Manewry na Morzu Egejskim odwołane. Odwilż na linii Turcja-Grecja?

27 października 2020, 14:55
Zrzut ekranu 2020-10-27 o 15.07.00
Grecka fregata Aegean (F 460) / Fot. U.S. Navy, Mass Communication Specialist 3rd Class Sawyer Haskins

I Grecja i Turcja odwołały manewry morskie, które były planowane na koniec października – poinformowały tureckie źródła. Jedne i drugie miały się odbyć na Morzu Egejskim, na którym dochodzi  do sporów o akweny morskie wokół greckich wysp.

Tureckie manewry miały rozpocząć się 28 października, czyli w środę, a greckie miały rozpocząć się zaledwie jeden dzień później. Biorąc pod uwagę dotychczasowe incydenty w tym staranowanie tureckiej fregaty "Kemal Reis" przez grecką fregatę "Lemnos" w sierpniu tego roku, takie spotkanie na Morzu Egejskim mogłoby mieć nieobliczalne skutki.

Jako pierwsza dobrą wole pokazać miała Turcja, która odwołała swoje manewry Navtex w poniedziałek, aby – jak podały źródła tureckie „pokazać chęć Turcji do rozwiązywania problemów we wschodnim basenie Morza Śródziemnego i Egejskiego za pomocą dialogu”.

Tureckie ćwiczenia miały na celu ćwiczenie komunikacji na morzu. Grecy w reakcji na nie postanowili 8 października zrobić własne – połączone ze strzelaniami. Chociaż każdy ruch mający na celu deeskalację, szczególnie w dzisiejszej sytuacji międzynarodowej, wypada przyjąć z aprobatą, to tak naprawdę mamy do czynienia z wycofaniem się Turków z ich planów.

Co jest powodem – mediacja Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, czy wypalenie się możliwości zaangażowanego militarnie na wielu teatrach państwa tureckiego – trudno na razie oceniać. W ubiegłym tygodniu doszło jednak do wycofywania się wojsk tureckich z syryjskiej prowincji w Syrii. Równolegle rozpoczęły się tam zdecydowane bombardowania i ruchy sił syryjskich i rosyjskich. Niedawno udało się także uzyskać rozejm w Libii. Nie ustają za to walki azerbejdżańsko-armeńskie, w których Turcja jest uważana za państwo zaangażowane po stronie Azerbejdżanu, co stawia ją na drodze interesów rosyjskich.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 8
Reklama
gość
środa, 28 października 2020, 08:19

Podobno kończą się im drony a Kanada wprowadziła embargo na jakieś podzespoły

Czytelnik
środa, 28 października 2020, 09:50

Chodzi o silniki do dronow

Davien
środa, 28 października 2020, 08:47

Kanada zablokowała w ogóle dostawy techniki wojskowej dla Turcji.

środa, 28 października 2020, 12:52

Na razie silniki bedą sprowadzane z Ukrainy

Marek
środa, 28 października 2020, 14:14

Ukraińcy nie mają odpowiednich silników. Turcy mogliby kupić odpowiednie od Lycominga. Ale to amerykańska firma i dlatego im nie sprzeda. Czesi mają lekkie i niewielkie turbośmigłowe silniki. Tylko, że to silniki o większej mocy, więc raczej do nieco większych dronów. Na dodatek firma, która je robi współpracuje z USA.

Davien
środa, 28 października 2020, 13:11

A niby jakie?:) Bo z Ukrainy to jedynie kupują silniki dla swoich pocisków SOM. Ukraina nei ma nic co mogłoby zastapić Rotax-a.

Fanklub Daviena
czwartek, 29 października 2020, 08:49

Banderowcy z UPAdliny mogą kupować Rotaksy i sprzedawać Turcji. Przecież szef austriackiego oddziału Rotaksa zeznawał w tym tygodniu przed kamerami, że "nie wiedział", że "Rotaksy są używane w tureckich dronach" i twierdził, że "Rotax sprzedaje tylko na rynek cywilny". Nie ma więc przeszkód, by sprzedawał "na rynek cywilny UPAdliny" i by Rotax "nie wiedział, że Turcja kupuje Rotaksy na UPAdlinie"... :D

Davien
poniedziałek, 2 listopada 2020, 15:22

Funku, jak widać fakt ze Ukraina jest zncznie mniej skorumpowana od Rosji poteznie boli:) A Rotax to nie jakś mafijna firemka z Rosji zarządzna przez kumpl Putina ale poważny zakład:))Ale ale czemu Rosja nie sprzeda Turcji swoich"cudownych" silników??:))

Tweets Defence24