- ANALIZA
- WIADOMOŚCI
Nowe okręty na Bałtyku? „Flota Cieni” obnaża luki systemu [OPINIA]
Marynarka Wojenna nie ma okrętów przystosowanych do zatrzymania statków dokonujących sabotażu na polskiej morskiej infrastrukturze krytycznej. I jak na razie ich nie chce.
Autor. Damen
Po wykryciu aktu sabotażu na polskiej infrastrukturze morskiej trzeba mieć środki, nie tylko by odstraszyć intruza, ale również by go zatrzymać. Polska Marynarka Wojenna takich środków nie posiada i dodatkowo nic nie robi, by takie środki wprowadzić. Okazuje się więc, że incydent z maja 2025 roku, gdy rosyjski statek z „floty cieni” objęty sankcjami wykonywał podejrzane manewry w pobliżu kabla energetycznego łączącego Polskę ze Szwecją, niczego nas nie nauczył.
Już wtedy bowiem okazało się, że nie mamy środków, by zatrzymać intruza na gorącym uczynku. Bo na pewno nie jest tym ani wysłany w rejon zdarzenia samolot patrolowy, ani też okręty wypływające po kilku godzinach z Gdyni. Zanim te okręty zdążą bowiem dotrzeć na miejsce, statki „floty cieni”, poruszające się często z prędkością przekraczającą 20 węzłów, zdążą się oddalić na bezpieczną odległość, np. opuszczając Bałtyk.
I tak jest nie tylko, gdy do incydentu dojdzie na środku polskiego wybrzeża, ale również gdy zaatakowane zostaną instalacje na północ od Rozewia, bliżej Gdyni. Na Defence24.pl udowodniłem to przy okazji medialnie rozdmuchanego ćwiczenia „Strażnik Bałtyku 2025” w lutym 2025 roku. Gdyby bowiem wtedy zadziałano w realnych warunkach, to wykorzystana w ćwiczeniu polska fregata ORP „Gen. T. Kościuszko” dogoniłaby statek „Floty cieni” dopiero w połowie Cieśnin Duńskich (koło przylądka Skagen) lub w połowie Zatoki Fińskiej. I to tylko wtedy, gdyby polski okręt płynął przez dwanaście godzin z maksymalną prędkością 30 węzłów, co, biorąc pod uwagę jego stan techniczny, jest mało prawdopodobne.
Autor. Damen
Dlatego już rok temu wskazywałem na konieczność stworzenia skutecznego systemu interwencyjnego, który pozwoliłby szybko dostarczyć polskich inspektorów na pokład dziwnie zachowujących się statków, również w czasie pokoju. Jednak do tego są potrzebne odpowiednie jednostki pływające, a takich, polska Marynarka Wojenna jak na razie nie posiada.
Jakich okrętów chce MW RP?
Polskie siły morskie mają tylko siedem okrętów, które poruszają się z prędkością większą niż 20 węzłów, czyli z taką jaką porusza się większość statków „Floty cieni”. Niestety wszystkie, tak „szybkie” okręty, stacjonują w Gdyni. Gdyby więc coś się działo koło gazoportu Świnoujście, to nie ma szans, by jednostki Marynarki Wojennej dogoniły winowajcę, przed opuszczeniem Bałtyku. Takie pływające, szybkie patrolowce interwencyjne trzeba więc po prostu zbudować i rozstawić wzdłuż całego wybrzeża.
Zobacz też

I tymi małymi, tanimi okrętami bardziej odstraszymy statki „floty cieni” niż rakietowymi fregatami lub korwetami, które będą stacjonowały w Gdyni. Co ważne, patrolowce interwencyjne są:
- tanie w budowie - bo nie potrzebują wyrafinowanych systemów uzbrojenia;
- tanie w utrzymaniu - bo nie potrzebują dużej, stałej załogi;
- i można je łatwo doposażyć, np. w skonteneryzowane systemy rakietowe.
Kiedy więc pojawiła się możliwość wykorzystania środków z funduszu SAFE do wzmocnienia Marynarki Wojennej, miałem nadzieję, że nasi marynarze zaplanują zbudowanie kilku takich właśnie okrętów. I niestety się przeliczyłem. W czasie konferencji Defence24Day dowiedzieliśmy się bowiem, że poza realizowanymi już programami okrętowymi, skupiono się teraz na odbudowie floty zabezpieczenia logistycznego i specjalnego, czyli: dwóch okrętów hydrograficznych o kryptonimie Hydrograf, dwóch zbiornikowców paliwa o kryptonimie Supply i okrętu wsparcia logistycznego o kryptonimie Bałtyk.
Dodatkowo z dotychczasowych planów usunięto budowę czterech małych okrętów rakietowych Murena, a w ich miejsce wprowadzono budowę czterech korwet wielozadaniowych o nowym kryptonimie Ostrosz i na przyszłość zaplanowano zakup pięciu nowych okrętów transportowo-minowych o kryptonimie Karetta. I najważniejsze. Nie powiedziano ani słowa o potrzebie budowy okrętów patrolowo-interwencyjnych, ignorując całkowicie zagrożenie ze strony „floty cieni”.
Nie wiadomo więc, jak Marynarka Wojenna zamierza uczestniczyć w operacji „Bałtycka Warta” zainicjowanej w 2025 roku przez premiera Donalda Tuska, której celem jest wzmocnienie ochrony infrastruktury krytycznej na Morzu Bałtyckim. A Donald Tusk wyraźnie wskazał na konieczność skutecznego działania w odniesieniu do „floty cieni” nie tylko na wodach terytorialnych, gdzie działa głównie Straż Graniczna, ale także na „otwartym morzu”, gdzie powinna działać Marynarka Wojenna.
Damen pokazuje, co robić
Taki opór przed budową floty jednostek interwencyjnych jest o tyle dziwny, że pojawiła się możliwość sfinansowania tego programu z funduszu SAFE. Jak na razie pojawiają się jednak tylko doniesienia, że Marynarka Wojenna chce je wykorzystać na dokończenie budowy niszczycieli min Kormoran II oraz okrętu ratowniczego Ratownik.
Dlatego pokażę teraz, co jeszcze można byłoby zrobić, trzymając się oczywiście warunku, że pieniądze z SAFE mają być wydane do 2030 roku i to w europejskim przemyśle. Po pierwsze trzeba skorzystać z już gotowych projektów, nie przerabiajmy ich, sztucznie pokazując, że mamy własne wymagania. Tutaj swoje ambicje należy odłożyć na bok.
Autor. Damen
Po drugie trzeba skorzystać z pomocy stoczni, która takie okręty już budowała i potrafi szybko przenieść ich produkcję do Polski. Trzeba bowiem pamiętać, że pomimo iż mowa jest o zakupie tanich i małych jednostek, to nie chodzi jednak wcale o jednostki proste. Muszą to być więc okręty przebadane i ze sprawdzonymi rozwiązaniami.
Co ciekawe z takami właśnie okrętami można się było zapoznać w czasie konferencji Defence24Day w Warszawie na początku maja tego roku. Znając nasze potrzeby, pojawiła się tam bowiem holenderska grupa stoczniowa Damen. I dla obecnych na konferencji polityków i wojskowych Holendrzy zaprezentowali w modelu swoje wielozadaniowe okręty patrolowo-interwencyjne rodziny Stan Patrol i VSX.
Zostały one oparte na rodzinie produkowanych przez Damena szybkich, komercyjnych statków wsparcia FCS (Fast Cruise Supply). Znając uwarunkowania polskich portów i naszego wybrzeża, Holendrzy zaproponowali nam okręt oparty na statku FCS 5009 o długości 53,3 m, szerokości 10,1 m, zanurzeniu 3,5 m oraz prędkości ponad 30 w. Jego stała załoga liczy kilkanaście osób, lecz na samym pokładzie zabezpieczono miejsce dla 80 osób. W razie potrzeby gotowe są jednak jednostki o innych rozmiarach, zależnie od potrzeb zgłaszanych przez użytkownika.
Na bazie takich statków Damen buduje rodzinę tanich patrolowców, w których zachowano najważniejsze rozwiązania swoich cywilnych odpowiedników. Holendrzy obiecują, że dzięki temu jednostki te „można zbudować w bardzo krótkim czasie i po cenach komercyjnych, co gwarantuje szybką dostępność, niskie zapotrzebowanie i ryzyko związane z obsadą lub załogą, a elastyczne możliwości można uzyskać poprzez zmianę kontenerów (ładunkowych na żądanie) lub kontenerów zadaniowych.”
Autor. Damen
Ważną cechą holenderskich patrolowców w wersji VSX jest pozostawienie na rufie dużego pokładu zadaniowego, na którym można łatwo rozstawić kontenery z dodatkowym wyposażeniem oraz uzbrojeniem. Przy czym przyjęto zasadę, że Damen zapewnia tanią platformę, a klient może samodzielnie wybrać własny typ kontenerów. Dzięki temu można w miarę łatwo przystosować daną jednostkę patrolową do wykonywania bardziej specjalistycznych zadań, w tym również typowo bojowych.
Nie trzeba będzie więc np. wysyłać z Gdyni okrętu hydrograficznego, by sprawdzić co się dzieje z instalacjami podwodnymi koło Kołobrzegu, ponieważ wystarczy dostarczyć jedynie odpowiednie wyposażenie na stacjonujący tam patrolowiec.
Jak na razie w katalogu stoczni Damen są trzy tego rodzaju patrolowce:
- VSX 3307 Patrol z pokładem zadaniowym o powierzchni 75 m2, długości 34,2 m, szerokości 7,3 m i prędkości ponad 30 w;
- VSX 4208 Patrol z pokładem zadaniowym o powierzchni 115 m2, długości 43,2 m, szerokości 8,4 m i prędkości ponad 27 w;
- VSX 3307 Patrol z pokładem zadaniowym o powierzchni 240 m2, długości 53,2 m, szerokości 9,8 m i prędkości ponad 27 w.
Damen ujawnił np., że finalizuje obecnie prace nad wojskową wersją statku FCS 5009 przeznaczoną do zwalczania okrętów podwodnych. Okręt oznaczany jako NFM 6610 ma być jednak nieco większy i ma mieć możliwość operowania w warunkach wysokiego stanu morza, jak również jako jednostka opcjonalnie bezzałogowa (w warunkach wysokiego zagrożenia).
Cechą unikatową i od razu rzucającą się w oczy jest dziób Sea Axe opracowany przez Damena wspólnie z Holenderskim Uniwersytetem Morskich Technologii. By ulepszyć zachowanie się jednostek pływających przy dużych prędkościach i przy złym stanie morza zdecydowano się wydłużyć jego dziób na wysokości linii wodnej, ale bez tworzenia tam przestrzeni użytkowej, tylko by zmienić jego kształt.
Poprawiło to zachowanie się statków i okrętów (zmniejszając przechyły wzdłużne), zwiększyło możliwości napędu oraz zmniejszyło się zużycie paliwa (nawet do 15%). Okazało się, że nawet przy falach o wysokości 2,6 m załoga tylko w niewielkim stopniu odczuwała moment przechodzenia okrętu przez fale, co poprawiło jej komfort życia na pokładzie. Ponieważ z przodu taki dziób wygląda jak siekiera, to dlatego taką konstrukcję nazwano Sea Axe (topór morski).
Autor. Damen
Dlaczego Damen?
Wybór okrętu proponowanego konkretnie przez grupę stoczniową Damen nie był przypadkowy. Grupa ta ma bowiem już trzy podległe sobie firmy w Polsce, w tym stocznię w Gdyni. Dodatkowo Holendrzy wprowadzili pojęcie DTC (Damen Technical Cooperation), którym określa się budowanie jednostek pływających według holenderskiego projektu i pomoc logistyczną w każdym miejscu na świecie. Damen do perfekcji opracował bowiem sposób taniego produkowania okrętów bezpośrednio u zamawiającego (nawet gdyby to miało wyglądać jak składanie jednostki z dostarczonych w kontenerach części).
Dodatkowo są to projekty przemyślane, sprawdzone, a więc bezpieczne i szybkie do wdrożenia. Powstałe przy tym jednostki są z założenia modułowe, co pozwala na łatwe ich przekwalifikowanie do wykonywania różnorodnych zadań. I to właśnie z tego powodu holenderskie projekty można spotkać na całym świecie. Dowodem na to może być współpraca Damena z amerykańską stocznią Bollinger, w której ostatecznie zbudowano ponad 100 „damenowskich” jednostek pływających dla US Coast Guard.
Wcale nie twierdzę, że to Damen musi zostać wybrany do budowy patrolowców interwencyjnych dla Marynarki Wojennej, tym bardziej, że nikt w naszych siłach morskich takich okrętów nie chce. Gdyby jednak zmieniono zdanie, to właśnie Holendrzy gwarantują, że wody wzdłuż naszego wybrzeża będą patrolowane przez: jednostki pływające z polską banderą, zbudowane z funduszy europejskich i w terminie do 2030 roku.





WIDEO: No to lecimy - zobacz gdzie!