Turecka porażka w Syrii

15 marca 2017, 09:28
Fot. kkk.tsk.tr.
Fot. Defence24.pl.
Defence24
Defence24

Turcja przegrała swoją szansę na odegranie decydującej roli w konflikcie syryjskim. Jej agresywne działania doprowadziły do wzmocnienia przeciwników lokalnych (Asada i Kurdów) oraz poparcia ich przez potęgi światowe (Rosja i USA). Dodatkową ceną dla Ankary jest zaognienie wewnętrznego konfliktu z Kurdami w Turcji. Nie ulega zatem wątpliwości, że Turcja w swej polityce syryjskiej poniosła dotkliwą porażkę. – pisze pisze dr hab. Maciej Münnich, prof. KUL, z Instytutu Historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Początkowe założenia polityki tureckiej

Turcja od wybuchu wojny w Syrii w 2011 roku starała się odgrywać kluczową rolę w konflikcie. Początkowo głównym celem polityki tureckiej było doprowadzenie do upadku prezydenta Baszara al-Asada, a następnie wsparcie takich nowych władz w Damaszku, które uznałyby wiodącą rolę Turcji w regionie. Cel ten w wymiarze politycznym próbowano osiągnąć poprzez wspieranie syryjskiego rządu emigracyjnego (Syryjskiej Koalicji Narodowej na Rzecz Opozycji i Sił Rewolucyjnych) realnie rezydującego w Turcji.

Natomiast w wymiarze militarnym Ankara wspierała, a przynajmniej tolerowała działania różnorakich grup rebelianckich, zarówno tych umiarkowanych (we współpracy z USA), jak i tych o wyraźnie islamistycznym profilu (we współpracy z państwami Zatoki Perskiej). Okazało się jednak, że Asad nie jest aż tak słaby, a opór przeciwko jego rządom nie aż tak powszechny, jak to przewidywali tureccy politycy. Ani na gruncie militarnym, ani na płaszczyźnie politycznej nie udało się Turcji odnieść sukcesu, w dużej mierze ze względu na wsparcie jakiego dla reżimu w Damaszku udzielały Rosja i Iran oraz na brak zdecydowanych działań ze strony administracji prezydenta Obamy.

Powodowało to coraz agresywniejszą retorykę ze strony władz tureckich wobec Moskwy i Teheranu, a po aktywnym zaangażowaniu się sił rosyjskich w Syrii do otwarcie wrogich działań, których kulminacją było zestrzelenie rosyjskiego samolotu 24 XI 2015 roku. Jednak reakcją na to było nie wycofanie się Rosji, lecz zwiększenie jej zaangażowania w Syrii oraz bolesne dla Turcji retorsje o charakterze ekonomicznym. Wszystko to doprowadziło w czerwcu 2016 roku do przeprosin ze strony Ankary i w praktyce uznania roli Rosji jako głównego aktora w konflikcie syryjskim. Pojednanie wzmocniła postawa Moskwy podczas lipcowego puczu, gdy Putin bezwarunkowo poparł Erdoğana. Oznaczało to jednak porażkę dotychczasowej polityki tureckiej wobec Syrii.

Zamiast Asada - Kurdowie

Dodatkowo coraz poważniejszym problemem dla władz tureckich stali się Kurdowie syryjscy, którzy w walkach z ISIS, przy pewnym wsparciu amerykańskim, opanowali tereny wzdłuż niemal całej granicy turecko-syryjskiej. Wobec zaistniałej sytuacji Turcy za główny cel postawili sobie ograniczenie wpływów kurdyjskich, a przynajmniej niedopuszczenie do połączenia kantonu Efrin z pozostałą częścią Rożawy. Środkiem w takiej operacji miało być wyparcie sił ISIS z terenów rozdzielających jeszcze obszary opanowane przez Kurdów, głównie wokół Dżarablus i Al-Bab (operacja „Tarcza Eufratu”). Dalszym celem miało być wyparcie Kurdów z zajętego już przez nich Manbidż oraz atak na stolicę ISIS – Rakkę.

Już wyznaczenie takich celów pokazuje zmniejszenie roli Turcji. Oto zamiast próby podporządkowania całej Syrii, politycy tureccy zadowalają się jej północnym fragmentem, a ich działania są raczej reakcją na działania innych aktorów (Rosji, Asada, Kurdów, ISIS), aniżeli próbą samodzielnego kreowania sytuacji. Co więcej, zanim oddziały tureckie weszły do północnej Syrii, doszło do spotkań z dyplomatami Rosji i Iranu, którzy wyrazili zgodę na takie działania Turcji (zob. analiza: Bierność USA wspiera „oś” Moskwy, Ankary i Iranu). Oznacza to, że w 2016 roku Turcja mogła pozwolić sobie na działania w Syrii wyłącznie w takim zakresie, w jakim nie kolidowało to z interesami Rosji i Iranu.

Innymi słowy o obaleniu Asada w praktyce nie mogło być już mowy. Pozostał problem kurdyjski. Najwyraźniej główni gracze zgodzili się na to, by Turcja zablokowała dalszą ofensywę kurdyjską mającą na celu połączenie Efrin z resztą Rożawy. Zgodę na to dała również poprzednia administracja USA ustami ówczesnego Sekretarza Stanu Joe Bidena, który nawet wzywał Kurdów do wycofania się „za Eufrat”, czyli do oddania Turcji krwawo zdobytego na ISIS Manbidż. Jednak po wyborach w Stanach Zjednoczonych sytuacja powoli zaczęła się zmieniać.

M60
Fot. kkk.tsk.tr.

Nowy prezydent już w czasie kampanii wyborczej wypowiadał się wyjątkowo ciepło o siłach kurdyjskich oraz dopuszczał możliwość współpracy z Rosją w walce przeciwko ISIS. Stanowisko to zostało podtrzymane po zwycięstwie wyborczym. USA zaczęły dostarczać więcej sprzętu syryjskim Kurdom licząc na wznowienie ich ofensywy w kierunku Rakki. Do tego jednak konieczne było zapewnienie, że Turcja nie zaatakuje YPG od tyłu w chwili, gdy główne siły kurdyjskie będą walczyć przeciw ISIS na południu. Najwyraźniej takiego zapewnienia nowa administracja udzieliła, skoro Kurdowie rozpoczęli 4 II kolejną fazę ofensywy w ramach operacji „Gniew Eufratu”.

Jednocześnie trwała powolna ofensywa turecka mająca na celu zdobycie będącego w rękach ISIS miasta Al-Bab. Po kilkukrotnych nieudanych próbach 23 II siły tureckie i rebelianckie wkroczyły wreszcie do miasta, po wycofaniu się zeń bojowników ISIS. Podczas swych ataków siły tureckie korzystały z rosyjskiego wsparcia lotniczego. Fakt ten pokazuje, że albo tureckie lotnictwo jest na tyle słabe, że nie jest w stanie zapewnić efektywnego wsparcia swoim siłom lądowym w Syrii, albo ze względu na ustalenia międzynarodowe nie może wykorzystywać całego swego potencjału. Pierwszy przypadek wskazuje na żenującą słabość tureckich sił wojskowych (być może w wyniku czystek po nieudanym puczu) w starciu z – co prawda fanatycznym, jednak stosunkowo słabo wyposażonym i wyszkolonym – przeciwnikiem. Druga możliwość natomiast ukazuje słabość polityczną Ankary, skoro lotnictwo tureckie musi na swe działania uzyskać zgodę strony trzeciej. Oczywiście pierwsza wersja nie musi wcale wykluczać wersji drugiej, ale może ją raczej uzupełniać. Na taką właśnie sytuację wskazują działania Turcji po zajęciu Al-Bab.

Reakcja Rosji

Już 26 II wybuchły starcia między siłami rebelianckimi i tureckimi, a rządową armią syryjską wokół Tadif na południowych przedmieściach Al-Bab. Między innymi doszło do ataku lotnictwa tureckiego na siły reżimu Asada. W wyniku tych starć miało zginąć 22 żołnierzy syryjskich. Jednak od 28 II incydenty już się nie powtórzyły, ponieważ siły tureckie powstrzymały się od dalszych ataków i Tadif pozostało w rękach rządowych. Co ważniejsze, jednocześnie z tymi starciami siły Asada kontynuowały swe natarcie na wschód i doszły do pozycji zajmowanych przez Syryjskie Siły Demokratyczne.

Wskutek tego siły pro-tureckich rebeliantów oraz armia turecka zostały odcięte od możliwości dalszego natarcia na południe w kierunku Rakki, będącej ich oficjalnym celem. Od tego momentu na froncie południowym zapanował względny spokój, jeśli nie liczyć pomniejszych starć sił rebelianckich z armią syryjską. Oznacza to, że władze tureckie zakazały ataku na syryjskie siły rządowe, oczywiście ze względu na współdziałające z Asadem siły rosyjskie. Wobec takiej sytuacji Turcy szybko zdecydowali się na przekierowanie natarcia w kierunku wschodnim, przeciwko Kurdom zajmującym Manbidż. Oficjalnie ogłosił to 28 II na swej konferencji prasowej prezydent Erdoğan.

Natarcie takie rzeczywiście ruszyło, jednak nie dało większych efektów, ze względu na błyskawiczną reakcję Rosji i USA. Ta pierwsza doprowadziła do porozumienia między Kurdami a rządem Asada, na mocy którego już 3 III na tereny położone na zachód od Manbidż (okolice miasteczka Arima), a zajmowane przez Kurdów, wpuszczone zostały syryjskie siły rządowe. W ciągu kilku ostatnich dni w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia i filmy pokazujące nie tylko żołnierzy sił syryjskich współdziałających z Kurdami, ale także operatorów rosyjskich sił specjalnych tańczących i wymieniających się plakietkami z bojownikami kurdyjskiej Wojskowej Rady Manbidż.

Turcy początkowo próbowali robić dobrą minę do złej gry i premier Binali Yıldırım jeszcze 4 III twierdził, że wejście sił rządowych do Manbidż nie jest negatywnym wydarzeniem z punktu widzenia Ankary. Zakładał przy tym, że wiązać się to będzie z wycofaniem się Kurdów z tych terenów. Bardzo szybko okazało się jednak, że sojusz kurdyjsko-asdadowsko-rosyjski wcale nie doprowadzi do odejścia Kurdów i już 9 III szef tureckiego MSZ przyznał, że wobec planów ataku na Manbidż obecność w tym rejonie sił rosyjskich „jest problemem”. Oznacza to, że południowa i zachodnia część terenów zajętych na zachód od Eufratu przez siły kurdyjskie zyskała ochronę w postaci sił rządowych, a przede wszystkim rosyjskich. Pro-tureckie siły rebelianckie kontynuowały mimo to swe natarcie, jednak już bez wsparcia oddziałów armii tureckiej, co oczywiście nie dało większych efektów.

Turcja Syria
Fot. Defence24.pl.

Reakcja USA

Wraz z planami tureckimi skierowania ataku w kierunku terenów zajmowanych przez siły kurdyjskie uaktywniły się Stany Zjednoczone. Pierwsze sugestie wsparcia Kurdów pojawiły się już 26 II, gdy pułkownik Joseph Scrocca, oficer odpowiedzialny za kontakty z mediami zaznaczył w wywiadzie dla mediów kurdyjskich, że „od wyzwolenia Manbidż … amerykańskie Siły Specjalne kontynuowały trening, doradztwo i pomoc dla sił Wojskowej Rady Manbidż poprzez regularne wizyty”.

Najwyraźniej ta informacja nie zrobiła wrażenia na Turcji, wobec tego 1 III USA rozlokowały swe siły zarówno w okolicach samego Manbidż, jak i wzdłuż rzeki Sadżur, gdzie jesienią trwały starcia kurdyjsko-tureckie. Szacuje się, że jest to około 500 żołnierzy sił specjalnych. Ich wejście było swego rodzaju demonstracją, ponieważ wojskowe Humvee i cięższe od nich transportery Stryker, które po raz pierwszy widziano w Syrii jechały przyozdobione powiewającymi amerykańskimi flagami. Wobec takiego rozwoju wydarzeń planowana ofensywa turecka nie doszła do skutku. 6 III premier Binali Yıldırım otwarcie przyznał, że „bez koordynacji z USA i Rosją w Manbidż, nie ma sensu kontynuować operacji”. Próbą wyjścia z impasu było dwudniowe spotkanie szefów sztabów sił amerykańskich, rosyjskich i tureckich w Antalyi w dniach 6-7 III. Rozmowy były poufne, oficjalna relacja na stronie Departamentu Obrony ukazała się dopiero 10 III, choć inne media informowały o spotkaniu dużo wcześniej.

Brak było jakichkolwiek wspólnych komunikatów. Gen. Joseph Dunford poinformował między innymi, że obok wspólnych spotkań całej trójki, odbyło się także osobne spotkanie turecko-amerykańskie. Za najlepszy komentarz dla spotkania wojskowych może służyć wypowiedź tureckiego premiera, który 7 III uznał za „nieszczęśliwe”, iż niektórzy sojusznicy Turcji jako swego partnera wybierają YPG, co było oczywistym odniesieniem się do postawy USA w Syrii. Z kolei rzecznik Pentagonu wprost powiedział, że nową rolą sił USA w Manbidż jest „uspokojenie i powstrzymywanie” przed konfliktem. W praktyce oznacza to, że Amerykanie zdecydowali się bronić Kurdów przed ewentualnym atakiem tureckim.

Porażka Turcji

Zablokowanie działań tureckich przez Rosję i USA oznacza niemal zupełny brak możliwości dalszego militarnego zaangażowania się Ankary w Syrii. Turcji udało się wprawdzie opanować ok. 5000 km2 terytorium wzdłuż swej granicy i w ten sposób nie dopuścić do połączenia się sił kurdyjskich. Jest to jednak jedyny sukces operacji tureckiej trwającej od sierpnia zeszłego roku. Ceną za to jest pełna izolacja Turcji na arenie międzynarodowej. Polityki Erdoğana nie popiera oczywiście Moskwa wspierająca Asada i starająca się utrzymać swe wpływy wśród Kurdów.

USA w otwarty sposób bronią Kurdów, stając przeciwko swemu sojusznikowi w ramach NATO. Zatem oba najsilniejsze militarnie państwa obecne w konflikcie syryjskim wspierają oficjalnego wroga Turcji, jakim są „kurdyjscy terroryści”. Trzeci z dużych graczy w konflikcie, czyli Iran, z pewnością nie bez cichej satysfakcji przyjmie ograniczenie możliwości działania Turcji. Dodatkowo ostatnie napięcia w kontaktach Turcji z państwami europejskimi, pozostawiają Ankarę zupełnie osamotnioną. Być może jedynie Rijad mógłby służyć wsparciem, jednak jego wpływy są zdecydowanie słabsze zarówno ze względu na zmianę na stanowisku amerykańskiego prezydenta, jak i z powodu wewnętrznych problemów finansowych, o nieudanej interwencji w Jemenie nie wspominając.

Turcja w takiej sytuacji próbuje jeszcze pokazać, że ograniczenie jej ambicji może być kosztowne, jednak możliwości retorsji są bardziej niż ograniczone. Na razie w ramach odwetu za amerykańskie wsparcie dla Kurdów Ankara ogłosiła 8 III natychmiastowe zawieszenie działania na swym terytorium jednej z największych amerykańskich pozarządowych organizacji humanitarnych Mercy Corps, która udzielała pomocy – jak się szacuje – około 500 000 Syryjczykom. Nie wydaje się jednak, by takie działania mogły dać jakiekolwiek pozytywne skutki. Teoretycznie Turcja mogłaby podjąć działania zbrojne na terenie izolowanego kurdyjskiego kantonu Efrin, z którym bezpośrednio sąsiaduje, jednak wydaje się to mało prawdopodobne. Skoro USA i Rosja były w stanie w ciągu kilku dni doprowadzić do porozumienia z Kurdami w Manbidż i przerzucić tam swe siły, to z pewnością będą mogły zrobić dokładnie to samo i w Efrin. A koszty polityczne dla Turcji byłby jeszcze większe.

Erdoğan mógłby także zwiększyć zaangażowanie Turcji w pomoc dla rebeliantów w Idlib, jednak jest to z kilku powodów nader niewygodne dla Turcji. Po pierwsze nikt już nie ma wątpliwości, że przewagę w wojnie domowej w Syrii uzyskuje Asad. Wspieranie strony przegranej raczej nie zakończy się sukcesem. Na dodatek rebelianci w Idlib to w praktyce już niemal wyłącznie ugrupowania o charakterze wyraźnie islamistycznym. Najsilniejsze z nich to Ahrar asz-Szam i Hajjat Tahrir asz-Szam.

To drugie ugrupowanie to dawna syryjska Al-Kaida. Otwarte wspieranie takich sił raczej nie poprawi pozycji Turcji na arenie międzynarodowej. Na dodatek oba wymienione ugrupowania prowadzą ze sobą krwawą wojnę o przywództwo w zbuntowanym regionie. Wszystko to wskazuje, że Turcja przegrała swoją szansę na odegranie decydującej roli w konflikcie syryjskim. Jej agresywne działania doprowadziły do wzmocnienia przeciwników lokalnych (Asada i Kurdów) oraz poparcia ich przez potęgi światowe (Rosja i USA). Dodatkową ceną dla Ankary jest zaognienie wewnętrznego konfliktu z Kurdami w Turcji. Nie ulega zatem wątpliwości, że Turcja w swej polityce syryjskiej poniosła dotkliwą porażkę.


Dr hab. Maciej Münnich, prof. KUL

Instytut Historii KUL

Autor m.in. Syria wiosną 2015. Spojrzenie niepoprawne politycznie, Lublin 2015.

Defence24
Defence24
Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 48
Reklama
Zainteresowany
środa, 15 marca 2017, 11:22

Ciekawa analiza. Kurodowie liczą na więcej niż doraźne wsparcie ale nikt im tego nie chce zagwarantować. Może kiedyś doczekają się swojego Kurdystanu.

Polanski
środa, 15 marca 2017, 16:55

Ta wojna pokazała że ważna jest taktyka i strategia. Jeż to konflikt jednak asymetryczny i trzeba być elastycznym. Oraz cierpliwym. Assad i Rosja odnieśli jeden sukces i to przy udziale Turcji. Turcja za to zapłaci. Dywanowe naloty i niszczenie wszelkiej infrastruktury pozwoliło pokonać obrońców Aleppo pozbawionych wsparcia przede wszystkim Turcji. Coś jak Powstanie Warszawskie. Wielki mi sukces. W polu już Assad nie jest taki chojrak. Ciekawe skąd ma kasę na prowadzenie wieloletniej wojny? Przecież to nie jest szczególnie bogaty kraj. Konflikt się szykuje wieloletni i bankructwo kiedyś musi nastąpić.

kafir
czwartek, 16 marca 2017, 00:28

Aleppo. Coś jak Powstanie Warszawskie. To raczej przypominało bardziej Komunę Paryską.

Smuteczek
środa, 15 marca 2017, 19:21

Co to za pytanie skad Assad ma kase na prowadzenie wojny? Prawdopodobnie czerpie bogato srodki z magazynow i zapasów na wypadek W jakie kazdy cywilizowany kraj posiada. Pytanie bardziej interesujace skad biora srodki ( i kase) rebelianci (czesto zagraniczni) prowadzac wielomiesieczna walke.

cynik
czwartek, 16 marca 2017, 09:24

A teraz drogie dziecko popatrz sobie na mapę Syrii, popatrz ile terytorium swojego dawnego państwa kontroluje al-Asad z Rosjanami, ile jeszcze kontroluje Państwo Islamskie a ile zajęli Kurowie wspierani przez USA. Sukces i ten "kawał żołnierskiej roboty", poza bombardowaniem cywilów i nieposiadających wysokiej obrony plot "bojowników" to utrzymanie al-Asada przy życiu. Tyle. Syrii już nie ma. Pokoju ciągle też.

Ali
czwartek, 16 marca 2017, 16:41

No patrz, większość terenów zajmowanego prze ISIS to... pustynia. Po jakiego grzyba ktoś ma ją odbijać, gdy są ważniejsze cele w tym momencie. Mierzysz sukcesy powierzchnią odbitego pustkowia?

anda
czwartek, 16 marca 2017, 16:11

tylko to co kontroluje Asad to 70 % ludności, tyleż przemysłu i rolnictwa a reczta to pustynia cięszka do kontroli

As
środa, 15 marca 2017, 11:07

Super analiza. Muszę to jeszcze raz przestudiować z mapą.

edi
środa, 15 marca 2017, 10:47

Głównym celem Turcji było nie dopuszczenie do powstania Kurdystanu i to się jej udało a Assad i tak upadnie bo Syria będzie jak Afganistan targana wewnętrznymi konfliktami jeszcze przez lata. Assad nigdy nie odzyska władzy z przed wojny domowej. Terrorystyczne ataki w Damaszku i brak kontroli nad połową dawnej Syrii to potwierdzają.Rosja może pomoc w zrównaniu z ziemią połowy Aleppo ale do kontroli całej Syrii są potrzebne potężne siły porównywalne z amerykańskimi w Pustynnej Burzy. Nie wydaje mi się aby Rosję było stać na wysłanie 100 000 czy więcej żołnierzy do Syrii.

qweyu
środa, 15 marca 2017, 21:08

Asad urośnie w siłę a armia Asada będzie stanowić zagrożenie nawet dla izraela.. już w tej chwili nie ma armii na świecie która ma tak bogate doświadczenia z walk w ruinach miast jak Armia Syryjska!

DSA
środa, 15 marca 2017, 14:33

proponuję rzucić okiem na mapę - najlepiej geograficzną. Assad kontroluje większość miast i najbardziej zaludnione tereny. Do odbicia zostaje mu Idlib. Oczywiście poza kontrolą jest Raqqa i tereny opanowane przez Kurdów. To czego nie kontroluje to w większości tereny pustynne. Gdyby nie to że sa tam zasoby gazu i ropy byłyby mało istotne. Problemem dla Assada jest także to że większość ziem najlepszych z perspektywy rolnictwa jest obecnie pod kontrolą Kurdów.

yaro
środa, 15 marca 2017, 12:23

@edi jak zwykle kulą w płot, Asad nie upadnie tylko będzie coraz mocniejszy i powoli odzyska Syrię. AS główny mieszacz w regionie nie ma już pieniędzy na sponsorowanie rebelii, Iran popiera Asada i będzie mu pomagał, Rosja również --- przetrzyj oczy ...

Obywatel RP
środa, 15 marca 2017, 10:44

Świetna syntetyczna analiza!

jacek
środa, 15 marca 2017, 10:42

świetny artykuł, duże brawa...

.
środa, 15 marca 2017, 10:37

Nalezy dodać : tak sie kończą czystki w armii ,druga siła w NATO jest jak ślepy bokser

cynik
środa, 15 marca 2017, 10:35

Ale co zagrabili - Turcja np. po złodziejsku w Aleppo demontowała i wywoziła do Turcji całe zakłady przemysłowe - to ich... Swoją drogą Turcja to 2 armia w NATO pod względem liczebności - powinno to dać do myślenia różnym naszym oszołomom wymachującym szabelką w kierunku Moskwy.

Drajkutek
środa, 15 marca 2017, 17:26

Od pewnego czasu pisze się o kompletnej degrengoladzie w dowództwie Tureckich wojsk, ten pseudo-pucz narobił bałaganu w wojsku. Powyższe fakty potwierdzałyby to w pełni.

*>
środa, 15 marca 2017, 10:28

Z treści artykułu wynika, że Turcja jako kraj ościenny dokonała agresji na Syrię. Turcja jako 2-ga potęga militarna NATO, posiadająca na swym terytorium bazy NATO, wspierana przez NATO miedzy innymi bateriami rakiet p-lot rozlokowanymi przez innych członków NATO przy granicy Syryjskiej, posiadająca także magazyn broni nuklearnej najpierw poprzez "zielone ludziki" a później jawnie dokonała agresji na Syrię. Obecnie po czystkach, jakie przeprowadził w konsekwencji nieudanego przewrotu Prezydent Turcji spowodował iż Turcja "wspiera" działania Prezydenta Syrii, Turcja współpracuje z Rosją w procesie wyciszenia walk w Syrii, eliminacji wszelkiej maści terrorystów (oczywiście w ich mniemaniu). Analiza taka sobie, jak na "spojrzenie niepoprawne politycznie"... Sukcesy Turcji: mimo wsparcia USA dla Kurdów, Turcja uniemożliwiła połączenie terytoriów Syryjskich opanowanych przez Kurdów w jedna całość, czym zapobiegła powstaniu "Rożewy" czy innej namiastki państwa Kurdyjskiego.

gosc
środa, 15 marca 2017, 16:16

Jeszcze. Jak Kurdą na złość Turcji da Holandia i UE kasę na zatrzymanie imigrantów to sobie coś tam odbudują :) A tak na serio to tendencja jest taka, że Turcja jest w odwrocie a Kurdowie zyskują. Co oznacza ...nic bo nie wiemy w co USA i Rosja będzie tam grać za 2-3 lata.

poul
środa, 15 marca 2017, 10:22

Jaki jest sens istnienia NATO, skoro należy do niego taki despotyczny i islamistyczny kraj jakim jest Turcja??

Preis
środa, 15 marca 2017, 11:38

Ze względu na jej strategiczne położenie Turcja ma istotne znaczenie dla NATO nizaleznie od tego kto tam rzadzi-1.kontrola Bosforu 2. Wschodni basen morza srodziemnego i 3 bliski wschod . 4. Kaukaz

szwej
środa, 15 marca 2017, 11:29

Despotyczny, islamistyczny i ostanie ale nie najmniej ważne nieskuteczny.

Zainteresowany
środa, 15 marca 2017, 11:20

Sens NATO nie ogranicza się do istnienia Turcji. Turcja wyraźnie oddala się od zachodnich sojuszników i nawiązuje współpracę z Rosją co może w perspektywie doprowadzić do opuszczenia przez nią NATO.

We własnej osobie.
środa, 15 marca 2017, 10:46

No bo dzięki temu TURCJA nie jest przeciwko NATO.

marek
środa, 15 marca 2017, 10:21

Mądry arktykuł. Życzę Kurdom, aby w końcu mieli swoje pańśtwo.

yaro
środa, 15 marca 2017, 10:02

Bardzo dobra analiza ...

Drv
środa, 15 marca 2017, 11:56

Zgadzam sie, bardzo dobry artykul.

OiiikUYT
środa, 15 marca 2017, 10:30

Jedynie z czym się nie zgodzę, to ze stwierdzeniem że pod al-Bab siły ISIS były słabo uzbrojone i wyposażane, o ile są pewne braki sprzętowe u ISIS, ze względu na naloty Rosji i USA, potencjał zbrojny ISIS faktycznie spadł, to ze stwierdzeniem że ISIS jest słabo wyszkolony się nie zgodzę. ISIS pokazał nie jednokrotnie armii Irackiej i Syryjskiej oraz Tureckiej że potrafi walczyć, i Kurdowie się przekonają o tym walcząc o al-Rakkę.

Dan
czwartek, 16 marca 2017, 15:08

Turcja przegrała też swoją pozycję w Iraku. Trenowane przez nią oddziały byłego gubernatora Nadżafiego zostały włączone do sił zbrojnych Iraku, a za samym Nadżafim, uznanym za zdrajcę wysłany list gończy. Chciała jeszcze odgrywać jakąś rolę w operacji Mosulskiej, ale wobec sprzeciwu Iraku nie odegrała żadnej. Po Irackiej odmowie buńczuczne oświadczenie Erdogana, aby Irak znał swoje miejsce nie poprawiło dodatkowo tych relacji. Turcji Irak odmówił nawet udziału w kampanii powietrznej wiedząc, że wykorzysta ona tą okazję do atakowania Kurdów z PKK zamiast ISIS jak to się zdarzało już wcześniej. Co prawda został jeszcze jej garnizon koło Bashiki w Iraku, ale będzie się musiał niebawem i stamtąd wycofać po deklaracjach Hashd Shabi, czyli Irakijskiego pospoilitego ruszenia, że uważa Turcję za wroga wspierającego ISIS i zaatakuje jej żołnierzy przy pierwszej sposobności. Podsumowując Erdogan przegrał wszystko co tylko mógł, zantagonizował nie tylko sąsiadów, Syrię, Irak, Iran, Armenię, ale i większość krajów Europy po swoich nieczystych zagrywkach z imigrantami. Teraz jeszcze psuje relacje z Holandią i Niemcami. Niedługo sfrustrowany wypowie wojnę całemu Światu.

re
piątek, 17 marca 2017, 09:37

Turcja wybiera ścieżkę islamu, dlatego w naszym interesie jest powstanie niezależnego państwa Kurdów, na tyle silnego (ropa, wojsko), żeby szachować Turcję. I na tyle słabego, żeby szukać pomocy zachodu.

ostrożnie
środa, 15 marca 2017, 14:50

Puki co niby ci Kurdowie walczą z przeciwnikami USA i sojuszników. Skąd pewność, że jak dorwą swój kawał ziemi to nie obrócą się przeciwko złemu zachodowi tak jak reszta niegdyś popieranych szlachetnych wojowników?

Smuteczek
środa, 15 marca 2017, 19:24

Pewnosc stad ze jezeli nawet wyrwa sobie kawałeczek niepodleglej ziemii to i tak beda mniej lub bardziej przesladowani przez wrogo nastawionyh sasiadów. W takiej sytuacji trudno by szukali dalszych kłopotów w dalej połozonych zachodnich krajach. Bardziej prawdopodobne jest ze beda u nas szukali sojuszników czy wreszcie pomocy.

gnom
czwartek, 16 marca 2017, 13:00

Ci tanczący "operatorzy" - to była rosyjska policja wojskowa

Paweł Z.
środa, 15 marca 2017, 12:56

Dodajmy, że obecnie kurdyjska prowincja Iraku dostała zgodę USA i ... Turcji (!) na przeprowadzenie referendum dot. uzyskania niepodległości. Kurdystan powstanie. Najpóźniej za 2-3 lata będzie kolejnym państwem na mapie świata. Czy pozostałe trzy zabory (turecki, syryjski i irański) do niego dołączą? Chyba nie szybko. To są zupełnie Kurdowie o zupełnie innej mentalności, wizji i ideologii. Ciekawe czasy, ciekawe. Co do NATO. Z punktu widzenia USA z dwóch największych filarów wschodniej części NATO w Europie została Polska. Turcy wszystkich nas zaszokowali swoją woltą. A jeszcze nie tak dawno Rosjanie zaczęli bojkotować kurorty tureckie z powodu zestrzelenia ich samolotu. Amerykanie na prędce montują drugą nogę w postaci baz w Rumunii. I to jest chyba najbliższy mentalnie nam sojusznik. Mamy wspólną historię, obecnie 100 żołnierzy rumuńskich stacjonuje w Polsce (dziękujemy!). Tylko że Węgrzy zawsze odwołując się do naszej przyjaźni liczyli chyba że pójdziemy z nimi na Rumunię :-). Jak tu pogodzić 2 naszych sojuszników?

Polak Mały
niedziela, 19 marca 2017, 21:32

racja. Węgry byli naszymi "przyjaciółmi" tylko gdy zagrażał nam jeden wróg: Cesarstwo Niemieckie, Imp. Osmańskie, ZSRR. a w pozostałych momentach to parę razy nas napadali

Preis
środa, 15 marca 2017, 14:19

Z Węgrami nie mamy wiele interesów, podobnie jak przed II WŚ . Raczej wiecej nas dzieli niż łaczy. Zdecydowanie natomiast niedoceniona była i jest przez dyplomację polską Rumunia

JAN 22
środa, 15 marca 2017, 19:59

Rosja w Syrii raptem 1,5 roku - efekt o wiele większy jak cała koalicja pod sławetną armią USA ? Kawał roboty żołnierskiej mają za sobą na do datek uwidocznione zostało synchronizacja jak i sam wywiad potrzebny na dzisiejszym teatrze działań wojennej . Zaangażowanie różnych jednostek lotniczych , dalekiego jak i krótkiego zasięgu czy samych pocisków różnych zastosowań daje wiele do myślenia . Syria + Rosja powinno przybliżyć pokój jak i stabilność . Bardzo dobry artykuł nie jednostronny .

dropik
środa, 15 marca 2017, 12:14

Erdogon dokonał głębokiej czystki w armii wiec teraz zbiera żniwo. Ważne żebyśmy my potrafili wyciągnąć z tego wnioski. Najwyrazniej jednak nie potrafimy...

krzysiek84
środa, 15 marca 2017, 15:50

Czystka, a dobrowolne dymisje to zupełnie co innego, więc nie siej fermentu. Porównywanie odejścia kilku generałów na emeryturę do zapakowania do więzień tysięcy oficerów wojska, policji, służb i chęci ich powieszenia jest zwyczajnie głupie.

ot forumowi stratedzy
środa, 15 marca 2017, 12:03

Tyle było zapewnień jak to Turcja druga armia NATO zmiażdży Rosję w Syrii. Niektórzy nawet tak się rozpędzili w wychwalaniu potęgi Ankary że udowadniali możliwość podbicia Rosji a tu proszę, potulnie jak baranki drżą przed niewielkim rosyjskim kontyngentem w Syrii.

lo
środa, 15 marca 2017, 16:12

Ankara to sobie rade by jeszcze dała z tą Rosja w ...rzecz jasna tylko w Syrii. Problem jest taki, że Ankara z 2015 roku gdy strzelała do rosyjskich samolotów to nie ta sama Ankara z końca 2016 gdy ma na pieńku z USA. Po puczu (kto by za nim nie stał) nie ma takiego na świeci kto da sobie radę z Rosją i USA. A jak widać politycznie Rosja i USA w Syrii ciągnie w swoją stroną bez szczególnego oglądania się na Turcję.

dHq
środa, 15 marca 2017, 14:02

Nie przed kontyngentem w Syrii ale przed pozostałą częścią armii rosyjskiej za kaukazem, marynarki na morzu czarnym i izolacji w bezpośrednim konflikcie z Rosją bo swoich nieudanych zagraniach w Syrii i ostatnich akcjach w Europie.

Marek1
środa, 15 marca 2017, 13:58

Kolego, Turcja jest ważna dla Paktu głównie dla swego położenia dającego możliwość uderzenia w tzw. miękkie podbrzusze Rosji np. w przypadku wybuchu konfliktu NATO-FR w Europie środk-wsch. Teraz ta koncepcja gwałtownie traci na aktualności z przyczyn oczywistych. Być może niedługo będziemy świadkami ogromnego sukcesu Putina - pierwszego w historii NATO wyjścia kraju członkowskiego ze struktur Paktu. I to kraju tak dużego, silnego militarnie i ekonomicznie.

yaro
środa, 15 marca 2017, 12:35

do dziś ten kontyngent odwalił w Syrii kawał dobrej żołnierskiej roboty do tego wykazał hipokryzję zachodu w walce z PI, samoloty w tygodniu przeprowadzają prawie 500 nalotów, tego koalicja pod wodzą USA przy takiej ilości sprzętu jaki mają nie zrobiła ani razu ...

Peresada
środa, 15 marca 2017, 12:01

Ankara jest na dobrej drodze do radykalizacji jakiej dziś sobie nie wyobrażamy. Wobec fiaska polityki uzyskania hegemoni na bliskim wschodzie pod egida USA lub Rosji (dla Ankary to wszystko jedno, i tak jak stanie się wystarczająco silna "rozluźni" ten sojusz/zależność), zacznie prowadzić politykę nakierowaną na zebranie wokół siebie tych państw regionu których okaleczył konflikt syryjski lub globalna polityka cen ropy. Być może też zacznie szukać bliższego porozumienia z Afganistanem i Pakistanem. Wszystko po to żeby Turcja był wielka na bliskim ( i może nawet środkowym) wschodzie. Turcja uważnie przygląda się temu gdzie po wojnie w Syrii umieści się idea kalifatu (ISIS lub inna nazwa). I wszystko wskazuje na to że stanie się to w Afganistanie/Pakistanie. Turcja chce mieć nad tym kontrole, bo wie, że powstanie takiego kalifatu jest możliwe jak tylko dotychczasowi władcy ISIS oswoją się z myślą że trzeba się podzielić władzą i ideą kalifatu z talibami i ich Pakistańskimi sojusznikami. To nam się teraz może nie mieścić w głowie, ale Turcja będzie chciała zostać "mentorem" takiego czegoś. Władze w Ankarze testują teraz opcje "cały świat przeciwko Turcji", wygrane referendum to wewnętrzna zgoda na ten wariant polityki. Turcja odegra najważniejszą rolę na b. wschodzie na następne najmniej 10 lat, nie wiemy jedynie czy będzie to rola pozytywna czy negatywna.

lis
środa, 15 marca 2017, 11:44

Dziękuje za ciekawy artykuł. :)

say69mat
środa, 15 marca 2017, 11:38

def24.pl: Turecka porażka w Syrii say69mat: Turcja przeżywa obecnie szalenie poważny kryzys wewnętrzny. Związany z polityka Erdogana - czyli realizacją wizji Turcji - jako autokracji islamskiej. Tak więc jest niezwykle trudno oczekiwać od Turcji - jako państwa - jakiejkolwiek efektywności w dziedzinie polityki zagranicznej. Czy też operacjach militarnych prowadzonych poza granicami Turcji. Z drugiej strony, czy Erdoganowi zależało na pacyfikacji Daesh??? Jakby nie było, owocu niezwykle sprytnej polityki Erdogana. Czy też, wyłącznie na pacyfikacji Kurdów???

Góral
środa, 15 marca 2017, 11:32

Świetny artykuł, w mediach głównego nurtu pojawiają się informacje, że USA (czytaj nowy prezydent) porzuciło Kurdów.

Tweets Defence24