- WIADOMOŚCI
- WAŻNE
- WYWIADY
NATO już nie skrępowane. Gen. Nowak: nowe zasady obrony powietrznej w Polsce [WYWIAD]
Autor. st. kpr. Łukasz Marzec / Combat Camera DO RSZ
W polskiej przestrzeni powietrznej zostanie utworzona specjalna, sterylna strefa zakazu lotów o statusie P, co ma ułatwić działanie naziemnym systemom obrony powietrznej na wschodzie kraju. Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. dyw. Ireneusz Nowak wyjaśnił w rozmowie z Defence24, że zmiana ta ma na celu zapewnienie operatorom komfortu i pewności co do celów naruszających granicę.
Maciej Szopa: Oficer Sił Powietrznych, pilot został Dowódcą Operacyjnym. Czy to świadczy o sytuacji, w jakiej dzisiaj znajduje się Polska? Za największe zagrożenie uznajemy atak z powietrza?
Gen. dyw. pil. dr Ireneusz Nowak: Nie chciałbym wiązać mojej profesji wyuczonej, czyli bycia pilotem, z wyznaczeniem na stanowisko dowódcy operacyjnego. Mam nadzieję, że ktoś zobaczył moje doświadczenie, moją wizję rozwoju sił zbrojnych i uznał je za najbardziej odpowiadające na obecne zagrożenia.
Abstrahując od mojej osoby, cieszy to, że w Dowództwie Operacyjnym tworzy się prawdziwa „połączoność”. Moim pierwszym zastępcą został generał dywizji Maciej Jabłoński. To oficer Wojsk Lądowych z dużym doświadczeniem, który niedawno był zastępcą dowódcy V Korpusu US Army. Bezpośrednio współpracował tam z tą częścią amerykańskiej armii, która ma nam pomagać w czasie kryzysu albo wojny. Drugim moim zastępcą jest wiceadmirał Piotr Sikora, też bardzo doświadczony oficer z Marynarki Wojennej. Dobrze porozumiewamy się w tym gronie. To twórcza dyskusja, z której rodzi się coś dobrego.
W tej chwili taki „połączony” charakter mają zarówno Dowództwo Operacyjne, jak i Dowództwo Generalne. Mamy dowódców z różnymi doświadczeniami. Każdy z nas jest inny i każdy wnosi coś unikalnego do organizacji. To nowoczesne podejście na te trudne czasy.
Jak kształtujecie wielodomenowość w Siłach Zbrojnych?
Cały czas ją kształtujemy i to jest proces długotrwały. To jest zmiana kultury organizacyjnej, sposobu myślenia i cały czas śledzenie trendów. Wojna Rosji z Ukrainą też daje do myślenia, choć nie można dać się wprowadzić w pewne pułapki myślowe. Jak wielokrotnie mówimy: nie chcemy walczyć w ten sposób. Nie tak, żeby mieć konflikt stacjonarny, zamrożony, ukierunkowany na wyniszczenie, wieloletni. Musimy znaleźć inny model funkcjonowania sił zbrojnych i śmiało podejść do tych wyzwań, które się przed nami pojawiają.
Wielodomenowość nie jest łatwa. Wymaga szerokiej świadomości, już na etapie formowania oficera w szkole oficerskiej. Potem powinien mieć z nią do czynienia na kolejnych etapach swojego rozwoju zawodowego.
Ktoś, kto jest zamknięty, kto jest cały czas w miejscu i nie akceptuje tej zmiany, nigdy nie będzie dobrym żołnierzem, który jest w stanie być kreatywnym i odpowiadać na nowe wyzwania. A te wyzwania się czasami zmieniają z tygodnia na tydzień w naszej rzeczywistości.
Zaczynacie od zera, czy już coś w tym zakresie udało się w Polsce osiągnąć?
Widać takie obszary, gdzie wielodomenowość jest silna i gdzie ona dobrze się zakorzeniła. Takim obszarem jest na przykład coś, co nazywamy integracją powietrzno-lądową.
To się zaczęło jeszcze od programu JTAC-ów (Joint Terminal Attack Controller), ale ewoluuje bardzo szeroko. Znalazło podatny grunt na przykład na polu współpracy lotnictwa z artylerią Wojsk Lądowych.
Więc są takie „rozsadniki” tego myślenia. Jednym z nich jest Centrum Szkolenia Wojsk Rakietowych i Artylerii w Toruniu. To jest miejsce, gdzie będą się spotykać ludzie z różnych domen, uczyć się porozumiewać i tego, jak maksymalnie wykorzystywać mocne strony swoich rodzajów sił zbrojnych. Będą też odbywali wspólne ćwiczenia, np. ognia połączonego.
Artylerzyści będą się tam spotykać z kim?
Już się spotykają z lotnictwem wojskowym, a chcemy to rozszerzyć znacznie bardziej na współpracę nie tylko z Siłami Powietrznymi, a w dalszym kroku ze wszystkimi innymi. Artyleria jest bardzo mocna, jeżeli chodzi o system dowodzenia, o sieciocentryczność.
Są tam ludzie bardzo otwarci, chętni do współpracy. Ostatnio komendantem centrum został pan pułkownik Będkowski, który jest chodzącą legendą, jeżeli chodzi o tworzenie programu J-TAC w Polsce. Więc to są ludzie, którzy mają zakodowaną potrzebę współdziałania, współpracy i niezamykania się w silosach.
A doszliśmy do takiego rozwoju techniki, że artyleria może pomagać lotnictwu nawet w uzyskaniu przewagi powietrznej nad wyznaczonym terytorium. Przykładowo można rakietami ziemia-ziemia zniszczyć systemy przeciwlotnicze…
Zasięgi, które dostajemy w tej chwili, na przykład właśnie w komponencie artylerii, już całkowicie zmieniły geometrię pola walki. To już jest działanie poza kontaktem wzrokowym, na bardzo duże odległości. Można też powiedzieć, że artyleria zaczyna mieć coraz więcej wspólnego z lotnictwem śmigłowcowym. Nasze Apache, jeżeli zostaną wyposażone w broń taką jak Spike NLOS (50 km zasięgu – przyp. red) przejdą z zadań szczebla taktycznego, na co najmniej szczebel operacyjny. A kto wie, czy w przypadku obezwładnienia pewnych elementów obrony powietrznej przeciwnika, to nie będzie szczebel strategiczny.
Autor. Defence24
F-35 jeszcze nie ma gotowości operacyjnej, ale czy już czujecie, jak on będzie łączył te domeny? Też będzie takim rozsadnikiem?
Tak, doświadczenia tylko potwierdzają to, co mówiliśmy od samego początku programu F-35. Natomiast jeszcze przestrzegam przed hurraoptymizmem. W pierwszej kolejności widzę F-35 jako jak najszybsze wsparcie systemu obrony powietrznej. One są tam krytycznie potrzebne ze względu na ich sensory, możliwość przetwarzania informacji i zdolności bojowych.
Potem oczywiście będą budowały tę wielodomenowość i współpracowały z innymi rodzajami sił zbrojnych. Na razie jednak jest kilka szczegółów. Muszą być wgrane pewne elementy oprogramowania, bazy danych. To świeży samolot, dopiero co wylądował w Polsce.
Choroby wieku dziecięcego?
Proces wdrożenia jest szybki, ludzie szybko to absorbują, ale to jeszcze zajmie chwilę. Przykro mi to powiedzieć, ale nie będzie ani miesiąca miodowego, ani roku miodowego dla F-35. W związku z sytuacją bieżącą i z potrzebą jaką mamy, te samoloty znacznie szybciej niż F-16 wejdą w system obrony powietrznej.
Ostatnio udało się wprowadzić zmiany, jeśli chodzi o kwestie prawne i decyzyjność w przypadku zagrożenia polskiej przestrzeni powietrznej. Na czym ta zmiana polega dokładnie i co zostało poprawione?
Głównym motorem zmian jest to, żeby dać możliwość lepszego działania zestawom naziemnym obrony powietrznej rozmieszczonym na terytorium wschodniej Polski. Nie są to zestawy optymalne, bo to są zestawy albo krótkiego, albo bardzo krótkiego zasięgu typu SA-8 Osa lub Poprad. Na razie ten segment mamy najlepiej rozbudowany. Do zadania, które muszę wykonywać co noc, najlepsza byłaby Narew, ale na razie jej jeszcze nie mamy i pewnie jeszcze nie zobaczymy jej przez jakiś czas.
Chcieliśmy więc posiadane już zestawy uczynić bardziej efektywnymi, stworzyć im jak najlepsze warunki do działania. Kluczowe jest wydzielenie specjalnej, odseparowanej, sterylnej przestrzeni powietrznej. Ta przestrzeń powietrzna zostanie utworzona na dniach, zapewne jeszcze przed publikacją tego wywiadu. Będzie utworzona na drodze rozporządzenia Rady Ministrów.
Otrzyma status P, czyli „prohibited”, a zatem będzie to strefa zakazu lotów. Da to operatorom naziemnych systemów obrony powietrznej komfort. Będą mieli pewność, po spełnieniu jeszcze kilku innych proceduralnych czynności, że obiekt, który mogą zwalczać bez kontaktu wizualnego, jest w 100 proc. naruszycielem przestrzeni powietrznej, który pochodzi z Federacji Rosyjskiej.
Wszystko to, co nie zostanie zwalczone albo co nie będzie mogło być zwalczane przez zestawy naziemnej obrony powietrznej, będzie nadal zwalczane przez lotnictwo. I lotnictwo też otrzymuje w warstwie proceduralnej nowe uprawnienia.
Autor. 31 BLT kpt. Paweł KRZESZKIEWICZ
Nie będzie już wymaganej wizualnej identyfikacji celu?
Oczywiście, jeżeli będą warunki to takie identyfikacje będą również mogły być przeprowadzane. Przykładowo, w dzień, kiedy można zrobić przechwycenie nawet z użyciem działka.
Natomiast jeżeli będą warunki nocne, przy zachmurzeniu i będzie wyłącznie kontakt radarowy oraz spełnione zostanie kilka innych warunków do pozytywnej identyfikacji, będzie można zwalczać taki obiekt również z wykorzystaniem pocisków AMRAAM, spoza zasięgu widzialności wzrokowej.
Kiedy w sierpniu w polu spadł pocisk Ch-101… baliście się wtedy, że to może być ukraiński myśliwiec, który się zagubił?
To było realne zagrożenie, ponieważ w okolicy operował myśliwiec ukraiński. W zasadzie znajdował się w pobliżu tego pocisku manewrującego.
W naturalny sposób był lepiej widziany na radarach i praktycznie był na linii granicy państwowej. Dopiero kiedy wykonał gwałtowny manewr na wschód, mogliśmy przestać angażować jeden z naszych F-16 do jego obserwacji, bo uzyskaliśmy pewność, że to myśliwiec ukraiński. Wcześniej tego nie wiedzieliśmy, ponieważ nie byliśmy powiadomieni o tym przez naszych sąsiadów.
Po tym zdarzeniu wysłaliśmy prośbę do strony ukraińskiej, żeby informowano nas o ruchu ich myśliwców, szczególnie w tak bliskiej odległości od granicy państwowej z Polską.
Powiedział Pan w ubiegłym roku, że najniebezpieczniejszy okres dla Polski, taki dziurawy, jeśli chodzi o nasze zdolności, to są lata 2025-2026. Potem to okno zacznie się zamykać. Podtrzymuje Pan tę opinię?
Tak, podtrzymuję. Sprzęt będzie napływał już bardzo, bardzo wyraźnie począwszy od 2027 roku, z FA-50 w wersji PL włącznie. Od lipca przyszłego roku do końca grudnia powinno zostać przekazanych 9 samolotów . Tak jak w przypadku F-35, ten system będzie potrzebował kilku miesięcy na oswojenie się ludzi z nową techniką. One oczywiście są podobne do wersji GF i piloci są wyszkoleni, natomiast różnice techniczne mogą wymagać pewnego czasu.
Więc 2027 rok to prawdopodobnie nie będzie rok, kiedy nastąpi skokowy wzrost zdolności. Natomiast w 2028 należy zakładać, że już tak rzeczywiście będzie, jeżeli chodzi o lotnictwo. Ale najbardziej teraz wyeksponowany na te zagrożenia, jest komponent naziemny obrony powietrznej.
Co się tam zmieni?
Jako Dowódca Operacyjny mam tu dużo pytań i oczekiwań. Co z bateriami Narwi, co z kolejnymi bateriami Patriot, pociskami PAC-3? Tu jest sporo niepewności i ryzyka opóźnień. Widać, że konflikt na Bliskim Wschodzie, czyli krótko mówiąc zaangażowanie USA w Iranie, odbije się też na terminowości dostaw.
Ale jeżeli chodzi o Narew, to nie powinno to chyba mieć dużego wpływu?
Mam taką nadzieję. Podobnie jak i na to, że San „wypali” i trzymam kciuki za te 18 baterii. One najbardziej pomogłyby nam w szerokim spektrum zwalczania zagrożeń powietrznych. Jestem jednak realistą i wiem, jakie są bolączki przemysłu. Wiem, że to wszystko nie idzie tak gładko i że nie ma w tej chwili żadnego programu modernizacyjnego, który szedłby zgodnie z harmonogramem czasowym i nie był znacząco opóźniony. Poza jednym.
Którym?
Planowo idzie dostawa dwóch MQ-9B, które powinny się pojawić w styczniu przyszłego roku i tam nie ma chyba wielkich zagrożeń.
Na początku przyszłego roku FA-50 GF wchodzą do dyżuru, na ile to odciąży eskadry F-16?
Nie odciążą ich zbytnio. Ideą tutaj jest dodatkowe asystowanie naszym F-16 przez samoloty FA-50GF w misjach obrony powietrznej, a więc wspieranie. Ich głównym zadaniem będzie ewentualne zwalczanie dronów z napędem odrzutowym Gerań-4 i Gerań-5.
Rozpoczęły się dostawy Pilicy Plus…
Pilica, Pilica Plus i nawet Poprady to nie są zestawy, które jakoś jakościowo wnoszą dużo do systemu obrony powietrznej kraju w wymiarze strefowym. To są zestawy o małym zasięgu, do ochrony punktowej, a niestety wschodnia granica Polski z punktu widzenia obrońcy jest bardzo, bardzo długa, a przestrzeń powietrzna obszerna.
Pojawiają się opinie, że wojska rosyjskie lądowe odbudowały się sprzętowo. Rozwinięto dodatkowo zdolności dronowe i przeciwdronowe, ale w przewidywalnej przyszłości Rosja raczej będzie oszczędzać na swoich siłach powietrznych i marynarce wojennej, bo ich zdolności i tak są dyskusyjne. Czy taka interpretacja sytuacji jest prawidłowa?
Nie zgadzam się, że Rosjanie dopuszczą do atrofii któregokolwiek z klasycznych rodzajów sił zbrojnych. Pełna zgoda, że jest skokowy wzrost zdolności in dziedzinie bezzałogowców, ponieważ robią eksperymenty już nie tylko z platformami powietrznymi, ale naziemnymi, nawodnymi i podwodnymi. Niepokoi nas to, co się tam dzieje. Koncepcja Rubikonu, czyli przygotowania centrum kształcenia kadr, gdzie się też pracuje nad doktrynami użycia systemów bezzałogowych świadczy o tym, że mają wysoką zdolność do adaptacji.
Jednocześnie nie widzę absolutnie ograniczeń, jeżeli chodzi o ich siły powietrzne i kosmiczne. Jeśli są, to wynikają wyłącznie z tego, że ich przemysł – także na skutek sankcji – nie jest w stanie w tej chwili wejść na drogę produkcji masowej.
Co się dzieje w przypadku różnego rodzaju Gierani, które mają nowe fabryki. Jest wielkoskalowa, masowa produkcja. Tysiące dronów produkowane w cyklu tygodniowym, a już dziesiątki tysięcy w cyklu miesięcznym.
To samo będzie w przypadku sił powietrznych. Teraz Rosjanie nie mogą tam przyspieszyć. Mają homeopatyczne liczby Su-57 i Su-35, ale jednak nie rezygnują z ich produkcji. Proszę zauważyć, że systematycznie wypełniają straty, które w tym segmencie ponoszą.
Na nasze szczęście nie mają możliwości produkowania bombowców strategicznych, bo to by nas naprawdę bolało. Podobnie z nowoczesnymi pociskami hipersonicznymi czy pociskami manewrującymi. Są jeszcze relatywnie ograniczone i kosztami, i sankcjami. Ale to nie znaczy, że gdyby te sankcje nagle się skończyły, to przemysł rosyjski nie zwiększy tempa produkcji.
Stale obserwujemy operowanie rosyjskiego lotnictwa taktycznego, codziennie na linii frontu. Zrzucane są m.in. bomby szybujące z modułami UMPK. Wcale nie widać, żeby Rosjanie odchodzili od klasycznego zastosowania sił powietrznych.
W zorganizowanych niedawno ćwiczeniach w Centrum, oprócz robotów, było tam widać klasykę: bomby lotnicze dużego wagomiaru, skuteczne. Rosjanie zakładają, że uda im się w pewnym momencie wywalczyć lokalną przewagę w powietrzu i będą mogli tego typu środki zrzucać.
Na dzisiaj uważam, że bardzo niepokojący i bardzo szybki jest postęp w dziedzinie produkcji, koncepcji użycia, rozwoju doktryn czy taktyki użycia środków bezpilotowych. Bardzo niepokojący dla nas.
Wydaje się, że jest teraz tendencja do odchodzenia Rosjan od tanich Szahidów i Gierani z napędem tłokowym na rzecz mniej licznych, odrzutowych, ale trudniejszych znacznie do zniszczenia konstrukcji. Czy rzeczywiście to jest taki trend?
Absolutnie tak. Już w tej chwili co najmniej 50, czasami 70 proc. uderzeń dobowych to są drony z napędem odrzutowym. Montowane są w nich tanie, chińskie silniki, więc jednostkowy koszt takiego drona, przy masowej skali produkcji, nie jest aż tak wysoki. Jest wyraźnie większy niż tych z napędem tłokowym, ale przeżywalność i skuteczność też jest wyższa.
Martwi fakt, że Federacja Rosyjska opanowała również operowanie dronami w sieci. Potrafi precyzyjnie nawigować w terminalnej fazie lotu, de facto robiąc z nich uzbrojenie klasy Deep Precision Strike. Przez chwilę system obrony powietrznej Ukrainy był tym zaskoczony. Z czasem zaczął się adaptować, jak zwykle na wojnie. Jest akcja, jest także reakcja. Kiedy pojawia się nowe, skuteczne rozwiązanie, to natychmiast druga strona szuka możliwości jego neutralizacji.
Czyli Federacja Rosyjska nie wróci do tych dronów masowo wyprodukowanych z napędem śmigłowym?
Będą nadal używane w celu saturacji systemu OP oraz jako środek uzupełniający uderzenia. System akustyczny wykrywania dronów z napędem tłokowym, który był wprowadzony na Ukrainie i który myśmy chcieli wprowadzać, już staje się nieaktualny. To daje wiele do myślenia. Zagrożenia są już inne i już nie będzie tak, jak było.
Więc chyba koncepcja systemu San z wieloma różnymi sensorami i efektorami nie jest w tej sytuacji taka zła? Nie wiadomo, w którą stronę rozwiną się zagrożenia, ale przynajmniej mamy jakąś bazę na przyszłość? Gamę rozwiązań.
Przede wszystkim system musi być zdolny do adaptacji, czyli być architekturą otwartą, którą łatwo będzie rekonfigurować.
Dobrym przykładem jest tutaj amerykański bombowiec B-21 Raider. On wygląda jak B-2. Czemu więc zrobiono nową konstrukcję? A dlatego, że B-2 ma architekturę zamkniętą i praktycznie nie było zdolności do jego rozwoju, do jakichkolwiek zasadniczych zmian. Trzeba było wyjść z nową koncepcją bombowca „otwartego”, z zupełnie inną filozofią w środku. Przy systemie San musimy postąpić podobnie, żeby był jak najbardziej otwarty, elastyczny, żeby można było go dzielić, mieszać z innymi komponentami.
Federacja Rosyjska świetnie analizuje to, co się u nas dzieje. Jeśli znajdzie jakąś lukę w naszych zdolnościach, to na pewno ją wykorzysta.
Autor. Northrop Grumman
Na granicy nadal rozmieszczone są znaczne siły z Wojsk Lądowych. Czy ta sytuacja długo się utrzyma i jak przekłada się to na gotowość Sił Zbrojnych?
Jest już oficjalna decyzja Szefa Sztabu Generalnego o zmniejszeniu tej obecności. To się stanie stopniowo. Będziemy wycofywać personel z pierwszej linii, tej bezpośredniej i będziemy zastępować żołnierzy Strażą Graniczną, bo ta służba też już dojrzała i wystarczająco się wzmocniła. Swoje robi też ufortyfikowanie granicy, szczególnie bariera – sensory robią świetną robotę. Wiemy, gdzie tak naprawdę nie ma przekroczeń czy prób przekroczeń, a także wiemy, gdzie one się przeniosły.
A więc skalujemy w dół, bo to są koszty, a wojsko też je liczy. Nasza obecność wojskowa na granicy wschodniej pochłonęła już od początku ponad 3 miliardy złotych. Czas myśleć o tym, na co te środki powinny zostać przekierowane i są to na przykład systemy antydronowe.
Już dzisiaj możemy powiedzieć, że koncepcja operacji granicznej została przeniesiona ze szczebla dywizji do szczebla brygady plus, a teraz jeszcze idziemy w dół do poziomu brygady.
A co z granicą morską? Obserwujemy prowokacje nad Bałtykiem, przykładowo Tu-22M3 idą w eskorcie i ćwiczą odpalanie pocisków w Polskę od północy. Czy to sprawia, że zmieniają się też zadania i trzeba bardziej pilnować tamtego kierunku?
Tak, trzeba pilnować granicy morskiej i jest tego świadomość. To, co się dzieje z modernizacją marynarki wojennej pokazuje, że decydenci zrozumieli, iż mamy dużo infrastruktury krytycznej na granicy morskiej i trzeba ją chronić. I bardzo dobrze, że tak się stało, bo apelujemy jako żołnierze o holistyczne podejście do rozwoju sił zbrojnych. A to oznacza nie tylko fiksowanie się wyłącznie na zwiększaniu zdolności domeny lądowej. Inne rodzaje sił zbrojnych zgłaszają swoje potrzeby, nie można wycinać ich z programu modernizacji. Tak było z Marynarką Wojenną, ale w tej chwili absolutnie nikt z ich potrzebami już nie dyskutuje.
Gazoport, Baltic Pipe, terminale paliwowe, przeładunkowe, które również w przypadku logistycznej operacji NATO będą używane, kwestie infrastruktury teleinformatycznej, która idzie po dnie Bałtyku, farmy wiatrowe… To daje jasny obraz tego, że trzeba pilnować granicy morskiej. Także w wymiarze powietrznym.
Czy w obliczu rosnących zagrożeń poprawia się współdziałanie z sojusznikami? Możemy coś o tym powiedzieć?
Przede wszystkim w planowaniu operacyjnym NATO został podpisany plan operacyjny na teatr Europy Środkowo-Wschodniej. Zakłada on określone reakcje w przypadku wystąpienia różnych sytuacji powyżej i poniżej Artykułu 5.
To jest duża rzecz, bo musiał zaistnieć konsensus wszystkich tych państw, które są kontrybutorami sił do tego procesu. I one zadeklarowały, że dostarczą zasoby na czas. Dużo się poprawiło też od czasu szczytu w Ankarze. Dokument Standing Defense Plan 12000 (SDP 12000) to jest plan obrony powietrznej, który zlikwidował dotychczasowe niszowe misje, takie jak Baltic Air Policing czy Air Shielding. Teraz jest to misja obrony powietrznej, która zakłada zwalczanie naruszeń przestrzeni powietrznej Sojuszu NATO.
Czyli już nie ma wylotów z działkiem i dwoma Sidewinderami?
Już od dawna wszystkie samoloty Sojuszu przenoszą AMRAAM-y i operują w pełnej konfiguracji. Tutaj zmiana dotyczy tego, że łatwiej jest tymi samolotami na teatrze operować.
Nie ma już bilateralnych porozumień. Ograniczeń, że dana, uzbrojona para samolotów może operować nad jednym obszarem a nie może nad innym. Teraz można elastycznie alokować zasoby, także myśliwce.
I co jest absolutnie nowością, szwedzkie, czeskie, a nawet węgierskie Gripeny mogą nam pomagać w polskiej przestrzeni powietrznej. Widać więc, że NATO się zaadaptowało do nowej sytuacji. Do tej pory miało ogromny potencjał militarny i duże zdolności, szczególnie w domenie powietrznej, ale było skrępowane ograniczeniami. Teraz bronimy całej przestrzeni Sojuszu. Dla nas to bardzo ważne. Mamy dość małą flotę F-16, która lata niemal noc w noc. Jesteśmy wyeksploatowani i każda pomoc z zewnątrz jest krytycznie ważna.
Dodam, że bardzo ciekawą koncepcję zaprezentowała Szwecja. Zadeklarowała obecność i pomoc swoich myśliwców Gripen. Będą one startowały z lotniska w Szwecji i jeśli zajdzie taka potrzeba, po wykonaniu zadania w polskiej przestrzeni powietrznej będą lądowały w Mińsku Mazowieckim. Tam odtworzą swoją gotowość, nawet na włączonych silnikach, a następnie wrócą do Szwecji albo będą dalej wykonywać zadania nad Polską.
Czyli takie misje wahadłowe.
To jest właśnie ACE, czyli Agile Combat Employment. Elastyczne operowanie lotnictwem z różnych lotnisk, z różnych lokalizacji. Coś, czego my też potrzebujemy. Przy okazji tych lądujących Gripenów nasi technicy też będą mogli czegoś się nauczyć, a mianowicie szybkiego odtwarzania Gripena w ramach Aircraft Cross Servicing. Formuły, która w Sojuszu została trochę zapomniana, a teraz nadarza się okazja do szkolenia personelu technicznego w tym zakresie.
Czyli w sumie to wszystko dąży do tego, żeby siły NATO współpracowały jak siły jednego wielkiego państwa.
Tak. Można tak powiedzieć, że traktujemy przestrzeń powietrzną Sojuszu jako przestrzeń sojuszniczą, bez tych barier narodowych, bez ograniczeń. Znacznie większe uprawnienia uzyskał też SACEUR (Supreme Allied Commander Europe, dowódca NATO w Europie – przyp. red.), czyli generał Grynkewich.
Dziękuję za rozmowę.
Wkrótce opublikujemy drugą część wywiadu.



