Geopolityka

Amerykanie i Australijczycy naciskają na władze Wysp Salomona

Fot. U.S. Marine Corps, Sgt. James Gulliver

Władze Australii ostro skomentowały potencjalną możliwość powstania chińskiej bazy wojskowej na Wyspach Salomona. Premier Morrison miał stwierdzić, że nie będzie zgody na utworzenie chińskiej bazy marynarki wojennej w regionie na przysłowiowe „wyciągnięcie ręki" z Australii. Stanowisko premiera jest szeroko rozważane w australijskich mediach. Łączone jest, co naturalne, z wcześniejszymi sugestiami Waszyngtonu w tym temacie. Amerykańscy urzędnicy mieli wskazać, że jeśli dojdzie do budowy stałej obecności chińskiej na Wyspach Salomona to Stany Zjednoczone będą miały poważne obawy i odpowiednio zareagują w tym aspekcie.

Sam premier Australii jest mocno krytykowany przez krajową opozycję, iż dopuszczono do zbliżenia władz Wysp Salomona z Chinami. Przywódca Partii Pracy Anthony Albanese odnosząc się do sprawy Wysp Salomona użył nawet stwierdzenia, że z perspektywy Australii mamy do czynienia z „jedną z największych porażek politycznych, jakie widzieliśmy w przypadku rządu Morrsiona". Tym samym, premier Morrison stara się obecnie mocno wykazywać stanowczość władz, wysyłając kolejne publiczne sygnały wobec Wysp Salomona. Nakłaniając tamtejszych polityków, aby nie wyrażali zgody na budowę stałej bazy wojskowej z przeznaczeniem dla Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Australia ma podzielać w pełni politykę Stanów Zjednoczonych względem nowego układu w zakresie bezpieczeństwa, podpisanego między Chinami i Wyspami Salomona.

Czytaj też

Amerykanie chcą przyspieszyć obecnie otwarcie ambasady na Wyspach Salomona, albowiem 29 lat temu obniżono poziom placówki dyplomatycznej w Honiarze. Jednocześnie Stany Zjednoczone rozpoczęły coś w rodzaju ofensywy dyplomatycznej. W piątek, przez ponad godzinę prowadzone były rozmowy z członkami rządu Manasseha Sogavare z Wysp Salomona. Delegacją amerykańską kierowali koordynator Rady Bezpieczeństwa Narodowego w zakresie Indo-Pacyfiku Kurt Campbell oraz asystent sekretarza stanu ds. Azji Wschodniej i Pacyfiku Daniel Kritenbrink. Obecni byli również zastępca dowódcy US INDOPACOM, generał Stephen Sklenka oraz pełniący obowiązki starszego zastępcy szefa USAID na region Azji Craig Hart. Amerykanie mieli podkreślić, że ścisła współpraca polityczno-wojskowa między Wyspami Salomona a Chinami niesie ze sobą ryzyko dla bezpieczeństwa regionu. Premier Sogavare miał jednak uspokajać Amerykanów oraz ich sojuszników, że układ z Chinami nie jest wstępem do budowy instalacji pozwalających na mówienie o stałej obecności wojskowej Chin.

Skład amerykańskiej delegacji może podkreślać, że Wyspom Salomona przedstawiona była zarówno amerykańska wizja geostrategiczna, ale próbowano także przekazać bardziej wojskowe ujęcie obecnej sytuacji. Problem jest jednak, aż nadto widoczny dla interesów politycznych, handlowych i przede wszystkim wojskowych Stanów Zjednoczonych, Australii oraz innych sojuszników. Chińskie wojsko z możliwością operowania z Wysp Salomona mogłoby działać o wiele swobodniej, w odległości mniejszej niż 2 tys. km od wybrzeży Australii. Jak również stanowić realne zagrożenie dla linii zaopatrzeniowych amerykańsko-australijskich na wypadek kryzysu w regionie.

Czytaj też

Aczkolwiek trzeba również podkreślić obecność przedstawiciela USAID w rozmowach. Może to świadczyć, że Stany Zjednoczone proponują władzom na Wyspach Salomona coś w rodzaju mocniej kontroferty względem chińskich projektów infrastrukturalnych oraz współpracy gospodarczej. Zauważyć trzeba, że ta sama delegacja odbyła rozmowy również z władzami Fidżi oraz Papui Nowej Gwinei. Amerykańscy i australijscy publicyści uważają, że Waszyngton stara się znów przejąć inicjatywę w działaniach regionalnych. Albowiem nie do końca jest usatysfakcjonowany postępowaniem władz australijskich, które miały być odpowiedzialne za tego rodzaju kwestie jak chociażby sprawa Wysp Salomona.

Komentarze (5)

  1. Varan

    Zadziwiające że są zwolennicy reżimu Rosji czy Chin ale wybrzydzają na Amerykanów. Owszem, wiele działań amerykańskich było złych, ale nie gwałcili kobiet i dzieci, nie rabowali dzieł sztuki, nie niszczyli muzeów, nie kradli sprzętu AGD, nie. bombardowali osiedli mieszkaniowych, nie wyłupywali oczu łyżeczkami do herbaty i nie wbijali na pal. Amerykanie nie są aniołami, ale też nie są barbarzyńcami. Ponadto w obu przypadkach rosyjski mir i kultura chińska to jednak dwa zasadniczo inne od naszej cywilizacji światy. Oni patrzą na świat zupełnie innymi oczami. Jedni widzą w nas swoje ofiary, drudzy potencjalne ofiary. Powoli wojny przeradzają się w wojny cywilizacji.

  2. Palmel

    o państwo jest nam wrogie i jako takie powinno być zneutralizowane wyprzedzającym atakiem. - dlatego nie odpuszczą Rosji

  3. easyrider

    Jak się prowadzi frajerską politykę bezstresowców, to skutki są opłakane. Żeby bawić się w pacyfizm to wszyscy musieliby dreptać tą samą drogą. A tak wojny jak były, tak są i będą tylko będziemy im nadawali coraz bardziej zakłamane nazwy. Chiny może tym razem odstąpią ale za parę lat już nie będziemy mieli tyle siły żeby ich przestraszyć. To państwo jest nam wrogie i jako takie powinno być zneutralizowane wyprzedzającym atakiem. Polityka ustępstw nie przyniesie pozytywnego rezultatu. Jedynym jej efektem będzie to, że wojnę trzeba będzie prowadzić w gorszych dla nas warunkach. Dworskim analitykom nie mieści się to w głowach. Skądinąd płacą im za umiar. Dlatego nie przewidzieli skutków obalenia afrykańskich i bliskowschodnich dyktatorów, inwazji demograficznej, ataku na Krym czy obecnej wojny. Po prostu starają się myśleć racjonalnie a dyktatorzy nie działają racjonalnie.

    1. andys_2

      easyrider - piszac "my" nie zapomninaj dodać -Amerykanie (czyli my Amerykanie). . W końcu DF24 , to polski portal nie amerykański, tak sadze.

    2. Valdore

      @Andys_2, a ty nie zapomnij dodac że nadajesz z Rosji.

  4. andys_2

    Zadziwiajace podobieństwo argumentacji rzadu Australii i Putina (w sprawie Ukrainy).

    1. Valdore

      @Andys, jakos nie przypominam sobie baz USA na Ukrainie biedny trollu.

  5. Ech...

    Generanie USA maja ok 300 baz na teranie calego swiata. Chiny maja 1 i USa po "Wyzwolneiu" Libii Iraku Agafastanu, teraz Ukrainy potem Bilarusi, Rosji przjdzie czas na wyzwolnie CHin. Bujcie sie bo "WOlnsc idzie do was duzymi krokami" Zaden mur chinski nie pomoze.. Nasze fregaty juz w budowie by pomoc.

    1. baltazar

      Osobiscie jestem w takim wieku ze dobrze pamietam radziecka wolnosc i dobrobyt i dlatego zdecydowanie wole ta amerykanska.

    2. zbigtramp

      Zawsze lepiej mieć amerykańską bazę niż skośnooką lub onucową. Armenia ma bazę onucową i przegrała wojnę z Azerbejdżanem, nie pomogli im tylko ich wystawili na Bayraktary.