Między Waszyngtonem a Teheranem: Azja Środkowa w cieniu eskalacji i zagrożeń terrorystycznych
Rada Pokoju: Nowa Platforma, Stara Logika
Autor. US Department of State - official website
Rada Pokoju, formalnie powołana 22 stycznia 2026 roku podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, z założenia miała stanowić odejście od tradycyjnego multilateralizmu. Początkowo postrzegana jako instrument zarządzania Strefą Gazy, szybko przekształciła się w coś bardziej ambitnego i mniej jasno zdefiniowanego. Inicjatywę przedstawiano nie tylko jako mechanizm rozwiązywania konfliktów, ale jako praktyczną alternatywę dla Organizacji Narodów Zjednoczonych, którą Donald Trump określił mianem powolnej, nieskutecznej i nadmiernie proceduralnej.
Jej sama nazwa („Board of Peace”) oraz struktura ugrupowania wskazują na etos menedżerski. Grupa de facto funkcjonuje jak zarząd, co oznacza koncentrację na podejmowaniu decyzji, władzy wykonawczej i odgórnym kierownictwie, a nie na budowaniu konsensusu. Władza wydaje się przy tym silnie skoncentrowana w przewodnictwie, a Trump jest postrzegany nie tylko jako organizator debaty, lecz także jako dominująca postać instytucji, której celem jest przede wszystkim działanie, zarządzanie i wdrażanie przyjmowanych przez zarząd decyzji. Odzwierciedla to model, który można określić mianem multilateralizmu menedżerskiego, czyli systemu opartego na praktycznym rozwiązywaniu konkretnych problemów, a niekoniecznie na budowaniu trwałych, normatywnych instytucji.
Jednocześnie wielu obserwatorów natychmiast postawiło pytanie: dlaczego odległe, niezachodnie i formalnie niezaangażowane państwa – zwłaszcza w Azji Środkowej – zdecydowały się przyłączyć do takiej inicjatywy? Odpowiedź leży nie w spójności ideologicznej, lecz w strategicznej kalkulacji.
W niniejszym artykule przeanalizowano podwójną rolę Azji Środkowej w roku 2026 – jako uczestnika nowych mechanizmów globalnego zarządzania, a jednocześnie czołowego obserwatora eskalacji konfliktów na Bliskim Wschodzie – koncentrując się tym samym na trzech fundamentalnych pytaniach:
- Dlaczego państwa Azji Środkowej przystąpiły do Rady Pokoju?
- Jak interpretują i reagują na wojnę USA–Izrael z Iranem?
- Co mogą wnieść — i co ryzykują — w tym zmieniającym się otoczeniu geopolitycznym?
Dlaczego Azja Środkowa przyłączyła się do inicjatywy Trumpa?
Przystąpienie Kazachstanu i Uzbekistanu do Rady Pokoju zaskoczyło wielu analityków. Żadne z tych państw nie jest bezpośrednio zaangażowane w konflikt w Strefie Gazy. Oba tradycyjnie zachowywały także ostrożny dystans wobec instytucjonalnych ram kierowanych przez Zachód. Ich udział staje się jednak bardziej zrozumiały, gdy spojrzymy na niego przez pryzmat wielopłaszczyznowej polityki zagranicznej Azji Środkowej, systematycznie kształtowanej po rozpadzie ZSRR. Atrakcyjność dołączenia do Rady Pokoju wynika nie z ideologicznej sympatii do światopoglądu Trumpa, lecz z praktycznych możliwości, jakie stwarza odnowione zainteresowanie Stanów Zjednoczonych tym regionem.
Udział Kazachstanu należy zatem interpretować w kontekście szerszej reorganizacji relacji USA–Azja Środkowa. W ostatnich latach Waszyngton zaczął traktować Astanę jako preferowanego partnera regionalnego. Pierwszy szczyt prezydencki C5+1 w Białym Domu pod koniec 2025 roku zasygnalizował, że Stany Zjednoczone ponownie traktują Azję Środkową poważnie tj. nie tylko jako dodatek do polityki wobec Afganistanu, lecz jako samodzielny region o znaczeniu geopolitycznym.
Dla Kazachstanu przystąpienie do Rady Pokoju nie oznacza automatycznego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, lecz raczej relatywnie bezpieczne równoważenie zależności od Rosji i Chin. Jako kraj graniczący z obydwoma mocarstwami, Kazachstan od dawna dąży do dywersyfikacji partnerstw, preferując selektywne zaangażowanie zamiast tworzenia trwałych sojuszy. Odmowa przystąpienia do BRICS, mimo członkostwa w instytucjach euroazjatyckich, podkreśla to podejście. Rada Pokoju wpisuje się w tę logikę, oferując polityczne zbliżenie z Waszyngtonem, większą widoczność w kształtujących się strukturach globalnego zarządzania oraz możliwości współpracy gospodarczej (zwłaszcza w obszarze surowców mineralnych), bez konieczności zrywania dotychczasowych relacji z Iranem, Chinami czy nawet Rosją
Rola Uzbekistanu w Radzie Pokoju jest nieco inna, choć prowadzi do podobnych wniosków. Wynika ona z trwającej transformacji wewnętrznej kraju, szczególnie widocznej w ostatniej dekadzie. Polityka zagraniczna Taszkentu coraz wyraźniej akcentuje oraz kładzie nacisk na współpracę regionalną, deeskalację i suwerenną niezależność. W przeciwieństwie do Kazachstanu, który wnosi doświadczenie instytucjonalne, Uzbekistan zapewnia wiarygodność wśród państw niezaangażowanych, co stanowi istotny atut z perspektywy Stanów Zjednoczonych.
Inicjatywy kierowane przez USA często borykają się z deficytem legitymizacji w krajach Globalnego Południa, które niechętnie akceptują projekty oraz różnego rodzaju inicjatywy państw wysoko rozwiniętych. Uzbekistan, postrzegany jako niezależny, reformujący się i nie w pełni osadzony w zachodnich ramach geopolitycznych, ma potencjał do pełnienia roli pomostu. W tym sensie przyczynia się on do zwiększenia politycznej użyteczności Rady Pokoju, łagodząc przy tym jej wizerunek, który w przeciwnym razie mógłby być postrzegany jako przedłużenie osobistej dyplomacji Trumpa.
Włączenie państw Azji Środkowej do Rady Pokoju odzwierciedla zatem szerszą zmianę w globalnej geopolityce. Kazachstan i Uzbekistan wspólnie oferują Radzie coś, czego Waszyngton nie może zapewnić sam, tj. wiarygodność operacyjną w kontekstach innych niż zachodnie.
Zaangażowanie Azji Środkowej jest ważne również z innego powodu. Odzwierciedla ono bowiem szerszą zmianę w postrzeganiu regionu. Przez większą część okresu po zimnej wojnie Azja Środkowa była traktowana przede wszystkim jako obszar rywalizacji między głównymi mocarstwami. Obecnie ulega to zmianie, ponieważ znaczenie regionu wynika z kilku nakładających się na siebie realiów. Przede wszystkim leży on między Rosją a Chinami, w pobliżu Afganistanu i Bliskiego Wschodu, wzdłuż coraz bardziej spornych szlaków handlowych i tranzytowych, a ponadto dysponuje cennymi zasobami mineralnymi. W tych warunkach państwa takie jak Kazachstan i Uzbekistan nie zadowalają się już pozostawaniem na geopolitycznych peryferiach, a udział w instytucjach takich jak Rada Pokoju stanowi jeden ze sposobów potwierdzania ich znaczenia.
Rada Pokoju w obliczu realiów wojny
Na papierze Rada Pokoju oferowała Kazachstanowi i Uzbekistanowi coś atrakcyjnego: widoczność, dostęp oraz możliwość współkształtowania nowego rodzaju platformy dyplomatycznej w czasie, gdy tradycyjne instytucje wydawały się osłabione. W praktyce jednak wojna z Iranem natychmiast wystawiła na próbę granice tego zaangażowania. Te same rządy, które niedawno przyłączyły się do wspieranej przez USA inicjatywy pokojowej, zostały teraz zmuszone do ostrożnego reagowania na eskalację militarną w swoim szerszym sąsiedztwie.
Znalazły się tym samym w sytuacji, w której były dobrowolnymi uczestnikami kierowanego przez Waszyngton porozumienia pokojowego, a jednocześnie mimowolnymi obserwatorami eskalacji militarnej prowadzonej również pod przewodnictwem USA. Ich reakcja nie była przypadkowa ani chaotyczna. Odzwierciedlała głębszą logikę, która od czasu uzyskania niepodległości kształtuje dyplomację Azji Środkowej. Jej istotę stanowią przy tym szerokie zaangażowanie, ograniczone powiązania oraz zachowanie pola manewru za wszelką cenę.
Zobacz też

Milczenie, koordynacja i strategiczna niejednoznaczność
Reakcja Azji Środkowej na wojnę była zadziwiająco spójna we wszystkich pięciu republikach. Oficjalne oświadczenia zawierały apele o powściągliwość, naciski na rozwiązania dyplomatyczne oraz częste powoływanie się na prawo międzynarodowe i Kartę Narodów Zjednoczonych. Co istotne, żadna z nich nie przyznała wprost, że Stany Zjednoczone i Izrael zainicjowały konflikt. To pominięcie nie jest przypadkowe. Odzwierciedla ono celową strategię kontrolowanej niejednoznaczności. Jednoznaczne przypisanie winy groziłoby destabilizacją istniejącej równowagi.
Jednocześnie żaden z rządów nie chciał spalić mostów z Teheranem. Iran od dawna uczestniczy w wysiłkach państw Azji Środkowej na rzecz uzyskania dostępu do rynków globalnych poprzez południe. Jego terytorium, porty i infrastruktura transportowa odgrywają kluczową rolę w planach dywersyfikacji, mających na celu zmniejszenie zależności od północnych i wschodnich szlaków zdominowanych przez Rosję i Chiny.
Przywódcy Kazachstanu, Uzbekistanu, Turkmenistanu i Tadżykistanu w różnym stopniu angażują się we współpracę z Iranem. W szczególności Tadżykistan utrzymuje znacznie głębsze relacje z Teheranem, zakorzenione we wspólnym perskim dziedzictwie, języku i pokrewieństwie cywilizacyjnym. W tym kontekście otwarte obwinianie przeciwników Iranu za konflikt rozgniewałoby Waszyngton, a jednocześnie zaszkodziłoby cennym relacjom regionalnym. W związku z tym strategiczna niejednoznaczność stała się dla nich najrozsądniejszą opcją.
Rządy regionu balansują zatem na granicy wielu relacji:
- Ze Stanami Zjednoczonymi (poprzez inicjatywy takie jak Rada Pokoju)
- Z Iranem (jako sąsiadem, partnerem handlowym i korytarzem tranzytowym)
- Z Rosją i Chinami (jako dominującymi mocarstwami regionalnymi)
Pozwala to każdemu państwu zachować elastyczność, unikając jednocześnie konfrontacji z jakimkolwiek znaczącym aktorem.
Wojna w Iranie jako siła wzmacniająca grupy terrorystyczne
Rządy państw Azji Środkowej nie są neutralne z powodu braku preferencji, lecz dlatego, że geopolityczne koszty porzucenia neutralności są zbyt wysokie. Ich dyplomacja opiera się na zarządzaniu ryzykiem, a nie na formułowaniu moralnych ocen. Staje się to jeszcze bardziej widoczne, gdy spojrzymy poza sferę dyplomacji, zwłaszcza na kwestie bezpieczeństwa. Dla decydentów w Azji Środkowej największym zagrożeniem wynikającym z wojny nie są jej bezpośrednie konsekwencje militarne (choć ryzyko to wzrosło wraz ze zbliżaniem się konfliktu do Morza Kaspijskiego), lecz raczej wpływ przedłużającej się niestabilności w Iranie na szersze zagrożenia regionalne.
Z perspektywy środkowoazjatyckich służb bezpieczeństwa Iran przez lata stanowił barierę przed ekspansją sunnickich dżihadystów, przede wszystkim ISIS-K (Państwa Islamskiego – Chorasan) tj. regionalnego odłamu ISIS, utworzonego w 2015 roku, działającego głównie w Afganistanie i Pakistanie jako organizacja rebeliancka i terrorystyczna. Utrzymując obecność w północnym Afganistanie, ISIS-K stwarza ryzyko ataków transgranicznych, radykalizacji i rekrutacji, szczególnie w takich krajach jak Uzbekistan i Tadżykistan. Jego działania, w tym ataki rakietowe oraz rozwinięte sieci transnarodowe, przyczyniają się do destabilizacji regionu i zmuszają państwa Azji Środkowej do priorytetowego traktowania bezpieczeństwa granic oraz działań antyterrorystycznych.
Nie można wykluczyć, że w przypadku upadku obecnego reżimu w Iranie część struktur państwa mogłaby się rozpaść, granice stałyby się bardziej przepuszczalne, aparat represji byłby zajęty walką o władzę, a lokalne konflikty etniczne i wyznaniowe mogłyby się nasilić. W takich warunkach ISIS-K nie musiałoby „zdobywać” terytorium Iranu w klasycznym znaczeniu tego słowa. Wystarczyłoby zwiększyć rekrutację, logistykę, przemyt ludzi i broni oraz tempo zamachów terrorystycznych.
Osłabiony lub rozbity Iran mógłby stworzyć nowe luki bezpieczeństwa, sprzyjające odrodzeniu się niepaństwowych ugrupowań zbrojnych, sieci przemytniczych oraz rekrutacji ekstremistów, co oddziaływałoby także na inne podmioty w regionie. W tym ujęciu najgorszym scenariuszem dla Azji Środkowej nie jest sam konflikt w bezpośrednim otoczeniu, lecz wojna, która przełamuje jeden z poziomów regionalnej izolacji i otwiera przestrzeń dla zagrożeń już teraz narastających w Afganistanie oraz na szerszych południowych peryferiach.
Wnioski
Państwa Azji Środkowej nie są skłonne do bezpośredniego zaangażowania militarnego w konflikt między USA/Izraelem a Iranem. Coraz większą uwagę poświęcają natomiast konsekwencjom wtórnym, tj. niekontrolowanym migracjom ludności, obiegowi broni, rozprzestrzenianiu się radykalnych narracji oraz obciążeniu i tak już ograniczonego potencjału instytucjonalnego. W tym sensie ich ostrożna dyplomacja nie jest oznaką dystansu, lecz przejawem świadomości.
Niepewne pozostaje jednak, jak trwałe okaże się to podejście w przypadku pogłębienia lub rozszerzenia konfliktu. Strategiczna niejednoznaczność jest skuteczna, ale tylko wtedy, gdy jest tolerowana przez wszystkich głównych aktorów. Jeśli presja ze strony któregoś z uczestników konfliktu wzrośnie, przestrzeń dla takiej postawy może się zawęzić.





WIDEO: Offset czy „offset”? Miliony na Jelcza, miliardy na Apache | Defence24 Week #153