Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • KOMENTARZ

„Kurdyjskie oddziały zbrojne przekraczają granicę Iranu”

Agencja „Reutersa” potwierdza, że do irańskiego Kurdystanu napływają uzbrojeni partyzanci. Czy Narodowa Armia Kurdystanu (SMK) pomaszeruje na Teheran? To jeszcze protesty czy już wojna domowa?

Bojownicy YPG. Fot. Kurdishstruggle
Bojownicy YPG. Fot. Kurdishstruggle

Interwencja USA w Iranie stoi pod znakiem zapytania, a sprawę zweryfikują najbliższe godziny. Być może atak lotniczy nastąpi w piątek – co jest już nieświecką tradycją Bliskiego Wschodu, że operacje militarne następują w święty dla muzułmanów dzień.

Reklama

Jak donosi „Reuters”, „Uzbrojone kurdyjskie oddziały próbowały przedrzeć się przez granicę Iraku z Iranem (…) Trzy źródła, w skład których wchodził wysoki urzędnik irański (…) pod warunkiem zachowania anonimowości, powiedziały, że sąsiednia turecka agencja wywiadowcza ostrzegła irańską Gwardię Rewolucyjną (IRGC) przed kurdyjskimi bojownikami przekraczającymi granicę w ostatnich dniach”.

Paradoksalnie Kurdowie, żyjący w irańskich granicach, to nawet dziesięciomilionowa grupa etniczna, którą Teheran bierze na celownik przy okazji wszystkich protestów, traktując tę nację jako pierwszych do represjonowania. Generuje to sytuację polityczną, w której bez względu na to, co zrobią kurdyjskie partie polityczne, i tak będą współwinne ulicznym protestom. Nie dziwi zatem, że młodzi Kurdowie zawsze przyłączają się do antyrządowych manifestacji, ponieważ nawet jeśli tego nie uczynią, to władza i tak będzie ich represjonować i podejrzewać o walkę przeciwko reżimowi. To błędne koło.

Z gruntu Kurdów traktuje się jako potencjalnych partyzantów walczących z Teheranem. To powoduje automatyczną presję polityczną na zachodnią granicę i postrzeganie mieszkających tam ludzi jako bojowników, a w najlepszym razie nielojalnych wobec ajatollahów przemytników. Warto zaznaczyć, że Kurdystan leżący pomiędzy Turcją, Syrią, Irakiem a Iranem jest traktowany przez wymienione państwa jako wieczny bastion oporu. Kurdowie to największy naród bez własnego państwa, ale w przypadku Iranu, nauczeni krwawą lekcją tzw. Republiki Mahabadzkiej (istniejącej w 1946 roku – kurdyjskiego Piemontu w Iranie), wiedzą doskonale, że w przypadku zbrojnej irredenty czeka ich brutalny odwet. Kurdów uważa się za wiecznych partyzantów, co nie jest do końca prawdą.

O co ta walka?

Pewną alternatywą dla ruchu oporu stała się więc gospodarka, ponieważ oba Kurdystany (iracki oraz irański) nawiązały ze sobą silne relacje handlowe. Relacje te pracowały na rzecz gospodarki Iranu. Problem w tym, że one wygasły przez decyzje reżimu – jak raportuje serwis rudaw.net, Teheran, wyłączając w kraju Internet, pozbawił Kurdów obrotów handlowych, które są wyceniane na 6 mld USD rocznie. Zatem sam reżim pchnął tych ludzi do obecnej walki.

Reklama

Rudaw raportuje: „Kayfi Khoshnaw, rzecznik prasowy Erbil Exchange Market, powiedział, że transfery pieniężne (…) spadły (…) - zmniejszyły się o 90 procent. Ludzie nie odważą się przelać pieniędzy na swoje numery kont, ponieważ nie otrzymują (…) potwierdzenia… Nie wiesz, czy pieniądze dotarły do twojego konta bankowego, czy nie – powiedział (…) Importerzy twierdzą, że przesyłki są zablokowane i nie do wyśledzenia. „Obecnie mamy trzy przesyłki w Iranie i nie mamy żadnych informacji na temat tego, gdzie dotarły lub statusu ich przetwarzania” - powiedział Soran Ali, właściciel firmy importującej. „Nasze przesyłki miały dotrzeć dwa do trzech dni temu”.

Tym samym reżim zrujnował nie tylko handlarzy z Wielkiego Bazaru w stolicy kraju, ale także Kurdów po obu stronach granicy. Z uwagi na to już 5 stycznia wszystkie kurdyjskie ugrupowania polityczne w Iranie wezwały do strajku generalnego. „Na spotkaniu wysokiego szczebla zebrało się siedem partii politycznych z Centrum Dialogu Współpracy Międzypartyjnej w irańskim Kurdystanie” – oświadczyła Demokratyczna Partia Irańskiego Kurdystanu (PDKI). Z uwagi na „ostatnie wydarzenia polityczne w Iranie i obecną sytuację w Kurdystanie (…) zadeklarowano „pełne poparcie dla ogólnokrajowych protestów i ludowych powstań przeciwko Republice Islamskiej”, podkreślając potrzebę „skutecznej wspólnej współpracy w celu wzmocnienia tych ruchów”. Tym samym Kurdowie dołączyli do demokratycznej, monarchistycznej i ekonomicznej opozycji wobec reżimu. Udział kurdyjskich partii politycznych w manifestacjach potwierdził serwis „France 24”.

Kurdowie mają długą historię zbrojnego oporu, więc nie dziwi także, że z irackiego Kurdystanu mogą do Iranu napływać partyzanci, którzy chcą walczyć z reżimem z bronią w ręku. Zwłaszcza że w Irbilu są także uchodźcy kurdyjscy z Iranu. Jeden z nich mówi tak: „Rząd dokonuje w Iranie dużego ludobójstwa. Niestety udało się to zrobić po cichu. Szczerze mówiąc, jesteśmy ciągle niespokojni. Byłem w kontakcie z dwiema bliskimi osobami w mojej rodzinie. Powiedzieli mi, że jeśli (reżim) zobaczy kogoś na ulicach w nocy, strzelają do nich z ostrą amunicją. Nie obchodzi ich, czy jest to rodzina, dziecko czy kobieta”. Inny uciekinier stwierdził, że jego rodzinie skończył się w Iranie nawet olej i ryż do jedzenia. Tymczasem 86-letni ajatollah Chamenei wciąż utrzymuje się u władzy.   

Kurdyjska Peshmerga w Iranie

Na kurdyjskim pograniczu istnieją formacje partyzanckie gotowe do walki z reżimem w Teheranie. Z uwagi na nieskuteczność tej walki były one w różnych okresach albo uśpione, albo w partyzanckiej defensywie. Główne potencjalne Peshmergi Kurdystanu Wschodniego to: YRK – Oddziały Wschodniego Kurdystanu (powiązane z partią PJK – Kurdyjskiej Partii Wolnego Życia), milicje wspomnianej partii PDKI, Komala – kurdyjscy komuniści, SMK – Narodowa Armia Kurdystanu powiązana z Kurdyjską Partią Wolności - PAK (dawniej nazywana „Orłami PAK”).

Warto jednak pamiętać, że Kurdowie mają świadomość, iż Ankara i Damaszek, nawet z uwagi na sprzeczne z Teheranem interesy, mają jeden wspólny cel: nie dopuścić do politycznej podmiotowości Kurdów, więc pomimo geopolitycznej konfrontacji utrzymują wspólny antykurdyjski front, co utrudnia działanie tej narodowości i ułatwia powstrzymanie mobilizacji kurdyjskiej partyzantki w Iranie. To uprawdopodabnia tezę „Reutersa”, że to Turcja ostrzegła Iran. Jedynym ośrodkiem, z którego ten ruch wojskowo-polityczny może prowadzić działalność, jest iracki Kurdystan. Wszelako jego władze prowadzą realistyczną politykę (choćby układ Barzani–Erdogan), wiedząc doskonale, że wmieszanie się w wielką wojnę może kosztować ograniczenie autonomii, więc wspieranie tej walki jest niewspółmierne z ryzykiem.

Pewną alternatywą byłoby ryzykowne porozumienie między Ankarą i Damaszkiem (z cichym poparciem Waszyngtonu), celem rozładowania niepodległościowych ruchów kurdyjskich, dając im odległy front w Iranie. Rozwiązywałoby to problem syryjsko-turecko-iracki, co zrobić z pokoleniem rozczarowanych brakiem niepodległości i brakiem walki (złożenie broni przez PKK) – najmłodszych kurdyjskich bojowników. Tylko w tym scenariuszu zakładamy, że zarówno Ankara, jak i Damaszek nie boją się, że ewentualne zwycięskie kurdyjskie powstanie w Iranie rozleje się na zachód i północ.

Z pewnością powstanie prozachodniej kurdyjskiej autonomii w Iranie, na wzór tej w Iraku, byłoby korzystne dla zachodniego świata i samych Kurdów w Iranie, ale czy USA są gotowe na taką geopolityczną rewolucję i jej konsekwencje? Tego nie wiemy. Do tego nie jest pewne, czy Irbil chce mieć konkurencję, skoro obecnie jest głównym i najbardziej niepodległym ośrodkiem kurdyjskim na świecie.  

Ponadto potencjał partyzancki kurdyjskich ugrupowań zbrojnych w Iranie jest o wiele gorszy niż w Syrii, przy okazji Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) czy Iraku (lokalna Peszmerga). Kurdyjski legion wysłany z Iranu na pomoc rodakom w walce z tzw. Państwem Islamskim był nieliczny, co pokazało, że ze wszystkich Kurdystanów ten wschodni póki co dysponuje najmniejszym potencjałem militarnym. Na materiałach zdjęciowych, choćby milicje PAK dysponują wyłącznie automatami Kałasznikowa (brakuje nawet technicali). Być może eskalacja protestów jest w stanie przebudzić i zmobilizować Kurdów ze wschodu. A napływ ochotników zwiększy oddziały. Musiałaby to być jednak wielka operacja z poparciem Waszyngtonu.

Reklama
PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142
Reklama