- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Dylemat rosyjskich generałów: rakiety czy drony przechwytujące?
Autor. irptorg.ru
Kreml twierdzi, że ich obrona antydronowa coraz bardziej opiera się na dronach przechwytujących. Nie potwierdzają tego ani zamówienia, ani sukcesy w zwalczaniu ukraińskich dronów.
Budowa wielowarstwowego systemu obrony przed atakami bezzałogowych statków powietrznych jest jednym z siedmiu kluczowych projektów rosyjskich sił zbrojnych, których realizację zaplanowano do końca 2026 roku. Pomimo płonących rafinerii, nawet koło Moskwy i Petersburga, Rosjanie bezkrytycznie uważają, że prace w tej dziedzinie przebiegają bardzo sprawnie i zgodnie z planem. Rosyjski minister obrony Andriej Biełousow ogłosił nawet 29 czerwca, że „we wszystkich formacjach Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej utworzono już wielowarstwowe systemy obrony antydronowej”.
Co więcej, w tych systemach, i generalnie, w systemach obrony powietrznej mają być w Rosji wdrażane technologie sztucznej inteligencji. Oficjalnie wskazuje się również na zmianę podejścia do dronów przechwytujących. Twierdząc, że docenia się ich wagę, poinformowano bowiem o decyzji zoptymalizowania ich seryjnej produkcji. Zapowiedział to osobiście Dienis Manturow, pierwszy wicepremier Rosji do spraw przemysłu, handlu i dziedziny kosmiczno-rakietowej.
Musimy dziś jasno określić wymagania dla dronów przechwytujących, przeznaczonych do zwalczania bezzałogowców średniego i dalekiego zasięgu. Należy również wypracować metody masowej produkcji modeli o różnych sposobach startu: od jednostek wyrzucanych ręcznie przez mobilne zespoły ogniowe, aż po drony wystrzeliwane z wyrzutni rakietowych systemów obrony powietrznej
Dienis Manturow, pierwszy wicepremier Rosji
Manturow zrobił to podczas narady poświęconej dronom przechwytującym, zorganizowanej 17 lipca 2026 roku, w której wzięli udział m.in. przedstawiciele zarządu Komisji Wojskowo-Przemysłowej, przedsiębiorstw przemysłu obronnego, ośrodków badawczych oraz agencji rządowych. Rosyjski wicepremier wskazał wtedy na konieczność określenia wymagań dla dronów przechwytujących (co oznacza, że tych wymagań do dzisiaj nie ma), doprowadzenia do ich masowej produkcji i zintegrowania ich z już istniejącymi systemami antydronowymi.
Istotna jest standaryzacja podzespołów i optymalizacja kosztów produkcji seryjnej. Aby zapewnić skuteczniejsze wykorzystanie dronów przechwytujących, musimy usprawnić ich integrację z systemami wykrywania, wskazywania celów oraz dowodzenia i kontroli, a także zagwarantować interoperacyjność z innymi środkami służącymi do zwalczania bezzałogowców.
Dienis Manturow, pierwszy wicepremier Rosji
Dlaczego Rosja nagle zaczęła promować tanie drony przechwytujące?
Sprawa została uznana za pilną, z dwóch głównych powodów. Po pierwsze, przyznano wreszcie, że drony przechwytujące są skutecznym środkiem do neutralizowania ukraińskich dronów typu FPV oraz innych bezzałogowych statków powietrznych. Po drugie, Rosjanie zaczęli zwracać uwagę na niską cenę tego rodzaju środków obrony antydronowej. Drony przechwytujące są bowiem wielokrotnie tańsze od rakiet przeciwlotniczych, których dodatkowo zaczyna powoli brakować.
Manturow podkreślał przy tym, że dla jeszcze efektywniejszego wykorzystania bezzałogowych interceptorów konieczne jest usprawnienie ich współdziałania z systemami wykrywania, wyznaczania celów i kontroli. Przyznał on również, że w tej dziedzinie toczy się już wyścig technologiczny i że strona rosyjska musi być zawsze „o krok do przodu”.
Cała ta wypowiedź została bardzo mocno nagłośniona w mediach, jednak jak się później okazało, nie po to, by doprowadzić do zmian, ale by uspokoić Rosjan, którzy zostali zaskoczeni potężnym nalotem ukraińskich dronów na Moskwę w nocy z 19 na 20 czerwca 2026 roku. Trzeba było bowiem wytłumaczyć, dlaczego została trafiona i uszkodzona m.in. kluczowa moskiewska rafineria w dzielnicy Kapotnia i dać Rosjanom nadzieję, że już znaleziono rozwiązanie problemu ukraińskich nalotów.
Prowizoryczny system zamiast nowoczesnych interceptorów
O tym, że było to zagranie typowo propagandowe, może świadczyć fakt, że dwa miesiące po tej wypowiedzi Manturowa nie pojawiły się żadne inne deklaracje lub informacje w tej sprawie. Kontynuowane są za to ukraińskie naloty, z których ostatni, przeprowadzony 20 września 2026 roku znowu doprowadził m.in. do pożarów w moskiewskiej rafinerii w Kapotni. Tym razem jednak rosyjscy politycy i wojskowi nie mówili już o dronach przechwytujących.
Autor. Defence-blog
Zareagował za to rosyjski przemysł, chwaląc się swoimi osiągnięciami. Przykładowo holding „Wysokotocznyje Kompleksy” z koncernu Rostiech, poinformował 22 września 2026 r., a więc dwa dni po nalocie na Kapotnię, o dostarczeniu rosyjskiej armii kolejnej partii zestawów zwalczania dronów „Zubr”. Rosjanie chwalili się, że system ten „autonomicznie wykrywa zagrożenia powietrzne i przekazuje dane niezbędne do namierzania celów środkom ogniowym”. Podkreślano dodatkowo, że służy on do zwalczania dronów na niskich wysokościach oraz że „po namierzeniu celu powietrznego »Zubr« atakuje go gęstym ogniem”, a skuteczność takiego zestawu potwierdzają „jego osiągnięcia bojowe oraz stale rosnąca liczba faktycznie zniszczonych celów”.
W rzeczywistości nie ma się tak naprawdę czym chwalić. Antydronowy system „Zubr” jest bowiem prowizorką, a nie rozwiązaniem docelowym, takim jak drony przechwytujące. Rosjanie zamontowali po prostu na jednej obrotowej podstawie cztery czołgowe karabiny maszynowe PKT kalibru 7,62 mm, do których wskazanie celu jest przekazywane z zaadaptowanej do tego głowicy optoelektronicznej.
Problemy z masową produkcją dronów przechwytujących
Całość ma własny system zasilania i jest montowana na czterokołowej przyczepie. Przewidywana jest również wersja tego rozwiązania z wielolufowym karabinem maszynowym GSzG również kalibru 7,62 mm. Takie zestawy mają mieć zasięg do 1500 m, a więc nadają się głównie do zwalczania dronów przelatujących nad nimi, np. w ramach mobilnych grup ogniowych chroniących konwoje na drogach. Problem polega na tym, że jest to rozwiązanie mniej skuteczne niż bezzałogowe interceptory.
Autor. „Wysokotocznyje Kompleksy”
Jednak odpowiedniki „Zubrów” z dronami przechwytującymi nie są jak na razie proponowane. Jest to spowodowane przede wszystkim tym, że rosyjskie interceptory nie są produkowane na tak masową skalę, jak drony kamikaze dalekiego zasięgu rodziny Gierań. Nie oznacza to jednak, że Rosjanie nie mają odpowiednich rozwiązań. Na froncie przeważają jednak interceptory doraźnie przerobione z typowych, bojowych dronów FPV. Rosyjscy operatorzy publikują zresztą bardzo dużo filmów ze swoich sukcesów w zwalczaniu ukraińskich bezzałogowców.
Z kolei w głębi Rosji nie ma informacji, by do rosyjskich wojsk obrony powietrznej systemowo zostały wprowadzone eskadry dronów przechwytujących. Publikowane są za to opisy różnych interceptorów, które są najczęściej bardzo mocno wzorowane lub nawet kopiowane z interceptorów zachodnich lub ukraińskich. Po ostatnich atakach na rafinerię w Kapotni szczególnie dużo pisano o małym dronie przechwytującym „Jołka”, który podobno jest wprowadzany do rosyjskich wojsk już od 2024 roku.
Dlaczego Jołka nie zmieniła sytuacji na rosyjskim niebie?
Jest to typowy interceptor kinetyczny, bez głowicy wybuchowej, który neutralizuje obcy obiekt, uderzając w niego bezpośrednio. Całość działa według zasady „wystrzel i zapomnij”. Według Rosjan po wycelowaniu przez operatora wyrzutni ręcznej na obiekt i zainicjowaniu startu, system samodzielnie identyfikuje sygnaturę celu, oblicza jego trajektorię i w czasie rzeczywistym koryguje kurs przechwycenia. Rosyjskie ministerstwo obrony ujawniło również, że „Jołka” waży 1,3 kg i osiąga maksymalną prędkość lotu 230 km/h, mogąc zwalczać obce drony poruszające się z prędkością 120–200 km/h. System ten ma działać w promieniu do 4 km i do pułapu 2 km.
Problemem propagandy kremlowskiej jest to, że „Jołka” nie zmieniła sposobu działania rosyjskiej obrony antydronowej. Widać to zresztą po liczbie typów dronów przechwytujących, jakie są proponowane przez rosyjski przemysł: „mały” i „duży”. Z informacji dostępnych w sieci wynika, że Rosjanie proponują m.in.:
- duże drony przechwytujące „Aeroskop-120” (kosztujące równowartość około 3430 USD) o rozpiętości skrzydeł 1,2 m, wadze 4 kg i latające z prędkością 250 km/h;
- duże drony przechwytujące „Omega” (kosztujące równowartość około 3300 USD) o rozpiętości skrzydeł 1 m, wadze 2,85 kg i latające z prędkością 450 km/h;
- drony przechwytujące FPV „Guś-7” (kosztujące równowartość około 1230 USD) o szerokości 21,7 cm, wadze 1,6 kg i latające z prędkością 200 km/h;
- drony przechwytujące „Chant” (kosztujące równowartość około 2020 USD) o szerokości 45 cm, wadze 2,3 kg i latające z prędkością 140 km/h;
- drony przechwytujące „Sifa” (kosztujące równowartość około 2020 USD) o szerokości 23 cm, wadze 2,2 kg i latające z prędkością 160 km/h;
- tanie drony przechwytujące „Jastrieb” (kosztujące równowartość około 1200 USD) o wadze 1,3 kg i latające z prędkością 230 km/h;
- drony przechwytujące „Zontik” (kosztujące równowartość około 2020 USD) o szerokości 44 cm, wadze 1,42 kg i latające z prędkością 250 km/h;
- małe drony przechwytujące „OSOT” (kosztujące równowartość około 3000 USD) o szerokości 20 cm, wadze 1,1 kg i latające z prędkością 120 km/h;
- małe drony przechwytujące „Swarog-Strieła” (kosztujące równowartość około 4030 USD) o szerokości 40 cm, wadze 1 kg i latające z prędkością 50 km/h;
Autor. M.Dura
W Rosji przemysł proponuje jeszcze drony „Prizrak”, „Archangieł”, „Garpija”, „Skworiec” i „Zaścitnik Nieba PWO”. Pozornie jest to dużo, ale liczba ta jest kilkakrotnie mniejsza niż na Ukrainie. Dodatkowo ukraińskie interceptory w swojej klasie są zasadniczo tańsze od rosyjskich, co prawdopodobnie wynika z większej liczby zamówień oraz łatwego dostępu do podzespołów elektronicznych.
Co ciekawe, w rosyjskich mediach pojawiają się niekiedy pytania, dlaczego drony przechwytujące nie stały się jeszcze w Rosji rozwiązaniem masowym, tak jak na Ukrainie. Wymienia się wtedy trzy główne przeszkody:
- Ograniczenia w użyciu głowic bojowych poza strefami działań wojennych, przez co dron przechwytujący jest traktowany jak broń i podlega przepisom dotyczącym broni, lotnictwa i bezpieczeństwa publicznego. To właśnie dlatego większość interceptorów rosyjskich zakłada przechwycenie kinetyczne lub za pomocą sieci;
- Niedobór dronów przechwytujących, ponieważ produkcja nie osiągnęła jeszcze skali odpowiadającej zapotrzebowaniu;
- Brak zamówień, przez co małe biura konstrukcyjne nie mogą inwestować w moce produkcyjne.
Zobacz też 
Koncerny opóźniają wdrażanie dronów
Jest to dowód na to, że, na szczęście, w Rosji proces przejścia z systemów ogniowych na drony przechwytujące jest jak na razie wyraźnie opóźniany. Odwrotnie zresztą niż na Ukrainie. „Tradycyjny” rosyjski przemysł zbrojeniowy nadal bowiem uważa, że skutecznym środkiem zwalczania bezzałogowców przeciwnika są wielolufowe systemy lufowe oraz rakiety. I ten przemysł na tym przeświadczeniu nieźle zarabia.






