Geopolityka

Rosja-Kazachstan: kolejny etap odbudowy imperium [ANALIZA]

Przerzut rosyjskich sił biorących udział w operacji w Kazachstanie
Fot. mil.ru.

Interwencja rosyjska w Kazachstanie jest kolejnym elementem odbudowy przez Moskwę neosowieckiego imperium. Kazachstan będzie teraz prowadził znacznie mniej niezależną politykę, co wpłynie również na postawę innych państw środkowoazjatyckich. Rosja pokazała też, że w pełni kontroluje Organizację Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB), a jej członkowie są wobec niej całkowicie lojalni.

Rosja jest głównym beneficjentem wydarzeń w Kazachstanie i w najmniejszym stopniu nie osłabiły one jej możliwości operowania w innych obszarach działań, w tym w szczególności w odniesieniu do Ukrainy. Fakt ten oraz błyskawiczna reakcja ODKB powodują, że nie można wykluczyć, iż zajścia w Kazachstanie zostały wręcz wyreżyserowane na Kremlu. Jest to jednak tylko jedna z możliwych wersji dotyczących tego co zaszło w tej środkowoazjatyckiej republice postradzieckiej.

Nie ulega przy tym wątpliwości, że w Kazachstanie nie doszło do żadnej „kolorowej rewolucji", a zamieszki zostały sprowokowane w celu dokonania przetasowania na szczycie. Choć pierwsze protesty przeciwko podwyżkom cen energii były spontaniczne to nie można wykluczyć, że same podwyżki zostały celowo wprowadzone (a następnie cofnięte) by doprowadzić do rozruchów. Z całą pewnością było to starcie dwóch oligarchicznych obozów skupionych wokół odpowiednio byłego prezydenta Nursułtana Nazarbajewa oraz obecnego prezydenta Kasyma Żomarta Tokajewa. W tle miała miejsce jednak również geopolityczna rozgrywka polegająca na wyeliminowaniu rosnących wpływów Organizacji Państw Turkijskich.

Czytaj też

Według oficjalnej narracji władz Kazachstanu zamieszki były wynikiem „ataku ze strony 20 tys. zagranicznych bandytów i terrorystów". To z jakich krajów mieliby pochodzić owi „zagraniczni terroryści" nie zostało przy tym ogłoszone, choć propaganda chińska i rosyjska wskazuje na sponsoring USA, sugerując, że doszło do próby przeprowadzenia kolejnej „kolorowej rewolucji". Jest to rytualna wręcz retoryka, która nie znalazła jakiegokolwiek potwierdzenia w narracji i działaniach drugiej strony. Zachód (Europa i USA) został wyraźnie zaskoczony wydarzeniami w Kazachstanie. Wstrzemięźliwa reakcja miała przy tym swoje plusy i minusy. Z jednej strony milczenie USA i UE, przez wiele dni od rozpoczęcia protestów, mogło być odebrane jako przejaw słabości, zwłaszcza w świetle bidenowskich planów budowy obozu państw demokratycznych.

Kontrastuje to mocno z praktyką zimnowojennych liberałów Harry'ego Trumana, którzy w oparciu o koncepcję tzw. „żywotnego centrum" (vital center) wdrożyli politykę zerowej tolerancji dla ekspansji wpływów sowieckich. Koncepcja „żywotnego centrum" polegała na uznaniu amerykańskich zasad ustrojowych za wzorzec, który powinien nieustannie się rozprzestrzeniać. Do tych zasad nawiązali 20 lat temu neokonserwatyści w swej koncepcji siłowej implementacji demokracji. Postawa administracji Bidena wobec zajść w Kazachstanie poddaje jednak w wątpliwość czy ruchy prodemokratyczne, zwłaszcza w obrębie rosyjskiej strefy wpływów, mogą liczyć na realne wsparcie USA. Jest to korzystne dla Rosji, gdyż można się spodziewać, że przykład kazachski będzie zniechęcał do prodemokratycznych wystąpień w obrębie strefy wpływów rosyjskich, a to oznacza, że dyktatorom będzie się opłacało wchodzić pod parasol ochronny Kremla.

Czytaj też

Z drugiej jednak strony porażka demokratycznych wystąpień na Białorusi spowodowała, że USA i UE, skądinąd słusznie, założyły, że wsparcie protestów nie doprowadzi do ich sukcesu, a w szczególności do zmiany władzy na wyłonioną w demokratycznych wyborach (było to oczywiste od samego początku), więc takie działanie mogłoby jedynie spowodować wejście USA i UE na wojenną ścieżkę z Kazachstanem, a co za tym idzie, utratę jakichkolwiek relacji Zachodu z władzami tego kraju i wciśnięcie go całkowicie w zależność od Rosji. Takiego błędu Zachód postanowił tym razem uniknąć.

Również Ukraina zachowała się wstrzemięźliwie i choć odbywały się w tym kraju demonstracje solidarnościowe z protestującymi w Kazachstanie, to Kijów nie miał zamiaru podstawić się propagandzie rosyjskiej, tak by miała ona argumenty za wskazaniem go jako sponsora „terrorystów" w Kazachstanie. Nie zmienia to jednak faktu, że polityka zagraniczna Kazachstanu będzie obecnie znacznie mniej niezależna i zbalansowana niż za czasów Nazarbajewa. Tokajew ma bowiem pełną świadomość z czyich rąk otrzymał inwestyturę i że ręce te mogą mu ją też odebrać.

Czytaj też

Kazachskie protesty wybuchły 2 stycznia i przez pierwsze 3 dni miały one pokojowy charakter. Zamieszki rozpoczęły się 4 stycznia wieczorem i doprowadziły m.in. do zajęcia lotniska w Ałmaty. Było to możliwe tylko i wyłącznie dzięki temu, że służby bezpieczeństwa „zniknęły". Same bojówki odpowiedzialne za przemoc nie miały natomiast wiele wspólnego z pierwotnymi protestami.

Otwartym pytaniem pozostaje jedynie to czy działały one na rozkaz klanu Nazarbajewa, a w szczególności szefa Komitetu Bezpieczeństwa Narodowego Karima Masymowa, czy też wręcz przeciwnie, była to operacja zlecona przez prezydenta Kasyma-Żomarta Tokajewa. W tym pierwszym wypadku celem byłoby skompromitowanie Tokajewa jako niezdolnego do poradzenia sobie z sytuacją i jego odsunięcie. W drugim przypadku celem była konsolidacja władzy w rękach Tokajewa poprzez pozbawienie władzy Nazarbajewa i jego ludzi (co ostatecznie rzeczywiście nastąpiło).

Przerzut rosyjskich sił do Kazachstanu.
Fot. Artur Rosiński/NewsMap.pl, Defence24.pl

Nowaja Gazieta zwraca przy tym uwagę na to, że w ostatnich latach w górach w Kazachstanie założono szereg obozów treningowych dla grup paramilitarnych, których istnienie było ignorowane przez KNB. Odpowiadać miał za to zastępca szefa KNB (a zarazem bratanek Nursułtana Nazarbajewa) Samat Abisz oraz inny bratanek Nazarbajewa Kajrat Satybałdy, uznawany za patrona kazachskich islamistów. Otwartym jest zatem pytanie czy przewrotu miały dokonać islamistyczne bojówki trenowane na rozkaz ludzi z klanu Nazarbajewa w KNB i czy miały wsparcie zewnętrzne, które w takim wypadku mogło pochodzić wyłącznie z Turcji.

Jeśli Turcja rzeczywiście miała swój udział w tej operacji to szybko się z niej wycofała. Warto jednak pamiętać, że Kazachstan był ważnym partnerem Turcji w ramach Rady Współpracy Państw Tureckojęzycznych, która w listopadzie 2021 r. przekształciła się w Organizację Państw Turkijskich (OTS). W skład OTS wchodzi 7 państw, przy czym 2 mają status obserwatora. Organizacja ta jest przy tym dość eklektyczna, zważywszy na to, że 2 z tych 7 państw to członkowie NATO (Turcja i Węgry, które są w dodatku członkiem UE), natomiast 5 pozostałych to byłe republiki radzieckie, w tym 2 członków ODKB (Kazachstan i Kirgizja).

Czytaj też

Instytucjonalne zacieśnianie współpracy w ramach OTS i ekspansja tej organizacji (wniosek o status obserwatora złożyła też Ukraina) z całą pewnością nie mogły się podobać Rosji, zwłaszcza po tym jak Turcja zwiększała swoje wpływy w Azerbejdżanie. Z drugiej strony scenariusz kaukaski wskazuje na to, że Turcja mogła rzeczywiście dążyć do tego by uczynić z Azji Środkowej kolejne pole targów z Rosją.

W tym kontekście warto przypomnieć (jest często nierozumiane i ignorowane), że relacje rosyjsko-tureckie nie opierają się na strategicznej rywalizacji, lecz na cyklicznych dealach obejmujących jednocześnie różne teatry działań. Uzyskanie wpływów przez Turcję w Azji Środkowej służyłoby zatem nie tyle wypieraniu tamtejszych wpływów Rosji (projekt panturecki jest bowiem fikcją o czym świadczy stosunek wycofanie się Turcji ze wsparcia sprawy ujgurskiej), lecz polepszeniu pozycji negocjacyjnej w sprawie syryjskiego Idlibu i Rożawy.

Czytaj też

Interwencja ODKB, na wniosek Tokajewa, była ciosem dla OTS i Turcji, bez względu na to czy miała ona udział we wcześniejszych wydarzeniach czy też wręcz przeciwnie, od samego początku były one zaplanowane przez Tokajewa i Kreml. W tym drugim przypadku, celem Tokajewa było odsunięcie klanu Nazarbajewa od władzy i jej konsolidacja we własnych rękach, przy czym mógł tego dokonać tylko przy wsparciu Rosji i za cenę zacieśnienia zależności Kazachstanu od Rosji. W ten sposób Rosja w zarodku zneutralizowała wpływy tureckie zarówno w Kazachstanie jak i całej Azji Środkowej, unikając problemów jakie wystąpiły w przypadku Azerbejdżanu.

Dodatkowo upokarzające dla Turcji i OTS było to, że interwencję ODKB ogłosił premier Armenii Nikol Paszynian. OTS, którego sekretarzem generalnym jest kazachski dyplomata Bagdad Amrejew, poparła bowiem w październiku 2020 r. Azerbejdżan w czasie wojny z Armenią o Arcach. Po ogłoszeniu interwencji ODKB w Turcji pojawiły się przy tym głosy, że „siły pokojowe" powinna wysłać Turcja i OTS, lecz Erdogan właściwie ocenił sytuacjęi uznał, że jest ona w tym zakresie beznadziejna, a krytyka Tokajewa oznaczałaby tylko wyjście Kazachstanu z OTS, co byłoby gwoździem do trumny tej organizacji. Dlatego Turcja bardzo szybko udzieliła poparcia działaniom Tokajewa. Dla zachowania pozorów zwołano też, pozbawiony jakiegokolwiek znaczenia, szczyt OTS.

Czytaj też

Interwencja ODKB nie była bynajmniej potrzebna by tłumić zamieszki, gdyż ostatecznie dokonały tego siły kazachskie. Tokajewowi potrzebne było jedynie namaszczenie ze strony Rosji co całkowicie przesądziło o jego zwycięstwie i wręcz kapitulacji ludzi Nazarbajewa. Sam Nazarbajew, po usunięciu go z dożywotniej funkcji szefa Rady Bezpieczeństwa Kazachstanu, wezwał do poparcia Tokajewa. W ten sposób zagwarantował sobie osobistą nietykalność.

Z kolei z punktu widzenia Rosji najważniejsze było pokazanie, że ODKB jest funkcjonalne i może dojść do błyskawicznego przerzutu sił. Można to uznać przy tym za fakt tylko z takim zastrzeżeniem, że Rosja rzeczywiście nie zaplanowała wydarzeń w Kazachstanie. Ponadto Rosja pokazała, że to ona (a nie zapisy traktatu powołującego tę organizację) decyduje kiedy i gdzie zostaną użyte siły ODKB i że w tym zakresie może liczyć na pełną lojalność pozostałych członków.

BMD-2 w czasie załadunku przed wysłaniem do Kazachstanu
Fot. mil.ru

Warto przy tym przypomnieć, że po tym jak ODKB odmówiło wsparcia Armenii w wojnie z Azerbejdżanem, pojawiły się opinie, że podważyło to sojuszniczą wiarygodność Rosji i pozbawiło ODKB znaczenia. W tym kontekście to, że siły ODKB zostały bardzo szybko wycofane, nie ma większego znaczenia. Wydarzenia w Kazachstanie zwiększają natomiast prawdopodobieństwo wzrostu wpływów Rosji w nie należących do ODKB republikach postsowieckich tj. Turkmenistanie i Uzbekistanie, zwłaszcza, że stoją one w obliczu zagrożenia ze strony ekstremizmu islamskiego, w związku z przejęciem władzy w sąsiednim Afganistanie przez talibów. W kontekście islamistów warto też zwrócić uwagę, że ze względu na pokrewieństwo Kazachów z Ujgurami, Chiny z całą pewnością są zadowolone z odsunięcia od władzy osób opowiadających się za islamizacją Kazachstanu, takich jak obaj bratankowie Nazarbajewa. Natomiast sugestie, że w Kazachstanie może dojść do długotrwałej partyzantki islamskiej przeciwko Rosji okazały się całkowicie bezzasadne.

Czytaj też

Pojawiające się w trakcie kryzysu kazachskiego sugestie, że jest to problem dla Rosji były natomiast przejawem niebezpiecznego myślenia życzeniowego. Ani na moment nie ograniczyło to też zdolności Rosji do militarnego ataku na Ukrainę, przy granicy z którą zgromadziła ona ok. 100 tys. żołnierzy. Co więcej, obecnie można się spodziewać zaangażowania sił ODKB w przypadku nowej wojny Rosji z Ukrainą. Myślenie życzeniowe jest przy tym dość charakterystyczne w odniesieniu do Rosji i jej ekspansjonistycznych działań. Widać to też na przykładzie pojawiających się czasem, zupełnie błędnych ocen roli Rosji w czasie wojny w Arcachu w końcu 2020 r.

Wojna ta bynajmniej nie ograniczyła wpływów Rosji na Kaukazie, lecz wręcz przeciwnie, powstrzymała wzrost wpływów tureckich i przywróciła zależność Azerbejdżanu od Rosji. To Rosja bowiem kontroluje obecnie wszystkie szlaki komunikacyjne w tym rejonie i może uprawiać politykę „dziel i rządź". Azerbejdżan zgodził się też na obecność wojskową Rosji na terytorium, które uznaje za należące do niego. Również i w tym wypadku pojawiały się absurdalne tezy, że obecność ta jest niekorzystna dla Rosji gdyż rozprasza jej siły. Z kolei 14 stycznia rozpoczęły się w Moskwie negocjacje armeńsko-tureckie w sprawie normalizacji stosunków, co też jest wyraźnym sygnałem, kto w tym regionie rozdaje karty.

Fot. mil.ru

Komentarze (6)

  1. Darek S.

    Jeżeli to zostało przez Moskwę wyreżyserowane, to by znaczyło, że na Kremlu działają albo debile, albo przeciwnicy Putina. Pierwszy raz od lat 90-tych w tak zdecydowany sposób i na taką skalę naród w Kazachstanie powszechnie opowiedział się przeciwko swojej władzy, której musiała pomagać Rosja. Czyli Rosja po tej interwencji stała się największym i jedynym wrogiem narodu Kazachskiego. Tak dużego sukcesu w rozgrywce Rosji z Chinami o Kazachstan Chiny dawno nie odniosły. Dla Rosji oznacza to, że już niedługo będzie musiała się stamtąd zwijać. Taka sama sytuacja jest na Białorusi. Stąd wściekłość Putina. Gdy tylko padnie Łukaszenka Białorusini gremialnie wybiorą prozachodnie władze i odrzucą sojusz z Rosją.

    1. Valdore

      Darek, a od kiedy to Rosja przejmuje sie czyms takim jak wola jakiegos narodu.. To samo było w Afganistanie, Czeczenii, na Węgrzech w Czechosłowacji, na Ukrainie czy ostatnio na Białorusi.

    2. ito

      Kiedy Rosja była w Afganistanie, na Węgrzech, czy w Czechosłowacji? A co do reszty- Czeczeńcy uznali (w czasie drugiej wojny), ze wola być Rosji niż w kalifacie, Krym uznał, że jest Rosją, do Rosji chcą RepublikiLudowektórych wolę Ukraina ma w głębokim poważaniu, a na Białorusi- skończyły się zachodnie pieniądze, skończyły się "demokratyczne protesty". To tak w skrócie.

  2. ito

    Natomiast prawdą jest, że Rosja okazuje się beneficjentem wydarzeń, przy czym istotne okazało się nie tylko niesłychanie sprawne przerzucenie sił na wniosek władz, ale też, może nawet bardziej, błyskawiczne ich wycofanie na pierwsze wezwanie tychże władz. To może ośmielić innych do zwracania się o pomoc do organizacji. Manewr równie sprytny jak nieopowiedzenie się po żadnej ze stron w czasie wojny w Karabachu, które pozwoliło Rosji na ustawienie się w roli rozjemcy.

  3. ito

    Trochę się autor zaplatał- albo "demokratyczne protesty", albo walka klanów o władzę. Skąd wniosek, że nie doszło do "kolorowej rewolucji"? Scenariusz idealnie wpisuje się w akcję na Ukrainie czy Białorusi- w końcu w kolorowych rewolucjach działają amerykańskie pieniądze, nie wojsko (są skuteczniejsze :-)) a wsparcie dla osłabiających władzę islamistów to scenariusz wręcz już ograny. Czyli ta część wnioskowania jest co najmniej wątpliwa. Podobnie jak opowieści o "odbudowie imperium"-to raczej blokada rozszerzania zachodniej strefy wpływów (po raz kolejny ostatnio).

  4. Olender

    Mały błąd autora, nie wpływający na treść artykułu. Turcja nie jest członkiem UE

    1. HeHe

      Autor pisał o Węgrzech.

    2. ito

      Mowa była o Węgrzech. Są członkiem UE.

  5. Gulden

    W sumie,JAK niby zmienić układ rządzący w takim Kazachstanie,czy jemu podobnych Krajach?Tam się w sumie nic nie zmieniło,i szeroko pojęte"klany"z głównych pachanem na czele,jak już dorwą się do władzy,to z miejsca pozostałe klany wbijają w ziemię,bądż uzależniają od siebie,by nie stanowiły zagrożenia.Bo w sumie demokratycznie,wyborami,czy jakąś tam rewolucją nie da rady zmienić składu rządu w tym regionie.Taki tam mają system.Na chwilę obecną,rosjanie zmienili rządzący klan w Kazachstanie,na inny,i to w sumie w białych rękawiczkach...Mniejsza o to,czy to było zaplanowe,te protesty,czy nie.Tak czy siak,reakcja na wydarzenia była błyskawiczna,i skuteczna.Czyli-ogląd sytuacji na miejscu był przez cih wywiad,agenturę pełny,realny,i zgodny z rzeczywistością.Przy okazji pokazano choćby turkom,że za daleko rąk wyciągać nie warto...

  6. DIM

    @Oj, ja bym do tych wniosków autorów podchodził baaardzo sceptycznie. A to ponieważ mocarstwom nieraz już wydawało się, że to one kontrolują ruchy islamistyczne, czemu następnie fakty zaprzeczyły. Islamiści owszem, z początku przyklejają się do tych czy tamtych protektorów, szukając okazji wzmocnienia się. Ale potem już tylko do swego Allacha.