Przemysł Zbrojeniowy

Zamieszanie wokół polskiego kontraktu z Termą. MON zerwał umowę z duńskim producentem

  • Ryszard Kardasz - fot. PCO

Ministerstwo Obrony Narodowej przed kilkoma dniami zerwało kontrakt podpisany 28 czerwca 2010 r. z duńską firmą Terma A/S i obie strony rozpoczęły przygotowania do postępowania sądowego.

Niestety zamiast inżynierów kontrakt z Termą „realizują” teraz prawnicy. A w momencie podpisania kontraktu sprawa wydawała się taka prosta. Polska miała otrzymać za 99,8 mln zł wyposażenie obronne dla swoich śmigłowców Mi-17-1W i Mi-24W, oparte na znanym i sprawdzonym systemie obronnym MASE (Modular Aircraft Survivability Equipment) – wykorzystywanym m.in. na holenderskich śmigłowcach AH-64D Apache.

Umowa została zawarta przede wszystkim w celu zabezpieczenia polskich helikopterów biorących udział w działaniach w Afganistanie, dlatego dostawy miały się zakończyć do grudnia 2012 r. Do tego czasu mieliśmy otrzymać 22 komplety instalacyjne (urządzenia i okablowanie) dla 22 śmigłowców (15 - dla śmigłowców bojowych Mi-24W i 7 – dla śmigłowców Mi-17) oraz 12 kompletów zasobników MASE. Umowa przewidywała również dostarczenie 12 zestawów części zamiennych i materiałów eksploatacyjnych; urządzeń diagnostycznych i obsługowych, dokumentacji techniczno-eksploatacyjnej i konstrukcyjno-montażowej, przeprowadzenie szkolenia, prac dostosowujących helikoptery dla nowych instalacji oraz przebadanie i przetestowanie systemu.

Co mieliśmy otrzymać dzięki duńskiemu systemowi?

Najważniejszym efektem zamontowania systemu MASE na pokładzie statku powietrznego jest zwiększenie świadomości sytuacyjnej dla pilotów, którzy są na bieżąco informowani o zagrożeniach, jakie im grożą ze strony rakiet przeciwlotniczych naprowadzanych na podczerwień. Przy czym głównym celem zestawu jest obrona przed ulubioną bronią terrorystów i różnego typu bojowników/rebeliantów, czyli przed zestawami przenośnych rakiet przeciwlotniczych krótkiego zasięgu klasy MANPADS (man-portable air defense systems).

Strukturalnie system MASE składa się z trzech podstawowych elementów: zestawu czujników ostrzegających o zbliżających się rakietach, komputera pokładowego, który analizuje sygnały od poszczególnych czujników tworząc obraz zagrożeń wokół statku powietrznego oraz wyrzutni pułapek termicznych, które są wystrzeliwane, gdy system wykryje niebezpieczeństwo. Przy czym zestaw Termy jest systemem modułowym tak więc można go przystosować dla potrzeb indywidualnego klienta i wskazanego statku powietrznego. Jego wersje są np. montowane m.in. na samolotach F-16 i JAS-39 Gripen.

Źle złożony lub zaprogramowany system może być jednak niebezpieczny. Niedokompletowany (ze zbyt małą ilością czujników – czyli ze strefami martwymi) i z zaniżona czułością może nie wychwycić wszystkich zagrożeń, albo je zignorować.

Z drugiej strony system zbyt czuły generuje zbyt dużą ilość fałszywych alarmów, które angażują załogę lub w modzie automatycznym mogą doprowadzić do niepotrzebnego wystrzelenia pułapek termicznych. A to może doprowadzić do pożarów (np. w pobliżu lotnisk) lub spowoduje, że w dalszej części lotu statek powietrzny pozostaje bez obrony. Ustawienie odpowiedniego poziomu fałszywego alarmu jest bardzo trudne ponieważ szczególnie śmigłowce bojowe działają w obszarach o dużej ilości nagle pojawiających się źródeł promieniowania podczerwonego (ogniska, pożary, wybuchy, race), które przez źle zaprogramowany system mogą być zinterpretowane jako atak rakiety przeciwlotniczej.

W całym sporze miedzy Termą a Ministerstwem Obrony Narodowej prawdopodobnie poszło właśnie o zbyt duże prawdopodobieństwo występowania fałszywego alarmu w duńskim systemie.

Niepożądane czy pożądane alarmy

W zestawach MASE zakupionych przez Inspektorat Uzbrojenia zastosowano czujniki Cassidian AN/AAR-60 MILDS (Missile Launch Detection System). Chcąc uniknąć przeróbek w samym płatowcu od razu założono, że system samoobrony dla polskich ma być zamontowany w autonomicznych zasobnikach w razie konieczności podwieszanych do statku powietrznego (stąd ilość kompletów zasobników mogła być mniejsza od ilości instalacji). W przypadku polskich śmigłowców w zestawach MASE postanowiono zastosować pięć czujników MILDS (trzy w zasobniku prawoburtowym i dwa w lewoburtowym).

Jednym z punktów umowy było przetestowanie systemu pod względem jego zgodności z wymaganiami taktyczno – technicznymi. Według niepotwierdzonej informacji testy przeprowadzanie przez Polaków wykazały zbyt duże prawdopodobieństwo fałszywego alarmu, z czym nie zgodzili się przedstawiciele Termy, uznając, że zastosowano odmienne procedury testowe, niż są przyjęte w innych państwach.

Jeżeli rzeczywiście chodzi tylko o procedury, to Ministerstwo Obrony Narodowej nie powinno mieć większych problemów z wygraniem sprawy. Terma powinna była bowiem wiedzieć od początku, w jaki sposób będzie sprawdzany w Polsce ich system przed jego dopuszczeniem do eksploatacji. Ale są to jedynie domysły, ponieważ na oficjalne komunikaty obu stron trzeba będzie długo czekać (nikt nie zdradzi swoich argumentów przed postępowaniem w sądzie).

Gorzej, że nasze śmigłowce nie będą posiadały przez cały ten czas właściwej ochrony. A przecież to było w tym wszystkim najważniejsze.

  • MON

Komentarze (8)

  1. zgryzliwy

    Kolejny bubel Klicha i Idzika a wszystko w ramach "pilnej" potrzeby operacyjnej. Za chwilę nie będzie polskich śmigieł w Afganie. Tak to była "pilna" potrzeba w wykonaniu MON- 3 lata i wielkie g..... Dobrze, że Talibom ani razu nie udało się skutecznie użyć chińskich kopii Igieł. Co na to niesławny Boguś K. z Krakowa i jego przy..as ówczesny szef zakupów Idzik? Może jakieś komentarze? Co z karami umownymi? Jaka była przedpłata i czy zostanie zwrócona z odsetkami? A jak MON przegra to znów będzie" Polacy nic się nie stało, Polacy nic sie nie stało?

    1. z prawej flanki

      Pan Psychiatra nadal publicznie wypowiada sie na tematy ,które ; delikatnie mówiac - rozmijaja sie nieco z jego zawodowa praktyka...Ciekawym ,czy zamówienie tego systemu samoobrony mialo jakiś zwiazek z późniejszym pomyslem "podnoszenia wysoko flagi" na afgańskich piaskach? W kaźdym badź razie - zasypano w nich bezpowrotnie środki finansowe ,które (oprócz bezcennego doświadczenia bojowego nabytego kosztem przelanej źolnierskiej krwi) nie trafily do celowych programów modernizacyjnych a w SZ pozostawily tylko trwaly ślad w postaci drogiego i niedozbrojonego Rosomaka.

  2. lech

    Dunczycy to oszusci i tyle w tej sprawie.......................

  3. AS

    Stawiam pesymistycznie na to, ze nie było kasy na kontrakt i trzeba było widmo zapłaty oddalić sądownie pod jakimś pretekstem, ale my nie mamy jakoś szczęścia do spraw sądowych. Źle to wygląda, a wziąwszy pod uwagę, że te nasze stare, poczciwe, historyczne i kultowe już śmigłowce klekocą sobie dalej bez osłony to już całkiem do bani.

  4. Darek S.

    Według mnie dobrze się stało, że Nasi bubla nie przyjęli na wyposażenie. Gdyby nie zależało od tego życie pilotów, pewnie byśmy to kupili i nawet tego nie reklamowali. Podejrzewam, że nie jedna felerną rzecz MON kupiło i cicho siedzi. Tylko te buble spokojnie leżą sobie na magazynie i nikt ich teraz do niczego nie wykorzystuje, stąd nawet nie wiemy, że będzie z nimi problem.

    1. NIKO

      IGNORANT !

  5. aircrash

    W modzie to są trendy, a w polskim języku automatyczny to jest tryb. Swoją drogo dzięki za kompleksowy opis urządzeń i problemu. Na innych portalach tego brakowało:)

  6. ja

    ŚMIGŁOWIEC!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Bo tego sie czytać nie daje!!!

  7. ja

    ŚMIGŁOWIEC!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Bo tego sie czytać nie daje!!!

  8. Niko

    Już w samym opisie zdjęcia jest pełno błędów.... a w tekście jeszcze więcej....