Reklama
Reklama
  • KOMENTARZ
  • WIADOMOŚCI

Rosjanie wyniosą się z Armenii? Wizerunkowa klęska Kremla

Prime Minister of the Republic of Armenia
Prime Minister of the Republic of Armenia and the President of the Russian Federation meet in St. Petersburg
Autor. The Office to the Prime Minister of the Republic of Armenia

„Baza z wozu – Moskwie lżej” – tak Rosjanie próbują bagatelizować planowane wyrzucenie ich wojska przez Armenię z Armenii. Trudno jest jednak ukryć wagę tej kolejnej propagandowej klęski Kremla.

Posłuchaj artykułu

Stanowisko Armenii wobec Rosji jest jasne i zostało oficjalnie wyrażone przez armeńskiego premiera Nikolę Paszyniana. Stwierdził on, że „nie uważa obecności rosyjskiej 102. bazy wojskowej w Armenii za niezbędną”. Co ciekawe, do tak ostrej wypowiedzi sprowokował Paszyniana sam Putin, który kilka godzin wcześniej stwierdził, że Moskwa „nikomu niczego nie będzie narzucać” i „że nie będzie rosyjskiej bazy wojskowej w Giumri, jeśli Erywań nie będzie nią zainteresowany”.

Reklama
Jeśli Armenia uzna rosyjską bazę za zbędną, wyjedziemy jutro. Ale czy Armenia jest na to gotowa? Chętnie. Nie będziemy nikomu niczego narzucać. A jeśli naród ormiański będzie chciał tam jakiejś rosyjskiej obecności wojskowej, to zostaniemy, będziemy pracować i współpracować.
Władimir Putin, Prezydent Federacji Rosyjskiej

Ta stosunkowo niewinna i jednocześnie cyniczna wypowiedź uruchomiła lawinę. Najpierw była to reakcja samej Armenii, która ochoczo wykorzystała słowa Putina do przyspieszenia działań na rzecz wyrzucenia rosyjskich wojsk z własnego terytorium. Premier Armenii Nikol Paszynian odpowiedział bowiem Kremlowi jasno, że Erywań nie będzie się sprzeciwiał, jeśli Moskwa zdecyduje się wycofać swoje wojska z Giumri. I przyniesie to konkretne zyski, ponieważ zgodnie z armeńsko-rosyjską umową międzyrządową władze in Erywaniu pokrywają połowę środków potrzebnych na finansowanie rosyjskiej bazy.

Teraz pomagają Armeńczykom sami Rosjanie, którzy z jednej strony straszą, „co może się stać z Armenią po wycofaniu wojsk rosyjskich”, a z drugiej starają się pokazać, że Rosja nie potrzebuje 102. bazy wojskowej w Giumri. Jest to jednak o tyle trudne, że tak naprawdę nie chodzi o opuszczenie jednego miejsca. W skład 102. Bazy Wojskowej wchodzą bowiem: garnizon wojskowy w Giumri, garnizon wojskowy w Erywaniu, lotnisko wojskowe Erebuni w Erywaniu, wysokogórskie poligony Alagyaz i Kamkhud oraz około dwudziestu miasteczek wojskowych, które pozostały po 127. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych.

Oczywiście po rozpoczęciu tzw. „specjalnej operacji wojskowej” duża część zasobów z Armenii spaliła się i zginęła na polach Ukrainy. Tym bardziej że od wiosny 2017 roku w bazie pracowali wyłącznie żołnierze kontraktowi, których o wiele łatwiej było wysłać na front niż poborowych. W ten sposób 102. Baza Wojskowa mocno się wyludniła, ale i tak stacjonują tam jeszcze m.in.:

  • około 4000 rosyjskich żołnierzy;
  • 988\. Rakietowy Pułk Przeciwlotniczy (uzbrojony w system S-300V);
  • kilka myśliwców MiG-29;
  • oraz śmigłowce transportowo-bojowe (Mi-24P i Mi-8MT).

Sami Rosjanie przyznają, że „biorąc pod uwagę liczebność i stan osobowy, 102. Baza Wojskowa nie stanowi znaczącej siły militarnej”. Jednak jej położenie powoduje, że stanowi ona ważny element systemu obrony południowych granic Federacji Rosyjskiej. Dodatkowo Rosjanie cały czas zakładali, że ta obrona będzie prowadzona wspólnie z armeńskimi siłami zbrojnymi. Wcześniej to współdziałanie miało raczej charakter symboliczny, ale obecnie nawet tak małe państwo jak Armenia może mieć znaczenie ze swoimi zapasami broni, amunicji oraz paliwa.

Tymczasem Rosjanie przyznają się, że 102. Baza Wojskowa została ogołocona z tych zasobów i ponowne rozmieszczenie tam całej 127. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanych wymagałoby całego procesu uzupełniania zapasów. A to jest bardzo trudne, ponieważ Rosja nie ma bezpośredniego, swobodnego dostępu do armeńskiej bazy, ani drogą powietrzną, ani morską, ani lądową. Rosja jest bowiem odseparowana od Armenii przez dwa kraje: Azerbejdżan i Gruzję, które nawet w o wiele spokojniejszych politycznie czasach, nie zgodziłyby się na przejazd dużych konwojów wojskowych w odwrotna stronę niż do Rosji.

Reklama

Szczególnie wymowna jest opinia w tej sprawie Michaiła Chodarenki, rosyjskiego analityka wojskowego pracującego dla gazieta.ru. Stwierdził on bowiem, że przez ten brak dostępu, to co znajduje się na armeńskim terytorium „nie jest właściwie bazą wojskową w prawdziwym tego słowa znaczeniu”. Rosjanie oceniają również, że „w czasie wojny obecna siła bojowa i personel 102. Bazy Wojskowej uniemożliwiają realizację jakichkolwiek zadań operacyjnych lub operacyjno-strategicznych, a wzmocnienie go drogą powietrzną lub lądową w obliczu pogarszającej się sytuacji regionalnej jest mało prawdopodobne”.

Trzeba mieć jednak świadomość, że taka sytuacja wynika tylko z nowych uwarunkowań geopolitycznych, które zostały wywołane bezpośrednio przez agresywną postawę Kremla wobec sąsiadów i kompletną bezczynność wobec sojuszników. Rosjanie mówią więc prawdę twierdząc, że w takich uwarunkowaniach „wycofanie wojsk rosyjskich z Armenii nie pociągnie za sobą żadnych poważnych konsekwencji geostrategicznych dla Rosji”.

Po coś jednak Rosjanie tę bazę zakładali. Wojna o Górski Karabach i bezczynność rosyjskich żołnierzy udowodniła, że nie chodziło na pewno o obronę Armeńczyków. Natomiast z argumentacji używanej obecnie przez rosyjską propagandę wynika, że 102. Baza Wojskowa mogłaby się przydać w ewentualnej wojnie z Turcją i Azerbejdżanem. Dawała też bezpośredni wpływ na politykę prowadzoną przez kraje położone wokół Kaukazu.

Dlatego Rosjanie wcale nie chcą opuszczenia swojej bazy. Straszą więc Armeńczyków większymi sąsiadami wyjaśniając np., że Armenia ma tylko ponad 3 miliony mieszkańców, natomiast sąsiednie: Azerbejdżan – ponad 10 milionów mieszkańców, Turcja – ponad 86 milionów mieszkańców i Iran – ponad 93 miliony mieszkańców (nie wymienia się przy tym Gruzji, która ma „tylko ponad 3,5 miliona mieszkańców). Próbują wykazać, że NATO nie obroni tak małego państwa i Armenia może „całkowicie zniknąć z mapy świata (i zdarzało się to już wielokrotnie w historii narodu ormiańskiego)”.

Największym problemem wizerunkowym Kremla jest to, że Armenia uzyskała szansę na usunięcie rosyjskich wojsk tylko dzięki Putinowi. Premier Paszynian przyznał się nowiem na briefingu prasowym w Erywaniu, „że kwestia rosyjskiej 102. bazy wojskowej stacjonującej w Armenii nie była omawiana z prezydentem Rosji podczas spotkania obu przywódców na marginesie szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Biszkeku w Kazachstanie na początku tego tygodnia”.

To więc Putin swoją wypowiedzią sprowokował obecne działania i na pewno Rosja poniesie z tego powodu jakieś koszty. Paszynian dopuszcza bowiem sytuację, że Rosjanie będą chcieli pozostawić swoją bazę. I teoretycznie mają do tego prawo, ponieważ rosyjsko-armeńskie porozumienie, podpisane w 1995 roku, na mocy którego 102. baza wojskowa w Giumri w ogóle powstała, zostało przedłużone w 2010 roku do 2044 roku. Paszynian chce jednak na ten temat rozmawiać, co może oznaczać, że Armenia przestanie płacić Rosji i to Rosja zacznie płacić Armenii.

Tym bardziej że Armeńczycy wyraźnie dążą do coraz bliższej współpracy z Unią Europejską. Rosja próbowała temu zapobiec groźbami ograniczenia współpracy gospodarczej naciskając dodatkowo na przeprowadzenie w Armenii referendum w sprawie ewentualnego członkostwa w Unii Europejskiej. Paszynian się na to jednak nie zgodził, wiedząc, że obecność rosyjskich wojsk może wpłynąć na wynik ewentualnego głosowania. Po pozbyciu się Rosjan z terenu Armenii wpływ Kremla będzie o wiele mniejsze.

Reklama
Zobacz również
Reklama
Polecane
czytaj więcej
Wojna na Ukrainie
Mogą Cię zainteresować