Reklama
  • ANALIZA
  • KOMENTARZ
  • WIADOMOŚCI

Słoń z Monachium: Tak źle, czy tak dobrze? [OPINIA]

Okładka raportu tegorocznej Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa przedstawiała kruszącego się słonia, symbolizującego światowy porządek w stanie erozji — przypomnienie, że to, co jeszcze niedawno wydawało się strukturalnie trwałe, dziś nie jest już oczywistością. Czy jednak sytuacja rzeczywiście jest aż tak ponura, jak mogłoby się wydawać?

Autor. https://audiovisual.ec.europa.eu/en/media/photo/P-068977

Więź transatlantycka nie jest jeszcze stracona

Wystąpienie sekretarza stanu USA Marco Rubio należało do najbardziej wyczekiwanych momentów konferencji, zwłaszcza po zeszłorocznych konfrontacyjnych uwagach wiceprezydenta J.D. Vance’a.

Reklama

Ton Rubio okazał się bardziej pojednawczy, niż można było się spodziewać. Określił on Stany Zjednoczone mianem „dziecka Europy” i potwierdził „splątany” los obu stron Atlantyku. Jednak pod warstwą tej retorycznej uprzejmości główne przesłanie pozostało niezmienne: Europa musi wziąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, ponieważ Stany Zjednoczone nie postrzegają się już jako „uprzejmy i uporządkowany opiekun europejskiej stabilności”. W swoim wystąpieniu Rubio skrytykował również unijną politykę migracyjną i klimatyczną, przedstawiając ją jako przeszkodę dla wspólnego bezpieczeństwa.

Oczywiście pozostaje pytanie, na ile te słowa przełożą się na konkretne działania. Mimo dominujących negatywnych nagłówków dotyczących kondycji więzi transatlantyckiej, w przemówieniu można dostrzec elementy, które mogą stać się podstawą pogłębionej współpracy. Należą do nich reindustrializacja, odporność łańcuchów dostaw oraz współpraca technologiczna, możliwe do realizacji poprzez wspólne inwestycje, bliższą koordynację w zakresie standardów technologicznych, wspieranie innowacji, tworzenie wspólnych systemów wczesnego ostrzegania oraz skoordynowaną kontrolę eksportu.

W obliczu coraz bardziej burzliwego klimatu politycznego między Europą a Stanami Zjednoczonymi wielu wskazuje dziś na to, co nas różni. Być może jednak powinniśmy w większym stopniu skupić się na tym, co nadal nas łączy, zanim będzie za późno. Nie oznacza to oczywiście ignorowania punktów spornych, takich jak niedawny spór wokół Grenlandii. Należy jednak, obok napięć, dostrzegać także elementy ciągłości i współpracy.

Reklama

Czas poważnie potraktować europejski filar NATO

Kolejnym kluczowym elementem wzmacniania relacji amerykańsko-europejskich jest sposób, w jaki podchodzimy do rozwoju europejskich zdolności obronnych. Debata zbyt często przyjmuje jednak formę fałszywej alternatywy, przeciwstawiając europejską autonomię strategiczną NATO, podczas gdy w rzeczywistości oba te wymiary powinny się wzajemnie wzmacniać.

Przewagą porównawczą Unii Europejskiej od lat pozostaje jej siła gospodarcza. W wymiarze militarnym postęp jest bardziej nierównomierny. Tegoroczna konferencja pokazała rosnące znaczenie art. 42.7 Traktatu o Unii Europejskiej obok art. 5 NATO, co sygnalizuje dążenie do większej europejskiej odpowiedzialności za obronność. Oba zapisy pozostawiają jednak nieokreślone „środki” udzielanej pomocy. Bez wiarygodnych zdolności same zobowiązania prawne nie są w stanie zapewnić skutecznego odstraszania, a Unia wciąż nie dysponuje wystarczającą głębią instytucjonalną, by w pełni podeprzeć taką rolę.

Choć europejskie zdolności obronne znacząco się rozwinęły, przez kolejne lata Europa prawdopodobnie pozostanie zależna od Stanów Zjednoczonych, szczególnie w zakresie tzw. strategic enablers (technologie, możliwości wywiadowcze, zdolności dalekiego rażenia, itd.). Większa autonomia europejska powinna zatem rozwijać się równolegle, a nie w opozycji do Waszyngtonu.

Jedną z realnych ścieżek jest wzmocnienie europejskiego filaru w ramach NATO, poprzez stopniowe przejmowanie odpowiedzialności operacyjnej i materialnej przez europejskie dowództwo, co już widać w niedawnych zmianach strukturalnych. NATO dysponuje sprawdzonymi strukturami, których UE wciąż w pełni nie posiada. Przewaga UE leży w jej sile gospodarczej, mocy regulacyjnej oraz potencjale do skalowania przemysłu obronnego, czyli elementach, które mogą wzmacniać siły zbrojne państw członkowskich zamiast dublować struktury NATO. Wyraźniejszy podział ról między NATO a UE jest kluczowy dla zwiększenia efektywności operacyjnej.

Prawdziwe zagrożenie leży wewnątrz

Strategii na poziomie europejskim nie da się oddzielić od polityki krajowej. Nadchodzące wybory we Francji, Niemczech i Polsce, a także rosnące poparcie dla ruchów nacjonalistycznych i populistycznych, będą miały istotny wpływ na przyszły kierunek europejskiej polityki bezpieczeństwa.

Polaryzacja wewnętrzna coraz częściej utrudnia spójność w polityce zagranicznej. W Polsce napięcia między prezydentem a premierem doprowadziły do fragmentarycznej i momentami niespójnej komunikacji strategicznej. Dodatkowo podział na obóz „proamerykański” i „proeuropejski” jest szczególnie niebezpieczny dla państwa, którego architektura bezpieczeństwa opiera się na obu tych filarach.

Wartości są niewątpliwie istotne, jednak rzadko decydują o wyniku wyborów, jeśli ich praktyczne znaczenie nie zostanie jasno przedstawione obywatelom. Dlatego liderzy proeuropejscy muszą skuteczniej przekonywać społeczeństwa o kosztach dystansowania się zarówno od Unii Europejskiej, jak i NATO.

Podziały i polaryzacja osłabiają zbiorową wiarygodność i bezpośrednio sprzyjają takim aktorom jak Władimir Putin, którego jednym z celów strategicznych jest pogłębianie podziałów po obu stronach Atlantyku.

Nie wystarczy być „dobrym"

Podczas konferencji premier Polski powiedział: „Musimy być silni, nie możemy przestać być dobrzy”. Choć słowa te są godne uznania, same w sobie nie wystarczą. Deklaracjom musi towarzyszyć skuteczne działanie, w przeciwnym razie ambitne hasła tracą znaczenie. Jak zauważył Keir Starmer: „Musimy budować naszą twardą siłę, bo to ona jest walutą naszych czasów.”

„Dobro” polegające na zapewnieniu bezpieczeństwa Europie i obronie europejskiego „stylu życia” musi być osadzone zarówno w silnej współpracy transatlantyckiej, jak i w rozwijanych we własnym zakresie zdolnościach. Słabość w którymkolwiek z tych wymiarów działa na korzyść naszych przeciwników.

Celem nie powinno być zastąpienie Stanów Zjednoczonych, lecz wzmocnienie sojuszu. Zmiany wymaga obecnie dominujące binarne myślenie — fałszywe przeciwstawianie europejskiej autonomii w stosunku do więzi transatlantyckiej.

Prawdziwy wybór nie leży między wyborem Europy albo Ameryki, lecz w utrzymaniu silnej więzi transatlantyckiej. W przeciwnym razie może nastąpić coraz większy rozłam, który tworzy przestrzeń do wykorzystania przez Rosję.

Więź transatlantycka nie jest jeszcze bezpowrotnie stracona, ale to od nas zależy, w jaki sposób odnajdziemy się w nowej rzeczywistości geopolitycznej.

Reklama

Zobacz również

WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama