- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Kurdowie między ugodą a walką o przetrwanie
Syryjskie oddziały rządowe przekroczyły Eufrat, by przejąć kontrolę nad terytoriami administrowanymi przez Kurdów. Pomiędzy dowództwami – syryjskim i kurdyjskim doszło do porozumienia. Część oddziałów jednak stanęła do walki.
Trwa proces włączania kontrolowanych przez Kurdów syryjskich terytoriów przez wojska rządowe. Kurdowie tracą niezależność?
Jeszcze do niedawna Syryjskie Siły Demokratyczne kontrolowały część kraju za Eufratem. W wyniku zaciekłej kurdyjskiej walki przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu oraz innym ugrupowaniom dżihadystycznym w Syrii, a także koniunktury geopolitycznej (wsparcie USA) oraz słabości Damaszku, Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) – koalicja oddziałów zbrojnych pod kurdyjskim dowództwem, przejęła oraz administrowała północno-wschodnią Syrię (do rzeki Eufrat) oraz z różnym powodzeniem kontrolowała enklawy za Eufratem (Afrin i część Aleppo). W ramach SDF istniały nie tylko kurdyjskie formacje zbrojne, ale także asyryjskie (chrześcijańskie), arabskie oraz turkmeńskie. Póki alternatywą dla rządu Kurdów był nieudolny Assad w przypadku tych dwóch ostatnich etnosów trzymano się kwatery SDF. Porozumienie między klanami z różnych etniczno-religijnych grup trwało. Do czasu.
Wojenna autonomia
Tym samym Kurdowie zyskali – jak na swoje możliwości polityczno-wojskowe – obszerną terytorialnie autonomię, która, wspierana przez USA, stała się istotnym graczem w regionie. Była przeciwwagą dla Damaszku, aczkolwiek z kłopotliwym frontem z Turcją, która przecież należy do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Dlatego też USA nie mogło poprzeć kurdyjskiej walki z Turkami, popierając jednocześnie starcia SDF nie tylko z ISIS, ale także z Syryjską Arabską Armią (SAA).
Należy zaznaczyć, że pas kontroli Kurdów wykraczał poza etniczne ziemie tzw. zachodniego Kurdystanu, czyli Rożawy. Rozwiązanie ustrojowe, które przyjęli – raczej świeccy politycznie – syryjscy Kurdowie, znane jako Autonomiczna Administracja Północnej i Wschodniej Syrii (DAANES), było fenomenem na Bliskim Wschodzie, bo de facto stało się konfederacją klanowo-etniczną z wysokim poziomem osobistej wolności i praw, raczej odwzorowując rozwiązania europejskie (przy lokalnych zmiennych) niż bliskowschodnie.
Umowny Zachód otrzymał więc wiarygodnego, nowoczesnego i cywilizowanego sojusznika na Bliskim Wschodzie. Do tego Kurdowie ratowali Europę, przeładowaną kryzysem migracyjnym, faktem, że to SDF pilnował w swoich więzieniach wyłapanych dżihadystów oraz ich rodziny – zwłaszcza tych z europejskimi paszportami.
Zobacz też

Problemy – z perspektywy Kurdów – zaczęły się wraz ze zwycięstwem Hayat Tahrir asz-Szam (HTS) – koalicji ugrupowań rebelianckich z prowincji Idlib, które to w spektakularnej dziesięciodniowej kampanii wojennej rozmontowały państwo Assadów. Wywodzący się z większościowej grupy etnicznej, czyli Arab muzułmanin-sunnita Ahmad asz-Szara vel. Abu Muhammad al-Dżaulani, do tego wspierany przez Turcję, jako przywódca nowej Syrii chciał podporządkować sobie mniejszości etniczno-religijne, co uczynił w kolejności od najsłabszej do najsilniejszej.
Nie do końca wiemy, czy Dżaulani wydał rozkaz do natarcia na mniejszości, czy też uczyniły to niekontrolowalne oddziały dżihadystów na samym dole drabiny dowodzenia. Oczywistym jednak się stało, że dla koalicji oddziałów takich jak HTS kontrola nie zatrzyma się wyłącznie na spuściźnie po Assadzie. Najłatwiej nowym syryjskim władzom poszło z chrześcijanami, którzy po „tej” stronie Eufratu nie posiadają własnej terytorialnej enklawy, a są rozsiani od Aleppo do granicy z Libanem. I są dosłownie bezbronni (asyryjscy chrześcijanie posiadają milicje zbrojne, ale dopiero za Eufratem, od Syrii po Irak). Następnie rozpoczęto pacyfikację alawickiego wybrzeża, czyli bastionu dawnego reżimu. Kolejna była kampania przeciwko Druzom na południu, w Suwejdzie.
W międzyczasie okazało się, że najtrudniejszym przeciwnikiem będą Kurdowie, ponieważ posiadają profesjonalne, jak na bliskowschodnie warunki, siły zbrojne, duże terytorium z „buforami” (czyli nie-kurdyjskimi ziemiami, którymi odgrodziły się od Kurdystanu) oraz geograficznie opierając linię graniczną na Eufracie.
Damaszek zawarł z Kurdami szereg porozumień i układów, których przedmiotem było wysondowanie, na ile SDF są skłonne wejść w struktury rządowe, a Kurdowie oddać władzę na znacznej części DAANES. Dżaulani testował Kurdów przy okazji walk w Aleppo o kurdyjską enklawę w dzielnicy Szejka Maksuda. Dwukrotnie zgadzali się oni na ewakuację swoich oddziałów za Eufrat.
Dowództwo SDF zrozumiało także, że alternatywą dla porozumienia jest wojna totalna, której wymiarem będzie turecko-arabska ofensywa na zachodni Kurdystan. Taka realistyczna kalkulacja wynikała z kilku czynników: z syryjskiego Kurdystanu ewakuowali się amerykańscy żołnierze, a administracja Donalda Trumpa wyraźnie zaznaczyła, że ich obecność straciła tam sens. Kurdowie stracili zatem geopolitycznego „asa”, który wzmacniał ich geopolityczną pozycję niewspółmiernie do własnych sił. Dżaulani był, jest i będzie wspierany przez Turcję, a w samej Turcji doszło do porozumienia z Partią Pracujących Kurdystanu o złożeniu broni. Od początku było więc wiadomo, że w Syrii miało się rozegrać „złożenie broni plus”. Kurdowie zostali sami. Do tego ofensywa na Eufrat ruszyła w kulminacyjnym momencie napięcia na linii USA-Iran.
Zobacz też

Rakka zdobyta
Walki o dzielnicę Szejka Maksuda okazały się wyłącznie rekonesansem syryjskich oddziałów rządowych (dawne HTS) oceniającym siłę lub słabość Kurdów. Aby ograniczyć niepotrzebne straty SDF wymusił na swoich koalicjantach w Aleppo, aby drugi raz podjęli ewakuację z tego miasta. To nie zatrzymało wszelako wojsk rządowych, które zaczęły napierać na linię graniczną, którą była jeszcze do niedzieli rzeka Eufrat. Z dostępnych w bliskowschodnich mediach informacji wynika, że wojska rządowe wyparły Kurdów z Rakki (arabskiego miasta nad rzeką, dawnej stolicy tzw. Państwa Islamskiego). Co istotne od tygodni trwała tam kampania podburzania arabskich klanów przeciwko koalicji z Kurdami, bo po zmianie władzy w Damaszku, straciła ona rację bytu.
Przejęcie Rakki nie okazało się jednak administracyjną formalnością. Potwierdzono, że miasta bronili „kurdyjscy snajperzy”, a rząd syryjski powiązał ich z Partią Pracujących Kurdystanu (zapewne, by wysłać sygnał tureckiemu sojusznikowi). W międzyczasie Kurdowie stracili – bazę lotniczą Tabka, wielką tamę na Eufracie, pola naftowe Safjan i As-Sarwa, mosty na Eufracie i miejscowości po drugiej stronie rzeki. Kolejne miejscowości padały jak kostki domina, a pas kontroli Kurdów zawężono wyłącznie do etnicznego Kurdystanu i świętego (za walkę z ISIS) miasta Kobane. Tak przynajmniej twierdzą media bliskie Damaszkowi.
Zobacz też

17 stycznia w obawie o bunt Kurdów, Dżaulani wydał dekret, w którym potwierdził kurdyjskie prawa narodowe, włącznie z obywatelstwem, oraz uznał także język kurdyjski. Pamiętajmy wszelako, że Kurdowie z Rożawy jedyne, co zyskują, to mglisty pokój zamiast wojny. Damaszek chce odzyskać kontrolę nad przejściami granicznymi i polami roponośnymi. Deklaracje Dżaulaniego, że Kurdowie będą mówili w języku kurdyjskim nie są niczym dodatkowym, czego nie mieli w czasie trwania swojej wojennej autonomii.
Ofensywę ułatwiło jednak porozumienie między Damaszkiem a SDF a ocena skutków, czyli finalna manifestacja siły kolumn rządowych oddziałów w samym zachodnim Kurdystanie, wskazuje na układ obu stron, który można streścić jako „autonomia za podporządkowanie”. Rożawa była broniona, ale przez nieliczne, bliżej niezdefiniowane oddziały zbrojne Kurdów. Prawdopodobnie byli to komendanci polowi, którzy nie zgodzili się z linią polityczną przyjętą przez gen. Mazluma Abdiego, naczelnego dowódcę SDF, który przyjął postawę ugody z Damaszkiem.
Niejasna jest przyszłość samych SDF. Zapewne Kurdowie chcieliby wejść do sił rządowych z zachowaniem własnej komendy i autonomii. Damaszek zaproponował Abdiemu objęcie władzy samorządowej w Kurdystanie, więc pytanie, czy finałem będzie autonomia polityczna, autonomia polityczno-wojskowa, czy też zaledwie próba przekupienia części kurdyjskich elit w zamian za podporządkowanie się Damaszkowi. Bez względu na skutki tej ofensywy, liczący się na Bliskim Wschodzie kurdyjski „Piemont” po drugiej stronie Eufratu odszedł w przeszłość. Nie można mieć jednak złudzeń co do bliskowschodniego nacjonalizmu – arabskie i turkijskie oddziały, które przekroczyły Eufrat, szczerze nienawidzą Kurdów, co źle wróży trwałości omawianej „ugody”. Oby nie przerodziła się w okupację.




PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142