Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

Znamy pierwszych członków Rady Pokoju – od Węgier po Białoruś [KOMENTARZ]

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald J. Trump ogłosił powstanie nowej inicjatywy międzynarodowej pod nazwą tzw. Rada Pokoju. Według zapowiedzi administracji amerykańskiej projekt ma służyć dialogowi i mediacjom między państwami oraz wspierać stabilizację w regionach dotkniętych konfliktami, jednak już na starcie wzbudza liczne wątpliwości co do swojej realnej skuteczności i przyszłości.

Złota Kopuła, Golden Dome, Donald Trump, USA, Stany Zjednoczone, wojsko, kosmos, technologie
Autor. The White House

Wraz z ogłoszeniem projektu ujawniono listę pierwszych państw założycielskich, które zadeklarowały przystąpienie do inicjatywy. Wśród nich znalazły się Albania, Argentyna, Armenia, Azerbejdżan, Bahrajn, Białoruś, Bułgaria, Kambodża, Egipt, Salwador, Węgry, Indonezja, Jordania, Kazachstan, Kosowo, Kuwejt, Mongolia, Maroko, Pakistan, Paragwaj, Katar, Arabia Saudyjska, Turcja, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Stany Zjednoczone, Uzbekistan oraz Wietnam.

Reklama

Tzw. Rada Pokoju, jak podkreślono w komunikacie Białego Domu, ma działać obok tradycyjnych instytucji międzynarodowych, takich jak ONZ czy NATO, oferując „bardziej elastyczne i pragmatyczne podejście do globalnych kryzysów”. Administracja Trumpa wskazuje, że inicjatywa ma umożliwić bezpośredni dialog między państwami, prowadzenie mediacji oraz szybkie reagowanie w sytuacjach napięć regionalnych, które często wymagają bardziej zindywidualizowanego podejścia niż to, które oferują wielostronne organizacje.

Jednak już na tym etapie warto zwrócić uwagę na poważne braki w koncepcji Rady. Nie przedstawiono szczegółowych zasad funkcjonowania, struktury decyzyjnej ani sposobu egzekwowania zobowiązań uczestników. Brak tych elementów sprawia, że inicjatywa może pozostać głównie politycznym projektem symbolicznym, a jej faktyczny wpływ na międzynarodowe procesy pokojowe będzie ograniczony. Bez jasnych procedur i mechanizmów prawnych trudno oczekiwać, że Rada Pokoju stanie się efektywnym narzędziem rozwiązywania konfliktów.

Dodatkowym punktem kontrowersji jest skład państw założycielskich. Obecność Białorusi, kraju objętego sankcjami międzynarodowymi za łamanie praw człowieka i wspieranie rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie, budzi wątpliwości co do wiarygodności projektu. Niektóre państwa europejskie i amerykańscy eksperci zwracają uwagę, że obecność krajów izolowanych dyplomatycznie może podważać autorytet Rady i stawiać pod znakiem zapytania jej deklarowane cele pokojowe. Równie istotny jest fakt, że w inicjatywie nie uczestniczą największe państwa Europy Zachodniej, takie jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania, ani Polska, mimo bliskich relacji z Waszyngtonem w ostatnich latach. Sceptycyzm tych krajów wynika przede wszystkim z obaw, że udział w projekcie bez realnych kompetencji i jasno określonych zobowiązań może osłabić dotychczasowy system sankcji wobec państw łamiących prawo międzynarodowe, podważyć znaczenie istniejących mechanizmów bezpieczeństwa zbiorowego oraz rozmyć rolę ONZ i NATO w rozwiązywaniu globalnych kryzysów.

Sam projekt w dużej mierze zależy od politycznej woli samego prezydenta Donalda Trumpa. Oznacza to, że jego przyszłość jest niepewna i mocno powiązana z bieżącą sytuacją polityczną w USA. Bez trwałych mechanizmów i zobowiązań ze strony uczestników inicjatywa może zakończyć się jedynie na poziomie deklaracji, bez realnego wpływu na światowe konflikty.

Reklama

Kolejnym wyzwaniem dla inicjatywy jest kwestia finansowania, która pozostaje zupełnie niejasna. Dotychczas nie ujawniono, w jaki sposób Rada Pokoju miałaby funkcjonować finansowo ani jakie zobowiązania spoczywają na państwach członkowskich. Brak transparentności w tej kwestii rodzi obawy o niezależność instytucji – istnieje ryzyko, że jej działania będą w dużym stopniu zależne od woli największego uczestnika, czyli Stanów Zjednoczonych. Bez stałych źródeł finansowania i własnych instrumentów operacyjnych projekt może szybko ograniczyć się do organizowania konferencji i wydawania komunikatów, zamiast podejmować realne mediacje w regionach objętych konfliktami.

Trzeba zwrócić również uwagę na problem legitymacji prawnej. W przeciwieństwie do ONZ czy NATO, Rada Pokoju nie dysponuje formalnym mandatem wynikającym z traktatów międzynarodowych ani mechanizmami egzekwowania swoich decyzji. Oznacza to, że skuteczność inicjatywy w dużym stopniu będzie zależała od dobrej woli państw członkowskich – w sytuacjach poważnych napięć i konfliktów może się okazać niewystarczająca. Bez procedur pozwalających na narzucenie decyzji lub choćby wypracowanie kompromisu Rada ryzykuje pozostaniem projektem symboliczno-politycznym, który w praktyce niewiele zmieni w globalnej architekturze bezpieczeństwa.

Mimo tych ograniczeń pojawiają się jednak głosy, że projekt może pełnić rolę eksperymentalnej platformy dyplomatycznej. Elastyczne podejście i możliwość bezpośrednich rozmów między państwami, z pominięciem biurokratycznych barier wielostronnych instytucji, daje pewną szansę na wypracowanie nowych metod mediacji. Rada mogłaby funkcjonować jako rodzaj „laboratorium dyplomatycznego”, testując innowacyjne mechanizmy rozwiązywania konfliktów, zanim zostaną one wdrożone w szerszym formacie międzynarodowym.

Jednak w obecnej konfiguracji tzw. Rada Pokoju bardziej przypomina projekt polityczny niż praktyczne narzędzie pokojowe. Obecność państw objętych sankcjami, brak udziału kluczowych graczy oraz niejasne mechanizmy działania stawiają pytanie, czy inicjatywa faktycznie będzie w stanie wpłynąć na globalne bezpieczeństwo. Projekt może pozostać głównie symbolem politycznej wizji Trumpa, wykorzystywanym do budowania wizerunku USA jako lidera działań pokojowych, bez realnej możliwości wdrożenia skutecznych działań międzynarodowych. Może być też skierowany głównie na rzecz budowy wizerunku samego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Reklama

Dopóki Rada Pokoju nie przedstawi konkretnych procedur, harmonogramów działań oraz mechanizmów egzekwowania decyzji, trudno oczekiwać, że stanie się ona istotnym elementem globalnej architektury bezpieczeństwa. Kluczowe będzie, czy projekt zdoła zainteresować większe państwa Zachodu oraz instytucje międzynarodowe, które tradycyjnie odgrywają centralną rolę w procesach pokojowych.

WIDEO: "Koordynacja jest najważniejsza". Dowódca GROM o operacjach specjalnych
Reklama