Geopolityka

Al-Kaim: klucz do granicy z Syrią i szlaku z Iranu nad Morze Śródziemne [KORESPONDENCJA Z IRAKU]

Żołnierz iracki strzeże granicy. Fot. Witold Repetowicz
Żołnierz iracki strzeże granicy. Fot. Witold Repetowicz

Iran ma trzy potencjalne lądowe drogi dostępu do Morza Śródziemnego przez Irak i Syrię. Dwie z nich są obecnie zablokowane przez Amerykanów. Trzecia przechodzi przez miasto Al-Kaim, które obok sąsiedniego miasta Rawa było ostatnim bastionem tzw. Państwa Islamskiego (IS) w Iraku. Dziś stykają się tu strefy pod kontrolą sił irackich, armii syryjskiej (SAA), tzw. Państwa Islamskiego, Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Są też bazy USA. Z punktu widzenia Iraku najważniejszym zadaniem jest ochrona granicy przed infiltracją IS.

Około 100-tysięczne Al-Kaim zostało odbite z rąk IS 3 listopada 2017 roku. Armia syryjska zajęła bliźniacze, położone po drugiej stronie granicy Al-Bukamal  19 listopada 2017. Już w czerwcu 2016 r. miasto to próbowała zdobyć tzw. Nowa Armia Syryjska (NSA), szkolona przez USA w rejonie At-Tanf.

Zakończona po jednym dniu ofensywa okazała się jednak całkowitą kompromitacją NSA i momentem przełomu geopolitycznego. Gdyby bowiem NSA zdobyła Al-Bukamal, to rok później doszłoby do połączenia terenów kontrolowanych przez NSA oraz SDF. To całkowicie zablokowałoby Iranowi dostęp lądowy do Syrii, a Kurdom dałoby lądowe połączenie z Morzem Śródziemnym (przez Jordanię i Izrael).

Do listopada 2017 roku trwał wyścig o kontrolę doliny Eufratu w prowincji Dajr az-Zaur. Celem było przejęcie tamtejszych złóż ropy i gazu oraz szlaku tranzytowego wzdłuż rzeki. Ostatecznie SAA zdobyła kontrolę nad szlakiem tranzytowym a SDF nad złożami gazu i ropy. Jednak daleko jest od całkowitego pokonania IS, które pozostało obecne po obu stronach Eufratu, choć wyłącznie po syryjskiej stronie granicy. Według informacji przekazanych mi przez lokalne dowództwo Sił Mobilizacji Ludowej (PMU) IS wciąż ma w tym regionie 2500 ludzi.

Choć formalnie SAA kontroluje całą drogę wiodącą wzdłuż prawego brzegu Eufratu z Al-Bukamal do Dajr az-Zaur (i dalej w głąb Syrii), to w rzeczywistości – jak poinformowało mnie dowództwo oddziałów granicznych PMU w irackiej prowincji Anbar – tereny IS znajdujące się dalej na zachód na prawym brzegu Eufratu mają połączenie z tzw. enklawą Hadżin na lewym brzegu. O ile w tym pierwszym rejonie operacje prowadzi SAA przy wsparciu Rosji, to w tym drugim z IS walczy SDF, wspierane z powietrza przez międzynarodową koalicję pod przywództwem USA. Od czasu do czasu naloty na pozycje IS po syryjskiej stronie granicy prowadzi też lotnictwo irackie. Irak współpracuje przy tym zarówno z SAA, jak i z USA oraz SDF.

Granica z Syrią (tereny IS). Fot. Witold Repetowicz
Granica z Syrią (tereny IS). Fot. Witold Repetowicz

Fakt, że SAA nie ma absolutnej kontroli nad trasą z Al-Bukamal do Dajr az-Zaur, ma ogromne znaczenie geopolityczne. Oznacza to bowiem, że lądowe połączenie Iranu z Morzem Śródziemnym jest wciąż niepewne. Tymczasem Iran od dawna planuje budowę kolejowego połączenia z Irakiem i Syrią. Prezydent Iranu Hasan Rowhani mówił o tym w maju 2017 roku.

Natomiast podczas wizyty prezydenta Iraku Barhama Saliha w Iranie 18 listopada padła zapowiedź budowy połączenia kolejowego irackiej Basry z Iranem. W przyszłości linia miałaby zostać rozbudowana do Syrii. Problem w tym, że nie wskazano, którędy miałaby ona przebiegać.

Są trzy potencjalne drogi łączące Iran przez Irak z Syrią. Pierwsza, najbardziej dogodna, prowadzi przez Kirkuk, iracki Kurdystan oraz Mosul do przejścia granicznego w Ar-Rabii i dalej przez Hasakę do Aleppo. To właśnie o takiej trasie mówił Rowhami. Problem w tym, że północna Syria zajęta jest przez SDF i swoje bazy mają tam Amerykanie.

Drugą trasą jest natomiast autostrada Bagdad-Damaszek. Droga ta prowadzi jednak przez At-Tanf, które kontrolowane jest przez niedobitki NSA, wspierane przez USA. Na każdą próbę zbliżenia się SAA i innych sił wspierających Asada do tego miejsca Amerykanie reagują intensywnym bombardowaniem.

Pozostaje zatem droga przez Al-Kaim i Al-Bukamal do Dajr az-Zaur. Z Bagdadu do Al-Kaim jest 400 km, a droga prowadzi przez takie miejscowości jak Faludża czy Ramadi. Faludża od 2003 roku miała opinię twierdzy Al-Kaidy a następnie IS, a jeszcze w 2016 roku PMU odgrażało się, że nie pozostawi tam kamienia na kamieniu.

Stało się jednak inaczej i przejeżdżając przez to miasto miałem wrażenie, że nie ma tam prawie zniszczeń wojennych, a życie toczy się normalnie. Towarzyszący mi dziennikarze iraccy stwierdzili, że spokój w Faludży i całym Anbarze (po którym bez problemu można poruszać się bez konwoju) to efekt "dobrych relacji sił bezpieczeństwa, w tym PMU, i miejscowej ludności". Jednocześnie przyznali, że "nie wiadomo co siedzi ludziom w głowach".

Umocnienia armii irackiej na Eufracie. Fot. Witold Repetowicz
Umocnienia armii irackiej na Eufracie. Fot. Witold Repetowicz

Za Ramadi dobrze zachowana autostrada nr 1 odbija w kierunku At-Tanf, natomiast do Al-Bukamal prowadzi droga nr 12, na której zniszczone są liczne wiadukty nad rzekami okresowymi. We wszystkich miastach, łącznie z Al-Kaim, przywrócono normalne życie, choć nie wszyscy mieszkańcy powrócili do swoich domów. Widać zniszczenia, ale nie są one znaczne, a w wielu miejscach można zauważyć zaawansowaną odbudowę. W samym Al-Kaim ocenia się, że wróciło około 50 proc. mieszkańców, którzy twierdzą że dzięki irackim siłom bezpieczeństwa nie ma problemu w poruszaniu się po tym terenie nawet po zmroku. Narzekają natomiast na problemy z usługami, edukacją i służbą zdrowia.

Miejscowy szejk Ralah al-Karbuli, lider dominującego w mieście plemienia (obejmującego około 40 proc. mieszkańców miasta) przyznał jednak, że o ile nie obawia się tego, że IS zdoła wkroczyć znów do miasta ze swoich pozycji w Syrii, to jednak widzi efekty ponad trzyletniej indoktrynacji mieszkańców, w tym dzieci, przez aparat propagandowy IS. Szejk stoi na czele 700-osobowego oddziału Haszed al-Aszari, czyli sunnickiej Mobilizacji Plemiennej, współpracującej z PMU.

W mieście widać zresztą bardzo duże siły i to różnych formacji. Poza PMU i Mobilizacją Plemienną jest to też wojsko, policja federalna i straż graniczna (są to tzw. Siły Mieszane). W pobliżu, na północ od Al-Kaim swoją bazę mają też Amerykanie. Według zgodnej relacji dowódców PMU i wojska, szeregowych żołnierzy PMU, szejka al-Karbuliego oraz mieszkańców miasta nie ma problemów między poszczególnymi formacjami a także między szyickimi żołnierzami i sunnickimi mieszkańcami. Miejscowi dowódcy sił ochrony granicy gen. Amar Hazam Muhammad (armia iracka) oraz Kasem Musleh (PMU) stwierdzili również, że nie ma w mieście uśpionych komórek IS.

Gen. Amar Hazam Muhammad. Fot. Witold Repetowicz
Gen. Amar Hazam Muhammad. Fot. Witold Repetowicz

Głównym zadaniem miejscowych sił bezpieczeństwa jest jednak nie tyle utrzymywanie porządku w mieście, lecz obrona granicy. Przepływający na północ od Al-Kaim Eufrat wyznacza również dwie linie graniczne o zupełnie odmiennym charakterze. Na północ kilkunastokilometrowy odcinek oddziela Irak od terytorium, które wciąż kontrolowane jest przez IS. Dalej na północ natomiast Irak graniczy z terenami kontrolowanymi przez SDF.

Jednym z bardziej newralgicznych miejsc jest wioska Baguz, znajdująca się na północnym brzegu Eufratu, wciśnięta między rzekę a potężny klif. Wioska jest zresztą podzielona na dwie części, iracką oraz syryjską, przy czym ta druga znajduje się pod kontrolą IS. SDF, w ramach prowadzonej od 10 września ofensywy na enklawę Hadzin, na początku listopada zdobyła Baguz, ale musiała się z niego bardzo szybko wycofać. Zdaniem irackich dowódców problemem są szlaki komunikacyjne. O ile IS może tu łatwo ściągnąć posiłki, o tyle SDF ma z tym trudności logistyczne z powodu braku dróg.

Dowódcy PMU uważają ponadto, że USA nie zależy na pokonaniu IS i dlatego w decydującym momencie przestają wspierać SDF nalotami. Opinię tą należy jednak traktować sceptycznie, gdyż PMU, uważające Iran za swojego sojusznika, traktuje USA niechętnie (z wzajemnością). Dowódcy PMU przyznają zresztą, że stamtąd gdzie się pojawia USA oni natychmiast się wycofują. Z Amerykanami bezpośredniego kontaktu nie utrzymują też miejscowe oddziały wojska. Generał Amar Hazam Muhammad wyjaśnił, że zarówno z USA jak i z SDF kontaktuje się tylko ich naczelne dowództwo.

Baza iracka w Baguz. Fot. Witold Repetowicz
Baza iracka w Baguz. Fot. Witold Repetowicz

Dowódcy PMU i wojska zapewnili, że granica jest świetnie zabezpieczona, m.in. dzięki monitoringowi kamer termowizyjnych, które mają zasięg 4-6 km. Na klifie rozciąga się zresztą płaski teren, a granica zabezpieczona jest płotem z drutem kolczastym i betonowymi wieżami ustawionymi co 500 metrów.

Znacznie trudniejsza sytuacja jest na Eufracie, który jest tu szeroko rozlany, tworzący liczne wysepki i odnogi porośnięte wodorostami. Miejscowi dowódcy przyznali, że terroryści próbują korzystać z takiego ukształtowania terenu, by zakradać się na iracką stronę, ale dodali że są to próby nieskuteczne. IS nie atakuje natomiast przy użyciu VBIED (ładunków wybuchowych ukrytych w pojazdach – przyp. red.). Nie używa również snajperów. Zdaniem Irakijczyków powodem jest to, że dzięki monitoringowi zarówno VBIED, jak i snajperzy byliby łatwo zneutralizowani.

Granica syryjsko-iracka na południe od Al-Kaim jest strzeżona przez PMU. Przez jakieś 50 km wzdłuż granicy biegnie asfaltowa droga, która dalej przechodzi w nieutwardzony szlak. Granicę początkowo wyznacza niewielki wał, który jednak również na około 50 kilometrze zanika. O tym, że przebiega tu granica świadczą tylko umocnione betonowymi wieżami posterunki, ustawione co około 500 metrów. Niektóre wyposażone są również w kamery.

W głównej bazie granicznego oddziału L-19 Haszed jego dowódca Abu Hasan wyjaśnił, że choć PMU współpracuje z SAA, to nie przekracza granicy i nie uczestniczy w walkach z IS po syryjskiej stronie. Czasem jednak wspomaga operacje SAA ostrzałem pozycji IS. Dodał, że najbliższe bazy IS znajdują się tu w odległości 42 km od granicy. Ponadto stwierdził, że dla PMU oddziały kontrolujące at-Tanf, przy wsparciu USA, to też IS.

Komentarze