Siły zbrojne

Polsko-amerykańska współpraca wojskowa – wczoraj, dziś, jutro [ANALIZA]

Amerykański transporter Dragon osłaniany przez Poprady podczas ćwiczeń Bull Run 12. Fot. ppor. Robert Suchy/CO MON.
Amerykański transporter Dragon osłaniany przez Poprady podczas ćwiczeń Bull Run 12. Fot. ppor. Robert Suchy/CO MON.

Choć współpraca Wojska Polskiego i sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych jest rozszerzana od czasu rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2014 roku, to jej początki miały miejsce jeszcze zanim Polska przystąpiła do NATO. Efekty tej współpracy przyczyniają się do wzmocnienia zdolności polskiej armii i potencjału współdziałania. Choć mówimy o współpracy z najsilniejszą armią świata, to paradoksalnie niektóre rozwiązania posiadane przez Wojsko Polskie potrafią – pozytywnie – zaskoczyć nawet Amerykanów.

Współpraca w zakresie obronności będzie jednym z tematów rozpoczynającej się dziś wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych. Oczekuje się, że w jej trakcie zostaną podane do wiadomości oficjalne ustalenia co do dalszego zwiększenia obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Polsce. Warto przy tej okazji przypomnieć historię współpracy wojskowej Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Niejednokrotnie to zaangażowanie polskich żołnierzy pozwalało na zacieśnienie politycznej współpracy z USA, która dziś jest dalej rozwijana w celu wzmocnienia bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej.

Początki

Polska rozpoczęła współpracę obronną ze Stanami Zjednoczonymi w zasadzie jeszcze w trakcie przemian ustrojowych przełomu lat 80. i 90. ubiegłego wieku. W pierwszych latach dotyczyła ona głównie formowania – pozostającej do 1999 roku w strukturach resortu spraw wewnętrznych lub spraw wewnętrznych i administracji – jednostki specjalnej GROM, której tworzenie rozpoczęto formalnie w lipcu 1990 roku. Powstawała ona w ścisłej współpracy z amerykańską Delta Force i brytyjskim SAS. W 1994 roku jednostka została po raz pierwszy ujawniona, gdy uczestniczyła w misji na Haiti, gdzie zebrała wysokie oceny sojuszników. Udział GROM w tej operacji jest uznawany za istotny i korzystny z perspektywy starań o przystąpienie Polski do NATO oraz przekonania do tego władz USA.

W tym samym roku uruchomiono program „Partnerstwa dla pokoju”, obejmującego współpracę z państwami należącymi do NATO, w tym m.in. pierwsze, jeszcze dość ograniczone ćwiczenia z udziałem wojsk amerykańskich na terenie Polski. Rok później polscy żołnierze rozpoczęli swój udział w kierowanej przez NATO misji IFOR (przekształconej następnie w SFOR) w Bośni i Hercegowinie, stanowiąc część brygady nordycko-polskiej podporządkowanej dowodzonej przez Amerykanów wielonarodowej dywizji.

Polska w NATO – nowe otwarcie i misje…

Współpraca ze Stanami Zjednoczonymi – najsilniejszym członkiem NATO nabrała nowej dynamiki po tym, jak w marcu 1999 Polska przystąpiła do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Otworzyło to drogę do realizacji wspólnych przedsięwzięć, w tym ćwiczeń, w znacznie szerszym zakresie. Można tutaj wymienić choćby przeprowadzane kilkukrotnie manewry Victory Strike, w trakcie których w Drawsku Pomorskim rozmieszczano baterie artylerii rakietowej MLRS, zestawy przeciwlotnicze Patriot i Avenger oraz jednostki lotnictwa wojsk lądowych, w tym śmigłowce Apache i Black Hawk. W ćwiczeniach uczestniczyło też stacjonujące wtedy w Niemczech dowództwo V Korpusu, z kolei Polacy wydzielali do działań m.in. systemy artylerii rakietowej BM-21 Grad czy przeciwlotnicze Osy.

Polsko-amerykańska współpraca nierozerwalnie wiąże się też z działaniami poza granicami kraju. To m.in. rozpoczęta w 1999 roku NATO-wska misja KFOR, ale też operacje w Iraku i Afganistanie. Na szczególną uwagę zasługuje misja iracka, bo Wojsko Polskie (m.in. jednostka GROM) była zaangażowana w operację „Iracka Wolność” od samego początku, jeszcze przed rozpoczęciem misji o charakterze stabilizacyjnym – podobnie jak siły zbrojne kilku innych ściśle współpracujących z USA państw, w tym Wielkiej Brytanii i Australii. Zaangażowanie w Iraku i Afganistanie po dziś dzień budzi kontrowersje, wiązało się też z ofiarami ze strony poległych i rannych żołnierzy. Jednakże, z pewnością przyczyniło się to do zwiększenia współpracy ze Stanami Zjednoczonymi w zakresie obronności (zarówno na poziomie politycznym, jak i wojskowym), co miało zaprocentować półtora dekady po tym, jak Polska przystąpiła do NATO.

Od tarczy do Łasku

Równolegle ze współpracą „misyjną” tworzyły się pierwsze podstawy do ustanowienia na terenie Polski obecności wojsk USA – na razie w stosunkowo niewielkim zakresie przeznaczonym głównie do szkoleń. Związane były one z planowaną budową systemu obrony przeciwrakietowej na terenie Polski. Jeśli chodzi o amerykańską „tarczę”, to jej plany uległy przekształceniu po decyzji administracji Baracka Obamy, ogłoszonej 17 września 2009 roku. Na jej podstawie w Polsce powstają wyrzutnie systemu Aegis Ashore, przeznaczonego do osłony obszaru Europy. Pierwotnie, zgodnie z koncepcją administracji George’a W. Busha miał to być inny system, zdolny do zwalczania pojedynczych międzykontynentalnych pocisków balistycznych lecących w kierunku terytorium USA.

image
Fot. U.S. Air Force/ Staff Sgt. Joe W. McFadden

To właśnie z „tarczą” wiążą się jednak początki obecności. W latach 2010-2012 na terenie Polski na zasadzie rotacyjnej przebywała bateria Patriot, rozmieszczona w związku z polsko-amerykańskim porozumieniem dotyczącym właśnie budowy systemu obrony przeciwrakietowej. W 2012 roku natomiast, wraz z wycofaniem Patriotów, zdecydowano o stworzeniu tzw. Aviation Detachment – niewielkiej jednostki USAF przygotowującej rotacyjne szkolenia na myśliwcach F-16 i transportowcach C-130. Prowadzenie szkoleń ułatwił fakt, że w bazie w Łasku, siedzibie Detachmentu, stacjonują pozyskane przez Polskę myśliwce F-16C/D Block 52+, a z kolei w Powidzu – samoloty C-130E Hercules przekazane z nadwyżek amerykańskich (prawdopodobnie wkrótce zastąpią je nowsze Herculesy C-130H, również wycofane z eksploatacji w USA).

Zagrożenie ze wschodu

Punktem przełomowym, jeśli chodzi o amerykańską obecność na terenie Polski była rosyjska aneksja Krymu i agresja wobec Ukrainy w 2014 roku. Jeszcze w marcu tego roku w Łasku pojawiło się 12 amerykańskich myśliwców F-16, które rozpoczęły zintensyfikowane ćwiczenia w ramach Aviation Detachment. Kolejne rotacje tych myśliwców następowały – przez pewien czas – w sposób ciągły i stanowiły demonstrację woli wzmocnienia polskiego potencjału obronnego, a ich zakres był większy, niż przed aneksją Krymu.

image
Fot. Maciej Szopa/Defence24

Miesiąc później w Polsce pojawiły się pierwsze jednostki wojsk lądowych – spadochroniarze 173 Brygady Powietrznodesantowej. Był to początek ciągłej obecności US Army (wojsk lądowych) w Polsce, bo w ramach kolejnych rotacji do Polski przybywały inne jednostki – piechoty zmotoryzowanej ale też pancerne (po raz pierwszy w drugiej połowie 2014 roku). Na tym etapie obecność wojskowa była już realizowana w sposób ciągły, ale miała głównie charakter demonstracyjno-ćwiczebny. Nie utrzymywano w sposób ciągły na jednostek w gotowości bojowej, jak ma to miejsce od początku 2017 roku, były to pododdziały wielkości kompanii, okresowo zwiększane na czas manewrów.

W czerwcu wizytę w Polsce złożył prezydent Barack Obama, który zapowiedział wprowadzenie programu European Reassurance Initiative (Europejskiej Inicjatywy Wsparcia/Upewniania), mającej na celu wspomożenie sojuszników w Europie Środkowo-Wschodniej. W jej ramach zdecydowano o przeznaczeniu na wsparcie wschodniej flanki dodatkowych środków, w sumie około miliarda dolarów rocznie w latach 2015-2016. Pozwoliło to m.in. na rozpoczęcie rotacji elementów brygad pancernych na Stary Kontynent (aczkolwiek jeszcze bez ciągłej obecności pełnych brygad pancernych), a także zwiększenie zakresu ćwiczeń, choćby tych z cyklu Saber Strike i Baltops, odbywających się przede wszystkim w Polsce i krajach bałtyckich.

Oprócz tego jednak Amerykanie rozpoczęli sprawdzanie swoich zdolności przerzutu wojsk do Europy, a także ich ruchu po kontynencie, w tym po Polsce (w ramach tzw. Rajdów Dragonów, z udziałem żołnierzy 2 Pułku Kawalerii Pancernej). Pojawiły się też pierwsze decyzje dotyczące rozmieszczenia sprzętu w Europie, w ramach tzw. zestawu aktywności (Activity Set). Pierwotnie planowano, że sprzęt dla jednej brygady pancernej znajdzie się w kilku lokalizacjach, co miało ułatwić prowadzenie ćwiczeń. Ostatecznie przyjęto inną formułę (Army Prepositioned Stock), lepiej dostosowaną do przygotowania do działań bojowych i obejmującą więcej sprzętu.

Co najmniej od początku 2015 roku planowano też przerzut dużego kontyngentu amerykańskiego na ćwiczenia Anakonda 2016, w których w czerwcu 2016 roku wzięło udział 14 tys. żołnierzy (spośród 31 tys. uczestników manewrów). Choć Anakonda-2016 miała mieć pierwotnie status ćwiczenia NATO, to sprzeciwili się temu sojusznicy z zachodniej Europy, wskutek czego odbyła się ona jako manewry w układzie narodowym (polskim), wspierane przez USA. Założenia ćwiczeń, w tym pierwszy w historii przerzut tak dużego zgrupowania wojsk Stanów Zjednoczonych do Polski i przyjęcie ich i zgranie z Wojskiem Polskim z sojusznikami, udało się jednak zrealizować.

Fot. US Army
Fot. US Army

Od wsparcia do odstraszania

Po szczycie NATO w Walii we wrześniu 2014 roku, w trakcie którego podjęto pierwsze decyzje dotyczące wzmocnienia sojuszniczego potencjału w odpowiedzi na rosyjską agresję rozpoczęto dyskusje dotyczące przejścia od „wsparcia” (ang. assurance) do odstraszania (ang. deterrence) – zarówno w ramach adaptacji strategicznej Sojuszu, jak i działań USA na terenie Polski realizowanych na zasadach bilateralnych. Ich efektem, po stronie amerykańskiej było ogłoszone w marcu 2016 roku zwiększenie zakresu obecności wojsk USA w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym w Polsce, w celu ustanowienia systemu odstraszania. Innymi słowy, zdecydowano że na wschodniej flance przez cały czas muszą pozostawać jednostki bojowe gotowe do reakcji na zagrożenie, wraz z systemem pozwalającym na dalsze wzmocnienie. Podobne ustalenia podjęło NATO, które na szczycie w Warszawie w lipcu 2016 roku zdecydowało o ustanowieniu ciągłej obecności batalionowych grup bojowych w Polsce i krajach bałtyckich.

W ramach ustaleń bilateralnych Amerykanie zdecydowali o ciągłej obecności w Europie na zasadzie rotacyjnej pełnej brygady pancernej, dowodzonej z Żagania i operującej w różnych lokalizacjach w Polsce i w Europie. Pierwsza taka jednostka rozmieszczona została na początku 2017 roku, rotacje w ramach operacji Atlantic Resolve (taką nazwę nosi wzmocnienie obecności na Starym Kontynencie) są cały czas realizowane. Na podobnych zasadach rozlokowywane są brygady lotnictwa wojsk lądowych (dysponujące śmigłowcami Black Hawk, Apache i Chinook, operujące w pewnej części z bazy lotniczej w Powidzu) oraz często niedoceniane, ale bardzo istotne jednostki wsparcia oraz logistyczne, rozlokowane m.in. w Powidzu i Poznaniu. Do Poznania przeniesiono w 2017 roku też wysunięte dowództwo szczebla dywizyjnego (tzw. Mission Command Element), koordynujące działania na wschodniej flance. Zostało ono przekształcone w 2019 roku w wysunięte dowództwo dywizyjne (ze zdolnościami zbliżonymi do pełnego dowództwa dywizji, zapewnianymi przez amerykańskie jednostki na zasadzie rotacyjnej) w ramach realizacji porozumienia prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa.

image
Fot. Maciej Szopa/Defence24

Amerykanie zdecydowali się też na zaangażowanie w działania realizowane przez NATO, poprzez objęcie dowództwa nad jedną z czterech grup batalionowych, rozmieszczoną w Polsce (w rejonie Orzysza i Bemowa Piskiego). Bazą dla pierwszych i obecnych rotacji są jednostki 2 Pułku Kawalerii na transporterach Stryker, choć przez pewien czas były tam obecne pododdziały pancerne Gwardii Narodowej. Nota bene, grupa w Orzyszu jest wspierana przez brytyjski pododdział rozpoznawczy, rumuńską baterię przeciwlotniczą z armatami 35 mm i chorwacką jednostkę artylerii rakietowej. Wszystkie te elementy obecne od 2017 roku są włączone w polski i NATO-wski system obronny. Amerykańscy żołnierze przybywający do Polski w czasie kolejnych rotacji niemal „rutynowo” uczestniczą w ćwiczeniach z udziałem żołnierzy Wojska Polskiego, jak i innych sojuszników. Już dziś można powiedzieć, że amerykańska obecność przyczyniła się – oprócz samego potencjału bojowego, jaki zapewniają jednostki – także do wzmocnienia interoperacyjności (zdolności współdziałania) z Siłami Zbrojnymi RP.    

Innym bardzo ważnym elementem amerykańskiego zaangażowania jest rozmieszczenie sprzętu. W latach 2016-2017 USA zdecydowały, że w kilku lokalizacjach w Europie zostanie rozlokowany sprzęt dla pełnej dywizji pancernej, w tym dla dwóch brygad, dowództwa, ale też jednostek artylerii, wsparcia logistycznego itd. Duża część z tego wyposażenia jest już na kontynencie, w kilku lokalizacjach w Belgii, Holandii i Niemczech. Sprzęt dla jednej z brygad będzie jednak rozmieszczony w Powidzu, a powstające tam instalacje w celu jego magazynowania są finansowane przez NATO, w ramach programu NSIP.

Zakres i charakter tych instalacji, w ramach systemu strategicznego magazynowania Army Prepositoned Stock powstałego z myślą o umożliwieniu szybkiego przerzutu jednostek bojowych, czyni je bardzo ważnym elementem kolektywnej obrony w Europie. W sytuacji konfliktu niezbędny będzie jedynie przerzut żołnierzy, a nie całego sprzętu, do zagrożonego rejonu. Oczywiście rozlokowanie APS to również zobowiązanie dla państw przyjmujących – np. Polski – bo to na Warszawie będzie spoczywać odpowiedzialność za zabezpieczenie tej instalacji i zapewnienie jej ochrony, także przed atakiem z powietrza.

Porozumienie prezydentów, Defender i… pandemia

Obecność wojskowa Stanów Zjednoczonych w Polsce jest zwiększana w sposób stopniowy w zasadzie przez cały czas. Od pewnego czasu z Mirosławca operują bezzałogowce typu Reaper, rozmieszczane okresowo również w innych państwach wschodniej flanki. Niejako „w cieniu” odbywa się też wzmocnienie potencjału, jeśli chodzi o inne środki rozpoznania, jednostki łączności, wreszcie – siły specjalne (choćby ćwiczenia Trojan Footrprint, które w 2018 roku odbywały się m.in. w Polsce).

Kolejny etap we wzmacnianiu amerykańskiej obecności w Polsce, to 2019 rok i deklaracje podpisane przez prezydentów Andrzeja Dudę oraz Donalda Trumpa najpierw w czerwcu, a potem we wrześniu. Na ich podstawie liczebność wojsk amerykańskich w Polsce ma zostać zwiększona o co najmniej dalszych 1000 żołnierzy (z możliwością dalszego wzmocnienia).

We wrześniowym porozumieniu, rozwijającym ustalenia z czerwca, przyjęto następujące lokalizacje:

  • Poznań wyznaczono na siedzibę Wysuniętego Dowództwa Dywizyjnego oraz grupy wsparcia na teatrze Sił Lądowych Stanów Zjednoczonych (dowództwo zostało już sformowane).
  • Drawsko Pomorskie wyznaczono na główną siedzibę Centrum Szkolenia Bojowego do wspólnego wykorzystania przez Siły Zbrojne Polski i Stanów Zjednoczonych
  • Wrocław-Strachowice wyznaczono na siedzibę bazy lotniczej załadunkowo-rozładunkowej Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych.
  • Łask wyznaczono na siedzibę eskadry zdalnie sterowanych statków powietrznych Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych.
  • Powidz wyznaczono na siedzibę lotniczej brygady bojowej [lotnictwa wojsk lądowych - wyposażonej w śmigłowce - red.], batalionu bojowego wsparcia logistycznego oraz obiektu sił specjalnych.
  • Lubliniec wyznaczono na siedzibę kolejnego obiektu sił specjalnych.

Wdrażanie tego porozumienia znajduje się na różnych etapach. Poznańskie dowództwo już funkcjonuje. Jednakże, budowa Centrum Szkolenia Bojowego w Drawsku Pomorskim będzie mogła zostać zrealizowana wtedy, gdy MON zakupi taktyczny system symulacji pola walki dla Wojsk Lądowych. Od 2019 roku trwa w tej sprawie drugie postępowanie (pierwsze, prowadzone od 2015 roku zostało anulowane). Nowy system jest potrzebny, aby móc prowadzić szkolenia wojsk polskich i amerykańskich z wykorzystaniem zaawansowanych technologii – dzięki temu brygady pancerne US Army nie będą musiały odbywać ćwiczeń w Niemczech, by zrealizować pełną certyfikację. Wciąż trwają też rozmowy dotyczące ustalenia miejsca rozmieszczenia dowództwa amerykańskiej brygady pancernej, która ma nadal operować z Polski.

image
Amerykański bwp Bradley na ćwiczeniach Defender-Europe 20 Plus. Fot. st. szer. Wojciech Król/CO MON.

Innym ważnym elementem amerykańskiej obecności w Polsce są ćwiczenia Defender-Europe 20. Początkowo zakładano, że weźmie w nich udział aż 37 tys. żołnierzy, w tym 20 tys. będzie przerzuconych zza Atlantyku. W założeniu te manewry miały być demonstracją działania doktryny dynamicznego zastosowania sił (ang. Dynamic Force Employment) i obejmować przerzut na teren naszego kraju oraz innych państw wschodniej flanki pełnej dywizji US Army.

Ostatecznie, z uwagi na pandemię koronawirusa, udało się przerzucić jedną brygadę (2 Brygadę Pancerną 3 Dywizji Piechoty), wraz z elementami dowodzenia i wsparcia. Te jednostki wzięły udział w kolejnej fazie ćwiczenia – Defender-Europe 20 Plus, realizowanej w czerwcu w Drawsku Pomorskim, we współpracy z jednostkami Wojska Polskiego – 12 Brygadą Zmechanizowaną, 6 Brygadą Powietrznodesantową, 9 Brygadą Kawalerii Pancernej, pododdziałami inżynieryjnymi, wsparcia oraz lotnictwem (tak śmigłowcami Wojsk Lądowych jak i samolotami Sił Powietrznych).

image
Zestaw Poprad osłania przeprawę dla wojsk polskich i amerykańskich. Fot. MON.

 

Pomimo mniejszego zakresu, jeszcze przed wybuchem pandemii udało się rozwinąć system zabezpieczenia logistycznego i transportu dla ćwiczeń, co było jednym z ich podstawowych celów. A 2 Brygada, wraz z innymi jednostkami, przejmuje odpowiedzialność za ciągłą, rotacyjną i bojową obecność w Europie. Dzięki temu realizowane od 2017 roku działania Amerykanów nie zostaną zakłócone przez pandemię koronawirusa, a potencjał obronny na wschodniej flance będzie utrzymany.

Amerykanie cały czas kontynuują też inne działania, choćby związane z obecnością dowodzonej przez nich grupy batalionowej. Niedawno, w obecności szefa MON Mariusza Błaszczaka odbył się epizod ćwiczeń Bull Run 12, obejmujący forsowanie przeszkód wodnych z wykorzystaniem polskich i amerykańskich środków przeprawowych, pod osłoną samobieżnych zestawów przeciwlotniczych Poprad, wprowadzonych do 15 Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej.

Fot. st. szer. Arkadiusz Czernicki
Moździerze samobieżne Rak to przykład sprzętu, który jest doceniany również przez Amerykanów. Fot. st. szer. Arkadiusz Czernicki

To ostatnie jest o tyle znaczące, że Amerykanie – w przeciwieństwie do Wojska Polskiego – w ogóle nie mają pododdziałów przeciwlotniczych na szczeblu brygad, poza niewielką liczbą obsług zestawów przenośnych Stinger. Okazuje się więc, że w niektórych wypadkach to polscy żołnierze mają większe zdolności, niż Amerykanie. Podobnie rzecz się ma jeśli chodzi o wykorzystanie moździerzy samobieżnych – używane przez Wojsko Polskie Raki są znacznie nowocześniejsze, niż amerykańskie M1029 czy M1064. Amerykanie zresztą rozpoczęli poszukiwanie moździerza wieżowego, konstrukcyjnie podobnego do Raka, m.in. w oparciu o doświadczenia z obecności w Polsce.

image
Amerykański moździerz M1064 - należący do starszej niż Rak generacji. Fot. US Army.

Nie ulega też wątpliwości, że doświadczenia z obecności na wschodniej flance przyczyniają się do ewolucji sposobu działania US Army i stopniowego, lepszego przystosowania jej do operowania w warunkach Europy Środkowo-Wschodniej. Z kolei Wojsko Polskie, współdziałając z armią amerykańską, mogło stopniowo wprowadzać standardy NATO, nie tylko w dziedzinie sprzętu, ale też doktryn czy szkolenia. Wszystko to przyczynia się również do umocnienia polsko-amerykańskich relacji i tym samym zwiększenia bezpieczeństwa Polski.

Co dalej?

Rozpoczynająca się wizyta prezydenta Dudy w USA może przynieść nowe informacje dotyczące dalszego poszerzenia obecności wojskowej na terenie naszego kraju. Mogą one dotyczyć struktur dowodzenia, a być może także jednostek bojowych, jak choćby dodatkowych myśliwców F-16 dostosowanych do przełamania obrony powietrznej przeciwnika, przemieszczanych z bazy Spangdahlem, choć na razie nic nie zostało oficjalnie potwierdzone.

Nie ulega natomiast wątpliwości, że w interesie Polski byłoby kontynuowanie i dalsze umacnianie obecności Stanów Zjednoczonych na naszym terytorium, a o ile to możliwe – przekształcenie jej z trwałej w stałą. Biorąc pod uwagę środowisko zagrożeń, Warszawa – oprócz dowództw czy jednostek lotniczych, o czym mówią media, powinna zabiegać szczególnie o zdolności rozpoznania, nadzoru, wywiadu, a także obrony powietrznej i artylerii dalekiego zasięgu, mogące uzupełniać rozwijany potencjał Wojska Polskiego w tym zakresie.

image
F-16 z bazy Spangdahlem Fot. U.S. Air Force/ Airman 1st Class Kyle Gese

Realizowana od trzech dekad współpraca obronna Polski ze Stanami Zjednoczonymi jest ważnym elementem systemu bezpieczeństwa RP. Zwiększona obecność wojskowa USA na terenie Polski wiąże się z reakcją Waszyngtonu na agresję Rosji wobec Ukrainy i zmianę środowiska bezpieczeństwa, jaka ma miejsce od 2014 roku.

Uzyskanie korzystnych dla Polski rozwiązań mogłoby jednak być dużo trudniejsze, gdyby wcześniej przez ponad 20 lat nie budowano najpierw partnerskich, a potem sojuszniczych więzi ze Stanami Zjednoczonymi i wspólnotą euroatlantycką. Współpraca z USA, w zasadzie nierozerwalnie związana ze wzmacnianiem NATO, pozostaje jednym z najważniejszych, międzynarodowych filarów polskiego bezpieczeństwa. W żaden sposób nie zwalnia ona jednak od dbania o własny potencjał obronny. Wręcz przeciwnie – to właśnie rozbudowa własnych zdolności, zgodnie z artykułem 3 Traktatu Waszyngtońskiego, czyni Polskę wiarygodnym sojusznikiem i zwiększa szanse na otrzymanie wsparcia w sytuacji zagrożenia.

Komentarze