- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Dlaczego ukraińskie drony przebiły „pierścienie” OPL wokół Moskwy? cz.1
Autor. Telegram Astra
Zdjęcia pokazujące płonącą rafinerię Kapotnia w Moskwie nie powinny nikogo szokować. O tym, że nastąpi przełamanie rosyjskiej obrony przeciwlotniczej (OPL), specjaliści wiedzieli bowiem od dawna. Problem był tylko w określeniu dokładnego momentu, kiedy to nastąpi. I nastąpiło: najpierw 16, a później 18 czerwca 2026 roku.
Przedstawiamy pierwszą część oceny przyczyn przełamania w Moskwie systemu obrony przeciwlotniczej przez ukraińskie drony, skupiając się w niej na działaniu całego systemu obrony powietrznej oraz systemów Pancyr S-1/S-2. Część druga już wkrótce na Defence24.pl.
Oba te ataki spowiły w dymie część Moskwy, pokazując moskwiczanom, że wojna przyszła również do nich. Udowodniły też dobitnie Rosjanom, że ich podejście do obrony przeciwlotniczej jest przestarzałe i nie zapewnia bezpieczeństwa nawet dla stolicy Rosji. W rosyjskich mediach trudno jest jednak znaleźć ocenę sytuacji, jak również wskazówki, co powinno się zrobić, by ją zmienić na lepsze.
Ja takich najważniejszych przyczyn przełamania rosyjskiej obrony powietrznej znalazłem siedem:
- uparte budowanie przez Rosjan systemu opl Moskwy na wojnę, której już nie będzie;
- bazowanie w zwalczaniu dronów na rakietowo-artyleryjskim zestawie Pancyr S-1, który okazał się nieskuteczny jako system antydronowy;
- złe rozstawienie własnych baterii plot, co spowodowało m.in. straty na ziemi od własnych rakiet;
- nieprzygotowanie rosyjskiego systemu opl na obronę w przypadku pojawienia się jednocześnie dużej liczby dronów;
- zła organizacja ostatniej linii obrony, m.in. z wykorzystaniem mobilnych grup ogniowych i MANPADS-ów;
- zła organizacja systemu obrony powietrznej całej Rosji;
- brak odpowiednich efektorów do zwalczania tak tanich celów jak drony.
Autor. mil.ru
Takiej wojny już nie będzie
Za nieskuteczność systemu przeciwlotniczego Moskwy i w ogóle całej Rosji odpowiada przede wszystkim wszechobecna rosyjska propaganda sukcesu. Rosjanie od wielu lat chwalili się więc swoimi systemami obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, wskazując, że ich największą zaletą jest zasięg. Idąc zgodnie z hasłem: „im dalej, tym lepiej” tworzono więc kolejne systemy S-300, S-400 i S-500, które różniły się tak naprawdę jedynie donośnością wykorzystywanych w nich rakiet. I taka wizja OPL była również prezentowana w rosyjskim społeczeństwie.
Rosjanie zaczęli naprawdę wierzyć, że rysując kręgi o promieniu 500 km mają obraz terenu zabezpieczonego w pełni przed atakiem z powietrza tylko przez jedną baterię S-500 Prometeusz. W ten sposób, po odpowiednim rozstawieniu kilku baterii, miało się złudne poczucie bezpieczeństwa nawet w odniesieniu do całej Federacji Rosyjskiej.
Mało kto zwracał uwagę, że ten kilkusetkilometrowy zasięg jest prawdziwy, ale tylko w odniesieniu do celów lecących bardzo wysoko, powyżej 10 tysięcy metrów (ze względu na horyzont radiolokacyjny). Im niżej leci bowiem statek powietrzny, tym ten krąg się zmniejsza. W ten sposób cele lecące na wysokości poniżej 100 m mogą być wykrywane nie wcześniej niż w odległości 40 km. Dla kompleksowego systemu obrony powietrznej baterie S-400, Buk i Pancyr mają więc w przypadku nisko lecących celów taką samą wartość.
Wadą rosyjskich systemów opl jest również sam sposób ich działania. Większość rosyjskich rakiet przeciwlotniczych może bowiem trafić w cel tylko wtedy, gdy jest on cały czas oświetlony przez naziemny radar kierowania ogniem wchodzący w skład danej baterii lub zestawu. Jeżeli ten radar zostanie zniszczony lub nie będzie widział obcego obiektu powietrznego, to nawet gdy taki obiekt przeleci nad wyrzutniami z rakietami, nie będzie można wobec niego użyć uzbrojenia.
Autor. mil.ru
Przyjęcie takiego założenia było błędem i paradoksalnie udowodnili to sami Rosjanie. To oni bowiem jako pierwsi zaczęli na masową skalę wykorzystywać do atakowania Ukrainy niespotykane wcześniej liczby tanich dronów dalekiego zasięgu, początkowo kupionych w Iranie (Szahid), a później produkowanych w Rosji (Gierań). O ile jednak Ukraińcom udało się ostatecznie stworzyć system obrony antydronowej, to Rosjanie nadal wykorzystują do zwalczania bezzałogowców system obrony przeciwlotniczej. I w czerwcu 2026 roku w Moskwie się to na nich zemściło.
Pancyr nie jest jeszcze systemem antydronowym
W czasie wojny na Ukrainie okazało się także, że swoje ograniczenia w zwalczaniu dronów ma również osławiony system Pancyr S-1 i to z kilku powodów. Ten artyleryjsko-rakietowy zestaw przeciwlotniczy był oczywiście reklamowany jako antydronowy, jednak jak się później okazało, tylko w odniesieniu do dużych bezzałogowców, jakie wykorzystywano w latach 90. XX wieku, a więc gdy tworzono koncepcję rosyjskiego systemu.
W przypadku niewielkich dronów system ten ma jednak wyraźne ograniczenia związane zarówno z samym kanałem kierowania ogniem, jak i wykorzystywanym uzbrojeniem. Na nagraniach nakręconych w Moskwie, ale również wcześniej – na Ukrainie, widać bowiem wyraźnie, że pociski wystrzelone z Pancyrów nie trafiają w cel i to nawet trzykrotnie.
Samo to, że rakiety zostały wystrzelone, pokazuje, że cel był widoczny przez oba radary wchodzące w skład zestawu: radar obserwacyjny z obrotową anteną oraz radar śledzenia. Inaczej po prostu pocisk nie zszedłby z wyrzutni. Jest on bowiem naprowadzany radiokomendowo. System kierowania ogniem musi więc śledzić cel, by pocisk mógł otrzymać odpowiednie koordynaty celu przed startem. I tak zresztą było w Moskwie, ponieważ rakiety startowały. Problem polega na tym, że rakieta po starcie musi być dodatkowo korygowana radiowo w locie. A z tym, jak się okazało, jest duży problem.
W przypadku otwartego terenu teoretycznie Pancyr powinien sobie radzić. Jednak w mieście strzela się do celu widzianego nie w odległości 20 km, ale nawet kilkuset metrów. Co więcej, liczba przeszkód terenowych jest tak duża, że radar śledzący może zgubić cel, a to wystarczy, by zerwać śledzenie i rakieta poleci wtedy do góry, gdzie powinien zadziałać mechanizm samolikwidujący. Radar musi zresztą widzieć nie tylko cel, ale również atakującą go rakietę, ponieważ tylko wtedy może obliczyć odpowiednie korekty lotu. I co najważniejsze, musi je przekazać do pocisku w odpowiednio krótkim czasie.
Autor. mil.ru
Przy tak bliskim działaniu mogło się więc zdarzyć tak, że rakieta nie dostała żadnej komendy korygującej, lecąc inercyjnie – tylko zgodnie ze wskazaniem uzyskanym przed startem z radaru śledzącego (na filmach w takiej sytuacji pocisk przelatywał nawet kilkadziesiąt metrów od ukraińskiego drona). Mogło też zdarzyć się tak, że pocisk został wykryty przez radar śledzący po starcie i pierwsza komenda korygująca została wysłana. Ale i tak było za późno, by układ sterowania rakiety zdążył doprowadzić do odpowiedniej zmiany kursu (wtedy rakieta przelatywała blisko drona, ostatecznie go jednak nie trafiając).
Uważam również, że oba radary rosyjskie zestawu Pancyr-S1 są dodatkowo: nieprzystosowane do wykrywania i śledzenia małych celów, zbyt mało dokładne, a ich systemy obliczeniowe są zbyt wolne na zwalczanie dronów znajdujących się bardzo blisko. Ukraińcy nie bez powodu przypominają teraz, że przy początkowych próbach zestawów Pancyr „rosyjscy inżynierowie owijali drony folią właśnie po to, aby lepiej odbijały się na radarach”. Oczywiście można to było później naprawić, stosując odpowiednią technologię antenową i obróbkę sygnału, jednak Rosjanie z powodu sankcji nie mają dostępu do takich rozwiązań. I na szczęście, z powodu wojny, którą sami zaczęli, długo nie będą mieli.
Nie pomagają też korekty samego oprogramowania sterującego. Pancyry nie radziły sobie bowiem nawet na Ukrainie, w sytuacjach, gdy czas reakcji był o wiele większy niż w Moskwie. Rejestrowane na Ukrainie przeloty pocisków przeciwlotniczych obok atakującego drona świadczą o tym, że korekty do niego wprowadzane były zbyt niedokładne, jak na tak mały i zwrotny cel. Nawet w Syrii, gdzie przeciwko Pancyrom wykorzystywano o wiele bardziej prymitywne drony, rosyjskie zestawy zawodziły.
To kolejny dowód, że rozwiązania skuteczne tylko w odniesieniu do metalowych samolotów są mało przydatne w odniesieniu do bezzałogowców wykonanych z tworzyw sztucznych.
Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą
Jak już pisaliśmy, wokół Moskwy stworzono trzy pierścienie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Na pierścienie te składały się stanowiska baterii przeciwlotniczych dalekiego i średniego zasięgu: S-400, S-300 i Buk oraz zestawów krótkiego zasięgu Pancyr S-1. Tych ostatnich było najwięcej. Według niektórych ocen może być ich w okolicy Moskwy nawet około stu.
Część z zestawów Pancyr rozstawiono zresztą już w samym mieście. Na nagraniach z rafinerii widać wyraźnie jeden z takich zestawów postawionych na wysokiej wieży. Co więcej, system działał, na co wskazuje kręcąca się antena radaru wykrywania celów powietrznych zamontowana na szczycie zestawu.
Jednak filmy nakręcone w czasie ataku na moskiewską rafinerię pokazują również pociski rakietowe, które wyraźnie nie trafiają w nadlatujące ukraińskie drony. Rakiety, których nie udało się naprowadzić, wznosiły się później w górę, gdzie ulegały samolikwidacji. Gorzej jednak gdy korekty na taką rakietę doszły przed minięciem celu. Wtedy będący najczęściej wyżej od drona pocisk zniżał lot i jeżeli nie trafił w cel, to uderzał w ziemię, jeszcze przed samolikwidacją.
— Defense of Ukraine (@DefenceU) June 18, 2026
Jest więc bardzo prawdopodobne, że straty na ziemi byłyby o wiele mniejsze, gdyby ukraińskich dronów w ogóle nie atakowano już po pojawieniu się nad Moskwą. Rozłożenie systemów przeciwlotniczych w samej Moskwie należy więc uznać bardziej za nieprzemyślany akt desperacji. Oznacza to bowiem, że zamiast niszczyć drony wcześniej, przed dolotem do terenów zamieszkałych, Rosjanie zdecydowali się na ich zestrzeliwanie już nad samym miastem.
Skutek tego pokazują zresztą filmy nakręcone przez mieszkańców Moskwy, na których widać, jak pudłująca rakieta zniżając lot, uderza w ogromny zbiornik paliwa, wyrzucając w powietrze jego pokrywę. Trzeba też pamiętać, że Ukraińcy w odróżnieniu od Rosjan nie obierają sobie za cel budynków cywilnych. Jeżeli więc w Moskwie został uszkodzony jakiś blok mieszkalny, to musiało to zostać spowodowane szczątkami zestrzelonych dronów lub zwalczających je rakiet przeciwlotniczych.
Autor. Telegram
Na filmach widać np. wyraźnie, jak ukraiński bezzałogowy samolot trafiony przez rakietę spada na ziemię i niszczy największy i najpopularniejszy bazar handlowy Sadowod na południowym wschodzie Moskwy z tysiącami sklepów sprzedających m.in. odzież i artykuły gospodarstwa domowego. Trafiony został również kompleks handlowy „Biała Dacza”. Co najgorsze, te szkody powstawały również z powodu upadku pierwszego stopnia rakiety 57E6 (która jest dwustopniowa). Część ta zawiera silnik startowy i jest odrzucana, gdy rakieta osiągnie prędkość 1220 m/s, co następuje po około 1,5 sekundy. Stopień ten później, przy takiej właśnie prędkości, zaczyna spadać na ziemię.
Co za dużo to niezdrowo
O sukcesie ukraińskiego ataku zadecydowała również duża liczba dronów, jaka jednorazowo nadleciała nad rosyjską stolicę. I nawet jeżeli rzeczywiście wokół Moskwy rozstawiono 100 Pancyrów, to przy pełnym załadowaniu standardową amunicją, każdy z nich posiadał na wyrzutni tylko 12 rakiet przeciwlotniczych 57E6. Jeżeli więc na Moskwę wysłano kilkaset dronów z jednego kierunku, to ta liczba pocisków była po prostu niewystarczająca i część dronów mogła przelecieć. Ukraińcy przejęli zresztą rosyjską korespondencję radiową, w której obsady Pancyrów raportują o wyczerpaniu amunicji rakietowej.
Najważniejszym problemem Rosjan może okazać się jednak w ogóle brak pocisków. Ukraińscy analitycy zwracają np. uwagę, że niektóre Pancyry w Moskwie miały tylko dwie rakiety zamiast sześciu, a więc liczbę pozwalającą przy obecnej skuteczności na strącenie tylko jednego drona. Albo więc Rosjanie nie zdążyli uzupełnić zużytej amunicji, albo też jej po prostu nie mieli.
Zobacz też

Ukraińskie źródła wskazują dodatkowo, że Rosjanie ratują się, wykorzystując pociski nie w pełni sprawne lub pozbawione resursów. Jest to jednak działanie krótkowzroczne, ponieważ stwarza niebezpieczeństwo dla obsługi, jak również nie daje gwarancji odpowiedniej skuteczności. Problem jest tym większa, że źle działająca rakieta prędzej czy później spadnie na ziemię, a w Moskwie może to przynieść wymierne straty.
Autor. mil.ru
Ten problem braku pocisków nie dotyczy jedynie zestawów Pancyr. Takie same trudności mają również inne systemy OPL. Rosyjskie siły zbrojne wykorzystywały bowiem rakiety przeciwlotnicze systemów S-300 i S-400 jako pociski balistyczne do ataków na cele lądowe na terytorium Ukrainy. To zaczęło się w pewnym momencie mścić, tym bardziej, że od kilkunastu miesięcy Ukraińcy prowadzą swoiste polowanie na elementy rosyjskiej obrony powietrznej. I straty w tej domenie są naprawdę coraz większe.
Co gorsza dla Rosjan produkcja rakiet i w ogóle zestawów przeciwlotniczych w żaden sposób nie uzupełnia ubytków, jakie powstają w wyniku własnych działań i uderzeń przeciwnika. W ten sposób obrona całego terytorium Federacji Rosyjskiej przestała być możliwa i skupiono się na osłonie jedynie najważniejszych obszarów. Teraz okazuje się, że przy zmasowanym ataku dronów takie podejście również się nie sprawdza.






