Geopolityka

Erdogan chce porozumienia z Assadem [OPINIA]

Fot. tccb.gov.tr

Turcja chce normalizacji relacji z Syrią. Informacje o tym pojawiły się już kilka tygodni temu, ale dopiero niedawno zostały oficjalnie potwierdzone. Assad nie śpieszy się z zawarciem układu z Erdoganem, lecz w rozmowach pośredniczy Rosja, która ma sporo instrumentów nacisku na Syrię. Erdoganowi zależy na pozbyciu się syryjskich uchodźców i stłamszeniu kurdyjskiej autonomii. Wątpliwym jest to czy w ten sposób zakończy się wojna domowa w Syrii.

Powszechna percepcja wojny w Syrii od samego początku była wypaczona przez międzynarodowe media. Długo próbowano ją sprowadzać do walki tzw. umiarkowanych rebeliantów z reżimem, choć już w 2013 r. było jasne, że zaangażowanie Kataru, Arabii Saudyjskiej oraz Turcji doprowadziło do zdominowania zarówno zbrojnej jak i politycznej opozycji przez dżihadystów, w szczególności związanych z Bractwem Muzułmańskim, Al Kaidą, a potem również Państwem Islamskim. Do 2015 r. ignorowano istnienie oddziałów kurdyjskich i stworzonej na opanowanych przez nie terenach Rożawy, gdyż uznawano ją za krótkotrwałą efemerydę, o której nie warto wspominać, gdyż niepotrzebnie komplikuje to obraz wojny.

Tzw. negocjacje pokojowe w Genewie nie miały nigdy najmniejszego sensu, gdyż nie uczestniczyły w nich główne strony konfliktu (w tym przede wszystkim Kurdowie, których uczestnictwo było blokowane przez Turcję), a tzw. opozycja (rezydująca w Turcji) nie kontrolowała żadnych terenów w Syrii. Również obraz szturmu Aleppo w grudniu 2016 r. był całkowicie wypaczony. W szczególności pomijano fakt, że Rosja zawarła wówczas porozumienie z Turcją w tej sprawie, zgodnie z którym Turcja ułatwiła rosyjsko-assadowską ofensywę, przerzucając wierną jej część dżihadystów do walki z Kurdami, a Rosja zapaliła zielone światło dla interwencji tureckiej w Syrii.

Czytaj też

Historia relacji turecko-rosyjskich w trakcie wojny w Syrii również jest przedmiotem licznych przekłamań. Rosyjska interwencja po stronie Assada zaczęła się we wrześniu 2015 r. Dwa miesiące później doszło do głośnego zestrzelenia rosyjskiego SU-24 na pograniczu syryjsko-tureckim, co doprowadziło do ostrego, ale krótkotrwałego kryzysu w relacjach obu państw. Skończył się on przeprosinami ze strony Turcji, a po nieudanym puczu z lipca 2016, przed którym to Rosjanie ostrzegli Erdogana, osoby odpowiedzialne za to zestrzelenie trafiły do więzienia z wyrokiem dożywocia.  Od tego czasu relacje rosyjsko-tureckie w odniesieniu do Syrii miały charakter transakcyjny, a nie konfrontacyjny.

Wcześniej jednak, w lutym 2015 r., w pałacu Dolmabahce w Stambule Kurdowie i strona rządowa podpisali porozumienie, które miało uregulować kwestię kurdyjską. Dotyczyło to pośrednio także Kurdów z Syrii, z którymi rząd prowadził negocjacje. Erdogan jednak ogłosił, że porozumienie jest nieważne, niepotrzebne i zawarte bez jego wiedzy, dokonał czystki w rządzącej partii i w ten sposób doszło do załamania rozmów między Turcją a Kurdami. Od tego czasu cała syryjska polityka Turcji została podporządkowana jednemu celowi tj. likwidacji kurdyjskiej autonomii rozwijającej się w Syrii północno-wschodniej.

Problem w tym, że w tym samym czasie pojawiło się Państwo Islamskie i fakt, że kurdyjskie oddziały były najskuteczniejsze w walce z tym tworem doprowadził do wsparcia ich ze strony USA, które od 2016 r. jest również obecne militarnie w tym kraju. Turecka interwencja zaczęła się natomiast w sierpniu 2016 r. od operacji Tarcza Eufratu, której celem było niedopuszczenie do połączenia się głównych terenów Rożawy (gdzie rozwijała się współpraca kurdyjsko-amerykańska) z izolowanym kantonem Afrin w północno-zachodniej Syrii. Zdziesiątkowana czystkami armia turecka prowadziła ją bardzo nieporadnie i skończyła się ona dopiero w marcu 2017 r. (w międzyczasie doszło do wspomnianego wyżej dealu między Rosją a Turcją dot. Aleppo).

Czytaj też

W kolejnych latach Assad z pomocą Rosji odzyskiwał kolejne tereny, a Erdogan przeprowadzał kolejne ofensywy wymierzone w Kurdów. Dla ułatwienia procesu transakcyjnego Rosja, Turcja i Iran stworzyły w grudniu 2016 r. tzw. format astański (rzekomo jako „inicjatywa pokojowa"). Do końca 2018 r. siły rządowe odzyskały w znacznym stopniu kontrolę nad Syrią. Poza nią pozostawały tereny kontrolowane przez Kurdów, niewielka enklawa At-Tanf kontrolowana przez USA ze względów strategicznych, niewielki obszar okupowany przez Turcję oraz tereny kontrolowane przez dżihadystów ograniczone w zasadzie do prowincji Idlib w północno-zachodniej Syrii. Starcia, do jakich doszło na pocz. 2020 r. między siłami Assada oraz Rosją a Turcją i wspieranymi przez nią dżihadystami stały się przedmiotem kolejnych przekłamań. W rzeczywistości, w ich wyniku doszło do dalszego poszerzenia strefy kontroli rządowej, natomiast w Idlibie pojawiły się tureckie punktu kontrolne. Koordynacja rosyjsko-turecka została wzmocniona poprzez wprowadzenie wspólnych patroli.

Choć Turcja długo podtrzymywała swoją wrogą wobec Assada retorykę to od dawna nie jest zainteresowana jego obaleniem, a sprzymierzonych z nią dżihadystów zaczęła wykorzystywać jako najemników – przede wszystkim przeciwko Kurdom, ale również w Libii czy Armenii (Górskim Karabachu). Tymczasem w 2019 r. Erdogan postanowił dokonać gigantycznej czystki etnicznej tj. najechać na północną Syrię, wygnać stamtąd Kurdów i osiedlić w niej syryjskich uchodźców przebywających w Turcji (a pochodzących z innych części Syrii). Plan został zrealizowany w bardzo niewielkim stopniu, gdy w październiku 2019 r. Donald Trump nakazał wycofanie sił USA z terenów kontrolowanych przez Kurdów, otwierając drogę dla tureckiej inwazji. Turcja zdołała jednak zająć tylko dwa miasta, gdy Trump został zmuszony do cofnięcia swojej decyzji i nakazał powrót żołnierzy USA do Syrii. W międzyczasie część baz USA została zajęta przez Rosję. Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę oraz decyzji o przyjęciu Szwecji i Finlandii do NATO, Erdogan postanowił wykorzystać sytuację i zaczął forsować plan nowej inwazji na tereny kurdyjskie. Tureckie wojsko i dżihadyści zintensyfikowali też ostrzał kurdyjskich miast.

Fatalna sytuacja Rosji na froncie ukraińskim spowodowała natomiast konieczność wycofania części sił z Syrii i przerzutu ich do walki na Ukrainę. W tym zakresie Rosja potrzebowała nowego porozumienia z Turcją, zwłaszcza że ta teoretycznie zablokowała Bosfor dla rosyjskich transportów militarnych, zgodnie z konwencją z Montreux. W rzeczywistości Turcja jednak przepuszcza statki płynące z Syrii ze sprzętem wojskowym i następnie w drugą stronę ze skradzionym przez Rosję ukraińskim zbożem.

Czytaj też

Nawiasem mówiąc już w 2018 r. przez Bosfor przepuszczane były statki ze zbożem nielegalnie wywożonym z Krymu, co stanowiło złamanie amerykańskich sankcji. Konieczność wycofywania się Rosji z Syrii spowodowała, że zainteresowana jest ona uregulowaniem konfliktu, tak by zabezpieczyć swoje interesy. Dla Rosji przyszłość Kurdów jest również bez znaczenia, a zatem gotowa była zgodzić się na turecką inwazję, niemniej sprzeciwiał się temu Iran. Chodziło w szczególności o zajęcie przez Turcję znajdującego się w pobliżu Aleppo Tel Rifaat, a także Manbidż, pozostających poza protekcją USA. Amerykanie zdecydowanie odrzucają bowiem zgodę na turecką inwazję na tereny kurdyjskie, co bez wątpienia doprowadziłoby do odrodzenia Państwa Islamskiego i wzrostu terrorystycznego zagrożenia.

Syria była głównym przedmiotem rozmów zarówno na szczycie turecko-rosyjsko-irańskim w Teheranie jak i na późniejszym spotkaniu Erdogana z Putinem w Soczi. Wszystko wskazuje na to, że rozwiązaniem sytuacji miałoby być porozumienie turecko-syryjskie, na którym obecnie zależy przede wszystkim Turcji oraz Rosji, natomiast opory ma Assad i Iran. Wszystkie strony łączy jednak chęć wyparcia USA i wpływów Zachodu z Syrii, czyli rozbicie sojuszu Kurdów i USA. Turcji najbardziej zależy na wznowieniu współpracy turecko-syryjskiej przeciwko Kurdom oraz pozbyciu się syryjskich uchodźców z Turcji. Jeżeli chodzi o tę pierwszą kwestię to warto przypomnieć, że w 1998 r. doszło do zawarcia turecko-syryjskiego Porozumienia z Adany, wymierzonego przeciwko PKK.

Dwa lata później władzę w Syrii przejął Baszar Assad, a w 2002 r. do władzy w Turcji doszedł Recep Tayyip Erdogan i do 2011 r. ich relacje były bardzo dobre. Obecnie Turcja chciałaby powrotu do tamtych uzgodnień i ich rozszerzenia, co zalegalizowałoby tureckie działania militarne przeciwko Kurdom po syryjskiej stronie granicy. Postawiłoby też USA w niezręcznej sytuacji. Jeżeli chodzi o problem syryjskich uchodźców, to jest to jedna z ważniejszych kwestii przed wyborami w 2023 r. Turecka opinia publiczna chce by Syryjczycy opuścili Turcję, więc jeśli Erdogan do tego doprowadzi to zyska potrzebne mu punkty w sondażach. Problem w tym, że wątpliwe jest by układ Erdogan – Assad, nawet wprowadzający jakieś gwarancje bezpieczeństwa dla osób powiązanych z opozycją, skłonił większość Syryjczyków do dobrowolnego powrotu, a zatem Turcja musiałaby siłą ich do tego zmusić, lub wypchnęłaby ich do Europy, odcinając od jakiegokolwiek wsparcia, możliwości podejmowania pracy etc. Zważywszy na to, że dotychczasowymi sojusznikami Turcji są dżihadyści, którym nieobce są akty terroru, a zatem taki krok wiąże się też z ryzykiem zwiększenia zagrożenia terrorystycznego w Turcji. Już obecnie, na wieść o rozmowach turecko-syryjskich, Syryjczycy na terenach okupowanych przez Turcję zaczęli palić tureckie flagi.

Czytaj też

Assadowi nie zależy jednak na porozumieniu w tym samym stopniu co Turcji. Przede wszystkim jego pozycja nie jest obecnie zagrożona, a jego kontrola nad większością terytorium Syrii jest stabilna. Dżihadyści nie są w stanie powiększyć terenów pozostających pod ich kontrolą kosztem Assada, a fakt, iż dominującą siłą w Idlibie jest wywodząca się z Al Kaidy Hayat Tahrir asz-Szam powoduje, że staje się on gniazdem dżihadystycznego terroryzmu, który jest zdecydowanie wrogi wobec Zachodu. Ponadto większość państw arabskich, z wyjątkiem Kataru, wznowiła relacje dyplomatyczne z Assadem, co oznacza, że jest on daleki od izolacji międzynarodowej. Zjednoczone Emiraty Arabskie dokonały takiej normalizacji już dawno, a w tym roku zrobił to Bahrajn (co nie mogło nastąpić bez zgody Arabii Saudyjskiej). Assad ma też świadomość, że turecka opozycja (w szczególności kemalistowskie CHP) od dawna chce normalizacji relacji z Syrią, a zatem nie ma on żadnego powodu, by pomagać Erdoganowi w wygraniu wyborów.

Dla Assada kluczowe jest przy tym odzyskanie kontroli nad całą Syrią, a to oznacza nie tylko wyparcie dżihadystów z Idlibu, ale również wycofanie się z Turcji z terenów przez nią okupowanych (i to jest najtrudniejsza kwestia w tych rozmowach). Z drugiej strony, Assad, który odrzucał jakiekolwiek ustępstwa dot. kurdyjskiej autonomii w Syrii, nie miałby problemu we współdziałaniu w tej kwestii z Turcją, o ile inne kwestie zostałyby rozwiązane.

Ponadto syryjska armia wciąż jest w opłakanym stanie i zależy od wsparcia rosyjskiego (w mniejszym stopniu irańskiego), a to oznacza, że Rosja może wymóc na Assadzie zgodę na porozumienie z Turcją. Dodatkową zachętą dla obu stron mają być arabskie (ZEA i Arabia Saudyjska, ew. Katar jeśli dołączy do porozumienia) fundusze dla tureckich inwestycji w ramach odbudowy Syrii. ZEA i Arabia Saudyjska niedawno również zaczęły normalizować relacje z Turcją.  

Do pierwszego od lat spotkania szefów MSZ Turcji i Syrii doszło już w październiku ub. r. w Belgradzie. Informacja ta została jednak ujawniona dopiero niedawno. Wiadomo również, że Rosjanie zorganizowali kilka spotkań szefów bezpieki Turcji Hakana Fidana i Syrii Alego Mamluka. Obecnie planowana jest wizyta „sondażowa" tureckiej delegacji w Syrii. W jej skład ma wejść lider niewielkiej partii Vatan Dogu Perincek, który ma bardzo duże wpływy w kręgach rządowych i jest czołowym przedstawicielem nurtu euroazjatyckiego w Turcji. Tureckie media rządowe zapowiedziały już także, że dojdzie w najbliższym czasie do rozmowy telefonicznej Erdogana i Assada. Rozmowy te prowadzone będą oczywiście jako „pokojowe" ale wątpliwe by miały doprowadzić do pokoju. Turcji zależy na „ostatecznym rozwiązaniu" kwestii kurdyjskiej w Syrii, a to oznacza, że Kurdowie (o ile przed Turcją nie dogadają się z Assadem na jego warunkach) nie będą mieli nic do stracenia i będą stawiać zaciekły opór. Trudno się też spodziewać, by dżihadyści z Idlibu, zwłaszcza Hayat Tahrir asz-Szam, posłuchali Turcji i dobrowolnie złożyli broń. Porozumienie turecko-syryjskie doprowadzi zatem do exodusu Kurdów oraz mieszkańców Idlibu, a Rosja i Turcja wspólnie będą starać się skanalizować ową falę do Europy.

Czytaj też

Komentarze