Rosyjska Wunderwaffe? Oresznik: „stary”, niecelny i drogi, ale zabójczy
Duże koszty produkcji i użycia rakiet Oresznik są prawdopodobnie jedynym powodem, dla którego Rosjanie użyli tego uzbrojenia przeciwko Ukrainie tylko dwa razy.
Autor. Wikipedia
Pisząc o systemie uzbrojenia Oresznik, popełnia się bardzo często kilka bardzo poważnych błędów. Po pierwsze, należy pamiętać, że Rosjanie jak dotąd nie opublikowali dokładnych zdjęć – ani tej rakiety, ani też jej wyrzutni – już nie mówiąc o starcie. Wszelkie informacje na ten temat są więc domysłami specjalistów, którzy próbują złożyć w całość szczątki znalezione w miejscach uderzonych przez to rosyjskie uzbrojenie jak również analizując końcową fazę ataku, zarejestrowaną niestety tylko kamerami przemysłowymi.
Po drugie, mówienie, że w coś na Ukrainie uderzyła rakieta Oresznik, jest dużym uproszczeniem. Osiemdziesiąt procent tej rakiety nie dolatuje bowiem do celu, w który uderza tak naprawdę jedynie sześć „głowic bojowych”, przenoszonych w części przedniej pocisku. Po trzecie, Oresznik nie jest rakietą hipersoniczną, chociaż rzeczywiście porusza się z tą prędkością (podobnie jak jego „głowice bojowe”). Rozumując w ten sposób, do rakiet hipersonicznych należałoby bowiem również zaliczyć wszystkie rakiety balistyczne i kosmiczne.
By wynieść jakiś obiekt w kosmos, trzeba bowiem pokonać grawitację Ziemi, a to oznacza konieczność rozpędzenia się do prędkości 7,9 km/s, czyli 28440 km/h. Jest to 28 razy więcej niż prędkość dźwięku, podczas gdy określenie „hipersoniczny” odnosi się do obiektów latających „jedynie” z prędkością pięciokrotnie przekraczającą prędkość dźwięku. Według takiej logiki Polska jest również w posiadaniu systemów hipersonicznych, ponieważ rakieta ILR-33 Bursztyn wleciała 3 lipca 2024 roku na wysokość 104 km.
By zrozumieć ten podział, najlepiej posłużyć się przykładem rosyjskiego systemu uzbrojenia Iskander-M. Pocisk 9M732 wystrzelony z wyrzutni naziemnej porusza się z prędkością 2100 m/s (6-7 Mach), ale jest traktowany jako rakieta balistyczna. Opracowany w oparciu o rakietę 9M732 pocisk Ch-47M2 systemu Kinżał, wystrzelony z samolotu MiG-31, jest już czasem klasyfikowany jako hipersoniczny, poruszając się podobno z prędkością od 5 do 10 Mach.
Po czwarte, nie jest prawdą, że kraje zachodnie nie mają systemów uzbrojenia, które byłyby w stanie zniszczyć Oresznika. Do zwalczania samych głowic być może - po ewentualnych modyfikacjach - nadają się bowiem zarówno rakiety wykorzystywane w naziemnych systemach Patriot (PAC-3MSE), jak i SAMP-T (Aster-30). Wymaga to jednak odpowiedniego przeprogramowania systemu wykrywania i naprowadzania, tak by był on zdolny do prowadzenia tak szybkich i małych celów. Na Ukrainie dochodziło przecież do zestrzeliwania rosyjskich rakiet klasyfikowanych jako hipersoniczne Cirkon i Kinżał.
Dodatkowo w Europie są również systemy mogące zwalczać Oreszniki w przestrzeni kosmicznej, jeszcze przed rozdzieleniem się głowic. Nadają się do tego pociski antyrakietowe SM-3 umieszczone w bazie w Redzikowie, jak również rakiety izraelskiego systemu Arrow-3, uruchomionego przed kilkoma dniami w Niemczech.
Czy Rosjanom opłaca się strzelać Oreszniki?
Nie zmienia to faktu, że sama Ukraina nie ma w tej chwili żadnego sposobu na zwalczanie głowic rakiet Oresznik, które według kremlowskiej propagandy uderzają praktycznie tam, gdzie Rosjanie chcą. Tym bardziej może dziwić fakt, że rosyjskie dowództwo wykorzystało to uzbrojenie jak na razie tylko dwa razy: 21 listopada 2024 roku podczas ataku na Dniepr (w obwodzie dniepropietrowskim) oraz 9 stycznia 2026 roku w infrastrukturę krytyczną pod Lwowem. Wbrew pozorom nie wynika to ze skrupułów, jakie miałby mieć Putin w użyciu Oresznika, ale z kosztów, które trzeba ponieść, by taki atak przeprowadzić.
Oczywiście Rosjanie nie podają faktycznych cen wykorzystywanych przez siebie rakiet wojskowych, jednak w odniesieniu do części z nich cenę tę można oszacować na podstawie danych pochodzących z rosyjskich zamówień obronnych. Dane te opublikował ukraiński portal „Militarnyj” i zostały one również przedstawione na portalu Defence24.pl. Wynika z nich, że pojedyncze rakiety manewrujące kosztują od 1,5 mln dolarów (strzelany z wyrzutni lądowej pocisk 9M728 Iskander-K) do 2 mln dolarów (strzelany z okrętów pocisk 3M14 Kalibr i z samolotów pocisk Ch-101).
Nieco droższa jest rakieta balistyczna 9M732 Iskander, która została wyceniona na 2,4-3 mln dolarów (w zależności od wersji), i rakiety hipersoniczne: wystrzeliwany z samolotów MiG-31K pocisk Ch-47M2 Kindżał (kosztujący około 4,5 mln dolarów) i okrętowy 3M22 Cirkon (kosztujący 5,2 mln dolarów). Ceny te są mniejsze od wcześniejszych szacunków, jednak jest to zrozumiałe, gdy się weźmie pod uwagę zwiększone zamówienia wojenne oraz sztucznie ograniczoną do minimum marżę zakładów zbrojeniowych.
W przypadku rakiet balistycznych dalekiego i średniego zasięgu takich danych już jednak nie ma. Koszt tego rodzaju systemów uzbrojenia jest jednak na pewno wielokrotnie wyższy, ponieważ chodzi tu tak naprawdę o kilkustopniowy pojazd kosmiczny, wynoszący ładunek bojowy poza ziemską atmosferę. Dlatego szacuje się np. że takie pociski międzykontynentalne jak Yars mogą kosztować ponad 50 milionów dolarów za sztukę. Są to jednak rakiety mogące atakować cele oddalone nawet o 12 tysięcy km. W przypadku Oresznika ten zasięg ma być jednak dwukrotnie mniejszy.
Sam pocisk nie musi więc być już trzystopniowy, jak w przypadku Yarsów, ale prawdopodobnie jest dwustopniowy. To zmniejsza koszty, ale i tak koszt ten jest prawdopodobnie 8-10 razy większy niż np. rakiety 9M732 Iskander. I tu zaczynają się szacunki, co jest bardziej opłacalne: wysłać jednego Oresznika i zniszczyć jeden cel sześcioma głowicami, czy sześć rakiet Iskander w odniesieniu do sześciu celów.
Problemem może być także to, że rakieta Oresznik została teoretycznie zbudowana, by atakować obiekty oddalone o 6000 km, a teraz jest strzelana sześciokrotnie bliżej. Leci bowiem z wyrzutni umieszczonej na poligonie Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim, która znajduje się 1550 km od Lwowa i tylko 790 km od Dniepru. A to nawet dla Rosjan może być zbyt duże „marnotrawstwo”.
Nowa czy stara rakieta?
Dodatkowo wiele wskazuje na to, że w przypadku Oresznika nie mamy do czynienia z czymś nowym, ale po prostu z rosyjską prowizorką, wykorzystującą to, co Rosjanie opracowali wcześniej i znaleźli w magazynach. Później takiego składaka ładuje się w wyrzutnię i wystrzeliwuje, licząc, że to coś, w coś trafi. Taka ocena nie jest w żaden sposób lekceważeniem Oresznika. Jest to bowiem zabójcza broń, a Rosjanie już niejednokrotnie pokazali, że ich lampowe rozwiązania mogą robić praktycznie to samo, co zachodnie systemy oparte na procesorach. Z tym zastrzeżeniem, że są cięższe i większe.
Jak na razie wśród specjalistów trwa spór, na bazie jakiego systemu rakietowego powstał Oresznik. Zaraz po ataku na Dniepr Pentagon poinformował, że przeprowadzono go rakietą opartą o projekt pocisku RS-26 Rubież, który miał mieć zasięg 6000 km. Projekt ten Rosjanie jednak zarzucili na rzecz programu rakiety hipersonicznej Awangard. Trudno jest przypuszczać, że przy ograniczonych środkach finansowych nagle do niego wrócono. Z kolei Ukraińcy uważają, że Oresznik jest reinkarnacją dwustopniowej rakiety balistycznej RSD Pionier wykorzystywanej w Związku Radzieckim od 1976 do 1991 roku, co by zresztą potwierdzała obecność części z tamtego okresu.
Ukraińcy w szczątkach głowic Oresznika znaleźli bowiem radzieckie komponenty, w tym lampy i żyroskopy. Świadczy to o tym, że nie chodzi tu o nowy system uzbrojenia, który mógłby być produkowany seryjnie. Skąd bowiem wziąć ewentualnie części, które nie są już dostarczane od kilkudziesięciu lat? Prawda jest taka, że i w tym przypadku Rosjanie ratują się jak mogą i po prostu wysyłają przeciwko Ukraińcom wszystko to, co uda im się uruchomić.
Jest więc bardzo prawdopodobne, że już niedługo na Ukrainę polecą nie tylko Oreszniki, ale również inne stare, radzieckie rakiety balistyczne, które wcześniej wycofano z eksploatacji, tyle że z wyjętymi głowicami atomowymi. Problem może być tylko w tym, że Rosjanie prawdopodobnie nie mają także nowych, gotowych, konwencjonalnych głowic bojowych. Radzieckie części odszukiwane w miejscach uderzenia pochodzą bowiem właśnie z głowic, a nie z samej rakiety.
Oczywiście nie wiadomo, co dokładnie przenosi rakieta transportowa Oresznika. Według ukraińskiego Ministerstwa Obrony, pocisk ten ma sześć głowic, z których każda zawiera sześć mniejszych ładunków bojowych. Ataki na Dniepr i Obwód Lwowski tego jednak definitywnie nie potwierdzają. Spaść tam miało bowiem siedem głowic (w Dnieprze) i sześć kilkuładunkowych w Obwodzie Lwowskim. Wątpliwa jest również deklarowana przez Rosjan skuteczność takiego ładunku – jeżeli oczywiście jest on konwencjonalny.
Autor. Wikipedia
Ukraiński portal Defence Express dokonał oceny tych głowic. W analizie tej zwrócono uwagę, że rakieta RSD-10 Pionier mogła przenosić ładunek bojowy o wadze 1500 kg, na który składały się trzy głowice po 290 kg każda. Zakładając, że Oresznik ma taki sam udźwig, oszacowano więc, że każda z jego sześciu głowic waży mniej, bo 150 kg. Ukraińcy wyliczyli więc, że taki obiekt, spadając z Kosmosu, uderza w ziemię z energią kinetyczną 210 MJ. Siłę tę można porównać do wybuchu 50 kg trotylu, a więc mniejszą niż tę, jaką miał dron kamikaze Szachid i taką, jaką ma mała, rosyjska bomba lotnicza OFAB-100-120 (ważąca 123 kg).
Skutek jest jednak mniejszy, ponieważ, jak zauważyli ukraińscy eksperci: „uderzenie kinetyczne nie ma ani działania odłamkowo-burzącego, ani elementów uderzających, jak w głowicy odłamkowo-burzącej”. Trafienie 100-kilogramowej bomby lotniczej daje więc większy efekt niż głowicy Oresznika, tym bardziej że bomba jest celniejsza. W przypadku rakiet balistycznych średniego zasięgu separacja głowic balistycznych następuje jeszcze w przestrzeni kosmicznej, na wysokości kilkuset kilometrów. Głowice te lecą więc po swoich własnych trajektoriach, co w przypadku systemów zachodnich dawało celność w granicach +/- 100 metrów, a w przypadku systemów radzieckich około +/- 300-500 metrów.
Jest to bez większego znaczenia, gdy głowica przenosi ładunek nuklearny o mocy 300 kiloton. W przypadku ładunków konwencjonalnych takie uderzenie może już okazać się nieskuteczne. Ukraińcy określili to dosadnie, że przy takiej dokładności, Oresznikiem można trafić coś małego, ale tylko przez przypadek.
Nie jest nawet znany rzeczywisty sposób startu Oreszników. RS-26 Rubież i RSD Pionier były systemami mobilnymi. Oresznik jest jednak cały czas strzelany tylko z jednego miejsca (Poligon Kapustin Jar), tak jakby korzystano ze stałych instalacji, wkopanych tam w ziemię. Nie oznacza to, że docelowo nie może to być system mobilny, ponieważ Rosjanie wyspecjalizowali się w pojazdowych systemach startowych nawet dla międzykontynentalnych rakiet balistycznych. Może być jednak tak, że przy problemach finansowych nie ma środków na dokończenie wdrażania docelowego pojazdu dla Oresznika. I dlatego wystrzeliwuje go się z podziemnych silosów.
Pewne jest tylko jedno. Rosjanie bardzo rzadko korzystają z Oreszników i musi być ku temu naprawdę bardzo ważny powód.



PROGNOZA 2026 | Jakie drony na Ukrainie? | Flota cieni na Bałtyku | Defence24Week #142