Rosyjski krążownik przyczyną zamieszania w Bosforze

7 stycznia 2020, 12:09
xsfhyjx-550
Fot. mil.ru

Według tureckich mediów rosyjski krążownik rakietowy „Marszał Ustinow” przechodząc przez Cieśninę Bosfor nie mógł sobie poradzić z silnym wiatrem. Musiał zostać odholowany i rzucić kotwicę, by nie uderzyć w nabrzeże. Rosjanie wyjaśniają, że wszystko było pod kontrolą, zgodnie z planem rejsu będącego elementem zabezpieczeniem wizyty prezydenta Putina w Turcji.

„Marszał Ustinow” to krążownik rakietowy projektu 1164 typu Atlant (według NATO typu Slava) o wyporności 11280 ton, długości 186,5 m i szerokości 20,8 m. Był on wprowadzony do służby w 1986 roku, jednak w 2016 roku zakończono jego trwającą przez pięć lat modernizację połączoną z remontem głównym. Ma więc wyremontowaną siłownię i nowy system nawigacyjny.

Ten zmodernizowany niedawno okręt przechodząc przez cieśninę Bosfor 5 stycznia 2019 r. miał według tureckich mediów na tyle utracić zdolność manewrowania, że groziło mu uderzenie w nabrzeże Sarayburnu - w europejskiej części Stambułu. By uniknąć katastrofy do akcji musiały wkroczyć cztery tureckie holowniki, które pomogły odholować rosyjski okręt poza cieśninę. Wtedy „Marszał Ustinow” rzucił kotwicę na wysokości dzielnicy Moda – w azjatyckiej części Stambułu.

image
Fot. mil.ru

 Według Turków Rosjanie próbowali przepłynąć przez Bosfor i Dardanele pomimo wcześniejszych ostrzeżeń meteorologicznych o intensywnych opadach w zachodniej części prowincji Çanakkale i silnym wietrze północno-wschodnim utrudniającym transport morski w cieśninach tureckich i na całym Morzu Marmara. Efektem tego załamania pogodowego było m.in. zgubienie sześciu kontenerów przez jeden ze statków handlowych i zawieszenie czasowe usług promowych pomiędzy miejscowościami Çanakkale i Kilitbahir w cieśnienie Dardanele.

Sytuacja była jednak o tyle nieprawdopodobna, biorąc pod uwagę wielkość okrętu oraz chwalone w Rosji wysokie umiejętności rosyjskich marynarzy, że większość liczących się agencji nie przedrukowała od razu tureckich doniesień. Zresztą Rosjanie już kilka godzin później zamieścili sprostowanie, informując w nim, że ich krążownik bez problemu przepłynął Cieśninę Bosfor w dniu 5 stycznia 2019 r. i zacumował poza nią koło Moda zgodnie z planem rejsu. Plan ten zakładał bowiem uroczyste przybicie do nabrzeża Sarayburnu w Stambule w pobliżu słynnego Pałacu Dolmabahce, dopiero 6 stycznia jako zabezpieczenie wizyty prezydenta Putina w Turcji (8 stycznia 2018 r.). Krążownik nie zacumował jednak we wskazanym miejscu z powodu silnego wiatru oraz ulewnego deszczu i dlatego wrócił w asyście holowników na kotwicowisko.

Tureccy dziennikarze jednak bronią swoich wcześniejszych opinii wskazując, że w żadnych poważnych mediach rosyjskich nie było informacji, by krążownik „Marszał Ustinow” miał się zatrzymać w Stambule w związku wizytą Putina. W Rosji tłumaczono natomiast, że nagły rejs rosyjskiego okrętu do Syrii został spowodowany rosnącym napięciem w regionie.

Doświadczeni marynarze zaprzeczają by w tureckich cieśninach było aż takie załamania pogody, by duże okręty nie mogły zacumować w asyście holowników. Tureccy analitycy przypuszczają, że w rzeczywistości chodziło o awarię systemu sterowego rosyjskiego krążownika, o czym mają świadczyć nagrania wideo i zdjęcia zrobione podczas całego incydentu. Widać na nich wyraźnie, że był moment, gdy „Marszał Ustinow” w ogóle nie manewrował samodzielnie, ale robiły to za niego cztery holowniki.

Zauważono również przechył na jedną z burt, co mogło świadczyć o zderzeniu się z jakąś przeszkodą podwodną (a więc o dalekim zejściu z toru wodnego). Na filmach widać też było wyraźnie, że pogoda wcale nie była taka zła, a po flagach i drzewach, że wiatr wcale nie był huraganowy,

Ponieważ jednak chodziło o okręt gwardyjski (a wiec najlepszy z najlepszych” w siłach morskich Rosji) i dodatkowo niedawno zmodernizowany możliwe, że w Rosji postanowiono to ukryć, szczególnie w czasie wizyty w Turcji głównodowodzącego rosyjską armią – prezydenta Putina.

Sytuacja była o tyle niebezpieczna, że krążownik „Marszał Ustinow” płynął w rejon działań wojennych do Syrii. Miał więc na pewno na pokładzie cały zapas amunicji, rakiet, torped i paliwa. W Bosforze utracono więc tak naprawdę chwilowo kontrolę nad pływająca bombą.

Reklama
Tweets Defence24