Siły zbrojne

Biełgorod – kompromitacja rosyjskiej obrony przeciwlotniczej [ANALIZA]

Fot. mil.ru

Udany atak ukraiński na lotnisko w Biełgrodzie po raz kolejny pokazał, że rosyjskie systemy przeciwlotnicze zostały opracowane do działania głównie w środowisku rosyjskich i im podobnych systemów uzbrojenia. W starciu z nowej generacji, zachodnią bronią i taktyką okazały się jednak mało skuteczne i w żadnym wypadku nie są tym, czym miałyby być według kremlowskie propagandy.

Ze skąpych informacji, jakie są znane na temat ukraińskiego ataku na lotnisko w Biełogrodzie wynika, że główne uderzenie rakiet „ziemia-ziemia" poprzedził nalot samolotów sił powietrznych Ukrainy na rozwinięte w pobliżu systemy przeciwlotnicze. Co ważne, kompleks ochronny w tym obszarze składał się najprawdopodobniej z elementów baterii dalekiego zasięgu S-400 „Triumph", które zgodnie z zasadą były ochraniane przez artyleryjsko- rakietowe, kołowe zestawy przeciwlotnicze „Pancyr" krótkiego zasięgu.

Według wcześniejszych i oficjalnych, rosyjskich opinii, takie połączenie środków miało zapewniać na tyle skuteczną obronę przeciwlotniczą, że zaczęto je stosować do tak ważnych zadań jak: ochrona strategicznych obiektów na terytorium Federacji Rosyjskiej (np. Moskwy) lub zabezpieczenie działania rozwiniętych w terenie, mobilnych wyrzutni międzykontynentalnych rakiet balistycznych „Jars" i „Topol". Jest więc również bardzo prawdopodobne, że taki zestaw wykorzystano do ochrony „Międzynarodowego Portu Lotniczego" w Biełgorodzie znajdującego się zaledwie 30 km od granicy z Ukrainą. Na lotnisku tym bowiem stacjonują m.in. samoloty szturmowe Su-25 oraz śmigłowce Mi-8 i Mi-28, stosowane do atakowania ukraińskiego terytorium. Poniżej zdjęcia Su-25 wykonujących operacje 16 października.

Istnieje również opinia, że obronę Biełgorodu zapewniała bateria przeciwlotnicza systemu S-300. W kanale Telegram pokazano jednak po ataku szczątki rakiety zestawu Pancyr, a ten współdziałał wcześniej przede wszystkim z bateriami S-400. Dodatkowo oceniając skuteczność rosyjskich systemów przeciwlotniczych nie ma znaczenia: czy były one tworzone przez wyrzutnie S-300, czy też przez S-400. W rzeczywistości działają one bowiem według tej samej zasady, podobnej taktyki, a często wykorzystując te same rakiety.

Pomimo tak zorganizowanej osłony, 16 października 2022 roku w Biełgorodzie doszło do kolejnego ataku rakietowego. Centrum Komunikacji Strategicznej Sił Zbrojnych Ukrainy poinformowało, że według miejscowych mieszkańców doszło tam do szesnastu wybuchów. Nawet zakładając, że część z nich była spowodowana eksplozją zgromadzonej na ziemi amunicji to oznaczałoby, że kilka rakiet trafiło w cel pomimo istniejącego tam systemu przeciwlotniczego.

Skutki ataku nie są oczywiście znane. Gubernator Biełgorodu Wiaczesław Gładkow napisał początkowo na Telegramie, że w wyniku ostrzału ranne zostały co najmniej dwie osoby. Później jednak przyznał, że jak na razie wiadomo o trzech zabitych osobach i czterech rannych. Nagrane filmy wideo pokazują także, że rosyjski system przeciwlotniczy działał, ponieważ wystrzelono z niego rakiety (według rosyjskich źródeł nawet dziesięć). Na niebie pojawiły się dodatkowo rozbłyski, co uznano w Rosji za skuteczne trafienia. Problem polega na tym, że to przeciwdziałanie było nieskuteczne, ponieważ rosyjskie pociski poleciały zupełnie gdzie indziej niż znajdowała się, również sfilmowana, ukraińska rakieta, uderzająca w stanowiska ogniowe strzelających wyrzutni.

Czytaj też

Jest więc bardzo prawdopodobne, że Ukraińcy zastosowali bardzo prostą taktykę, znaną jeszcze z czasów wojny w Wietnamie. Najpierw w jakiś sposób sprowokowali rosyjską obronę przeciwlotniczą, by ta włączyła radary. Następnie samoloty ukraińskie znajdujące się na terytorium Ukrainy wzniosły się na tyle, by wystrzelić w kierunku pracujących stacji radiolokacyjnych pociski przeciwradarowe AGM-88 HARM (High Speed Anti-Radiation Missile). Rakiety te lecąc z prędkością ponad 2 Mach bez problemu wymanewrowały rosyjskie pociski i uderzyły w namierzone wcześniej cele, wyłączając od razu całą baterię. Widać to zresztą na jednym z opublikowanych filmów, gdy jakiś pocisk trafia dokładnie w miejsce, skąd wcześniej Rosjanie wystrzelili pionowo co najmniej trzy swoje rakiety.

Nie jest to pierwszy przypadek skutecznego zaatakowania baterii S-400. Z nekrologu porucznika Andrieja Grakowa będącego w obsadzie jednej z takich baterii, opublikowanego w rosyjskich mediach, wynika np., że zginął on w czasie ukraińskiego ataku w nocy z 5 na 6 sierpnia 2022 roku. Trafione elementy systemu S-400 znajdowały się wtedy, gdzieś na terytorium Ukrainy. Co ważne, z nekrologu wynikało, że rosyjska bateria przeciwlotnicza była uruchomiona i obsługiwana przez Rosjan.

Fot. Twitter

Opisując przyczynę śmierci Grakowo wskazano bowiem, że obsada systemu S-400: „nie zważając na zagrożenie życia nie porzuciła swoich roboczych stanowisk i kontynuowała wykonywanie swoich zadań". Obrona okazała się jednak nieskuteczna, ponieważ „z powodu bezpośredniego trafienia pocisków w wyrzutnię systemu S-400 żołnierze pododdziału zostali porażeni odłamkami".

Rosyjski system przeciwlotniczy nie zadziałał także na początku października 2022 roku, przy ataku na lotnisko Szajkowka koło Kaługi (210 km od granic Ukrainy) – bazę m.in. 52. gwardyjskiego pułku ciężkiego lotnictwa bombowego. To właśnie tam skuteczne uderzenie przeprowadzone z powietrza przez Ukraińców zniszczyło dwa bombowce Tu-22M3, zdolne m.in. do przenoszenia rakiet manewrujących Ch-22 „Raduga" i Ch-32.

Wiadomo także, że baterie systemu S-400 zostały rozwinięte na Półwyspie Krymskim. Pomimo tego doszło wielokrotnie do ukraińskich ataków na cele rozmieszczone na Krymie – w tym skutecznego nalotu na lotnisko Saki w Nowofedoriwce. Według niepotwierdzonych danych zostały tam zniszczone 24 statki powietrzne oraz 4 składy amunicji. Trudno jest więc wierzyć w rosyjskie tłumaczenia, że ich system przeciwlotniczy zabezpieczał w tym czasie inne cele, albo był wyłączony. On po prostu nie zadziałał skutecznie. I teraz należy się zastanowić dlaczego.

Zdjęcie satelitarne zniszczeń na lotnisku Saki na Krymie, chronionego m.in. przez rosyjskie zestawy plot S-400
Fot. MAXAR TECHNOLOGIES

Kiedy radzieckie systemy przeciwlotnicze się sprawdzały?

Radzieckie systemy przeciwlotnicze były skuteczne tylko wtedy, gdy pojawiły się na wojnie z zaskoczenia i przeciwnik nie znał ich możliwości. Tak np. zestrzelono 1 maja 1960 roku samolot U-2 pilotowany przez kapitana Powersa. Amerykanie nie zdawali sobie bowiem sprawy, że Sowieci mają już rakiety zdolne do zwalczania celów na „ekstremalnie dużych wysokościach" (powyżej 27000 m). Takiemu zaskoczeniu sprzyjała izolacja informacyjna prowadzona przez ZSRR. To właśnie dzięki niej wiedza o nowych, rosyjskich systemach uzbrojenia często pochodziła tylko z defilad na Placu Czerwonym każdego 9 maja.

Takie zaskoczenie trwało jednak zawsze bardzo krótko, ponieważ kraje zachodnie szybko znajdowały sposób, by przeciwdziałać zagrożeniom: stosując zarówno odpowiednie uzbrojenie, w tym systemy walki radioelektronicznej, jak i adekwatną do sytuacji taktykę. Za każdym razem okazywało się wtedy, że radzieckie, a później rosyjskie zestawy przeciwlotnicze można bardzo łatwo oszukać i nawet zniszczyć.

Zestaw przeciwlotniczy S-75, który z zaskoczenia zestrzelił m.in. samolot U-2 1 maja 1960 roku
Fot. Wikipedia

Zagrożeniem dla zachodnich statków powietrznych przestały być więc same możliwości rosyjskich rakiet, ale ich ogromna ilość (co było widoczne szczególnie w Wietnamie). Jednak bardzo szybko nawet duża ilość zestawów przeciwlotniczych przestała zapewniać bezpieczeństwa – czego dowodem był pogrom eks -rosyjskiej obrony przeciwlotniczej w Dolinie Bekaa w 1982 roku (Operation Mole Cricket 19). Izraelskie lotnictwo zniszczyło tam bowiem bez własnych strat według różnych szacunków od kilkunastu do ponad 20 baterii syryjskich rakiet przeciwlotniczych i zestrzeliło nawet ponad 80 syryjskich samolotów MiG-23 i MiG-21.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego sytuacja się jednak zmieniła. Rosji nie stać już było bowiem jak wcześniej: zarówno na prowadzenie tak rozległych badań nad nowymi systemami uzbrojenia, jak i na wprowadzanie systemów przeciwlotniczych do swoich wojsk na tak dużą skalę. Te braki było widać nawet przy organizowaniu obrony tak ważnych obiektów jak Most Kerczeński, gdzie Rosjanie zamiast rzeczywistego systemu S-400 rozstawili dmuchane makiety wyrzutni (co przez przypadek wykryto podczas jednego z reportaży o obronie plot przeprawy przez Cieśninę Kerczeńską).

Dodatkowo szukając źródeł finansowania Rosjanie zostali zmuszeniu do sprzedawania za granicę swoich najnowszych rozwiązań, co spowodowało m.in., że tzw. Parady Zwycięstwa w Moskwie zaczęły być dla specjalistów zagranicznych coraz bardziej nudne. W ten sposób kraje zachodnie i Chiny szybko się dowiedziały, co tak naprawdę potrafią nowe wersje systemów S-300, zestawy „Tor" i „Pancyr", a nawet osławiony S-400 „Tiumph". Tym bardziej, że zaczęły być one również wykorzystywane w czasie faktycznych konfliktów zbrojnych w: Iraku, Syrii, Północnej Afryce, Górskim Karabachu i ostatecznie w Ukrainie.

Coraz mniej wiarygodne były więc wcześniej wykorzystywane tłumaczenie Kremla, że radzieckie i później rosyjskie zestawy plot były niszczone, głównie ponieważ były w wersji eksportowej a dodatkowo nie obsługiwali je Rosjanie, ale cudzoziemcy. Zaczęto się bowiem orientować, że obecnie rosyjskie zestawy eksportowe są budowane według bardziej restrykcyjnych norm i z lepszymi podzespołami niż zestawy przekazywane dla własnych sił zbrojnych (inaczej nie byłyby odebrane przez kupującego). Dodatkowo obsługa zagraniczna najczęściej szkolona przez Rosjan, opiera się głównie na dobrze wyszkolonych żołnierzach zawodowych, podczas gdy w Rosji są to często „tylko" żołnierze kontraktowi.

Fot. mil.ru

Te przypuszczenia okazały się słuszne w czasie wojny w Ukrainie. Tam bowiem doszło do starcia zachodnich technologii i taktyki z najnowszymi, rosyjskimi zestawami przeciwlotniczymi, z najlepszych jednostek wojskowych (gwardyjskich lub uderzeniowych) i dodatkowo obsługiwanych przez rosyjskich operatorów. Pomimo tego ukraińskie statki powietrzne nadal mogą operować bojowo (również w głębi ugrupowania przeciwnika) umiejętnie dobierając sposób działania oraz pomysłowo korzystając z zachodnich systemów uzbrojenia.

Rosyjskie systemy przeciwlotnicze niebezpieczne – ale do pokonania

Prawdą jest, że nawet po rozpadzie ZSRR Rosjanie starali się rozwijać swoje rakietowe systemy przeciwlotnicze. Zmiany generacyjne dotyczyły jednak w nich głównie systemów napędowych i mechanicznych. W tym przypadku rosyjskie rozwiązania rzeczywiście mogą zadziwiać, ale strzelanie ogromnymi rozmiarowo rakietami „kosmicznymi" w niewielkie cele powietrzne zaczyna zakrawać na paranoję.

Z kolei oceniając szeroko pojętą „elektronikę" w rosyjskich zestawach przeciwlotniczych widać wyraźnie, że Rosjanie coraz bardzie pozostawiają w tyle za Zachodem i... Chinami. I o ile rosyjskie rakiety rzeczywiście co kilka lat mogły lecieć coraz wyżej i dalej (stąd wprowadzane kolejno systemy S-200, S-300, S-400 i teraz S-500), o tyle sam ich sposób naprowadzania praktycznie się nie zmienił.

Czytaj też

Tymczasem współczesne konflikty zbrojne wyraźnie pokazały, że zwiększanie zasięgu pocisków w żadnym przypadku nie decyduje o możliwościach i nowoczesności danego zestawu przeciwlotniczego. Dla wykorzystywanych przez Rosjan pocisków naprowadzanych półaktywnie ważne jest bowiem, by radar naziemny cały czas „oświetlał" cel. I nawet jeżeli prawdą jest, że rakiety przeciwlotnicze i przeciwrakietowe najnowszego, rosyjskiego systemu S-500 „Prometeusz" mogą zwalczać cele powietrzne w zasięgu do 600 km (w przypadku celów aerodynamicznych), to ze względu na krzywiznę Ziemi, w odległości 600 km mogą to robić jedynie w odniesieniu do obiektów znajdujących się na pułapie większym niż 20 km. Żaden seryjny samolot zachodni nie lata jednak na takiej wysokości.

I niczego nie zmieni tu umieszczanie anten radarów przez Rosjan na wysokich masztach (np. typu 40W6MD o wysokości 36-39 m lub 40W6M o wysokości 13-25 m), ponieważ takie maszty stosuje się głównie do wykrywania celów niskolecących ze względu na mały zasięg mocowy. Anteny zamontowane na takich masztach muszą być bowiem lekkie, co zmusza do zmniejszenia ich rozmiaru i ciężaru. To właśnie ze względu na te ograniczenia technologiczne radar podświetlający 9S32 (z systemu S-300) może wykrywać myśliwce tylko na odległości około 140 km, a typu 30N6 (np. z systemu S-300PMU1) tylko na odległości do 300 km.

Jeżeli jednak nawet Rosjanom uda się umieścić antenę radaru naprowadzania na wysokości 16 m to zestaw S-400 na odległości 400 km może niszczyć cele lecące na pułapie większym niż 9400 metrów. Wszystko to, co znajduje się niżej może więc działać na tej odległości bezpiecznie, a więc zwiększanie zasięgu rosyjskich rakiet nie ma tym przypadku większego znaczenia.

Fot. mil.ru

Wątpliwe „sukcesy" rosyjskiego systemu przeciwlotniczego S-300W4

Wady rosyjskich zestawów przeciwlotniczych widać wyraźnie przy analizie „sukcesu", jaki rosyjska propaganda ogłosiła zaraz po blamażu w Biełgorodzie. Rosjanie poinformowali bowiem, że ich system S-300W4 zniszczył dwa ukraińskie samoloty biorące udział w nalocie na ich lotnisko: bombowiec Su-24 i myśliwiec Su-27. Samoloty te miały się wznieść w górę przed wystrzeleniem rakiet, wtedy miały zostać namierzone i zestrzelone już nad Obwodem Połtawskim, w drodze powrotnej do swojej bazy. Rosjanie chwalili się dodatkowo, że oba statki powietrzne zostały trafione w odległości 217 km od wyrzutni, co miało być swoistym rekordem dla wykorzystanego typu systemu przeciwlotniczego. W rzeczywistości takie zestrzelenie było niemożliwe i to z kilku powodów

Pomijając już to, że nie ma żadnych zdjęć potwierdzających zniszczenie ukraińskich samolotów (np. szczątków samolotów) to warto zaznaczyć, że system S-300W4 może zaatakować cele powietrzne w odległości 217 km tylko wtedy, gdy znajdują się one na pułapie większym niż 2300 m. Tymczasem żaden ukraiński samolot nie lata tak wysoko w strefie walk.

Czytaj też

Dodatkowo biorąc pod uwagę krzywiznę Ziemi, dla wystrzelenia pocisku antyradarowego HARM o zasięgu 48 km wystarczy wykonać „górkę" nie większą niż 40-50 m. Znajdując się cały czas nad własnym terytorium ukraińscy piloci mogli więc na tej wysokości wykryć pracujące radary systemów broniący Biełgorod, wystrzelić pociski (działające według zasady „wystrzel i zapomnij") i natychmiast zawrócić. Chwalenie się Rosjan, że trafienie nastąpiło w odległości 217 km jest więc niedorzeczne, ponieważ oznaczałoby, że po wykonaniu „górki", ataku i nawrocie ukraińscy piloci zaczęli się wznosić- i to o ponad 2000 m.

Jest mało prawdopodobne, by popełniliby oni taki błąd – nawet gdyby groził im ogień samobójczy z ziemi. Teoretycznie taki atak byłby możliwy, gdyby Rosjanie wykorzystywali rakiety przeciwlotnicze z aktywną głowicą radiolokacyjną, działające według zasady „wystrzel i zapomnij". Taki radar w głowicy ma jednak mniejszy zasięg niż radary naziemne baterii, nie ma więc większych szans by wychwycił cel znajdujący się w odległości większej niż 100 km.

W rzeczywistości rosyjskie rakiety w większości wymagają naprowadzania z ziemi, a więc cele muszą być cały czas „śledzone" przez systemy strzelające. I jeżeli np. taki radar kierowania uzbrojeniem się w jakiś sposób wyłączy, to rakieta nie ma już możliwości trafienia w cel. To właśnie dlatego Amerykanie wprowadzają coraz to nowszej generacji pociski lotnicze naprowadzające się na źródło promieniowania radiolokacyjnego.

Rosjanie nie wykorzystując w swoich zestawach plot generalnie rakiet przeciwlotniczych działających według zasady „wystrzel i zapomnij" (poza zestawami MANPADS) zaczęli bronić swoje baterie po prostu wyłączając ich stacje radiolokacyjne. Okazało się to jednak kosztowne, ponieważ ich rakiety, znajdujące się już w powietrzu, „gubiły" atakowany obiekt i były po prostu tracone. Sfilmowane wybuchy w powietrzu rosyjskich pocisków wcale więc nie muszą oznaczać trafienia, ale np. ich samolikwidację - w przypadku, gdy radar utracił kontakt z celem (np. po wyłączeniu lub zniszczeniu) i nie było już jak naprowadzać wystrzelonego uzbrojenia. W sieci jest również film, gdy pozbawiona samolikwidatora rakieta przeciwlotnicza, chwilę po starcie przeszła w tor balistyczny, uderzając w ziemię kilkaset metrów od wyrzutni.

Na intencjonalne wyłączanie rosyjskich radarów kraje zachodnie szybko zresztą znalazły w miarę skuteczne rozwiązania. W przypadku Izraela była to amunicja krążąca przystosowana do długiego wyczekiwania w powietrzu na uaktywnienie się stacji radiolokacyjnej. Z kolei Amerykanie zaczęli wprowadzać coraz to nowej generacji pociski antyradarowe. W odróżnieniu od pierwszych, stosunkowo prostych starych rakiet tej klasy typu AGM-45 Shrike, pociski HARM mają już możliwość nie tylko atakowania włączonych stacji radarowych, ale również stacji wyłączonych, „zapamiętując" ich pozycje.

Najnowsze wersje takich pocisków jak HARM mogą być przy tym  nakierowywane na cel przed startem: zarówno dzięki informacjom z samolotowego systemu ostrzegania (walki elektronicznej), informacjom o pozycji celu, jak również dzięki danym pozyskanym z własnej głowicy naprowadzającej. Ten trzeci sposób jest najprawdopodobniej wykorzystywany przez Ukraińców, którzy na eks -rosyjskich statkach powietrznych prawdopodobnie używają głowic HARM-ów przed ich startem, jako swoistego systemu rozpoznania radarowego. W takim przypadku nie trzeba łączyć pokładowego systemu kierowania uzbrojeniem z podwieszonymi amerykańskimi rakietami, ponieważ rakiety te działają praktycznie samodzielnie (od wykrycia, poprzez śledzenie oraz w końcu sam atak).

W całej tej analizie nie zostały ocenione jedynie możliwości układów elektronicznych, zastosowanych w rosyjskich zestawach przeciwlotniczych. Dane na ten temat są bowiem niedostępne. Ale i z tym niedługo nie powinno być żadnych problemów. Amerykanie przechwycili już bowiem zestaw „Pancyr" natomiast Ukraińcy zdobyli zestawy: „Tor" i „Tunguska" oraz  pojazdy kierowania systemów plot „Buk" i S-300. Przy rosyjskim bałaganie jest dodatkowo bardzo prawdopodobne, że już niedługo zdobyte zostaną elementy baterii S-400 oraz komponenty centralnego systemu kierowania rosyjską obroną powietrzną.

A wtedy być może okaże się, że w systemach przeciwlotniczych broniących Rosji wykorzystuje się komponenty na Zachodzie stosowane w pralkach, telefonach oraz starszej wersji telewizorach. I nic nie wskazuje na to, żeby ta sytuacja w ciągu kilkudziesięciu następnych lat miałaby się zmienić. Rosjanie to bardzo szybko odczują nie zdobywając w przyszłości tak łatwo zamówień na swoje uzbrojenie – „nie mające analogów na całym świecie".

Komentarze (21)

  1. Jukelo57

    tak się zastanwiam, że gdyby wyposażyć armię UA w najnowocześniejszy sprzęt amerykański np. F16, Vipery, Abramsy i resztę sprzętu to za 2 - 3 tygodnie na bank byłaby defilada UA w Moskwie na Placu Czerwonym :)

    1. RAF!!!

      Raczej atak jądrowy z rosji ...

    2. Jaszczur

      Nie dali by rady bo ruskie walczyli by ilością. (Ludzi)Do tego wtedy w obronie a to turbo ² do morale

    3. Chyżwar

      @Jaszczur Już raz walczyli ilością. Mimo tego Wermacht ze swoją kulejącą logistyką dotarł na przedpola Moskwy. Gdyby ruscy nie dostali pomocy z USA to zasuwaliby w niemieckich kołchozach dla socjalisty Hitlera a pewien dziadek nie opowiadałby swojemu wnuczkowi, że armia czerwona każdego zadusi.

  2. GB

    Koncentrujemy jakąś dodatkową jednostkę na Rosomakach na granicy białoruskiej. Jest filmik na którym widać przynajmniej kompanię zmech na kbwp Rosomak (na oko), na drodze. W opisie że pod granicą białoruską.

    1. Jukelo57

      też to widziałem na TikTok

  3. Starszy pan

    S 400 jest nowym systemem podobnie jak pancir s1, natomiast harm przekazany Ukrainie to dość stara wersja w każdym razie dużo gorszA niż argm er

    1. mick8791

      No i co w związku z tym?

  4. Jaszczur

    ZSRR nigdy nie rozpętał wojny bo wiedział co ma i wiedział że nie ma z czym iść a do tego w razie wojny w prawie wszystkich satelitach ZSRR była by wojna domowa . I dlatego nie było wojen a nie dlatego że bano się końca świata bądź chciano gospodarką. ZSRR to papierowy tygrys . Chiny już co innego

    1. GB

      Nie no. 17 września do spółki z Hitlerem. Afganistan...

    2. Wania

      To kraj miłujący pokój. Finowie na nich napadli, później Polska, Afganistan, Gruzja a teraz Ukraina... Jeszcze przez chwilę Chiny o jakąś rzekę napadli na ten piękny kraj. Oni gałązkę oliwną niosą wszędzie. I walczą o pokój, tylko tysiące ludzi przy tym ginie.

    3. TFX

      Jaszczur, 1919r, 1939r 1939r ponownie tym razem z Finlandią, 1945 z Japonią, 1956 Wegry, 1968 Czechosłowacja, 1979 Afganistan, jak to dla pana jest nigdy... Natomiast Chiny brały udział w wojnie koreanskiej i napadły na Wietnam, obie wojenki przegrały z kretesem, wygrali jedynie starcie graniczne z Indiami i zagarneły Tybet.

  5. easyrider

    Niedługo, widząc skuteczność systemu, zaczną używać S400 jak S300 do ostrzału celów naziemnych. Erdogan kupując S400 wyszedł na durnia. Zaognił sytuację z Amerykanami a zyskał fajans. Zapomniał, że jeszcze za wcześnie by się stawiać.

    1. Capt Raginis

      I stracił F-35. Nie ma co... mistrzowski ruch ze strony Turków :)

  6. Jaszczur

    Ja od marca twierdzę że jakby Ruskie zaatakowały Ukrainę armią jaka miały w 1945 roku ta ilością ludzi i tamtym sprzętem jak t-34 ił-2 itp to już by Ukraina była zdobyta . Ja nie żartuje. Rzeźnia by była konkretna ale mieli by o wiele lepsze rezultaty niż tym czymś czym atakują teraz 😂

    1. Kryniu35

      Złociutki. W 1945 ruscy mieli armię, którą stworzyli i którą karmili dzięki USA. Im większa armia, tym większe wyzwania logistyczne, nawet jeśli to horda idiotów, to musisz tej świni dać jeść czy też przekazać amunicję i pełny ekwipunek.

    2. TFX

      Jaszczur, odszukaj sobie cos takiego co się nazywało Operacja Mars i co jedna broniąca sie niemiecka armia zrobiła z dwoma rosyjskimi frontami jakie ja zaatakowały. A Niemcy nie mieli sprzętu jaki ma Ukraina tylko taki z IIWŚ.

    3. Jaszczur

      Krybin w 1945 nie byli aż tak uzależnieni od USA jak w poprzednich latach i w 1945 już ogarnęli obsługę tej masy ludzkiej

  7. kowalsky

    Specjaliści na tym forum od lat żebrzą o rozsądek i działania w sprawie naszej obrony przeciwlotniczej. "Kompromitacją" Rosjan bym się nie przejmował bardziej niż naszą obronnością.

  8. Starszy pan

    Iris t slm zestrzelił wszystkie rakiety manewrujące to jaki sens ma wydawanie tyłu miliradow złotych na w sumie tak technicznie słabego przeciwnika. A teraz stare wersję harmow zaoraly s 400 jak starego Hawka. To powinno dać naszym arlom do myślenia lepiej więcej tańszego sprzętu i możliwie jak największy transfer niż 100 mld zł to tu to tam i w konsekwencji zaorana Gospodarka

    1. sebaa

      @Starszy pan Rosjanie właśnie używają więcej starszego sprzętu i są orani przez ten droższy bardziej zaawansowany :))

    2. Jaszczur

      Rosja dla NATO nie jest żadnym przeciwnikiem. USA nie każą bronić się w kuluarach na konflikt z sama Rosją ale z całym wschodem pod przywództwem w Pekinie .... A na ten blok wschodni trzeba się zbroić . Azjaci mają na lądzie jeden jedyny atut - jest ich kilka razy więcej jak nas . Jak wybuchni IIIWŚ Chińczycy ochoczo wyślą kontyngent 20mln żółtków by pomóc Ruskim nas atakować . Może wydawać się to nie realne - ale jeżeli to było by niemożliwe to nie ma po co armi robić bo każdy inny scenariusz wojny to damy radę z tym co mamy . Trzeba szykować się na czarny scenariusz

    3. GB

      Jaszczur i kto by wyżywił te 20 mln ludzi...

  9. Prezes Polski

    Ależ tu nie ma żadnych zaskoczeń. Taktyka włączania radarów na czas wykrycia celu i naprowadzenia rakiet była stosowana jeszcze w LWP. A niska skuteczność ruskich systemów rakietowych jest legendarna. W Wietnamie straty w powietrzu USA to zaledwie 0,4%. Podczas 2w. św nad Europą było to ok. 10x więcej. Czyli sowieci używając znacznie droższej i bardziej zaawansowanej broni osiągnęli dziesięciokrotnie mniejsze sukcesy niż Niemcy.

    1. sebaa

      @Prezes Polski Bo wyszło na jaw ze żeby w Wietnamie zakłócić rosyjskie radary trzeba użyć tych samych środków jakie alianci stosowali w nalotach na Niemcy :)

    2. Prezes Polski

      sebaa niska skuteczność ruskich systemów to wypadkowa kilku czynników. Zakłócanie tak, ale poza tym głównie odpowiednia taktyka, zwalczanie wyrzutni. Czytałem kiedyś wspomnienia z Wietnamu ruskiego przeciwlotnika. Oni po prostu nie radzili sobie z organizacją obrony. No potrafili wystrzelić wszystkie rakiety, a potem dość długo ładować nowe, US latali w tym czasie bez przeszkód.

  10. Jaszczur

    Dotychczas uważałem że ruskie wydali na marne wiele MLd $ na marynarke wojenną i lotnictwo hahaha teraz uważam że na obronę też wydali na marne 😂. Ruskim zostaje tylko artyleria i piechota . Wcale bym się nie zdziwił jak patrząc na ich technikę to po konfrontacji nuklearnej zachód był by ledwo draśnięty a Rosją by nie miała 3/4 ludności i żadnego miasta 😂😂😂

  11. Szwejk85/87

    Cieszy Rosyjska bezradność wobec naszego uzbrojenia i taktyki. Na pewno rośnie morale wojska i cywili. Ale rodzi się pytanie czy powinniśmy podpowiadać Rosjanom co jest nie tak z ich obroną ? Wezmą, i coś usprawnią i będzie kłopot...

    1. Jaszczur

      Ruskie co pokazała ta wojna to są za głupie i za biedne 😂 można im wysłać nawet rysunki techniczne patriotów a i tak ich nie zrobią 😂. Bardziej obawiał by. Się Chin że patrząc na ten konflikt poprawia to co mogła sprawić że by przegrali wojnę z USA

  12. Gregorius

    No ale z drugiej strony zachwalana jest ukraińska OPL operująca tymi samymi jak nie starszymi systemami zresztą dość skutecznie blokując operowanie ruskich maszyn.

    1. GB

      Zwalcza swoje systemy... Czyli faktycznie trochę zmodernizowane post sowieckie samoloty, rakiety itp.

    2. TFX

      Gregorius rosyjskie systemy od dawna sa skuteczne ale tylko na rosyjskie uzbrojenie

    3. Sailor

      Ukraińcy modernizowali swoje systemy i robili w przeciwieństwie do kacapów dobrze, a nie na częściach z pralek. Poza tym lepsza jest obsługa i jak zauważył GB działają przeciw swojej technice. Wystarczy jednak troszkę podrasować rosyjską technikę dodając zachodnie pociski i taktykę imamy spektakularny sukces. Wyobraź sobie teraz starcie zachodnich samolotów i pilotów z kacapami. Była by rzeźnia i masakra.

  13. BadaczNetu

    "Komponenty z pralek" - tak celem wyjaśnienia: w pralkach i sprzęcie AGD nie stosuje się układów które miałyby zastosowanie w takich systemach. Elementy elektroniczne mogą być dostępne w różnych jakościach. Elementy (np. procesory, pamięci ale też i prostsze elementy) mogą być dostarczane w wersji: podstawowej, przemysłowej lub wojskowej. Różnią się zakresem dopuszczalnej temperatury pracy, odpornością na zakłócenia czy zakresem testów. Często są to te same układy, różnią się wyłącznie zakresem i wynikiem przeprowadzonych przez producenta testów. Oczywiście układy standardowe są tańsze od układów o przeznaczeniu wojskowym. Legenda o "elementach z pralek" wzięła się stąd, że w rosyjskim sprzęcie znaleziono komponenty w wykonaniu "podstawowym".

    1. GB

      We wrakach rakiet Ch-101 znajdowano elektronikę sprzed 20-30 lat.

    2. DBA

      [email protected] Raczej elektronikę z lat 60/70 XX w - te ich systemy sterowania przypominały radia z DIORY

    3. BadaczNetu

      Archaiczne układy to jedno, a w miarę współczesne, ale w wykonaniu standardowym to drugie. Zresztą tego co znaleziono w Ch-101 w pralkach też się nie używa.

  14. OptySceptyk

    Nikt nigdy nie twierdził, że jego OPL jest stuprocentowo skuteczna. Oba systemy, ukraiński i rosyjski zrobiły zasadniczo to, do czego je wymyślono. Wypędziły wrogie lotnictwo nad własne terytorium. To wszystko nie oznacza, że lotnictwo nie może prowadzić działań, tylko, że musi się dostosować do środowiska. Skuteczność tych systemów wobec np. F22 i F35 jest nadal nieznana, ale prawdopodobnie niska. Problemem pozostają również drony oraz pociski balistyczne. Drony, ponieważ są wielokrotnie tańsze, niż pociski, które mogą je zwalczać, a balistyczne bo są za szybkie i zostawiają za mało czasu na reakcję.

  15. turpin

    "Radzieckie systemy przeciwlotnicze były skuteczne tylko wtedy, gdy pojawiły się na wojnie z zaskoczenia i przeciwnik nie znał ich możliwości. Tak np. zestrzelono 1 maja 1960 roku samolot U-2". Gwoli ścisłości warto dodać, że w ramach tego samego historycznego "sukcesu" Sowieci kropnęli również z tych rakiet - skutecznie - we własnego MiGa.

  16. Kontrapara

    Ptaszki plotkaszki ćwierkają że Ukraincy obecnie kończą budowę pocisków manewrujących o zasięgu 1000km i umożliwiających przenoszenie ładunku do 75kg.Ptaszki plotkaszki pezypominają że w posowieckim bajzlu zaginęło bez śladu 200 walizek atomowych a na Ukrainie pewnie kilka rakiet SS-20 z wiadomymi głowicami .Ptaszki plotkaszki uważają , że to wszystko do kupy powoduje niejaką konsternację Moskwy i jakgdyby coraz bardziej nerwowe ujadanie.

  17. QVX

    Jeszcze uwaga o "integracji" HARM-ów z ukraińskimi samolotami. W gruncie rzeczy żadna filozofia. Do pocisku przejściówka do zamków z punktów podwieszenia, jakiś tablet z oprogramowaniem do kabiny, trochę kabelków, żeby to połączyć i ewentualnie jakiś przetwornik oraz stabilizator napięcia. Do ogarnięcia w warunkach polowych.

    1. sebaa

      @QVX Należy dodać ze modyfikacje 2 rożnych koncepcji cyfrowej zachodniej z analogowa wschodnia tez wymagają czasu i wielu prób żeby to zadziałało w praktyce tak jak należy. A tutaj była solidna podstawa i opracowane gotowe rozwiązanie którego dekady temu nie wdrożono na Migi-29 :) a opracowała je Polska a nie wdrożono bo kupiono F-16 :)

    2. sebaa

      @QVX i PS. skoro to takie łatwe jak twierdzisz to spróbuj zintegrować smartfona tak żeby sterować z niego starym lampowym telewizorem :) w końcu da się ale wymaga to sporo czasu :))

    3. QVX

      @Zdalne sterowanie w lampowych tv to lata 1960. Wystarczy, że skleję taśmą dwustronną ówczesny pilot ze smartfonem. :-)

  18. Holub

    Jestem bywalcem tego portalu od dawna, pamiętam jak lata temu wielu pisało to peany na temat potęgi ruskiej techniki wojskowej. Teraz nagle znikli ;) Czyżby szok poznawczy ich dopadł?

    1. Niutek

      Dokładnie tak! Gdy szydziłem z tych ich S-400, S-500, że równie dobrzy mogą to nazywać S- Mars, S-Galaktyka, to faflunili się tu rusofile, jakbym im rodziny obrażał. Ruscy są prymitywni i toporni, 30 lat za "zachodem". To technologiczni troglodyci, co widać doskonale w czasie tej wojny. Ich systemy plot i prakiet to badziewie, i jak pisałem, od wojny w Wietnamie wiadomo, że konstrukcjom zachodnim mogą pomachać w locie przed spudłowaniem. To przereklamowane, przestarzałe, niewydolne, wielkie jak budynki, łatwe do zniszczenia cele. I bardzo dobrze, i cieszę się i niech żyje Ukraina!!!

    2. sebaa

      @Holub Nieeee po prostu niedawno ukraincy fizycznie wyliczyli farmę troli z 10000 kont :P

    3. sebaa

      @Holub Nieeeee po prostu niedawno Ukraincy wyłączyli fizycznie farmę ruskich troli z 10000 kont :P

  19. Chyżwar

    Wojna sprawiła, że rosyjska "bańka anty dostępowa" pękła niczym bańka mydlana. Erdogan wydał pieniądze na nieskuteczny system i dodatkowo narobił sobie kłopotów. Teraz pewnie pluje sobie w brodę.

    1. bubab1983

      Proszę, 9:50 a kolega nie w pracy? Czy to ten rodzaj pracy? Ja normalnie byłbym w pracy, alye grypa mnie dopadła. .

    2. GB

      Jak wiadomo z rosyjskich ćwiczeń rosyjska OPL na nich zestrzeliwuje wszystko, a nawet więcej niż wszystko, bo czasami rakieta spadnie na własną wyrzutnię. Więc nie mające analoga rosyjska OPL jest bardzo skuteczna wobec własnych samolotów i śnp. Z tego punktu widzenia Erdoganowi może się przydać, ale już przykładowo w konfrontacji z lotnictwem greckim ma nikłe szanse.

    3. CQ

      @bubab1984 Myślisz, że wszyscy robią na taśmie, albo przy kopaniu okopów jak ty?

  20. xdx

    Soviety od zawsze miały tylko jedną skuteczną broń - propagandę . Inne ich wynalazki były „sprawdzane” i „kasowane” , a potem zawsze te głupie tłumaczenia o wersjach eksportowych lub niedoświadczonej obsłudze ( lol przecież sami ich szkolili )

  21. szczebelek

    Ważne, że na defiladzie 9 maja wyglądają groźnie 🤡