- OPINIA
- WIADOMOŚCI
Grenlandia a użycie argumentu siły [OPINIA]
Sytuacja kryzysowa, która zaistniała wokół relacji amerykańsko-duńskich, obejmująca również szereg wątków wojskowych i szerzej w sferze obronności. Warto więc zastanowić się, jak umowne obie strony posługują się argumentem siły i do czego może to doprowadzić.
Autor. Forsvaret/X
Od dłuższego czasu sprawa Grenlandii i jej statusu stała się jednym z najważniejszych tematów poruszanych na arenie międzynarodowej, przynajmniej z perspektywy zachodnich mediów i sfer zajmujących się relacjami międzynarodowymi. Należy to ostatnie, niejako zawężające, zastrzeżenie dodać, aby jednocześnie nie wpadać w pewien złudny europocentryzm, który może być swego rodzaju pułapką dla analityków. Nie zmienia to jednak faktu, iż wokół obecnych relacji USA–Dania oraz szerzej USA–Europa narosło wiele mitów i wygenerowany został zbiór negatywnych emocji, wspieranych jednocześnie przez siłę nowych kanałów komunikacji masowej, myśląc oczywiście o mediach społecznościowych. W tych ostatnich bardzo łatwo zaobserwować chociażby cały wysyp memów czy też filmików generowanych przez programy wspierane AI (SI), które odnoszą się właśnie do kazusu Grenlandii. W tym wszystkim osadzają się również kwestie militarne, które możemy usystematyzować w kilku grupach tematycznych. Pierwszą z nich jest możliwość wystąpienia umownej inwazji Grenlandii i następującej w jej wyniku konfrontacji militarnej amerykańsko-duńskiej.
Wojsko w roli narzędzia dyplomacji
Co interesujące, obie strony podgrzewają tę przestrzeń rozważań, wprowadzając widoczne dla każdego przykłady aktywności wojskowej. Mowa o dyslokacji żołnierzy (Dania), ale też chociażby zapowiedzi wzmocnienia komponentu lotniczego i infrastrukturalnego na wyspie (USA). Jednocześnie strona amerykańska gra również z użyciem wizerunkowego sukcesu operacyjnego swojej misji w Wenezueli (operacja pk. Absolute Resolve oraz za sprawą Donalda Trumpa i jego niedwuznacznych odniesień do spraw wojskowych, rozważań o wojnie i pokoju itp. Wspomniana retoryka wojenna jest mocno wzmacniana oraz kolportowana różnego rodzaju przekazami tzw. osintowców (nie mylić z metodą zbierania i analizy danych OSINT) i szerzej poszukujących atencji internautów. Pojawiają się wręcz uproszczone, ale jakże emocjonalnie skuteczne, zestawienia sił obu państw, gdzie analizie poddawane są czołgi, samoloty i okręty. Co więcej, bez danych operacyjnych medialnie i publicznie rozważane są wręcz plany operacyjne obu stron. I chociaż najprawdopodobniej nie mówimy o zagrożeniu otwartym konfliktem zbrojnym między USA a Danią i jej potencjalnymi sojusznikami, to obie strony chcą skorzystać z trendów widocznych w domenie informacyjno-kognitywnej.
Dla Danii zaakcentowanie aspektów militarnych to możliwość podkreślenia powagi sytuacji, ale jednocześnie woli i sprawczości w negocjacjach z USA. Czynnik wojskowy może integrować zarówno społeczeństwo w kraju ale też sprzyjać wzmacnianiu stanowiska negocjacyjnego wobec strony amerykańskiej i innych zainteresowanych państw. Pamiętajmy, że jest to też niejako wytrącenie lub próba wytrącenia z rąk Donalda Trumpa i jego administracji argumentów odnoszących się do słabości Danii, jeśli chodzi o militarne zabezpieczenie Grenlandii (np. pamiętne słowa o „dwóch psich zaprzęgach”). USA, a raczej administracja Trumpa, używa za to aspektów wojskowych (skuteczna pod kątem operacyjnym misja w Wenezueli, niezbędność inwestycji w strategiczny projekt Golden Dome, zagrożenie polityczno-wojskowe ze strony ChRL/Rosji dla Grenlandii, itd.), zdając sobie sprawę, że jest to przede wszystkim dla strony europejskiej swoista opcja atomowa.
Wywierająca znaczną presję w przestrzeni ugładzonej, postzimnowojennej dyplomacji, ale również wobec społeczeństw i, w domyśle, wyborców w różnych państwach. Trzeba dodać, że obecna administracja rozumie i najprawdopodobniej rozgrywa przy tym obraz samego Donalda Trumpa wśród sojuszników. Chodzi o akcentowanie jego niestabilności, woli do podejmowania decyzji emocjonalnych, a także szarż w przypadku negocjacji i stawiania publicznie maksymalnych roszczeń (tak jak to się dzieje w przypadku właśnie Grenlandii). Taka metoda została wybrana przez obecnie rządzących w USA i przynajmniej do kolejnych wyborów do Kongresu USA państwa europejskie będą musiały rozumieć jej specyfikę. I nie oznacza to oczywiście popierania tego rodzaju sposobu prowadzenia czy to relacji bilateralnych, czy multilateralnych.
Presja na europejskie gwarancje bezpieczeństwa
Amerykanie rozumieją również (w sposób wysoce pragmatyczny), że jako jeden z największych gwarantów bezpieczeństwa i obronności również w Europie będą mogli tym wątkiem i właśnie sprawami wojskowymi potencjalnie wiele osiągnąć, szczególnie w wymiarze psychologicznym. Szczególnie że Grenlandia jest umownie daleko, a Rosja blisko, a także że Grenlandia to mała liczba ludności, a w Europie zagrożone rosyjską agresją są miliony. Co więcej, Amerykanie zdają sobie sprawę i rozumieją wszelkie dysproporcje w sferze właśnie wojskowej, które oczywiście grają na ich korzyść. Zauważmy, że jeśli chodzi o czynniki ekonomiczne, to umowne relacje USA-Europa (lub raczej UE) są już o wiele mniej asymetryczne niż właśnie w przypadku kwestii wojskowych.
Dlatego w żadnym razie obie strony nie odejdą w najbliższym czasie od akcentowania właśnie czynników wojskowych. Z tym że kwestia otwartego konfliktu, a nawet działań poniżej progu wojny (Unconventional Warfare, UW, etc.) – jest raczej mało prawdopodobnym scenariuszem. Wobec tak postawionej hipotezy należy więc, szczególnie w perspektywie wschodniej flanki i jej interesów, pozostawać wysoce wyważonym oraz odpornym na najbardziej skrajne emocjonalne przekazy. Szczególnie, że nie da się dostrzec w Danii radykalnego załamania dotychczasowej polityki względem wykorzystania przez USA infrastruktury w Karup, Skrydstrup czy Aalborgu, nie mówiąc już o samej Grenlandii i Pituffik Space Base.
Trzeba również patrzeć na obecność duńskich i amerykańskich wojskowych we wspólnych strukturach dowódczych i to nie tylko niejako w formacie samego NATO, ale także amerykańskich dowództw geograficznych. Potencjalnie należy pamiętać również, iż nawet próba izolacji amerykańskich sił w bazie Incirlik w Turcji została przezwyciężona w relacjach bilateralnych i względem systemu natowskiego. W 2016 r. również wieszczono upadek NATO i wyrzucenie/wyjście Turcji z NATO (po zdławieniu wojskowego zamachu stanu), a jednak dyplomacja okazała się silniejsza. Wracając do sprawy Grenlandii, to oczywiście nadal należy brać pod uwagę różne wątki w sferze wojskowej i to po obu stronach, ale lokować je raczej w pobliżu progu pokazu siły (ale odpowiednio skalowanego).
Natowska obecność na Grenlandii
Drugim z wątków militarnych jest możliwość rozpadu/podziału NATO na kanwie obecnego sporu o status Grenlandii. Szczególnie Dania zwracała uwagę, głosem swoich władz, że eskalacja napięć wokół wyspy będzie miała złowrogie reperkusje względem kluczowego dla przestrzeni transatlantyckiej sojuszu polityczno-wojskowego. Taki element działań Danii nie powinien zaskakiwać, gdyż jest to nie tylko diagnoza pewnego scenariusza w rozwoju relacji międzynarodowych, ale zapewne też swoiste zaproszenie dla NATO. Chodzi oczywiście o wykorzystanie narzędzi samego sojuszu, na czele z dyplomacją wykonywaną przez sekretarza generalnego. I jednocześnie ma to pozwolić na potencjalne wzmocnienie własnej agendy negocjacyjnej, prowadząc do swego rodzaju „uNATOwienia” kwestii Grenlandii.
Ten zabieg ma dwa możliwe wektory oddziaływania, gdyż jeden skupia się na szerszym zaangażowaniu państw z reszty trzydziestu członków NATO (poza USA i Danią), a drugi daje asumpt do zbudowania narzędzi zaspokajających potencjalne obawy USA. W tym ostatnim przypadku chodzić może o zaoferowanie dogodnego dla obu stron formatu zwiększenia aktywności wojskowej na Grenlandii. Działania USA w ramach NATO na wyspie byłyby bardziej akceptowalne dla strony duńskiej, NATO mogłoby zyskać w oczach amerykańskiej administracji, a jednocześnie USA mogłyby skokowo i bez kontrowersji zbudować szerszą obecność wojskową (infrastruktura, zasoby i ludzie). To oczywiście jeden ze scenariuszy, które mogą potencjalnie pojawić się na stole negocjacyjnym w kolejnych dniach i miesiącach.
Zobacz też

Europejska tożsamość obronna
Trzecim, pojawiającym się aspektem w umownej przestrzeni militarnej, jest lub raczej są możliwości wojskowe po stronie europejskiej. Zauważmy, że to była jedna z najbardziej kontrowersyjnych kwestii w ostatnich dniach po tej stronie Atlantyku. Mowa oczywiście o próbie pokazu sił w wykonaniu części państw z Europy na rzecz wsparcia Danii. I tym samym wykazaniu alternatyw dla roli USA i szerzej znaczenia NATO. Jednakże działania ze strony Francji, Niemiec, Szwecji, Norwegii, Finlandii, Niderlandów czy Wielkiej Brytanii okazały się finalnie wręcz kontrproduktywne. Przede wszystkim dlatego, że zwrócono uwagę na skalę lub raczej jej symboliczną wartość, pomijając już nawet same zadania stawiane wysłanym na wyspę żołnierzom innych państw (mieliśmy do czynienia raczej z misją rozpoznawczą, pozwalającą w przyszłości na szersze rozwinięcie sił i środków, a to Dania nadal przerzuca wojska stricte w sferze odstraszania).
Zaczęto rozważać przy tym np. formułę przerzutu, a więc pojawiły się pytania o zdolność do projekcji sił poza Francją, która jest państwem posiadającym te zdolności. Co więcej, szybkie wycofanie niemieckich żołnierzy zostało również odnotowane i szeroko skomentowane. Trzeba pamiętać, że misja na Grenlandii odbyła się symultanicznie do ciągłych rozmów odnoszących się do możliwości wysłania sił reasekuracyjnych na Ukrainę, złożonych właśnie z wojsk państw europejskich. Dania oraz jej partnerzy europejscy muszą tym samym – co nie jest w żadnym wypadku zaskakujące – dokonać pewnego nowego działania w postaci organizacji większych manewrów wojskowych. Może to odbyć się pod auspicjami NATO, ale nie będzie żadnym zaskoczeniem, jeśli będzie odczytywało się je w kategoriach przede wszystkim europejskich. Dania i jej sojusznicy muszą bowiem uzyskać tym razem większą liczbę państw-uczestników i większą skalę, aby móc tym elementem w ogóle grać w swych negocjacjach z USA.
W drodze po rozwiązanie polityczne
Konkludując, USA i Dania prędzej czy później osiągną najprawdopodobniej jakąś formę konsensusu wobec kwestii statusu Grenlandii, kwestii surowcowych, a przede wszystkim militarnych. Zaangażowanie do tych relacji spraw wojskowych należy ocenić jako bardzo ryzykowne lub wręcz negatywne, ale również sprzyjające w wymiarze symbolicznym Rosji oraz ChRL. Szczególnie gdy mowa o perspektywie krótkookresowej, jeśli weźmie się przekierowanie uwagi np. z toczącej się nadal rosyjskiej agresji na Ukrainę i innych zagrożeń związanych z działaniami władzy na Kremlu. Jednakże w wymiarze strategicznym nie musi oznaczać to jedynie zmian negatywnych. Zauważmy, że sprawa Grenlandii może być kolejnym krokiem do zmian jakościowych i ilościowych po stronie sił zbrojnych w państwach europejskiego filaru NATO. Sama Dania musi obecnie niejako zmierzyć się w sposób otwarty z wyzwaniami po stronie własnej obronności, kondycji sił zbrojnych i zdolności działania w różnych scenariuszach rozwoju sytuacji międzynarodowej. Potencjalnie przejście przez kolejny kryzys może być również ważne dla NATO, ukazując zdolność sojuszu do przezwyciężania problemów o naturze politycznej.
Co więcej, także dla samej Grenlandii obecne zawirowania mogą okazać się wbrew pozorom pozytywne, bowiem uwypuklą status jej mieszkańców i ich potrzeby rozwojowe. Zauważmy, że w najnowszej historii tej wyspy jeszcze nigdy nie była ona tematem typowo globalnym. Władze na wyspie mają więc możliwość wykorzystania tego zainteresowania. Zaś jeśli chodzi o obronność, to kazus Grenlandii pozwala wzmocnić myślenie o szerokim spektrum wyzwań arktycznych po stronie państw NATO, nawet tych, które być może bagatelizowały ten aspekt funkcjonowania sojuszu. W perspektywie kolejnych lat wyniesienie kwestii Grenlandii na przełomie 2020-2026 może zostać uznane analogicznie do efektów pierwszej rosyjskiej inwazji na Ukrainę z lat 2014-2015 dla wschodniej flanki NATO. Przy czym fakt, że sytuacja kryzysowa dzieje się wbrew pozorom między sojusznikami, a nie na styku z chociażby Rosją, może być o wiele mniej niebezpieczna. Mówiąc wprost, lepiej, aby wzmocnienia zdolności wojskowych dokonać na tym kierunku w obliczu napięć, nad którymi mamy kontrolę i mamy narzędzia dyplomatyczno-polityczne do ich rozwiązania, a nie w obliczu agresji rosyjskiej (z polityką ChRL w tle).



PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142