Siły zbrojne

Przeciwpancerna tarcza według Niemców. Berlin stawia na wielowarstwową obronę [KOMENTARZ]

Fot. US Army Europe
Fot. US Army Europe

Niemiecki rząd od kilku lat dąży do odbudowy i wzmocnienia zdolności sił zbrojnych do skutecznego prowadzenia działań w konflikcie konwencjonalnym. Ma to oczywiście związek z agresją Rosji wobec Ukrainy i tworzeniem przez Berlin potencjału do wypełniania zobowiązań wobec NATO, również w wypadku zagrożenia. Jednym z obszarów, które są intensywnie i z dość dużym powodzeniem wzmacniane jest obrona przeciwpancerna.

W czasach Zimnej Wojny licząca ponad 300 tys. żołnierzy niemiecka armia dysponowała bardzo silną obroną przeciwpancerną. Składały się na nią środki mające zwalczać nieprzyjacielskie pojazdy opancerzone na dalekim dystansie, w tym artyleria lufowa i rakietowa z amunicją kasetową oraz lekkie śmigłowce Bo-105 z wyrzutniami przeciwpancernych pocisków kierowanych HOT, których było ponad dwieście. Kolejną „warstwę” stanowiły niszczyciele czołgów z naziemnymi wyrzutniami HOT i TOW. Wysokim nasyceniem środkami przeciwpancernymi charakteryzowały się też jednostki piechoty z ppk Milan oraz granatnikami przeciwpancernymi. Na szeroką skalę używano również systemów minowania. Nie sposób nie zapomnieć także o wojskach pancernych Bundeswehry liczących swego czasu ponad 4 tys. czołgów, w tym Leopard 2 i starsze Leopard 1.

A jak sytuacja wygląda dzisiaj? Wbrew pozorom – całkiem dobrze. Pomimo redukcji stanów liczebnych, Niemcom udało się utrzymać i rozwinąć system obrony przeciwpancernej, bazując na nowoczesnej technologii, a w ostatnich latach jest on dynamicznie wzmacniany. To sytuacja zupełnie odmienna na przykład od obrony powietrznej krótkiego zasięgu, która przed dekadą została zredukowana praktycznie do zera, a sami Niemcy dopiero się zastanawiają jak ją odbudować.

Reklama
Reklama

Jeśli chodzi o obecne zdolności Bundeswehry, to posiada ona dwa systemy, które można uznać za służące do obrony przeciwpancernej na dalekim dystansie. Pierwszym są śmigłowce Tiger, uzbrojone w pociski PARS 3LR oraz starsze HOT-3, które albo już są albo niedługo zostaną wycofane. Te pierwsze są rakietami naprowadzanymi termowizyjnie o dużej prędkości, a dzięki systemowi celowniczemu na wirniku Tiger może wystrzelić salwę czterech pocisków w ciągu dziesięciu sekund, a następnie ukryć się za przeszkodą. Program PARS był opóźniony, jednak w ubiegłym roku niemiecki resort obrony informował o zakończeniu dostaw rakiet. HOT-3 to starszy system przeciwpancerny kierowany przewodowo, wymagający więc eksponowania śmigłowca po odpaleniu rakiet. Niemcy mają łącznie 57 Tigerów, z czego 40 przeznaczonych jest do wykorzystania operacyjnego. Resort obrony boryka się z problemami z ich gotowością, bo do utrzymania jej na odpowiednim poziomie potrzebna jest infrastruktura, której wcześniej z wielu względów, w tym finansowych, nie zbudowano. Jeśli jednak zostaną zapewnione odpowiednie środki, to problemy zostaną prędzej czy później rozwiązane, a Niemcy od kilku lat zwiększają nakłady na armię.

Drugim systemem obrony przeciwpancernej służącym do rażenia celów „na dystans” są pociski precyzyjnego rażenia SMArt 155, używane do haubic 155 mm Panzerhaubitze 2000. Każdy z nich dysponuje dwoma podpociskami, naprowadzającymi się za pośrednictwem radaru milimetrowego oraz systemu termowizyjnego i rażącymi cele opancerzone z góry ładunkami formowanymi wybuchowo (typu EFP). Zapewnia to wysoki stopień skuteczności zwalczania celów opancerzonych. Niemcy powoli zwiększają też liczbę haubic Panzerhaubitze 2000, bo przynajmniej część z wycofanych wcześniej dział przywrócono już do służby i w linii jest ich ponad 100, podczas gdy kilka lat temu było mniej niż 90. Ani haubice ani wyrzutnie MLRS, które dysponują wyłącznie głowicami odłamkowymi, nie mają natomiast klasycznej amunicji kasetowej, bo tą Niemcy wycofali po podpisaniu konwencji z Oslo.

Kolejną „warstwą” obrony przeciwpancernej Bundeswehry są przeciwpancerne pociski kierowane odpalane z wyrzutni lądowych. Do niedawna podstawę potencjału w tym zakresie stanowiły dość już stare rakiety Milan 2, odpalane z wyrzutni przenośnych, ale też z dostosowanych do tego BWP Marder, na których montowano wyrzutnie, obsługiwane przez żołnierzy we włazach. Milany są jednak zastępowane przez pociski MELLS, pod taką odmianą służą w Niemczech ppk Spike-LR/LR2, produkowane przez Eurospike. Łącznie zakupiono już ponad 300 wyrzutni przenośnych, w tym w nowej wersji Integrated Command Launch Unit oraz 3 tysiące pocisków tego typu, a zakres zawartych umów ramowych umożliwia dostarczenie znacznie większej liczby tych pocisków. Pociski MELLS są odpalane z wyrzutni przenoszonych przez żołnierzy lub instalowanych analogicznie jak w wypadku Marderów na pojazdach. Niedawno zakończyły się jednak testy BWP Puma zintegrowanego z wyrzutnią MELLS, po czym podpisano kontrakt na seryjną integrację prawie 300 wozów, z uwzględnieniem prawa opcji dla ponad 40 Pum, skierowanych do zestawu sił natychmiastowego reagowania NATO VJTF zamówienie złożono już wcześniej. Wraz z dostawą Pum zintegrowanych ze Spike zdolności obrony przeciwpancernej Bundeswehry zostaną dodatkowo wzmocnione. Tym bardziej, że BWP Puma ma też możliwość użycia amunicji programowalnej, co może okazać się przydatne przy zwalczaniu niektórych typów pojazdów, w tym wyposażonych w aktywne systemy ochrony. Podobną zdolnością mają zresztą dysponować polskie pojazdy przeznaczone do przezbrojenia lub uzbrojenia w wieże ZSSW, czyli nowo wprowadzane KTO Rosomak oraz BWP Borsuk.

Wróćmy jednak do obrony przeciwpancernej Bundeswehry. Do odpalania pocisków MELLS mają też być dostosowane lekkie transportery Wiesel, przenoszące pierwotnie pociski TOW i służące w pododdziałach wsparcia jednostek zmotoryzowanych oraz powietrznodesantowych, a więc tych które nie mają bojowych wozów piechoty. Na Wieselach, podobnie jak na Marderach, sposób odpalania jest jednak dużo prostszy, bo odbywa się to z włazu, podczas gdy w Pumie pocisk przeciwpancerny jest w pełni zintegrowany z systemem kierowania ogniem.

Nota bene, pojazdy Wiesel zostaną przynajmniej częściowo zastąpione przez transportery Boxer z wieżami z armatami 30 mm i wyrzutniami Spike, co będzie stanowić ważne wzmocnienie zdolności obrony pododdziałów zmotoryzowanych. Dziś bowiem niemieckie transportery tego typu nie mają wyrzutni ppk, ale jedynie zdalnie sterowane stanowiska strzeleckie z lekką bronią. Z kolei nowe wieże ma otrzymać kilkanaście wozów w każdym batalionie, pełniących rolę wsparcia.

Oczywiście kluczową rolę w niemieckim systemie obrony przeciwpancernej pełnią czołgi, mianowicie ponad 260, a docelowo ponad 320 Leopardów 2 w sześciu batalionach pancernych i jednostkach wsparcia. Wozy te są stopniowo modernizowane i już około 2026 roku większość z nich należeć będzie do wersji 2A7V, co oznacza możliwość stosowania amunicji przeciwpancernej o zwiększonej przebijalności pancerza w stosunku do tej używanej w Leopardach 2A5 i A6.

Wreszcie, niemiecka armia dysponuje nowoczesnym uzbrojeniem przeciwpancernym do walki na krótkim dystansie. Podczas gdy większość sił zbrojnych państw NATO stawia na lżejsze granatniki, których zadaniem nie jest penetrowanie przednich pancerzy nowoczesnych czołgów, ale niszczenie lżejszych pojazdów, rażenie słabych punktów czołgów czy umocnień, to Niemcy nadal utrzymują i rozwijają zdolności pozwalające na zwalczanie z użyciem granatników nawet ciężkich, chronionych pancerzem reaktywnym. Tą funkcję pełni w Bundeswehrze granatnik Panzerfaust 3, który ma być zastąpiony przez system RGW 110. Oczywiście uzupełnieniem są lżejsze RGW 90, w tym w wersji z amunicją programowalną, jeszcze lżejsze RGW 60, a od niedawna także lekkie kierowane pociski Enforcer, zakupione niedawno dla sił specjalnych. Podstawowym środkiem na poziomie pododdziału jest jednak i pozostaje granatnik ze zdolnością do zwalczania ciężko opancerzonych celów. Ostatnim elementem obrony przeciwpancernej Bundeswehry, o którym dzisiaj powiemy, są przywracane do służby systemy układania min.

Słowem podsumowania można powiedzieć, że niemieckie wojska lądowe, choć zdecydowanie mniej liczne niż w czasach Zimnej Wojny – dziś to trzy dywizje w tym jedna powietrznodesantowa, łącznie 63 tys. żołnierzy, mają nowoczesną obronę przeciwpancerną. Zwraca uwagę jej warstwowy charakter, od śmigłowców z ciężkimi ppk i artylerii z amunicją precyzyjną, poprzez pociski kierowane – używane na różnych platformach jak i na wyrzutniach przenośnych – aż do granatników i systemów minowania. Od 2014 roku, dzięki zwiększeniu wydatków obronnych Niemcom udało się zdecydowanie przyspieszyć wprowadzanie pocisków MELLS, bo wcześniej brakowało na to środków, rozpocząć szeroko zakrojoną modernizację Leopardów, wreszcie – sfinansować integrację BWP Puma z pociskami MELLS, wymagającą dodatkowych nakładów. Warto też zwrócić uwagę, że Niemcy dostosowali do odpalania nowych ppk również starą platformę, jaką jest BWP Marder, dzięki czemu już w zestawie sił natychmiastowego reagowania NATO w 2019 roku żołnierze Bundeswehry mieli możliwość wykorzystania pocisków nowej generacji.

Połączenie dużej liczby wyrzutni przenośnych oraz zdolności użycia ppk z pojazdów, w tym z Pum, a także nowoczesnych granatników i amunicji precyzyjnej oraz śmigłowców powoduje, że niemiecka armia powoli staje się jedną z najlepiej wyposażonych w NATO, jeśli chodzi o obronę przeciwpancerną. Ten zestaw środków mógłby jeszcze zostać uzupełniony na przykład o amunicję krążącą, jednak raczej nie będzie to mieć miejsca z powodów politycznych, które w Niemczech w specyficzny sposób wpływają na proces modernizacji armii. Pomimo tego, niemiecka armia cały czas wzmacnia posiadany potencjał obrony przeciwpancernej w odpowiedzi na zmiany zagrożeń.

Komentarze