Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Francusko-niemiecki czołg na zakręcie. Podzieli los myśliwca?

Po upadku projektu wspólnego myśliwca nowej generacji francusko-niemiecką współpracę zbrojeniową może czekać kolejny cios. Tym razem chodzi o problemy wokół programu wspólnego czołgu, który miałby w przyszłości zastąpić obecnie używane konstrukcje narodowe.

CAPINT
Demonstrator technologii CAPINT, mający stanowić francuskie "rozwiązanie pomostowe" między czołgiem Leclerc a wozem nowej generacji
Autor. Adam Świerkowski/Defence24

Armin Papperger, prezes niemieckiej firmy Rheinmetall, która obok francusko-niemieckiego KNDS odpowiada za realizację programu MGCS (ang. Main Ground Combat System), nie wyklucza wyjścia Paryża z tej inicjatywy. „Zawsze istnieje ryzyko, ale nic nie zostało jeszcze przesądzone” – stwierdził w wywiadzie dla „Welt am Sonntag” szef koncernu, którego w ostatnią sobotę zapytano o taki scenariusz.

Reklama

Sednem problemu mają być pieniądze. Według doniesień Paryż może rozważać ograniczenie wkładu finansowego w MGCS o ponad połowę względem wcześniejszych zapowiedzi. Dotychczas firmy uczestniczące w programie otrzymały jedynie około 25 mln euro od 2017 r., choć faktyczna faza projektowa rozpoczęła się dopiero w ubiegłym roku.

„Jeśli pieniędzy będzie jeszcze mniej, nie będzie czym przyspieszyć prac, które już dziś postępują bardzo wolno” – komentował Papperger potencjalne skutki ograniczenia finansowania przez Francję. Obecnie zakłada się, że prototyp czołgu pojawi się w 2030 r., a produkcja seryjna ruszy dopiero w latach 2040–2045. Szef niemieckiego giganta określił ten horyzont czasowy jako „niewiarygodny”, otwarcie kwestionując, czy MGCS w ogóle powstanie.

W całej sprawie kluczowe znaczenie ma kontekst polityczny i sam moment, w którym te doniesienia się pojawiły. Dopiero co fiaskiem zakończył się projekt wspólnego myśliwca SCAF (Future Combat Air System), również rozwijany od 2017 r. Jeśli teraz Paryż drastycznie ograniczy wkład w MGCS, nie mówiąc już o całkowitym zawieszeniu udziału w programie, sygnał dla sojuszników i przeciwników będzie jasny – dwie największe potęgi zbrojeniowe kontynentu nie są w stanie wspólnie budować kluczowych systemów. Zamiast tego wybierają ich samodzielny rozwój, ze wszystkimi tego konsekwencjami: wyższymi kosztami, dublowaniem zdolności i dalszą fragmentaryzacją europejskiej obronności.

Paradoksalnie ewentualny upadek MGCS byłby bardziej problematyczny dla Francji niż dla jej wschodniego sąsiada. Świadomy odległej i niepewnej przyszłości wspólnego programu Berlin już od początku ubiegłego roku rozwija własne rozwiązanie pomostowe, określane także jako Leopard 2AX oraz Leopard 3. Produkcja seryjna tego pojazdu miałaby ruszyć już w pierwszych latach kolejnej dekady. To mogłoby postawić Francję raczej w pozycji obserwatora rynku niż jego pełnoprawnego uczestnika. Produkcja obecnego francuskiego czołgu Leclerc zakończyła się niemal 20 lat temu, a sama konstrukcja nieuchronnie się starzeje. Można więc przypuszczać, że albo MGCS zostanie ocalony i przyspieszony, albo Francja również zacznie szukać podobnego rozwiązania przejściowego jak Berlin.

Jednak okoliczności czasowe i sytuacja wewnętrzna mogą dawać nadzieję, że projekt przetrwa obecne zawirowania. Zarówno Emmanuel Macron, jak i Friedrich Merz potrzebują dziś sukcesu w relacjach dwustronnych, a nie kolejnej porażki, których ostatnio wiele na podwórku krajowym. Obaj retorycznie wzmacniają ideę strategicznej autonomii Europy, ale ta coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością naznaczoną rosnącymi sporami i sprzecznymi interesami przemysłowymi. Jeśli do galerii anulowanych projektów dołączy także MGCS, francusko-niemiecka współpraca zbrojeniowa wejdzie w jeden z najpoważniejszych kryzysów od lat. Wraz z nią osłabną również szersze perspektywy dla europejskiej współpracy, dokładnie w momencie, w którym Europa potrzebuje jej najbardziej.

Reklama
WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!
YouTube cover video
Reklama