Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Rozśrodkowanie: Jak przygotować wojsko do wojny?

Jedną z podstawowych zasad prowadzenia współczesnej wojny jest rozśrodkowanie sił. Działania te chronią przed skutkami niespodziewanego ataku przeciwnika i niewspółmiernie dużymi stratami. Rozśrodkowanie ma też inne walory, nawet w czasie pokoju. Czy Siły Zbrojne RP biorą to pod uwagę?

Transport czołgów K2GF do 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej.
Transport czołgów K2GF do 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej.
Autor. st. chor. sztab. Mariusz Kraśnicki / 15 Giżycka Brygada Zmechanizowana im. Zawiszy Czarnego

Pojawiły się pomysły, aby wojsko centralizować między innymi po to, aby zmniejszyć koszty ochrony jednostek wojskowych.

Brak rozśrodkowania to narażanie się na straty

Pierwszym minusem trzymania dużych sił na terenie pojedynczej jednostki wojskowej jest sprawa oczywista, czyli jej niezdolność do wyjścia spod uderzenia przeciwnika. Nawet jeżeli atak zostanie w porę wykryty, to duża liczba sił i środków nie będzie w stanie w porę ewakuować się poza teren jednostki, ponieważ powstaną na jej terenie wąskie gardła i korki, a po ataku na terenie jednostki może zapanować chaos. Nawet mało celny atak na rejony koncentracji wojsk oznacza duże straty.

Reklama

Dojazd do jednostki

Często nie ma sprawnego dojazdu komunikacją publiczną, co oznacza, że po wybuchu ewentualnego konfliktu część spośród „przyjezdnych” żołnierzy może mieć poważne problemy z dotarciem. Oczywiście żołnierze, jak większość społeczeństwa, posiadają prywatne samochody, jednak po wybuchu wojny znaczna część spośród nich pozostawi je w swoim najbliższym miejscu zamieszkania, bo tam będą bardziej potrzebne niż żołnierzowi na parkingu „zielonej jednostki”, często położonej w innym województwie. Tym bardziej, że sama infrastruktura jednostki czy bazy będzie narażona na ataki. Co za tym idzie, prawdopodobieństwo utraty samochodu będzie znacznie większe na terenie jednostki niż w miejscu zamieszkania żołnierza. Zatem im mniejsza jest liczebnie jednostka, tym mniejsze są potencjalne straty i tym łatwiej ją zmobilizować. Każdy zdaje sobie sprawę, co się stanie z jego samochodem w takiej sytuacji, a poza tym – jak mówią żołnierze – „my też mamy rodziny, za które musimy być odpowiedzialni”.

Reklama

Brak rozśrodkowania w czasie pokoju

Warto w tym miejscu zauważyć jeszcze jeden problem, który trawi wojsko, a pośrednio związany jest z rozśrodkowaniem. Żołnierz zawodowy służy tam, gdzie są potrzeby, a nie tam, gdzie by chciał. Oczywiście można powiedzieć, że najważniejsze są potrzeby armii. Tyle tylko, że taki stan rzeczy powoduje, że dla wielu żołnierzy miejsce służby staje się miejscem wygnania i przy pierwszej okazji taki żołnierz zmienia to miejsce służby na bardziej korzystne. Wojskowi planiści powinni brać pod uwagę, że żołnierz zmuszany do służby w miejscu znacznie oddalonym od swojej rodzinnej miejscowości nie będzie tak efektywny, jak mógłby być. Chociażby dlatego, że będzie zmęczony ciągłymi dojazdami do rodziny.

Czy można temu zaradzić? Częściowo tak – mówią moi rozmówcy. Po pierwsze, położenie jednostek Wojska Polskiego jest mocno oderwane od demografii Polski. W niektórych garnizonach jest znacząco więcej żołnierzy w stosunku do lokalnych mieszkańców, a w innych dokładnie na odwrót. Przykładowo w ludnym województwie śląskim jest niewiele jednostek wojskowych i to pomimo faktu, że to właśnie na Górnym Śląsku jest doskonałe zaplecze techniczne i logistyczne dla wojska. Paradoksalnie dostępność licznych nieczynnych obiektów przemysłowych (stanowiących potencjalne miejsca ukrycia sprzętu wojskowego) oraz gęsta sieć drogowa i kolejowa to dodatkowe atuty województwa śląskiego, którymi mógłby kierować się Sztab Generalny przy planowaniu rozmieszczenia jednostek wojskowych. Warto przeanalizować ten problem, ponieważ śląskie, pomimo postępującego wyludniania, posiada niewykorzystany potencjał demograficzny, a zatem Wojsko Polskie przy umiejętnym wykorzystaniu tego potencjału może znaleźć w tym województwie wielu ochotników do służby. Im bliżej domu żołnierza będzie zlokalizowana jednostka, tym łatwiej będzie ją ukompletować.

Po drugie, traktując realnie zasadę rozśrodkowania dostępnych sił, zwiększamy liczbę miejsc stacjonowania jednostek wojskowych. Zapobiegamy w ten sposób niepotrzebnej koncentracji, która jest nieefektywna logistycznie i mobilizacyjnie, a na dodatek bardzo niebezpieczna pod względem operacyjnym. Skracamy odległość potencjalnym kandydatom do służby, a jednocześnie powodujemy, że żołnierz utożsamia się z miejscem swojej służby.

Rozśrodkowanie, czyli stworzenie liczniejszych, ale mniejszych baz, to rozmieszczenie ich szerzej na terytorium kraju. Skutek tego jest taki, że więcej służących w nich żołnierzy będzie miało je „po sąsiedzku” – bez rozłąki z rodziną, przenoszenia się czy wynajmowania mieszkań.

Są bowiem takie rejony Polski, w których w ogóle nie ma Wojska Polskiego. Jak zatem lokalna społeczność może postrzegać swoje bezpieczeństwo? I jakie będzie miała zaufanie do państwa, jeśli w pobliżu nigdzie nie ma wojska?

Wyjątkiem są tylko te jednostki, które znajdują się w sąsiedztwie dużych miast lub szlaków komunikacyjnych.

W wielkich jednostkach „w środku niczego” problemem czasu pokoju są też ceny wynajmu mieszkań, o ile są one w ogóle dostępne. Np. w silnie rozbudowanym i nadal rozbudowywanym Powidzu, gdzie niedawno dopiero pobudowano osiedla, żołnierze wynajmowali nawet zimą domki letniskowe, byle tylko nie mieszkać w internatach albo musieli, tak jak pisaliśmy wyżej – zamieszkiwać w dużej odległości od miejsca służby.

Położenie jednostek we względnej bliskości dużych skupisk ludności ułatwia też mobilizację rezerw. A przecież to rezerwiści wygrywają wojny.

Biorąc pod uwagę, że zagrożenie kraju leży na północy (Bałtyk, obwód królewiecki) i północnym wschodzie (Białoruś), może to być wyzwaniem ze względu na planowanie. Z drugiej strony jednak jednostki oddalone od granicy z potencjalnym nieprzyjacielem są mniej narażone na niespodziewane uderzenie.

Reklama

Bazy lotnicze

Nie znaczy to, że należy zlikwidować bazę w Malborku, ale czy na pewno należy koncentrować tam aż tyle statków powietrznych? Obecnie mówi się, że mogą zostać tam zgromadzone nawet dwie eskadry (32 maszyny) śmigłowców AH-64E Apache.

Czy np. Malbork dysponuje odpowiednim zapleczem transportowym dla tylu statków powietrznych? A co z zapleczem przemysłowym? Czy tego typu bazy dysponują odpowiednim zapleczem w lokalnej gospodarce, aby szybko uzupełnić potrzeby?

Skądinąd wiadomo, że prowadzenie dekontaminacji jest procesem czasochłonnym i skomplikowanym logistycznie, a zatem gromadzenie 32 cennych maszyn w jednym miejscu naraża je nie tylko na zniszczenie, ale również na to, że będą one bezużyteczne przez bardzo długi czas i to akurat wtedy, kiedy są najbardziej potrzebne.

Śmigłowce są bardzo mobilne i nie muszą stacjonować „pod lufami” wroga. Najważniejsze, aby były dostępne na czas, a jak będą uziemione, to do niczego się nie przydadzą.

Jak wskazują doświadczenia z prowadzonych w Polsce ćwiczeń, niespodziewane porażenie bronią obszarową, np. chemiczną, może powodować dramatyczne skutki. Dekontaminacja prowadzona przez jednostki Wojska Polskiego może trwać wiele godzin i to w przypadku pojedynczych sztuk sprzętu, a co dopiero w przypadku kilkudziesięciu statków powietrznych.

Odpowiedzią na ten problem mogłaby być reaktywacja lotnisk, tak jak miało to miejsce w przypadku Nowego Miasta, które reaktywowano ze względu na rosnące potrzeby lotnictwa szkolnego. Po czasach PRL wiele jest jeszcze miejsc, które można by reaktywować na podobnych zasadach na potrzeby eskadr bojowych. Jako przykład podano mi Kamień Śląski, który leży na bezpiecznej Opolszczyźnie, w sąsiedztwie autostrady i linii kolejowych. Oczywiście w razie konfliktu z takiej bazy klucze i pary śmigłowców mogłyby zostać rozśrodkowane bliżej linii frontu i operować z terenów przygodnych. W przypadku lotnisk typowo śmigłowcowych takie obiekty można też relatywnie łatwo i tanio budować od zera.

Jak wskazują nasi rozmówcy, większa liczba baz z infrastrukturą ułatwia dezinformację przeciwnika i pozwala ukrywać w nich sprzęt różnego typu, np. artyleryjskie wyrzutnie rakietowe. Przeciwnik nie wie, w których bazach znajdują się jakie siły i środki, co utrudnia mu planowanie ataków. A w przypadku skutecznego porażenia przeciwnik może mieć poważne problemy z oceną skuteczności własnego ataku.

Oczywiście wszelkie tego rodzaju przedsięwzięcia to kolejne koszty i wysiłek organizacyjny. Wydaje się jednak, że tego rodzaju przedsięwzięcie może mieć charakter długofalowy, ewolucyjny, aby przyczynić się do poprawy obecnej sytuacji.

Reklama
WIDEO: Polska broń atomowa? Wschód NATO potrzebuje bomby | Skaner
Reklama