- WIADOMOŚCI
- KOMENTARZ
Wyborcza klęska Putina. Armenia, Trump i kaukaski Machiavelli
Partia premiera Paszyniana zdobyła połowę głosów w parlamentarnych wyborach i utrzyma się u władzy. Prorosyjskie partie nie odbiorą władzy reformatorom w Armenii. Co to oznacza?
Patrząc na politykę Nikola Paszyniana, wieloletniego ormiańskiego premiera, mam wrażenie, że ten stał się kaukaskim Machiavellim, który zostawił daleko z tyłu innych polityków próbujących ograć Rosję i wyrwać swój kraj z rosyjskiej strefy wpływów. Konsekwentnie buduje on niezależną siłę na Kaukazie Południowym. Ustrzegł się błędów Gruzji.
Partia „Umowa Społeczna” związana z premierem Nikolą Paszynianem wygrała wybory parlamentarne w Armenii, zdobywając 49,81 proc. głosów. Paszynian, utrzyma więc władzę w kraju. Piastuje ją od 2018 roku, więc jeżeli znowu będzie premierem to stanie się najdłużej urzędującym szefem rządu w historii Armenii. Wcześniej sceną polityczną rządził prorosyjski klan karabachski, który utrzymywał Armenię w orbicie Rosji licząc na militarne poparcie w konflikcie zbrojnym o tzw. Arcach, czyli ormiańską enklawę na azersko-armeńskim pograniczu. Z klanu wywodziło się dwóch prezydentów: Robert Koczarian i Serż Sarkisjan. Z prorosyjskiej i antytureckiej polityki Armenia, za czasów Paszyniana, zaczęła powolny proces zmiany wektorów dyplomacji na normalizację relacji z Ankarą, Azerbejdżanem i ograniczanie wpływów Rosji. A nawet otwartą współpracę militarną z Zachodem. Ale po kolei.
Paszynian w przeciwieństwie do Michaiła Sakaaszwilego w Gruzji, postawił na zachowawczą ewolucję w polityce, a nie rewolucję rozliczeń, która spowodowała wewnętrzny kolabs polityki Gruzji i powrót prorosyjskich środowisk u władzy. Paszynianowi sprzyjają także okoliczności, swoją politykę zaczął dekadę po Sakaaszwilim, gdy Rosja rozproszyła swoje siły militarne na świecie. Armenia nie poszła w ślady Gruzji, powoli stając się modelowym przykładem ucieczki od Rosji, dla państw regionu.
Ale wróćmy do ormiańskich wyborów parlamentarnych. Opozycja Paszyniana to rozdrobione pro-rosyjskie partie polityczne: „Silna Armenia”, „Blok Armenia” i „Kwitnąca Armenia”. Największy z tych obozów, czyli „Silna Armenia” oligarchy Samvela Karapatjana, zdobyła w tych wyborach 23,39 proc. głosów.
Armenia zgniatana z dwóch stron
Paszynian, od 2018 roku, gdy stanął na czele tzw. aksamitnej rewolucji, w cieniu geopolitycznych frontów Federacji Rosyjskiej, zaczął budować konsekwentnie kurs zmian politycznych w kraju. Obecny wynik wyborczy jest splotem dobrej koniunktury geopolitycznej pod znakiem słabości Rosji oraz degradacji klanu karabachskiego w wewnętrznej polityce Armenii. Przy czym sam Paszynian – jako jeden z nielicznych polityków – wybrał bardzo skomplikowaną drogę od wmówienia Rosjanom, że zmiany w Armenii nie są wymierzone przeciwko Moskwie, do wyrwania się z rosyjskiego uścisku i przeistoczenia państwa Ormian w suwerenną siłę, a nie państwo satelickie Rosji na Kaukazie Południowym.
Głównym argumentem dla istnienia prorosyjskiego obozu politycznego w Armenii było geograficzne położenie tego państwa. Armenia jest zgniatana z dwóch stron przez tureckie państwowości: właściwą Turcję, której w Erewaniu wciąż pamięta się zbrodnie ludobójstwa z lat 1915-1917 (prawie milion zabitych), oraz Azerbejdżan, który zacieśniał relacje z Ankarą.
Seria wojen o Górski Karabach finalnie skończyła się klęską militarną Ormian i tak Republika Arcachu, nazywaną powszechnie Górskim Karabachem (nie mylić samego chrześcijańskiego regionu geograficznego z nazwą nieuznawanego państwa), istniejąca w latach 1991-2023 zakończyła swoje istnienie. Dwa lata po aksamitnej rewolucji, w 2020 roku wojska azerskie w kampanii dronowej (prekursorzy tego, co widzimy na Ukrainie) rozbiły ormiańskie oddziały, a rząd w Erywaniu przyjął wówczas bardzo ryzykowną strategię dystansu od tych walk.
Ormianie wyszli na ulice, by zgłaszać się do wojska i protestować przeciwko bierności rządu, Paszyniana określano nawet jako zdrajcę, z drugiej strony chciał on wesprzeć Górski Karabach, ale wojna o ten region definiowała całą politykę państwa wiążąc go z Rosją. Paszynian przetrwał tę najtrudniejszą z prób. Klęska na polu walki spowodowała szybkie negocjacje pokojowe pod egidą Rosji i to na Rosję Paszynian, zepchnął odpowiedzialność za Górski Karabach licząc, że Ormianie zrozumieją, że to Moskwa ich zdradziła, a nie on. Wybory parlamentarne to potwierdziły.
Ostateczna klęska w serii wojen o Górski Karabach okazała się dla wewnętrznej sytuacji Armenii, nie takim wstrząsem jaki przewidywał klan karabachski. Utrata wpływu na Karabach spowodowała paradoksalnie, że w polityce Armenii otworzyła się szansa na normalizację relacji z Azerbejdżanem i Turcją (co nastąpiło za Paszyniana). Rozpalony Górski Karabach był też argumentem w polityce rosyjskiej za interwencją w wewnętrzne sprawy Armenii. Przegrana wojna pozwoliła, więc na dużą większą swobodę w polityce zagranicznej Paszyniana. A raczej, klęskę militarną, spróbował on przekuć w dyplomatyczne zwycięstwo i ta trudna sztuka mu się póki co udaje.
Klęski Rosji na Ukrainie sukcesem Armenii
Ponadto, od 2014 roku, a szczególnie od 2022 roku, dla Armenii otworzyło się okno dyplomatycznych możliwości. Federacja Rosyjska, zaangażowana na wielu militarnych frontach, straciła zdolność do projekcji siły, a pełnoskalowa inwazja przeciw Ukrainie, w 2022 r. całkowicie pochłonęła rosyjską armię (dosłownie i w przenośni).
Paszynian skorzystał z tej okazji. W połowie 2025 roku sekretarz stanu USA Marco Rubio i minister spraw zagranicznych Armenii Ararat Mirzojan podpisali szereg umów – w tym partnerstwo strategiczne. Zauważmy, że podobne działania Gruzji Sakaaszwilego spowodowały marsz Rosjan na Tbilisi. Prawie dwadzieścia lat temu takie działania kończyły się wojną. Paszynian poczuł, że Rosjanie słabną.
Paszynian wyciągnął też rękę do Donalda Trumpa. Jakkolwiek humorystycznie to brzmi, to dzięki Paszynianowi Trump mógł pokazać się jako światowy rozjemca i liczyć sobie ponad miarę – 8 zakończonych wojen. Pod osobistą wolę i ambicję amerykańskiego prezydenta ogłoszono w 2025 roku pokój między Armenią, a Azerbejdżanem, choć wojnę Armenia przegrała wiele lat wcześniej. Paszynian, więc klęskę militarną Armenii sprzedał Trumpowi jako jego osobisty sukces, a korytarz łączący Azerbejdżan z Nachiczewanem przez Armenię odblokował Armenii polityczne i gospodarcze pole manewru na Kaukazie. To mała cena za nazwę inicjatywy, czyli Szlak Trumpa na rzecz Międzynarodowego Pokoju i Dobrobytu (TRIPP). Normalizacja relacji z Ankarą, ponad społecznymi traumami z czasów ludobójstwa, jest wielkim sukcesem politycznym Paszyniana, a przy koniunkturze geopolitycznej udało się to jeszcze zrobić pod patronatem USA.
Paszynian dał USA oficjalny pokój, którym mógł pochwalić się Donald Trump, ale nie bezinteresownie. Od lat Paszynian wysyła wyraźny sygnał Rosji, że Armenia jest suwerennym państwem, a do tego potrzebni są mu żołnierze Paktu Północnoatlantyckiego. W ramach manewrów „Eagle Partner”, w Armenii wspólnie ćwiczyli amerykańscy i ormiańscy żołnierze, co dwie dekady temu skończyłoby się niechybnie „Specjalną Operacją Wojskową” żołnierzy Putina. Wspólny plakat ormiańsko-amerykańskich manewrów był symbolicznym drwieniem z Putina, bo dwa orły, na tle flag: ormiańskiej i amerykańskiej, spoglądały bojowo na obserwatorów. Tak jakby Armenia była wieloletnim członkiem NATO.
Mało tego, w lutym 2024 roku Armenia zamroziła swoje członkostwo w kierowanej przez Moskwę Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Paszynian przyjął taktykę oskarżenia OUBZ o zdradę Armenii, bo tej nikt nie przyszedł na pomoc, gdy krwawiła w walkach o Karabach. Narracja, że zdradzona przez Rosję i jej akolitów Armenia nie miała wyjścia i musiała być samodzielna, zyskała posłuch na Kaukazie. Jak widać po wyborczym wyniku połowa społeczeństwa to rozumie i chce kontynuacji tej polityki. W marcu 2025 parlament przyjął ustawę o rozpoczęciu procesu akcesji do Unii Europejskiej. W Armenii uruchomiono procesy odrzucające Wschód na rzecz Zachodu. Teraz państwa Zachodu powinny wesprzeć Armenię, by nie skończyło się jak z Gruzją, Białorusią, albo z Ukrainą.



WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!