Reklama

Jak Zełenski został miłośnikiem UPA. Korupcja i kiepskie sondaże w tle

Od komika-libertarianina pochodzącego z Krzywego Rogu, gdzie nie istniała Ukraińska Powstańcza Armia, do pierwszego nacjonalisty kraju honorującego UPA? Metamorfoza Zełenskiego wynika z obecnej sytuacji na scenie politycznej Ukrainy i nadchodzącej klęski wyborczej obozu Sługi Narodu.

Zdjęcie Zełeńskiego obok steli przy wejściu do miasta Kupiańsk
Zdjęcie Zełeńskiego obok steli przy wejściu do miasta Kupiańsk
Autor. Wołodymir Zełenski/X

W czerwcu 2025 roku „Ukraińska Prawda” opublikowała sondaż, z którego wynikało, że 71 proc. ukraińskich respondentów ufa lub raczej ufa gen. Wałerijowi Załużnemu. Niewiele mniej, bo 55 proc., ufa gen. Budanowowi. Wołodymyr Zełenski cieszy się zaledwie 49-procentowym zaufaniem społeczeństwa. Goni ich Andrij Biłecki, dowódca Azowców – któremu ufa 35 proc. Ukraińców. Sondaż ten potwierdził rozkład popularności poszczególnych polityków (lub przyszłych polityków) na Ukrainie, a kolejne badania opinii publicznej wskazują, że Zełenski spadł na trzecie miejsce. Sondaż SOCIS z 2025 roku wskazywał, że w drugiej turze Wołodymyr Zełenski przegrywa zarówno z gen. Wałerijem Załużnym, jak i gen. Kyryłem Budanowem.  

W parlamencie prezydencki obóz polityczny, czyli partia Sługa Narodu, nie tylko odnotuje mniejszą liczbę deputowanych, ale prawdopodobnie straci rząd (nawet jako koalicjant). Do Rady Najwyższej miałyby wejść ugrupowania: partia Załużnego z poparciem 30 proc., „Sługa Narodu” – 17 proc., partia Budanowa – 11 proc., partia Poroszenki – 9 proc. Oznacza to absolutną klęskę „Sługi Narodu”, który traci ponad połowę głosów z 40 proc. poparcia w obecnym, przedłużonym z powodu wojny parlamencie.

Azow za Zełenskim czy przeciw?

Niedoszacowany jest Andrij Biłecki i jego „Trójka”, czyli rozrastający się z Trzeciej Brygady Szturmowej Trzeci Korpus oraz jego środowisko polityczne. Obecnie szeroki prawicowy ruch azowski jest rozbity na kilka frakcji, z których dwie główne to wspomniana „Trójka” i „Jedynka”, czyli Pierwszy Korpus „Azow” związany z mariupolską kadrą oficerską, która wróciła z rosyjskich więzień (z Denysem Prokopenką). Wydaje się jednak, że to ruch azowski (albo zjednoczony, albo rozdrobiony na wiele partii) zagospodaruje prawą stronę sceny politycznej, a jako prawicowy ruch polityczno-wojskowy będzie żądał rozliczeń po ewentualnym zawieszeniu broni, które – co więcej niż prawdopodobne – będzie niekorzystne dla Ukrainy. Nie trzeba zgadywać, kogo wspomniane rozliczenia dotkną.

Do tego nieudana rekonstrukcja rządu Sługi Narodu została przykryta aferą korupcyjną Timura Myndycza, który był menadżerem Zełenskiego w czasach jego kariery aktorskiej. Obóz Zełenskiego podjął wówczas desperacką próbę ograniczenia autonomii NABU – Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy, ale musiał się z tego wycofać z uwagi na społeczne protesty. To był crash-test władzy Zełenskiego, ponieważ poszedł on na zderzenie z instytucjami kontrolnymi, myśląc, że je pokona, zagarniając więcej władzy dla siebie. Przegrał.

Ostatecznie afera ta zmiotła ze sceny politycznej prawą rękę obecnego prezydenta Ukrainy, czyli Andrija Jermaka, ale to, że Zełenski musiał poświęcić swojego najbliższego polityka, pokazuje, jak bardzo jego pozycja osłabła. A po Jermaku jest już tylko on. Ustrój Ukrainy pod pewnymi względami przypomina rozkład odpowiedzialności politycznej w Polsce. Ukraina – podobnie jak Polska – ma niejasny ustrój prezydencko-parlamentarny, gdzie od siły konkretnego ośrodka, od praktyki (czy jest to prezydent, czy premier) zależy, kto de facto rządzi państwem. Pewną różnicą jest to, że prezydent Ukrainy, w przeciwieństwie do głowy państwa w Polsce, dysponuje służbami specjalnymi tak jak polski szef MSWiA. Umocniony ośrodek prezydencki skonfliktował się z Radą Najwyższą Ukrainy, a na domiar z przedstawicielami własnej partii, czyli Sługi Narodu, której nie podobało się to, do czego zmuszał ją Zełenski (głosowanie w sprawie NABU). Siła Zełenskiego zaczęła być jego słabością, działającą na niekorzyść jego zaplecza politycznego.

Reklama

Ponadto kryzys polityczny w Kijowie zbiegł się z ukraińskimi klęskami na froncie, a zwłaszcza z operacją pokrowską. Obecnie udało się ustabilizować sytuację i zahamować postępy Rosjan, ale przez wiele miesięcy rosyjska ofensywa po kapitulacji Awdijiwki, aż po wkroczenie do Pokrowska, sprawiała, że trzeszczała cała linia frontu na południowym wschodzie. Negocjacje pokojowe utknęły w ślepej uliczce. Wojsko przezwyciężyło kryzys na froncie, ale partia Sługa Narodu nie ustabilizowała sytuacji w Kijowie i Zełenski wciąż podejmuje desperackie kroki, by zachować swój zakres władzy.

Dlaczego o tym wszystkim piszę i co to ma wspólnego z nadaniem SSO „Północ” tak zwanych imion „bohaterów UPA”? Ponieważ polityka zadowalania ugrupowań nacjonalistycznych na Ukrainie jest desperacką polityczną „ucieczką do przodu” Zełenskiego, który wie, że jego obóz polityczny czeka wyborcza klęska, i boi się rozliczeń ze strony tych środowisk.

Zauważmy, co zrobił w ostatnich miesiącach Wołodymyr Zełenski. Miejsce Andrija Jermaka zajął gen. Kyryło Budanow – przedstawiciel młodego pokolenia oficerów, jako szef HUR – wywiadu wojskowego, cieszący się dużą autonomią, popularny wśród społeczeństwa, skonfliktowany z Jermakiem, ale nie z samym Zełenskim. Jest to człowiek zdystansowany od Zełenskiego, ale nie w takim stopniu jak Załużny. W pewnym sensie to postać niezależna, więc nie tylko wykonawca woli prezydenta w nowej roli, ale także kreator polityki z własnym zdaniem. Zełenski musiał podzielić się władzą z Budanowem. To on został prawą ręką Zełenskiego w prezydenckiej kancelarii. W międzyczasie Andrij Biłecki otrzymuje kolejne awanse i własny korpus, a równolegle etat korpusu otrzymuje także druga frakcja „Azowa”. Obóz Zełenskiego w ten sposób próbuje złączyć ze sobą kandydata numer dwa na Ukrainie oraz kandydata numer cztery (przypomnijmy – Zełenski jest trzeci). Dlaczego?

Parlamentarna arytmetyka. Bardzo prawdopodobny jest przecież wojskowo-polityczny triumwirat Załużny-Budanow-Biłecki. Jest w nim także pewna powojenna wyborcza logika, gdzie koła wojskowe uznają, że armia wykonała zadanie, broniąc kraju, ale zawiedli skorumpowani politycy, więc np. prezydent Załużny zawiera sojusz polityczny z opozycją przeciwko Zełenskiemu. Notabene Zełenski sam wywołał konflikt z Załużnym, panicznie bojąc się, że ten buduje własny obóz polityczny. Partia Sługa Narodu nie chciała zatem, by Budanow oraz Biłecki znaleźli się w opozycji wobec niej. Zauważmy, że sondaże biorą już pod uwagę partie dwóch wojskowych – partię Załużnego i partię Budanowa (a nawet nie znamy ich nazw). Jest też Korpus Narodowy Biłeckiego.

Aby uniknąć tego układu, Zełenski zaczął nadawać różne przywileje potencjalnym sojusznikom gen. Załużnego. Stąd prowokacyjne wobec Polski gesty hołdujące nacjonalistycznym nastrojom i wynoszenie Ukraińskiej Powstańczej Armii na sztandary. Dlatego pojawiły się awanse dla Azowa i etaty dla korpusów. Dlatego gen. Budanow jest w kancelarii prezydenta. Nie twierdzę, że Budanow nie zasłużył na to stanowisko, czy że brygady azowców nie potrafią walczyć – po prostu zauważam, że gesty wobec nich pojawiły się dopiero w epicentrum kryzysu politycznego w Kijowie.

Cynizm czy nacjonalizm?

Mało tego. Wszystko to ma wymiar działań na granicy desperacji, ponieważ kandydatem Sługi Narodu nie ma być Wołodymyr Zełenski, ale właśnie gen. Budanow (pisała o tym „Meduza”). Mówi się o tym otwarcie na Ukrainie, ponieważ nikt nie ma złudzeń, że Zełenski może przegrać wybory prezydenckie. Bez większości w parlamencie, nawet w formule koalicjanta, Sługa Narodu straci także wpływ na ochronę swoich polityków. Partia przejdzie wówczas do opozycji. A ukraińskie powojnie może być gorącym czasem rozliczeń.

I tak komik z libertariańskimi poglądami politycznymi stał się w 2022 roku symbolem wojny w obronie kraju i walki z Rosją. Obecnie, tracąc swoją pozycję w kraju jako narodowy symbol i stając się pomnikową postacią wyłącznie dla części państw Zachodu (bo nie dla Polski), traci polityczne poparcie. Każdego dnia będzie kimś innym – od nacjonalisty przez wojskowego po liberała, gdy będzie to korzystne na Zachodzie, byle wykonać gest, który da pozory, że Zełenski ochroni swój obóz polityczny w gorącym ukraińskim powojniu. Ale Zełenski nie ma żadnych gwarancji w tym względzie, bez względu na to, kogo wyniesie na sztandary. Paradoksalniew ostatnich dniach była wspaniała okazja, by ocieplić relacje polsko-ukraińskie, czego jestem gorącym zwolennikiem. Nie udało się to z winy Zełenskiego.

Reklama

26 maja w Kijowie próbowano uczcić atamana Semena Petlurę (mija setna rocznica jego zabójstwa). Narodowe Muzeum Historii Ukrainy otworzyło nawet wystawę przedmiotów Petlury, gdzie możemy zobaczyć choćby jego maszynę do pisania. Przeszło to bez echa, zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce. A wystarczyło, by to ten ukraińsko-polski bohater, który walczył za niepodległość obu narodów, znalazł się na sztandarze. Tyle że w Radzie Najwyższej nie ma frakcji „petlurowców”, nie ma więc głosów, o które można zabiegać, nie ma więc bohatera. Ataman został zapomniany.

Reklama