Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Cywilni operatorzy dronów będą wykorzystani w polskiej armii

Drony FPV są już wprowadzane do Sił Zbrojnych, przemysł jest gotowy, by je produkować, a szkolenie zaczyna być „powszechne” – to niektóre wnioski z konferencji Defence24 Days 2026.

Autor. Генеральний штаб ЗСУ / General Staff of the Armed Forces of Ukraine / Facebook

W panelu dyskusyjnym: „Rozpoznanie i precyzyjne rażenie od pojedynczego żołnierza. Bezzałogowe systemy powietrzne”, prowadzonym przez Maksymiliana Durę, wzięli udział:

-       gen. bryg. pil. dr inż. Łukasz Andrzejewski-Popow, Radca Generalny SG WP;

-       płk Krzysztof Tarnowski, Szef Oddziału - Zastępca Szefa Zarządu; Inspektorat Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia Dowództwa Generalnego Rodzaju Sił Zbrojnych (BSU DG RSZ);

-       mjr Mateusz Szymański - Specjalista z Inspektoratu Wojsk BSU DG RSZ;

-       Lt-Colonel Matt Keogh - SO1 Lead for Rapid Acquisition of UAS for UK Field Army, który kieruje szybkim pozyskiwaniem bezzałogowych statków powietrznych dla brytyjskich wojsk lądowych;

-       Arkadiusz Szuba - Prezes Zarządu polskiej firmy UMO;

-       Jan-Frederik Dammenhain - lider zespołu ds. sprzedaży rządowej firmy Quantum Systems;

-       Ronen Nadir – założyciel i dyrektor generalny izraelskiej firmy Bluebird Aero Systems.

W czasie dyskusji generał Andrzejewski-Popow potwierdził, że nastąpiła wyraźna zmiana w podejściu Sił Zbrojnych do dronów FPV i multikopterów klasy Baba Jaga. Wyjaśnił, że „pozyskiwane są wszystkie platformy w bardzo szybkim procesie”. Podkreślił, że „to, co się dzieje w Siłach Zbrojnych, to jest efekt tego, co się dzieje w społeczeństwie. Jeżeli społeczeństwo zaczyna akceptować systemy półautonomiczne i autonomiczne, to samo to dotyczy również wojska”.

Płk. Tarnowski nie odpowiedział wprost na pytanie, jakie będzie szacunkowe dzienne zużycie dronów przez polskie Siły Zbrojne w czasie ewentualnego konfliktu. Zwrócił jedynie uwagę, że to dzienne zużycie będzie wynikało z nasycenia dronami pododdziałów Wojsk Lądowych. Wyjaśnił, że plany zakładają wprowadzenie dronów FPV już od szczebla drużyny oraz tworzenie nawet batalionów systemów bezzałogowych. Jest to konieczne przy prowadzeniu takiej taktyki prowadzenia wojny, jak obecnie, z tworzeniem „szarej strefy” o głębokości nawet 60-80 km.

„W zeszłym roku do samego szkolenia mieliśmy zaplanowane 7500 systemów, ale nie wszystkie firmy wywiązały się ze zobowiązań przetargowych, więc pozyskaliśmy około 5000 dronów tylko do szkolenia. Zostały one dostarczone do 186 jednostek w całych Siłach Zbrojnych, w których są tworzone grupy szkoleniowe.

Major Szymański nie zgodził się z zarzutem moderatora, że w czasie ćwiczeń wojskowych w Polsce drony są wykorzystywane w zbyt małym stopniu. Cały czas zbierane są dane, ile jest wyszkolonych pilotów, przygotowanych do wykorzystywania systemów bezzałogowych. Sprawdzane są np. ich uprawnienia i po jakich szkoleniach je uzyskali. „Staramy się, by te bezzałogowce były włączane w każde ćwiczenie. Żebyśmy rozszerzali świadomość sytuacyjną dowódców”. Major Szymański wyjaśnił, że nie są to jednak tylko systemy rozpoznawcze, ale również drony FPV. „Mamy wiele jednostek, które początkowo korzystały z pasjonatów dronowych, którzy posiadali swoje własne uprawnienia z własnymi dronami i staramy się te osoby wyłapać i je odpowiednio szkolić”.

Pułkownik Matt Keogh zapytany przez moderatora o jego podejście do tanich dronów FPV zwrócił uwagę, że do dronów cywilnych, „z półki” trzeba podchodzić bardzo ostrożnie. Ich wprowadzenie do wojsk jest o tyle niebezpieczne, że technologie w nich wykorzystywane się bardzo szybko starzeją. „Te drony wychodzą z użycia niemal w dniu, w którym je odłożysz na półkę”. Dlatego kilkanaście miesięcy wcześniej zaproponował, by skupić się na ludziach. By postępować w podobny sposób, jak szkoli się brytyjskich żołnierzy z wykorzystania mapy i kompasu, chociaż w czasie działań bojowych dostają odbiorniki GPS. Dzięki temu oddziały mogą walczyć nawet gdyby GPS przestał pracować.

Dlatego „skupiamy się na celowym kupowaniu i dostarczaniu dronów, które nie są najlepsze, są trudne do oswojenia i obsługi. Bo jeśli operatorzy staną się ekspertami w lataniu nimi, to kiedy damy im sportowe samochody, Lamborghini dronów na teatrze działań wojennych, ich możliwości będą jeszcze potężniejsze”. Pułkownik Matt Keogh wskazał, że podobnie robi się na Ukrainie, dodając, że szkolenie operatorów FPV jest bardzo trudne. To nie chodzi bowiem o automatyczne programowanie drogi „z punktu A do punktu B”, ale często o działanie manualne, bez wspomagania GPS. Pułkownik Keogh pod względem skomplikowania przyrównał je do treningu pilotów śmigłowców.

Pomaga w tym fakt, że w brytyjskiej armii zmieniło się podejście do dronów FPV. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu było około 500 dronów, które mogły być używane. „W ciągu ostatnich 12 miesięcy ja osobiście zakupiłem 15 000 dronów z budżetem, który początkowo wynosił około 2 miliony funtów, a pod koniec roku urósł pięćdziesięciokrotnie do ponad 100 milionów funtów. To jest znaczący sygnał zmian w brytyjskich wojskach lądowych”. Wszystko, co dotyczy w tej chwili systemów bezzałogowych w Wielkiej Brytanii uzyskuje priorytet „i każdy biznes plan zostanie zatwierdzony”.

Prezes Szuba potwierdził, że w ubiegłym roku firma UMO wraz z Inspektoratem BSU DG RSZ przeszkoliła „dużą grupę żołnierzy” w ramach programu „Od zera do bohatera”. Dzięki pomocy ukraińskiej udało się wytrenować kilkudziesięciu operatorów dronów FPV i obserwacyjnych klasy mini, którzy po miesięcznym kursie zdali egzamin polegający na niszczeniu czołgów przeciwnika. I to działało nawet wtedy, gdy te pojazdy były wyposażone w indywidualne systemy walki elektronicznej. Korzystano przy tym również z dronów proponowanych przez UMO w tym Hydry – czyli systemu, gdy jeden operator może korzystać z 9 bezzałogowców jednocześnie.

Korzystano przy tym zarówno z dronów „kierowanych światłowodowo, radiem jak i kierowanych za pomocą technologii satelitarnej Starlink”. Pomaga w tym fakt, że firma UMO działa zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie (jako UMO Ukraina) i „natychmiast implementuje w naszych zakładach i laboratoriach to wszystko, co przynoszą doświadczenia pola walki”.

Prezes Szuba przypomniał także, że „dzisiaj najprostszy operator, który obsługuje drony FPV to jest wcześniej operator, który posługiwał się karabinkiem szturmowym. I jego karabinek szturmowy służy dzisiaj do walki z dronami. Bo dzisiaj amunicja 5,56x45 w standardzie NATO ewoluuje w amunicję antydronową”. Zwrócił też uwagę, że nie jest problemem fakt, że drony się starzeją, ponieważ można je z pożytkiem utylizować w czasie szkoleń organizowanych w jak najbardziej realnych warunkach. Albo przekazać je Ukraińcom, którzy z każdej liczby takich bezzałogowców będą zadowoleni.

Panel nt. systemów bezzałogowych podczas Defence24 Days 2026.
Panel nt. systemów bezzałogowych podczas Defence24 Days 2026.
Autor. Defence24

Jan-Frederik Dammenhain firmy Quantum Systems zapytany o liczbę rodzajów dronów przechytujących potrzebnych do zabezpieczenia własnych wojsk zwrócił uwagę, że nie należy skupiać się na liczbach, ponieważ nie są one wyznacznikiem możliwości. Drony to instrument, który musi być zintegrowany ze strukturami. Kluczowe jest myślenie strategiczne i stworzenie spójnego ekosystemu. Natomiast posiadanie wielu różnych rodzajów dronów bez możliwości ich wspólnego kontrolowania jest błędem.

Doświadczenia z Ukrainy pokazują, że najważniejsze jest utrzymanie systemów w działaniu oraz stworzenie oprogramowania, które będzie maksymalnie proste i intuicyjne dla operatora. Zamiast ilości, należy stawiać na jakość całego rozwiązania. Należy podejść holistycznie do całego systemu dronowego.

Prezes Szuba z firmy UMO zwrócił przy tym uwagę, że bezzałogowe interceptory i bezzałogowce FPV to nie jest to samo. Według niego drony interceptory są w tej chwili elementem obrony przeciwlotniczej, natomiast drony FPV to jest amunicja krążąca, która obecnie wypiera karabinek szturmowy. „Technologia dual use, jaką jest dron FPV podyktowała nową taktykę, a ta nowa taktyka niestety podyktowała nową strategię. Dzisiaj pole walki wygląda inaczej i nie możemy tych dwóch rzeczy utożsamiać. Musimy je bardzo jasno rozdzielać”.

Z kolei Ronen Nadir z firmy Bluebird Aero Systems wskazał na problem masowości ataków systemów bezzałogowych (podał jako przykład atak z 7 października 2025 r. – Izrael vs Gaza), wobec których tradycyjne wyposażenie żołnierza staje się niewystarczające. Rozwiązaniem są systemy automatycznego wykrywania wielu celów w szerokim polu widzenia oraz automatyczne angażowanie („Automatic systems with automatic engagement”).

Dyrektor Nadir uważa również, że należy odejść od zwalczania pojedynczych celów krok po kroku, na rzecz technologii, która pozwala żołnierzowi zneutralizować wielu przeciwników jednym ruchem. W odpowiedzi na ten pogląd pułkownik Matt Keogh zgodził się z koncepcją automatyzacji, ale podkreślił jej wysoki koszt. Zaznaczał, że realne potrzeby wojsk ukraińskich idą w miliony sztuk, a proces automatyzacji nigdy nie jest rozwiązaniem tanim.

W czasie dyskusji podjęto również sprawę utworzenia w Polsce Wojsk Systemów bezzałogowych, dla których stworzono Inspektorat w DG RSZ. Generał Andrzejewski-Popow nie mógł podać szczegółów organizacji systemów bezzałogowych, jednak przyznał, że koncepcja wykorzystania systemów bezzałogowych w Siłach Zbrojnych cały czas ewoluuje, reagując na to, co się dzieje na Ukrainie i w innych konfliktach.

„Ciężko mi jest powiedzieć, czy te wojska bezzałogowe powstaną czy też nie”. Wskazał, że jesteśmy w trakcie procesu zmiany systemu dowodzenia siłami zbrojnymi, który się rozpoczął i trwa. Podkreślił, że „planujemy to, uwzględniamy to, zdajemy sobie z tego sprawę”. Nie mógł jednak (i nie chciał) powiedzieć, jaka będzie ostatecznie wersja i w jakiej ostatecznej formie te systemy i wojska systemów bezzałogowych będą wyglądać.

Szczególnie ważne w tym procesie wydaje się szkolenie. Moderator przypomniał, że istnieje program nadzorowany przez Inspektorat BSU DG RSZ „OPW z dronem”, w którym na razie bierze udział 16 szkół ponadpodstawowych z całej Polski, prowadzących Oddziały Przygotowania Wojskowego. Pułkownik Tarnowski zapytany o plany rozszerzenia tego programu, np. o ponad 100 placówek edukacyjnych na terenie całego kraju, gdzie w klasach mundurowych o różnym profilu uczy się ok. 28 tys. uczniów, odpowiedział, że te 16 szkół to był tylko program pilotażowy zaczęty w zeszłym roku.

Panel nt. systemów bezzałogowych podczas Defence24 Days 2026.
Panel nt. systemów bezzałogowych podczas Defence24 Days 2026.
Autor. Defence24

Wyjaśnił, że został już opracowany program szkoleń dla tych szkół, że przeszkolono też instruktorów oraz że współpracuje się z samorządami, ponieważ to jest tylko częściowo finansowane z budżetu MON. Będzie to jednak rozszerzane na większą liczbę szkół. Jak na razie to są grupy trzydziestoosobowe w każdej szkole, ale chętnych uczniów jest o wiele więcej w tych szkołach.

Program pilotażowy w szkołach zakończy się w 2027 roku sprawdzeniem umiejętności wszystkich tych, którzy brali w nim czynny udział. Na koniec planuje się zorganizować zawody i po tych sprawdzeniach będzie przedstawiona rekomendacja dla Ministra Obrony Narodowej, czy ten program rozszerzyć.

Generał Andrzejewski-Popow również przyznał, że jest „zwolennikiem obowiązkowego szkolenia w ramach szkoły średniej dla wszystkich obywateli”. Zauważył jednak, że celem szkoleń wojskowych w szkołach jest doprowadzenie do tego, by duży odsetek uczniów trafił później do Sił Zbrojnych i niestety okazuje się, że to nie zawsze się udaje. Jednak w przypadku programu szkolenia dronowego uważa, że ten program powinien być kontynuowany i rozszerzony.

Moderator zwrócił także uwagę, że według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) z listopada 2025 roku, w Polsce zarejestrowanych było ponad 411 tysięcy operatorów. Zadał więc pytanie majorowi Szymańskiemu z Inspektoratu BSU DG RSZ (który sam jest instruktorem szkolącym operatorów dronów), co z tymi ludźmi planuje się zrobić. W odpowiedzi usłyszał, że ta liczba wcale nie pokazuje liczby osób, które potrafią realnie wykonywać loty. Bo samo zarejestrowanie się na stronie urzędu lotnictwa cywilnego jako pilot operator nie oznacza, że mamy do czynienia z doświadczonym pilotem dronów.

Jak na razie doprowadzono jednak do tego, że przy składaniu CV przez żołnierza pojawiła się rubryka, w której zaznacza się, czy ta osoba posiada jakiekolwiek uprawnienia dronowe. Ci żołnierze są później typowani na stanowiska operatorów dronów w pierwszej kolejności. W tym celu dostosowano również programy szkolenia, również zgodnie z programem „Od zera do bohatera”. Sposób szkolenia trzeba dobierać do umiejętności już posiadanych przez danego żołnierza, by nie uczyć go tego, co już potrafi.

Pułkownik Matt Keogh zapytany o koncepcję tworzenia przed liniami własnych wojsk tzw. strefy śmierci – kontrolowanej w pełni przez drony, nie potwierdził, że jest ona również przyjęta w Wielkiej Brytanii. Podkreślił jednak konieczność szkolenia dowódców. To oni działają w obszarach operacyjnych i ograniczają ryzyko. Piloci są ważni, ale i tak nie zaczną latać, dopóki nie pozwolą na to organy regulacyjne.

Podobnego zdania był Jan-Frederik Dammenhain. Podkreślił, że liderzy i dowódcy muszą nauczyć się, jak wykorzystywać drony i wprowadzać je do działań operacyjnych. Słowo „operowanie” nie oznacza już samego latania, pilotażu, ale przede wszystkim jest to analiza potężnej ilości danych i zarządzanie ich przepływem. To drastycznie przyspiesza proces decyzyjny.

We współpracy z ośrodkiem szkoleniowym sił niemieckich wdrażane jest wsparcie oparte na sztucznej inteligencji. Samo szkolenie trwa około dwóch tygodni i obejmuje logistykę oraz utrzymanie systemu. Jednak za najbardziej krytyczne uznaje się: wprowadzenie innowacji do szkolenia, włączenie dronów do struktury wojskowej dla osiągnięcia wyników oraz realizację strategii. Nie chodzi już o sam przelot z punktu A do punktu B, ale o holistyczne podejście do całego systemu.

Z kolei Ronen Nadir z firmy Bluebird Aero Systems dodał, że żołnierze mierzą się z różnymi przeciwnikami na wielu frontach, którzy dysponują odmiennymi rodzajami broni. Dlatego w obliczu wprowadzania skomplikowanych technologii, kluczowym wyzwaniem jest czas szkolenia. Czas spędzony na nauce obsługi broni to czas, w którym żołnierz nie może walczyć, dlatego szkolenia muszą być krótkie i autonomiczne. Według mówcy rozwiązanie to jest tanie, bo nie wymaga stosowania drogiego wyposażenia na samej platformie powietrznej; elementy mogą znajdować się poza nią. Tym samym autonomia, niski koszt oraz zaawansowanie technologiczne mogą być ze sobą skutecznie połączone.

Natomiast Matt Keogh zauważył, że rozwiązania oparte na zaawansowanych technologiach w tym AI, są obecnie zbyt kosztowne. Wskazał, że z perspektywy regulacji ręczne sterowanie jest wciąż postrzegane jako główny środek bezpieczeństwa, podczas gdy pełna automatyzacja jest na ten moment traktowana jako zbyt duże ryzyko.

W jakimś sensie optymistycznym podsumowaniem była odpowiedź prezesa Arkadiusza Szuby z firmy UMO, czy jego firma byłaby w stanie zaspokoić potrzeby związane ze szkoleniem wojskowym ponad 400 tysięcy osób posiadających cywilne uprawnienia dronowe i czy byłaby w stanie wyszkolić żołnierzy w operacjach odwrotnych tj. neutralizacji dronów, chociażby typu FPV. Prezes Szuba bardzo się cieszy z dużej ilości młodzieży, która potrafi bardzo dobrze latać dronami. Zauważył jednak, że „latanie sportowe FPV, wymaga dużo większego refleksu niż bojowe, natomiast latanie bojowy wymaga dużo większych umiejętności i uważności”.

Potencjał w Polsce jest potężny i bardzo łatwo go przekuć na potencjał bojowy. „Trzeba tylko zmienić mentalność tych ludzi z latania sportowego na bojowe, ucząc ich na przykład posługiwania się głowicami bojowymi”. Wyjaśnił, że firma UMO ma duże doświadczenie w tej dziedzinie i produkuje we współpracy z WITU „bardzo bezpieczne głowice dla operatora i to jest kwestia miesiąca, kiedy taki operator sportowy staje się żołnierzem operacyjnym”.

Partnerzy Defence24 Days 2026
Partnerzy Defence24 Days 2026
Autor. Defence24.pl
WIDEO: Trumpolog: blokada Ormuzu się nie uda | Premier Tusk w Korei Płd | Defence24Week #156
Reklama