Siły zbrojne

Z fabryki do boju na Ukrainie. Jak Niemcy budowali przeciwlotniczy IRIS-T SLM [KOMENTARZ]

Fot. Diehl Defence

Ukraina otrzymała niedawno z Niemiec system przeciwlotniczy IRIS-T SLM. To pierwszy tej klasy zestaw zachodniej produkcji, który może znacząco wzmocnić tamtejszą obronę przeciwlotniczą, do tej pory wspieraną – obok bardzo potrzebnych zestawów bardzo krótkiego zasięgu - jedynie przez systemy posowieckie. Czym jednak jest system IRIS-T SLM i dlaczego jest przekazywany prawie bezpośrednio z zakładów przemysłowych, a nie z wyposażenia Bundeswehry?

Podstawowe parametry systemu IRIS-T SLM są już dzisiaj dość powszechnie znane. Są to rakiety naprowadzane za pomocą głowic termowizyjnych, o zasięgu 40 km i maksymalnym pułapie 20 km. Dysponują wydajnym, dwukierunkowym łączem danych i są odpalane z pionowych, ośmiokomorowych wyrzutni. Sposób naprowadzania, jak i parametry samej rakiety powodują, że pocisk jest zdolny do zwalczania wielu celów jednocześnie. Cechuje się też krótkim czasem reakcji.

IRIS-T SLM jest przedstawiany jako zdolny nie tylko do zwalczania samolotów, śmigłowców, bezzałogowców i pocisków manewrujących, ale też rakiet dużego kalibru (artyleryjskich pocisków rakietowych, takich jak wystrzeliwane z wyrzutni HIMARS czy BM-30 Smiercz) oraz pocisków przeciwradiolokacyjnych. Widać więc wyraźnie, że jest to pocisk o wysokich parametrach, mogący między innymi zwalczać zagrożenia dla innych zestawów przeciwlotniczych.

I takie było jedno z założeń, jakie stały u podstaw jego opracowania. Pocisk IRIS-T SL to rozwinięcie rakiety powietrze-powietrze krótkiego zasięgu IRIS-T, opracowanej przez niemieckiego Diehla we współpracy z kilkoma europejskimi partnerami zagranicznymi. Projekt realizowano od połowy lat 90. ubiegłego wieku. W pracach rozwojowych wykorzystano doświadczenia z badań rosyjskiej rakiety R-73, do której uzyskano dostęp po zjednoczeniu Niemiec (była uzbrojeniem MiG-ów-29).

W efekcie powstał pocisk, mający zastąpić starsze wersje amerykańskich Sidewinderów, produkowanych wcześniej na licencji przez Diehla i cechujący się dwoma podstawowymi założeniami, odzwierciedlonymi w jego nazwie – naprowadzanie za pomocą głowicy termowizyjnej/zobrazowanie termowizyjne (Infra-Red Imaging System) oraz Tail/thrust vector controlled, czyli sterowanie wektorem ciągu silnika umieszczonego w tylnej części rakiety. To daje możliwość zwalczania nawet silnie manewrujących celów i to w warunkach zakłóceń. Pocisk jest też dostosowany do współpracy z celownikiem nahełmowym oraz może niszczyć cele zarówno w trybie namierzania przed odpaleniem Lock On Before Launch (LOBL), jak i namierzania po odpaleniu (Lock On After Launch), w czym pomaga zainstalowany system nawigacji inercyjnej.

System IRIS-T wszedł do produkcji w 2005 roku i jest dziś używany przez sześć państw-uczestników projektu (lidera-Niemcy oraz Grecję, Szwecję, Włochy, Norwegię i Hiszpanię), ale też przez Arabię Saudyjską, Austrię, RPA i Tajlandię. Prace nad wersją IRIS-T SL, odpalaną z ziemi (Surface Launch), stanowiącą dziś uzbrojenie systemu IRIS-T SLM, rozpoczęły się mniej więcej równolegle z dostawami pierwszych pocisków powietrze-powietrze IRIS-T.

W pierwotnym założeniu pocisk ten miał stanowić uzbrojenie uzupełniające przyszłego taktycznego systemu obrony powietrznej (TLVS), opracowywanego w ramach programu MEADS (Medium Extended Range Air Defense System) wspólnie przez przemysł z USA (Lockheed Martin) oraz MBDA Deutschland i MBDA Italia. O ile podstawowym uzbrojeniem MEADS był pocisk PAC-3 MSE, to w niemieckiej konfiguracji obok niego w systemie miał występować także drugi, właśnie IRIS-T SL. Dzięki temu relatywnie droższe efektory PAC-3 MSE miały być zachowane do zwalczania pocisków balistycznych oraz celów na największych odległościach (ponad 40 km), podczas gdy wszystkie inne obiekty miały być rażone przez pociski IRIS-T. Nota bene, podobne założenie towarzyszy budowanemu, polskiemu systemowi obrony powietrznej Wisła/Narew, który ma być uzbrojony w pociski PAC-3 MSE oraz CAMM-ER i w perspektywie nowo opracowane CAMM-MR, zintegrowane za pomocą systemu zarządzania walką IBCS.

Diehl Defence otrzymał więc zlecenie niemieckich władz na opracowanie pocisku IRIS-T SL. Po kilku latach prac rozwojowych, w 2015 roku na poligonie w Republice Południowej Afryki przeprowadzono finalną serię strzelań próbnych systemu, pozwalającą na sprawdzenie zdolności systemu do zwalczania celów na małych i dużych odległościach, a także obiektów wykonujących manewry unikowe. Co ciekawe, od 2014 roku IRIS-T SL był testowany w konfiguracji z radarem CEAFAR australijskiej firmy CEA Technologies, taktycznego centrum operacyjnego (TOC) z systemem dowodzenia BMD Flex (opracowanym we współpracy duńskiej Termy i Lockheed Martin) oraz systemem Oerlikon Skymaster Battle Management System (BMS). Diehl dostarczył natomiast wyrzutnię i pocisk, był też głównym wykonawcą.

Do kwestii radarów i systemów dowodzenia jeszcze wrócimy, bo IRIS-T SL był (jest) przymierzany do różnych rozwiązań w tym zakresie. W pierwotnym (na razie niespełnionym, o czym dalej) założeniu Luftwaffe, czyli niemieckich sił powietrznych, w skład których wchodzą jednostki rakietowej obrony powietrznej, miał on być dowodzony w jednym systemie w ramach przyszłościowego TLVS.

W tak zwanym międzyczasie, w 2013 roku, na zamówienie zestawu określonego jako IRIS-T SLS zdecydowała się Szwecja. Wykorzystuje on jednak nie cięższe rakiety IRIS-T SL, a standardowe IRIS-T, oznaczone jako Robot 98. Wiąże się to z mniejszym zasięgiem i pułapem (odpowiednio 12 i 8 km), ale też prostszą budową systemu i niższym kosztem. Dziś system ten jest już w służbie operacyjnej w szwedzkich siłach zbrojnych. Zaletą tego rozwiązania jest też wymienność z pociskami powietrze-powietrze, na podobnej zasadzie jak w systemie NASAMS, z którym zresztą pociski IRIS-T (tak jak i konkurencyjne Sidewindery AIM-9X) są również zgodne. Powstała też koncepcja zastosowania tych pocisków na zmodernizowanych w Polsce zestawach Osa-P, jednak jej jak na razie nie zrealizowano.

Koncepcja zastosowania pocisków IRIS-T na zestawach Osa.
Fot. Defence24.pl

Wróćmy jednak do zestawu IRIS-T SLM. W 2015 roku kierowany przez Ursulę von der Leyen resort obrony ogłosił, że następcą zestawu Patriot w Bundeswehrze będzie właśnie system TLVS, oparty o rozwiązania zestawu MEADS, którego projekt rozwojowy zakończył się w 2015 roku. System miał mieć perspektywiczną, sieciocentryczną konfigurację opartą na otwartej architekturze, a wprowadzenie pocisku IRIS-T SL miało doprowadzić do odtworzenia w Bundeswehrze zdolności obrony powietrznej krótkiego zasięgu. Odtworzenia, bo po wycofaniu zestawów Hawk i Roland (a później także lufowych Gepard w wojskach lądowych), pomiędzy Patriotami i nielicznymi zestawami Stinger/Ozelot w warstwowej jeszcze w latach 90. XX wieku obronie powietrznej niemieckiej armii powstała duża luka.

Czytaj też

Okazało się jednak, że umowy na system TLVS nie udało się podpisać. Pierwsza oferta, złożona w 2016 roku, nie została przyjęta. Przeprowadzono restrukturyzację programu i w 2018 roku stworzono spółkę joint venture TLVS GmbH, z równymi udziałami MBDA Deutschland i Lockheed Martin, co – w założeniu – miało zapewnić skuteczniejszą jego realizację, ale też szersze wykorzystanie potencjału amerykańskiego koncernu (pierwotnie wykonawcą miał być MBDA Deutschland). W 2019 roku złożono drugą ofertę na system, a w 2020 roku jej aktualizację.

W końcu 2020 roku niemiecki resort obrony poinformował, że nie podpisze planowanej na 2021 rok umowy na system TLVS, z uwagi na brak środków i konieczność całościowej analizy potrzeb obrony powietrznej. Jako pierwsza miała być realizowana odbudowa potencjału obrony krótkiego zasięgu (bo ten trzeba było odtwarzać od zera), podczas gdy obrona średniego zasięgu miała być nadal zapewniana przez dysponujące – przynamniej na razie – sektorowymi radarami (a nie dookólnymi jak TLVS) Patrioty. Ten kierunek potwierdza też ostatni raport resortu obrony w sprawie projektów zbrojeniowych, który mówi, że przed realizacją programu TLVS konieczne jest uzyskanie zdolności obrony powietrznej krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu (Luftverteidigungssystems für den Nah- und Nächstbereichsschutz (LVS NNbS). Dodajmy jeszcze, że sam rozwój programu TLVS napotykał na wiele opóźnień, bo na przykład w grudniu 2019 roku w raporcie resortu obrony Niemiec dotyczącym projektów modernizacyjnych można było przeczytać, że już wspomniana druga oferta nadal nie spełnia wymagań, a program jest wrażliwy z uwagi na wysoki stopień skomplikowania technicznego i w zakresie programowania, choć równolegle bardzo wysoko oceniano docelowe zdolności, jakie TLVS miał osiągnąć.

System MEADS na ekspozycji Bundeswehry podczas ILA 2016 - fot. J.Sabak

Program TLVS nie był jednak bynajmniej jedynym kierunkiem rozwoju rakiety IRIS-T SL. W 2019 roku Diehl Defence podjął współpracę z Lockheed Martinem oraz Saabem, w celu oferowania zestawu przeciwlotniczego Falcon, uzbrojonego w wyrzutnie i pociski IRIS-T SL. Rolę systemu zarządzania walką miał spełniać opracowany przez Lockheed Martina SkyKeeper, natomiast jako radar wielofunkcyjny kierowania ogniem proponowano stację Giraffe 4A.

Czytaj też

Tak powstało więc kolejne „wcielenie" pocisku IRIS-T SL, jeśli chodzi o integrację z radarem i systemem dowodzenia. Nawet zresztą w samym systemie TLVS brano pod uwagę aż trzy sensory do wsparcia pocisków IRIS-T SL, a mianowicie wspomniany już Saab Giraffe 4A, stację TMRL-4D Hensoldta oraz wielozadaniowy MMR Thalesa, używany przez współpracującą z Niemcami Holandię.

Jak na razie jednak plan budowy przez Niemcy zintegrowanego systemu obrony powietrznej został nieco odłożony, a większą uwagę poświęca się odbudowaniu zdolności obrony krótkiego zasięgu. W oparciu o – a jakże by inaczej – między innymi pocisk IRIS-T SL. Już na przełomie marca i kwietnia br., po otwartej agresji Rosji na Ukrainę rządowi federalnemu, w ramach pilnego wzmocnienia zdolności bojowych zaproponowano zestaw przeciwlotniczy złożony z pocisków IRIS-T SL (czasem pojawia się też nazwa IRIS-T SLM), radarów Hensoldta oraz oprogramowania IBMS-FC, a rok wcześniej Diehl, Hensoldt i Rheinmetall założyły spółkę ARGE GmbH, mającą współpracować w zakresie systemu obrony powietrznej.

Pociski IRIS-T SLM (i/lub SLS, szczególnie w zastosowaniach do bezpośredniej osłony wojsk lądowych) ciągle przewijają się też jako preferowane rozwiązanie do niemieckiego systemu obrony powietrznej w kolejnych opracowaniach, wydawanych przez Luftwaffe. Ale podpisanego kontraktu wciąż nie ma – ze strony Bundeswehry i resortu obrony, choć potrzeba operacyjna posiadania tej klasy zestawu nie budzi wątpliwości.

Lepiej jednak systemowi IRIS-T SL idzie na rynkach zagranicznych. Poza wspomnianym kontraktem dla Szwecji (na wariant IRIS-T SLS), Diehl brał też udział w dialogu technicznym na system Narew. Pierwszym kontrahentem na system IRIS-T SL stał się... Egipt. To dość częste dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, że najpierw dostarcza on – bardzo nowoczesny sprzęt – na eksport, a dopiero potem dla własnej armii. Pierwsze informacje o zawarciu umowy na siedem zestawów IRIS-T SLM pojawiły się w 2018 roku. Część źródeł mówi, że ostatecznie – od przełomu 2021 i 2022 roku - zakup Kairu jest znacznie szerszy i obejmuje obok IRIS-T SLM (o zasięgu 40 km) także nowo rozwijany system IRIS-T SLX, z rakietami o zasięgu 80 km i maksymalnym pułapie 30 km. Ma on otrzymać dwusystemową głowicę naprowadzającą (przypuszczalnie zarówno termiczną, jak i radarową).

To, że Niemcy zdołali dostarczyć Ukrainie system IRIS-T SL, w piaskowym kamuflażu, zaledwie kilka miesięcy po złożeniu takiej deklaracji, nie mając go we własnych siłach zbrojnych (ani nawet nie zamawiając go wcześniej dla nich) jest właśnie pochodną kontraktu dla Egiptu. Realizacja umowy dla Egiptu pozwoliła Niemcom przekierować część produkcji prowadzonej na rzecz tego państwa, względnie skorzystać z „otwartej" linii, jeśli chodzi o kolejne dostawy (oficjalnie zapowiedziano łącznie cztery, w dłuższej perspektywie być może nawet dziesięć).

Jak należy oceniać zestaw IRIS-T SL i jego zadanie na Ukrainie? Na pewno jest to nowoczesny system przeciwlotniczy, dużo bardziej elastyczny w zastosowaniu w porównaniu do systemów posowieckich, jakie ma Ukraina. System naprowadzania pozwala odpierać nawet zmasowane ataki rakietowe, także dlatego że pociski po odpaleniu nie muszą być cały czas „prowadzone" przez radar kierowania ogniem. Problemem może się natomiast okazać liczba dostępnych rakiet. Ukraińcy będą musieli zintegrować go ze swoim systemem dowodzenia, tak by otrzymywał jedynie przydzielone zadania ogniowe a nie „strzelał do wszystkiego", bo w takim wypadku rakiet nie starczyłoby na długo.

To trudne zadania, ale jeśli uda się je zrealizować (a doświadczenia np. z eksploatacji HIMARS-ów czy HARM-ów dostarczanych Ukrainie po krótkim przeszkoleniu wskazują, że istotnie może tak być), zestawy IRIS-T SL będą znaczącym wzmocnieniem ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Problemem – tak jak w wypadku „konkurencyjnych" NASAMS-ów pozostanie jednak liczba nie tylko rakiet, ale też samych zestawów, bo na razie jest ona zdecydowanie niewystarczająca w stosunku do potrzeb.

Nie jest też wykluczone, że dalszy rozwój systemu IRIS-T SL będzie zależny od doświadczeń bojowych z jego eksploatacji. Jeśli zresztą sfinalizowane zostaną prace rozwojowe nad wersją IRIS-T SLX z podwójnym systemem naprowadzania i większym zasięgiem, to stanie się on mocno konkurencyjny na rynkach uzbrojenia. Tym bardziej, że część obserwatorów postrzegała termowizyjny system naprowadzania jako minus tego pocisku, bo częściej jednak stosuje się kierowanie aktywne radarowe. Tutaj zdania zawsze są podzielone, bo argumentem zwolenników naprowadzania termicznego jest działanie pasywne, z kolei systemy termowizyjne, nawet najdoskonalsze, są uznawane przez część ekspertów za bardziej wrażliwe na ciężkie warunki atmosferyczne. Podwójny system naprowadzania pozwoli jednak rozwiązać ten dylemat.

Diehl Defence zapowiada też, że doświadczenia z opracowania zestawu IRIS-T SL zostaną wykorzystane w projekcie HYPERDEF-EU, mającym na celu tworzenie rozwiązań ukierunkowanych na obronę przed pociskami hipersonicznymi. Zamówienia od niemieckiej armii na zestaw IRIS-T SL (ani na inny system podobnej klasy) wciąż jednak nie ma, choć jest dość prawdopodobne, że zostanie ono (w końcu) sfinansowane ze specjalnego funduszu w kwocie 100 mld euro, ogłoszonego przez kanclerza Scholza. IRIS-T SL to z pewnością nowoczesny system obrony powietrznej, ale historia jego powstania i „nie-wdrożenia" do służby mimo posiadania technologii pokazuje, że niemieckie planowanie modernizacji, jak i podejmowanie decyzji w sprawach bezpieczeństwa cechuje się – lub do niedawna cechowało – inercją organizacyjną i skłonnością do dużych opóźnień, co może być czynnikiem zniechęcającym państwa NATO do ściślejszej współpracy z Berlinem.

Komentarze (6)

  1. Valdi

    Przypomnijmy schiltx już kupił rakiety Arrow 3 od Izraela podczas ostatniej wizyty Przypomnijmy Arrow 2 zestrzelił s200 w Libanie czyli sprawdzony bojowo

  2. strada

    "W pracach rozwojowych wykorzystano doświadczenia z badań rosyjskiej rakiety R-73.." Ukraina produkowała rakiety do Migów. Czemu do ..jasnej .... nie posłuchano prezesa WB, który już dawno proponował połączenie wysiłków i razem z Ukariana wyprodukować w oparciu o tą podstawę włąsnego NASMA czy IRISA???? Mielibys swoją własny system przeciwlotniczy, tani, nez żadnego proszenai możliwy do wyprodukowania w dużej ilości. Czy to bardziej głupota MON czy wojskowycj, którzy zawsze ( przed wojną też tak było) chcą broń suer-hiper i najlepiej zagraniczną?

    1. Troll leśny

      Czemu, czemu - najważniejszym zadaniem MON i PGZ jest..., wcale nie zapewnienie dobrego i taniego uzbrojenia! Jest zapewnienie pracy wojskowym, politykom a przy okazji związkowcom i potencjalnym wyborcom tam zatrudnionym :)

    2. Shev

      Strada, Polska razem z Ukraina prowadziła program budowy pocisku ziemia-powietrze na bazie rakiety R-27. Podział prac wygladał nastepujacą: Poska część elektroniki i oprogramowania Ukraina całą resztę. Aha, pociski R-73 nie były ani konstruowane ani produkowane na Ukrainie, do tego obecnie R-73 w porównaniu do IRIS-T, AIM9X MICA czy ASRAAM-a jest zwyczajnie przestarzała.

    3. Chyżwar

      Wręcz przeciwnie. Nic byśmy nie mieli. Do skonstruowania takiego systemu potrzebny jest czas. Do uruchomienia produkcji także jest potrzebny czas. I nie wiem czy zauważyłeś, ale na Ukrainie obecnie trwa wojna, co skutkuje ostrzałem tamtejszych zakładów zbrojeniowych oraz infrastruktury krytycznej Dlatego nawet jeśli wyrobilibyśmy się w czasie i powstałby taki system, to byłby on jedynie na papierze, bo do wojska nie miałby go kto dostarczać.

  3. xdx

    IRIS - T SLM to dość kompleksowy system. Dlaczego dopiero teraz, bo rząd Niemiec musiał wyrazić blokadę sprzedaży do Egiptu w ramach zaspokojenia własnych potrzeb - klauzula w kontrakcie, a to trwa. Normalnie tempo produkcji jest 2 systemy rocznie, istnieje co prawda możliwość zwiększenia do 3-4 rocznie ale to wymaga zamówienia. Żadna firma nie produkuje i nie zwiększa zatrudnienia bo może ktoś zamówi to nie te czasy. Są zamówienia - jest produkcja - to niestety nie dociera do wielu polityków. Co do przetargów to głównym problemem jest BAAINBw - który jest za to odpowiedzialny, od początku wojny na Ukrainie są próby reformy bo to jest największa przeszkoda ( 20000 urzędników zajmujących się zakupami ! )

  4. Orangutan

    Kolejna dobra informacja, a czy te zestawy są Egipskie, czy RFNowskie, co za różnica, UA ma teraz więcej możliwości niż miała. I to się liczy, Brawo, więcej takich felietonów, artykułów poproszę.

  5. Ma_XX

    I nagle wyjdzie, że najtańszą bronią dla OPL będzie laser

    1. Vraad

      Tylko że laser to raczej na krótkie dystanse się nadaje

  6. Thorgal

    Problemem może się natomiast okazać liczba dostępnych rakiet. Ukraińcy będą musieli zintegrować go ze swoim systemem dowodzenia, tak by otrzymywał jedynie przydzielone zadania ogniowe a nie „strzelał do wszystkiego", bo w takim wypadku rakiet nie starczyłoby na długo. No jakby inaczej, sukces otrąbiony a że rakiet będzie brakować to nie ma znaczenia...