- WIADOMOŚCI
- ANALIZA
Rosjanie ujawniają kolejne szczegóły desantu gazociągiem koło Sudży
Przerzut rosyjskich żołnierzy przez gazociąg pod Sudżą jest dla Rosjan „najbardziej śmiałą, desperacką i jedną z najbardziej udanych operacji specjalnych wszech czasów”.
Autor. Oleg Smogh/Imternet
Dokładnie w rok po rosyjskim ataku na Sudżę w Rosji ukazało się więcej szczegółów na temat operacji specjalnej „Potok” (określa się ją też jako „Truba”), która podobno przyczyniła się do wyzwolenia miasta Sudży w marcu 2025 roku. Było to jedyne rosyjskie miasto zajęte w ukraińskiej ofensywie w obwodzie kurskim rozpoczętej w sierpniu 2024 roku. Wizerunkowo wyglądało to bardzo źle dla Kremla, ponieważ Ukraińcy byli w Sudży przez prawie siedem miesięcy, umiejętnie prowadząc obronę tej miejscowości pomimo ciągłego ostrzału artyleryjskiego i bombardowań.
Rosjanie, nie mogąc zbliżyć się do miasta na powierzchni, postanowili przerzucić swoich żołnierzy bliżej, wykorzystując do tego gazociąg Urengoj-Pomary-Użhorod, którym gaz nie był dostarczany od 1 stycznia 2025 roku. Stworzono do tego specjalny oddział szturmowy, składający się z ponad 700 żołnierzy z brygad „Weteranów” i „Wostok”, czeczeńskiego oddziału specnazu „Achmat”, 30. pułku zmechanizowanego i 11. brygady wojsk powietrzno-desantowych. Zadanie było trudne, ponieważ Rosjanie mieli do przebycia piętnastokilometrowy odcinek gazociągu i byli zmuszeni do „schylania się, chodzenia w całkowitej ciemności i wdychania oparów metanu”.
Jak wyglądało przejście Rosjan przez rurociąg gazowy?
Przejście całego tego zgrupowania przez rurociąg trwało osiem dni, ponieważ pierwsi rosyjscy żołnierze weszli do „kanału” 1 marca, a ostatni wyszli z niego 8 marca. Rzeczywisty czas przejścia całego odcinka nie jest znany, ale pojedynczy żołnierz potrzebował na to nawet ponad dwie doby. Rosjanie, którzy jako pierwsi dotarli do wyjścia, nie wkraczali jednak do walki, ale oczekiwali, aż całe zgrupowanie szturmowe przedostanie się na miejsce. Później poszczególne pododdziały ruszyły do swoich zadań, ostatecznie przyczyniając się do wyzwolenia Sudży 12 marca 2025 roku. I to właśnie w rocznicę tej bitwy agencja informacyjna Izwiestia uzyskała zgodę na opisanie całej tej akcji w oparciu o relacje walczących wtedy żołnierzy.
Okazało się, że sama operacja była przygotowywana kilka tygodni wcześniej. Przykładowo, zadaniem 2. kompanii rozpoznawczo-szturmowej brygady „Weteranów” było oczyszczenie rurociągu i wycięcie włazów wentylacyjnych na całej jego długości (co półtora kilometra). Było to o tyle trudne, że ukraińskie wojska w pewnym momencie przeszły do kontrofensywy, próbując przebić się do wsi Ułanok. W ten sposób w strefie walk znalazło się wejście do przygotowywanego rurociągu.
Rosjanie przyznali się, że to nie była operacja prowadzona tylko przez bohaterów idących do przodu z okrzykiem „Urra”. Kilkuset ludzi nagle znalazło się w jednej rurze, przesuwając się w niej przez w sumie osiem dni. Próby zachowania dystansu pomiędzy pododdziałami się nie powiodły. „Tworzyły się zatory, mury i ciemność były przytłaczające, panowała dezorientacja i musieliśmy polegać na morale i sile woli, aby się wydostać”. Według żołnierzy z brygady „Weteranów”: „niektórzy wpadali w panikę, a w takich przypadkach tętno przyspieszało, a tlenu było podwójnie mało”.
Autor. ChrisO/x.com
Z kolei Achmatowcy od Kadyrowa (około 70 osób), którzy jako pierwsi weszli do „tunelu”, najbardziej narzekali na konieczność poruszania się w pochyleniu, bez wystarczającej ilości tlenu. Dodatkowo w samym rurociągu było bardzo gorąco i w czasie marszu mundury przemakały z potu. Natomiast sam rurociąg był lodowato zimny i gdy się siadało, próbując się przespać, to mundury natychmiast się wychładzały i było bardzo zimno. Rosyjskim żołnierzom brakowało też wody pitnej i odpowiednich warunków do snu. Drzemali bowiem „na wpół siedząc, opierając łokcie o rurę”. Nie wiedzieli też, czy na zewnątrz panuje dzień, czy noc.
Co robili Rosjanie po opuszczeniu rurociągu?
Ostatecznie rosyjskim wojskom udało się zaskoczyć stronę ukraińską. Rosjanie wspominają np. epizod, w którym kilku ukraińskich żołnierzy poruszających się drogą z wózkiem pełnym zakupów, kompletnie nie wiedziało, kim są ludzie z czarnymi twarzami, którzy ich nagle otoczyli. Dopiero kilkadziesiąt minut później Ukraińcy zaczęli atakować rosyjskich żołnierzy za pomocą dronów i amunicji kasetowej oraz zagłuszać systemy łączności. Mimo to Rosjanom udało się przegrupować i rozpocząć wykonywanie części postawionych im zadań.
Wbrew pozorom nie chodziło wcale o zdobycie Sudży, ponieważ Rosjan, którzy dotarli na miejsce, było zbyt mało, a dodatkowo nie było możliwości zabrania rurociągami potrzebnej do tego ilości amunicji i uzbrojenia. Żołnierze byli też w dużej części zatruci oparami gazowymi. Dlatego rozdzielono zadania w taki sposób, by tylko odcinać linie zaopatrzenia dla ukraińskich wojsk, wywołać jak największe zamieszanie oraz zająć pozycje, oczekując na przybycie wsparcia.
W przypadku żołnierzy z brygady „Weteranów” to oczekiwanie w okolicach Martynowki i Gonczarówki trwało tydzień i zostali oni odesłani na tyły dopiero 15 marca 2026 roku. Z kolei Achmatowcy, trwający w lesie i we wsi Kubatkin, doczekali się posiłków już po dwóch dniach. Nie brakowało problemów, np. związanych z nawiązaniem łączności. Specjaliści łączności z oddziału „Achmat” musieli więc przebyć drogę rurociągiem w obie strony (a więc około 30 km), by dostarczyć zapasowy sprzęt łączności i wrócić. Według ich raportu zajęło im to w sumie trzy doby.
Nie tylko „Potok”
W rocznicę odbicia Sudży Rosjanie przypomnieli, że operacja „Potok” nie była pierwszym przypadkiem, w którym wykorzystano rurociągi do wejścia na tyły pozycji ukraińskich. Dowódca 5. kompanii szturmowej brygady „Weteranów” pseudonim Szary potwierdził, że uczestniczył aż w trzech takich operacjach. Pierwsza z nich została przeprowadzona w lutym 2024 roku w Awdijiwce. Znaleziono wtedy stary, opuszczony rurociąg, wypompowano pozostałą w nim wodę, wycięto otwory wylotowe i wykorzystano do transportu żołnierzy.
Drugą tego rodzaju operacją Szarego był szturm na miasto Toreck latem 2024 roku. Wtedy korzystano już z całej sieci rurociągów, z których część została przez Ukraińców wysadzona. W niektórych miejscach Rosjanie musieli więc kopać tunele podziemne. Dzięki temu udało im się przedrzeć na obrzeża miasta i tam czekać na przybycie głównych sił. Trzecią misją rurociągową był „Potok”.
Skutki zdrowotne wykorzystania rur gazowych do przemieszczania się na tyły przeciwnika
Rosjanie chwaląc całą operację przyznali się w końcu, że jej uczestnicy mieli później duże problemy zdrowotne. Rosyjscy żołnierze wspominali, że ściany rurociągu były pokryte oleistą substancją, pozostałością metanu, „którą wdychaliśmy i która później dała o sobie znać”. Niski był również poziom tlenu, co powodowało, że niektórzy Rosjanie mieli halucynacje, a nawet mdleli. Ten brak tlenu pogłębiało zatłoczenie w rurociągu, w którym tworzyły się często korki.
Autor. ChrisO/x.com
Oparzenia płuc spowodowane wdychaniem metanu bardzo szybko doprowadziły u wielu żołnierzy do zapalenia płuc i niewydolności oddechowej. Podobno były też ofiary śmiertelne w samym rurociągu, tym bardziej że niektóre otwory wentylacyjne zasypał śnieg.
Jeden z żołnierzy z „Achmatu” przyznał się, że po całym zadaniu został wysłany do szpitala, gdzie podłączono go do kroplówki. Uciekł stamtąd, jednak po dziesięciu dniach dostał kaszlu, który trwał miesiąc, a dodatkowo wykryto u niego zatrucie chemiczne. Musiał więc zostać wysłany na Krym do sanatorium, gdzie został „poddany zabiegom medycznym, wdychał morskie powietrze, jadł borsuczy tłuszcz i ostatecznie wyzdrowiał”. Inny żołnierz przyznał się, że po całej akcji kaszel nie ustępował przez pięć miesięcy i pojawia się okresowo do dzisiaj. Ma też duszności i dostał dziwnej alergii na pastę do zębów.
Są również informacje, że u kilku uczestników operacji wykryto raka płuc i zatorowość płucną. Nie wiadomo jednak, czy tego rodzaju dolegliwości dotyczyły wszystkich uczestników tej operacji i w jakim stopniu pogorszył się ich stan zdrowia.
Nie ujawniono także danych, co do strat osobowych, poniesionych już w trakcie wykonywania misji. Według strony ukraińskiej z gazociągu miało wyjść zaledwie stu Rosjan. Nieoficjalnie wskazuje się, że „kilkudziesięciu żołnierzy” udusiło się, popełniło samobójstwo lub zmarło, próbując wydostać się z rury. Strona ukraińska uważa, że straty mogły przekroczyć nawet 80% stanu wyjściowego. Część żołnierzy zresztą zawróciła, zwiększając zatory i zamieszanie.
Twierdzenie więc, że „Potok” był „jedną z najbardziej udanych operacji specjalnych wszech czasów”, jest na pewno przesadzone.



WIDEO: F-35 vs. JAK-130 | Fregata tonie | Kuwejt strąca F-15 - Defence24Week #151