Reklama
Reklama
  • KOMENTARZ
  • WIADOMOŚCI

Ważna zmiana w Camp Kościuszko. Nowy etap obecności V Corps w Polsce

V Corps
Odchodzący V Corps Command Sgt. Maj. Philip B. Blaisdell, dowódca V Corps Lt. Gen. Charles D. Costanza i nowy V Corps Command Sgt. Maj. Eric S. Bohannon, Poznań 2026
Autor. U.S. Army spc. Thomas Madrzak, domena publiczna

Poznański Camp Kościuszko ponownie był ważnym miejscem dla całego amerykańskiego U.S. Army V Corps. Doszło tam do zmiany na stanowisku starszego chorążego sztabowego (Command Sergeant Major). Jednak samo wydarzenie sygnalizuje coś więcej i powinno być osadzone w szerszej perspektywie współpracy wojskowej.

W Poznaniu, w Camp Kościuszko, odbyła się ceremonia przekazania obowiązków na stanowisku Command Sergeant Major (umownie starszego chorążego sztabowego) w ramach amerykańskiego U.S. Army V Corps. Command Sergeant Major Philipa Blaisdella, który pełnił tę rolę od 2023 r., zastąpił Command Sergeant Major Eric S. Bohannon. Wagę wydarzenia podkreślił fakt, że na ceremonii pojawił się Lieutenant General Charles D. Costanza, dowodzący całym V Corps. Co ważne, w Poznaniu mogliśmy zobaczyć przedstawicieli nie tylko Wojska Polskiego, w tym 2. Korpusu Polskiego, ale również natowskich struktur korpuśnych w postaci Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego (Multinational Corps Northeast) oraz Wielonarodowego Korpusu Południowo-Wschodniego. Tym samym na obiektach Camp Kościuszko pojawili się wojskowi z USA, Polski, państw nadbałtyckich, Rumunii, Danii oraz Francji. Sam wspomniany Lt. Gen. Costanza mówił, że ich obecność jest dowodem trwałej siły sojuszu NATO oraz naszego wspólnego zaangażowania na rzecz bezpieczeństwa i stabilności w całej Europie.

Reklama

Przemawiający, oprócz kwestii stricte personalnych, wynikających z ich służby oraz obowiązków z nimi związanych odnieśli się również do spraw kooperacji sojuszniczej. Zauważono, że Polska była państwem, które od razu odpowiedziało na sytuację po 9/11 i wysłało żołnierzy do walki po stronie USA. Dziś, widząc sytuację na wschodniej flance NATO strona amerykańska podkreśliła, że jest tutaj, by realnie wspierać swojego sojusznika. Odchodzący Command Sergeant Major Philip B. Blaisdell powiedział to wprost: „mówiłem o tym wcześniej, ale chcę, aby każdy żołnierz tutaj o tym pamiętał: narody wzdłuż wschodniej flanki NATO walczyły u naszego boku w Iraku i Afganistanie. Stali z nami, kiedy ich potrzebowaliśmy. Teraz nasza kolej, by stać ramię w ramię z nimi”.

Ciągłość personalna

Co ważne, wydarzenia jak to z 31 lipca 2026 r. budują prosty przekaz, że Amerykanie nie traktują swojej obecności w Polsce i współpracy sojuszniczej jako elementu tymczasowego. To już kolejna zmiana na stanowisku, która symbolizuje ciągłość współpracy wojskowej w wymagających czasach dla obu państw. Oddają to słowa nowego Command Sergeant Major Erica S. Bohannon, który odniósł się do historii korpusu, wskazując, iż „V Corps został utworzony w 1918 roku podczas I wojny światowej. Po wojnie został rozwiązany. Powróciliśmy w 1942 roku jako pierwszy korpus przerzucony na europejski teatr działań wojennych podczas II wojny światowej. Po tej wojnie zrobiliśmy kolejną pauzę taktyczną, aby się przeformować i skonsolidować. Następnie, w 1951 roku, powróciliśmy po raz kolejny. W 2013 roku ponownie „przyklęknęliśmy taktycznie”. A w 2022 roku wróciliśmy. I nigdzie się nie wybieramy – a na pewno nie na mojej warcie”.

Jeśli chodzi o rolę Command Sergeant Major w U.S. Army, Command Sergeant Major Philip Blaisdell wskazał, że każdy generał ma u swojego boku podoficera, który reprezentuje żołnierzy, rodziny, dba o morale, dyscyplinę, wyszkolenie i gotowość bojową, podkreślając, że amerykańscy generałowie i oficerowie powierzają im to zadanie, pozycjonując ich jako bezpośredni głos skierowany do żołnierzy. Co ciekawe, doprecyzował on, że ich oficerowie powierzają swoim podoficerom wykonywanie zadań z wielkim zaufaniem, podkreślając, iż „to jest to, co musisz zrobić”, a potem ufają inicjatywie w działaniu. Dodał, że najwspanialsze w tym wszystkim jest to, że generał broni, generał dywizji czy nawet pułkownik nie musi się tak bardzo martwić, bo wie, że jego podoficerowie robią dokładnie to, co im polecono.

Zaznaczył, że najlepsze jest to, że skoro ufają nam tak bardzo, to nawet jeśli coś nie idzie po ich myśli, ufają, że potrafimy się dostosować na miejscu. Jest to szczególny rodzaj zaufania, którego Rosja nie ma, którego wiele krajów nie ma, a który mają Polska i USA, żeby prowadzić żołnierzy w walce. Co ważne, Command Sergeant Major Philip Blaisdell stwierdził, że cały czas tworzona jest zdolność do najwyższej interoperacyjności między korpusami działającymi w europejskiej przestrzeni odpowiedzialności. Stwierdził, że możemy więc mieć różne misje w wielkich planach operacyjnych, ale musimy pracować razem, by potencjalnie skutecznie walczyć. Relacje są niesamowite. A najlepszą rzeczą w korpusach NATO jest to, że tworzą je różne państwa członkowskie NATO.

Z ust przemawiających można było również wychwycić dwie ważne kwestie dotyczące Polski jako państwa przyjmującego siły należące do U.S. Army. Pierwszym aspektem było podkreślenie, że strona polska wykonała wielką pracę w zakresie rozbudowy i usprawnienia infrastruktury wykorzystywanej przez Amerykanów podczas ich pobytu w naszym państwie. Tutaj należy podkreślić, że za obiekty użytkowane przez V Corps w Polsce odpowiada inna struktura, która częstokroć pozostaje w cieniu, a mianowicie U.S. Army Garrison Poland. Drugim wątkiem, mocno zaakcentowanym, jest komfort służby w Polsce z perspektywy relacji ze społeczeństwem. Obaj Command Sergeant Major zauważyli, że podejście Polaków jest nad wyraz pozytywne, nie tylko wobec żołnierzy, ale także wobec przyjeżdżających do nich rodzin.

Reklama

Trzeba pamiętać, że kolejne rotacje amerykańskich oficerów, podoficerów i żołnierzy rotujących do Polski i wracających później na inne stanowiska lub na emeryturę w USA to naturalny zasób wzmacniający naszą widoczność za oceanem. Całkiem niedawno przecież pojawiła się dyskusja o tym, jak Niemcy mogą lobbować w amerykańskich siłach zbrojnych właśnie przez utrzymujący się swego rodzaju sentyment wojskowych z USA do tamtejszych baz i stacjonowania w nich. Dziś, już od kilku lat Polska powoli również ma otwartą drogę do tego rodzaju działań z zakresu soft power, a wypowiedzi publiczne i kuluarowe wskazują, że z tego zadania host nation wywiązujemy się całkiem nieźle.

Podsumowując, U.S. Army V Corps Change of Responsibility Ceremony 31 lipca 2026 r. w Camp Kościuszko w Poznaniu to sygnał odnoszący się do codziennej służby i pracy wszystkich sojuszników, którzy dziś odpowiadają za przygotowanie zdolności do odstraszania i obrony, wykazując, jak wielu wojskowych jest zaangażowanych w ten ciągły proces i przede wszystkim, jak wojskowi, podoficerowie i oficerowie z różnych państw członkowskich dążą do budowania więzi wykraczających poza same ćwiczenia i manewry, a dokładniej zadania tam wykonywane. Tak czy inaczej, przed Command Sergeant Major Erickiem S. Bohannonem wiele nowych wyzwań, które wpływają na działanie V Corps, ale też wspomniane relacje z innymi korpusami oraz państwami sojuszniczymi z NATO. W epicentrum tego wszystkiego jest nie tylko kwatera główna V Corps w Fort Knox w USA, ale też wysunięta struktura dowodzenia w Poznaniu.

Jeszcze dla przypomnienia, wskażmy, że U.S. Army V Corps (Victory Corps) to kluczowy, wysunięty element dowodzenia amerykańskich sił zbrojnych na współczesnym europejskim teatrze, gdzie pełni krytyczną misję względem niemal całej wschodniej flanki NATO, nie tylko samej Polski. Podstawowym zadaniem szczebla korpusu jest wykonywanie wszelkich zadań z zakresu dowodzenia i kierowania (C2 – Command and Control) nad amerykańskimi i sojuszniczymi siłami lądowymi w Europie, z wykorzystaniem właśnie V Corps Forward Headquarters w Camp Kościuszko. V Corps jest przygotowany do planowania, koordynowania i prowadzenia wielodomenowych operacji bojowych (MDO – Multi-Domain Operations) w przypadku konfliktu o wysokiej intensywności (LSCO), co współcześnie stanowi niezbędny element wniosków płynących z obserwacji wojny na Ukrainie.

Reklama

Jednocześnie podkreśla się sprawę zapewnienia podstaw interoperacyjności w wymiarze taktyczno-operacyjnym między wojskami lądowymi i innymi siłami państw członkowskich NATO. Obecność na wschodniej flance jest niewątpliwym elementem odstraszania potencjalnego agresora, wypracowywanym przez ćwiczenia i manewry, których nieodłączną częścią jest właśnie V Corps. Jest to ważne, gdy myśli się o obecnej dyskusji w Polsce odnoszącej się do kwestii ilościowej w przypadku obecności Amerykanów w naszej części świata. V Corps jest bowiem czymś w rodzaju układu nerwowego współczesnej Army i bez niego żadne obecne czy dodatkowe zasoby nie byłyby odpowiednio zagospodarowane na teatrze.

Reklama

Polecane

czytaj więcej

Eurofighter T4
Coraz więcej samolotów bojowych od Leonardo
Materiał sponsorowany
2 min.
5
1

Wojna na Ukrainie

Mogą Cię zainteresować