Polityka obronna

Jaki będzie Fort Trump? Czy powstanie Agencja Uzbrojenia? [6 PYTAŃ NA 2019 r.]

Amerykańska haubica M109A6 Paladin na poligonie koło Drawska Pomorskiego. Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl
Amerykańska haubica M109A6 Paladin na poligonie koło Drawska Pomorskiego. Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl

Jaki będzie Fort Trump? Czy powstanie Agencja Uzbrojenia? Czy najważniejsi politycy wreszcie przećwiczą kierowanie obroną państwa? Jak zapowiedzi zwiększania budżetu MON przełożą się na realne działania? Co uda się kupić? I jak Wojsko Polskie przygotuje się do zbliżających się wyzwań sojuszniczych i krajowych? Rok 2019 powinien przynieść odpowiedzi na pytania kluczowe dla obronności państwa.

Na początku nowego roku przed Wojskiem Polskim i politykami, którzy odpowiadają za sprawy bezpieczeństwa, stoi więcej pytań niż odpowiedzi. Rozwiązania, które uda się wypracować (lub ich brak), będą miały konsekwencje wykraczające daleko poza perspektywę 12 miesięcy. Tymczasem okoliczności nie sprzyjają podejmowaniu merytorycznych decyzji. W Polsce nadchodzą podwójne wybory – do Parlamentu Europejskiego (w maju) oraz do Sejmu i Senatu (jesienią). Wojsko, czy tego chce czy nie, najpewniej znów stanie się polem walki polityków tak jak w roku 2015. By nie zapomnieć, co jest ważniejsze, przedstawiamy subiektywną listę sześciu kluczowych dla obronności pytań na rok 2019.

  1. Jaki będzie Fort Trump?

Przybliżoną odpowiedź powinniśmy poznać za dwa miesiące. Na początku marca powinien być gotowy raport Pentagonu dla amerykańskiego Kongresu. To nie będzie jeszcze decyzja, ale rekomendacje. Według polskich polityków, takich jak prezydent Andrzej Duda i szef MON Mariusz Błaszczak, rozmowy z Waszyngtonem nie dotyczą już tego, czy amerykańska obecność wojskowa w Polsce zostanie zwiększona, ale w jaki sposób to się stanie. Znamienne jednak, że ci, którzy mają jakąkolwiek wiedzę o przebiegu rozmów, przestali używać terminu "stała baza", chociaż właśnie jej synonimem był początkowo "Fort Trump".

To prowadzi do wniosku, że liczba żołnierzy USA w Polsce zostanie zwiększona, ale nie ma jeszcze pewności w jaki sposób. Chyba że amerykański prezydent Donald Trump arbitralnie zdecyduje, że jednak należy doprowadzić do powstania fortu nazwanego roboczo jego nazwiskiem. Jeśli wierzyć dziennikowi Washington Post, w ten sposób – bez konsultacji z doradcami i wbrew wcześniejszym ustaleniom – zapadła decyzja o wycofaniu amerykańskich wojsk z Syrii. Warszawa wydaje się grać na taką indywidualną decyzję Trumpa. Może o tym świadczyć puszczenie w obieg nazwy Fort Trump a także wypowiedź Dudy o tym, że odwołany w grudniu szef Pentagonu gen. James Mattis "był dość sceptycznie nastawiony do idei bazy wojsk USA w Polsce".

Pytanie jednak, czy Trump rzeczywiście podejmie decyzję po naszej myśli? A jeśli podejmie, to jak długo ona przetrwa? Wszak koszty rozbudowy infrastruktury ma ponieść strona polska. Dla Amerykanów wyjście z takiego Fortu Trump może się okazać równie łatwe, co wejście do niego. Trzeba przy tym pamiętać, że już raz administracja w Waszyngtonie zmieniła ważną decyzję związaną z bezpieczeństwem Polski – wtedy chodziło o instalację przeciwrakietową w Redzikowie. Może więc do stałej amerykańskiej bazy lepiej będzie dochodzić małymi krokami?

  1. Czy powstanie Agencja Uzbrojenia?

Wiosną 2018 r. szef MON Mariusz Błaszczak powołał pełnomocnika ds. utworzenia Agencji Uzbrojenia, co było jednym z postulatów Prawa i Sprawiedliwości jeszcze sprzed wyborów, które doprowadziły tę partię do władzy. W październiku minister mówił, że stosowny projekt zmian prawnych zostanie przedstawiony "już niedługo". Bardziej konkretny był ówczesny zastępca Błaszczaka w MON Sebastian Chwałek, który we wrześniu na MSPO w Kielcach deklarował, że projekt na pewno będzie w 2018 r. Od tego czasu Chwałek przestał być wiceministrem (jest wiceprezesem Polskiej Grupy Zbrojeniowej), a projekt wciąż nie został opublikowany, choć spodziewali się tego nawet politycy PiS.

Powoływaniu Agencji Uzbrojenia nie sprzyja kalendarz polityczny. Jesienią 2019 r. odbędą się wybory do Sejmu i Senatu. Do tego czasu oczywiście można uchwalić stosowną ustawę, ale przekształceń instytucjonalnych raczej trudno się spodziewać wcześniej niż na przełomie roku – przemawiają za tym chociażby zasady dotyczące finansów publicznych. Wtedy w MON, nawet jeśli PiS utrzyma władzę, może być już nowa ekipa, która będzie musiała się wdrażać, co zajmie jakiś czas. Tymczasem w pomyśle dotyczącym Agencji Uzbrojenia nie chodzi jedynie o uchwalenie ustawy i zmianę szyldu. To jedynie środki prowadzące do innego celu – do udrożnienia systemu pozyskiwania uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Do tego potrzebna jest zmiana procedur, której nie będzie bez zmian instytucjonalnych. Choć oczywiście zmiany instytucjonalne nie gwarantują jeszcze zmiany procedur.

  1. Czy uda się wreszcie przeprowadzić ćwiczenia wojskowe z udziałem najwyższych władz państwowych?

Nawet najlepiej wyszkolona i wyposażona armia nie obroni ojczyzny, jeśli będzie źle kierowana. To kierownictwo w państwach demokratycznych sprawują politycy poprzez – mówiąc w pewnym uproszczeniu – cywilną kontrolę nad wojskiem. Tymczasem ćwiczenia obronne z udziałem najwyższych władz państwowych po raz ostatni odbyły się w Polsce w... 2004 r. Ludzie, którzy byli wtedy na szczytach władzy wykonawczej, już dawno są na emeryturach albo politycznych peryferiach, niektórzy już nie żyją. Gdy wspomniałem o tym miesiąc temu podczas wywiadu z najważniejszym estońskim generałem, mój rozmówca nie mógł uwierzyć i zaczął mnie przekonywać, że pewnie takie ćwiczenia odbywają się w tajemnicy. Tymczasem kolejne rządy w Tallinie ćwiczą regularnie od ponad dekady.

A w Polsce? Koncepcję ćwiczenia systemu obronnego o nazwie Kraj zaaprobował jeszcze prezydent Bronisław Komorowski w sierpniu 2015 r., tuż przed odejściem z urzędu. W ramach ćwiczenia zaplanowano następujące przedsięwzięcia: strategiczną grę obronną Kierownictwo-16 z udziałem premiera, ministrów i wojewodów, grę wojenną Stolica-16, w którą miał być zaangażowany prezydent, premier i przynajmniej część ministrów, ćwiczenie dowódczo-sztabowe Jesień-15 z udziałem szefa MON i najwyższej kadry dowódczej oraz ćwiczenie z wojskami Dragon-15. Odbyło się tylko to ostatnie.

Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl
Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl

Co z pozostałymi elementami? Nie wiadomo nawet, czy aktualna koncepcja ćwiczenia obejmuje wszystkie wyżej wymienione przedsięwzięcia. Niedawno szef BBN Paweł Soloch powiedział Defence24.pl, że wszystko wskazuje, iż data ćwiczenia Kraj zostanie określona na przełom stycznia i lutego 2019 r. Sęk w tym, że termin był wielokrotnie przesuwany. Rozumiem, że władze wyłonione w 2015 r. potrzebowały czasu, żeby zapoznać się z koncepcjami i zdecydować, co kontynuować, a co zmienić, ale nic nie usprawiedliwia ponad trzyletniej zwłoki! Dziwi ona tym bardziej, że politycy obozy władzy na każdym kroku zapewniają, że bezpieczeństwo jest priorytetem rządu PiS. Odkładanie ćwiczenia Kraj wskazuje jednak, że to wyłącznie retoryka, bo gdy trzeba działać, to w kalendarzach kilku ważnych osób nie udaje się znaleźć dwóch dni na grę wojenną.

  1. Jak MON będzie planować i realizować swój budżet?

Rok 2020 powinien być pierwszym rokiem stopniowego podwyższania budżetu obronnego. Jego projekt trzeba będzie przygotować już w 2019 r. Wtedy dowiemy się, czy tzw. ustawa Komorowskiego-Macierewicza rzeczywiście wejdzie w życie. Chodzi o uchwaloną we wrześniu 2017 r. nowelizację ustawy o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu sił zbrojnych; zmiany przygotowała ekipa Antoniego Macierewicza, ale pracowała na przepisach, które uchwalono jeszcze w 2001 r., gdy szefem MON był Bronisław Komorowski.

Wrzesień 2017 r. Sejm uchwala tzw. ustawę Komorowskiego-Macierewicza. Na zdjęciu wynik głosowania. Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl
Wrzesień 2017 r. Sejm przyjmuje tzw. ustawę Komorowskiego-Macierewicza. Na zdjęciu wynik głosowania. Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl

Ustawa zmieniła sposób obliczania wydatków obronnych (pod uwagę bierze się PKB z roku, na który planowane są wydatki, a nie z roku poprzedniego, co de facto oznacza większy budżet MON). Zapisano w niej także plan stopniowego podwyższania wydatków obronnych z obecnych 2 proc. PKB do 2,5 proc. począwszy od roku 2030. Pierwszym rokiem podwyżki ma być właśnie 2020 – wtedy budżet obronny ma wynieść co najmniej 2,1 proc. PKB. W tym roku ta jedna dziesiąta procenta PKB to ponad 2,2 mld zł, a do tego trzeba jeszcze doliczyć kwotę wynikającą z faktu, że gospodarka z roku na rok rośnie, czyli PKB jest coraz wyższy – dość powiedzieć, że w planie na 2019 r. na obronność jest 3,5 mld zł więcej niż planowano na 2018 r. (a mówimy ciągle o 2 proc. PKB). To pozwala przypuszczać, że budżet na obronność w 2020 r. może osiągnąć poziom 50 mld zł (dziś to prawie 44,7 mld zł).

Trzeba jednak pamiętać, że przepisy tzw. ustawy Komorowskiego niejednokrotnie zawieszano i wydatki obronne były niższe niż zakładano. Jesienią 2019 r. przyjdzie pierwszy sprawdzian dla ustawy Komorowskiego-Macierewicza. Wtedy przekonamy się, czy nowelizacja z 2017 r. rzeczywiście będzie wprowadzona w życie.

Osobny problem to, jak MON wydaje środki ze swojego budżetu. Procesowi stopniowego podnoszenia wydatków obronnych towarzyszy coraz szerszy strumień pieniędzy, który z MON wypływa na cele luźno związane z obronnością. Z budżetu MON wspierane są zakupy dla służb podległych MSWiA (453 mln zł w 2019 r.) oraz przedsięwzięcia dotyczące Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (43 mln zł). Jesienią 2018 r. doszła do tego ustawa, zgodnie z którą MON będzie przeznaczać 500 mln zł rocznie na finansowanie dróg lokalnych o znaczeniu obronnym (dotychczasowe przepisy mówiły o kwocie rzędu kilkudziesięciu milionów złotych). Gdyby zsumować wydatki MON, które budzą kontrowersje (są krytykowane m.in. przez opozycję), to wychodzi ponad 1 mld zł, czyli ok. 2,2 proc. wszystkich wydatków na obronność. To wbrew pozorom niemało, bo w wydatkach obronnych ponad 8 mld zł stanowią emerytury i renty, a prawie 22 mld zł – wydatki bieżące, czyli głównie pensje i uposażenia. Na wydatki majątkowe, czyli szeroko rozumianą modernizację sił zbrojnych w budżecie na 2019 r. zaplanowano ok. 12 mld zł. Sytuację miało poprawiać powołanie Funduszu Obrony Narodowej, ale do tej pory z ust ministra Błaszczaka padła tylko informacja, że prace nad takim projektem są prowadzone. Resort do tej pory nie przedstawił publicznie żadnego projektu, ani nawet jego założeń.

  1. Jakie umowy modernizacyjne uda się podpisać w 2019 r.?

Choć pieniędzy na obronność nigdy nie było tak wiele, to jednocześnie nigdy nie było ich tak mało. Ten paradoks trafnie opisuje rzeczywistość. Co roku ponad 40 proc. wydatków Inspektoratu Uzbrojenia stanowiły środki, które przelewano na konta firm, z którymi umowy podpisano w latach poprzednich. Tak było jeszcze zanim zawarto umowę na pierwszą fazę programu obrony powietrznej, w tym przeciwrakietowej, średniego zasięgu, któremu wojsko nadało kryptonim Wisła. Ten kontrakt, w którym Polska kupuje amerykańskie zestawy Patriot, ma zamknąć się w kwocie 4,75 mld dolarów, czyli 18 mld zł według dzisiejszego kursu. To największa umowa obronna w historii Polski. W roku 2018 r. – jak donosi "Dziennik Gazeta Prawna" – zapłaciliśmy za Wisłę ponad 5 mld zł, co po części wynikało z dobrej sytuacji budżetu państwa, a po części z niewydolności systemu zakupów wojskowych, który ma problem z podpisywaniem planowanych umów.

Fot. Raytheon
Fot. Raytheon

W kolejce na podpisanie czeka druga faza Wisły, czyli zakup kolejnych sześciu baterii (w pierwszej fazie były dwie) – już bez wspólnego dla obu faz oprogramowania systemu zarządzania polem walki IBCS i prawdopodobnie bez horrendalnie drogich rakiet PAC-3 MSE (jedno i drugie kupiliśmy w pierwszej fazie), ale za to z dużo większymi nadziejami na korzyści dla przemysłu. Negocjacje są mocno zaawansowane, ale teraz czas na decyzję szefa MON, która podobno się opóźnia.

Stosunkowo łatwe powinno być także podpisanie umowy w programie Homar, czyli artylerii rakietowej o zasięgu do 300 km. Waszyngton zgodził się już na sprzedaż jednego dywizjonu rakiet HIMARS (pierwotnie MON chciało kupić trzy dywizjony). Teraz trwają negocjacje dotyczące ceny i szczegółów.

Teoretycznie blisko jest też umowa na cztery śmigłowce dla Marynarki Wojennej zdolne do zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) i prowadzenia misji poszukiwawczo-ratowniczych (SAR). W postępowaniu została tylko jedna firma – WSK "PZL-Świdnik", która należy do włoskiego koncernu Leonardo i oferuje maszynę AW101. Tyle że mamy rok wyborczy, tak samo jak w roku 2015, gdy śmigłowce były jednym z głównych tematów kampanii. PiS, który wtedy występował w roli myśliwego, teraz raczej będzie zwierzyną, skoro od objęcia władzy jeszcze nie kupił żadnych śmigłowców. Z samych tylko politycznych powodów kontrakt ze Świdnikiem będzie musiał zostać zawarty. Idę o zakład, że władze firmy zdają sobie z tego sprawę, więc wartość umowy nie będzie niska, tym bardziej, że AW101 ma reputację maszyny bardzo dobrej, ale i bardzo drogiej. Jak kończą się takie sytuacje, MON przekonało się niedawno przy okazji przetargu na pierwszy etap budowy Muzeum Bitwy Warszawskiej – jedyna oferta opiewała na 130 mln zł, podczas gdy na projekt zarezerwowano 28 mln zł.

  1. Jak Wojsko Polskie przygotuje się do wyzwań w 2020 r.?

Rozpoczęty właśnie rok będzie czasem przygotowań do wymagających przedsięwzięć zaplanowanych na rok 2020. Przede wszystkim Polska po raz pierwszy będzie państwem ramowym tzw. szpicy NATO, czyli połączonych sił zadaniowych bardzo wysokiej gotowości (ang. Very High Readiness Joint Task Force, VJTF). Rola państwa ramowego polega na wystawieniu większości sił oraz przejęciu odpowiedzialności za dowodzenie całością. W skład VJTF wchodzi brygadowa grupa bojowa Wojsk Lądowych wspierana przez siły powietrzne, specjalne i morskie. Ich żołnierze mają być gotowi do działania w ciągu 2-3 dni. To bardzo wysoko postawiona poprzeczka, której pokonanie właśnie teraz sprawia trudności Niemcom. Niezależnie od coraz częściej się pojawiających doniesień o – delikatnie mówiąc – nie najlepszym stanie Bundeswehry, wszystkim, którzy czerpią satysfakcję z problemów sąsiadów zza Odry, radziłbym poczekać i sprawdzić, jak poradzi sobie z tym zadaniem Wojsko Polskie.

Rok 2020 miał być też początkiem obowiązywania Inicjatywy Gotowości NATO, zwanej potocznie "4 razy 30", bo chodzi w niej o 30 batalionów zmechanizowanych, 30 eskadr lotniczych i 30 okrętów bojowych gotowych do działania w ciągu 30 dni lub szybciej. Mimo wcześniejszych zapowiedzi w deklaracji szczytu Sojuszu Północnoatlantyckiego w Brukseli z lipca 2018 r. data 2020 r. już nie została zapisana. Nawet jeśli rok wprowadzenia w życie Inicjatywy Gotowości się przesunie, siły trzeba już przygotowywać. Tym bardziej, że choć NATO składa się z 29 państw, to część z nich jest na tyle mała, że nikt nie spodziewa się znaczącego wkładu. Więksi sojusznicy, tacy jak Polska, będą więc musieli ponieść proporcjonalnie większe koszty.

Polski samolot wielozadaniowy F-16 w bazie w Poznaniu-Krzesinach. Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl
Polski samolot wielozadaniowy F-16 w bazie w Poznaniu-Krzesinach. Fot. Rafał Lesiecki / Defence24.pl

Jakie siły będziemy mogli wydzielić? Jeden okręt? W praktyce może być to jedna z dwóch posiadanych starych fregat rakietowych. Dwa lub trzy bataliony Wojsk Lądowych? Jedną z trzech posiadanych eskadr samolotów wielozadaniowych F-16? Mam nadzieję, że MON wkrótce odpowie na te pytania.

Utrudnieniem dla wojskowych planistów może być fakt, że ćwiczenie Anakonda w połowie 2020 r. ma swoim rozmachem co najmniej dorównywać edycji tego przedsięwzięcia z 2016 r., a więc największym manewrom wojskowym w Polsce po 1989 r. Szef BBN Paweł Soloch zdążył już napomknąć, że być może nad Wisłę zostanie przerzucona cała dywizja amerykańska. Z kolei szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. broni Rajmund T. Andrzejczak zapowiedział, że chce przećwiczyć na Anakondzie kierowanie obroną państwa na szczeblu strategicznym, podczas gdy dotychczasowe edycje nie sięgały wyżej niż szczebel operacyjny. To wszystko sprawia, że przygotowania do Anakondy 2020 będą ważnym przedsięwzięciem już w roku 2019.

To oczywiście nie są wszystkie ważne pytania, na które Wojsko Polskie oraz Ministerstwo Obrony Narodowej będą musiały odpowiedzieć sobie w 2019 roku. Niemniej już one same sprawiają, że to będzie ciekawy i ważny rok dla polskiej obronności. Oby choć część odpowiedzi była pozytywna. Konsekwencje będą długofalowe.

Komentarze