). W 710 r. zostały podbite przez Arabów, ale już na początku XV w. odbite najpierw przez Portugalię, a potem Hiszpanię w ramach reconquisty. Przynależność tych ziem do Hiszpanii nie ma zatem nic wspólnego z kolonializmem, a tym bardziej nie jest „okupacją”. Takie narracje mają jednak również popsuć relacje Hiszpanii ze światem muzułmańskim.

Reklama

Polecane

czytaj więcej

Eurofighter T4
Coraz więcej samolotów bojowych od Leonardo
Materiał sponsorowany
2 min.
5
1

Wojna na Ukrainie

Mogą Cię zainteresować