Siły zbrojne

Niemcy stawiają na silną Bundeswehrę. Tarcza, śmigłowce i drony [ANALIZA]

Fot:Bundeswehr/Maximilian Schulz
Fot:Bundeswehr/Maximilian Schulz

Niemieckie ministerstwo obrony zapowiada podjęcie dalszej rozbudowy zdolności armii. Wśród priorytetów mają znaleźć się warstwowa obrona powietrzna, ciężkie śmigłowce transportowe oraz program europejskiego systemu bezzałogowego. W praktyce jednak działania resortu obrony – jak bywało to już wielokrotnie w przeszłości – mogą rozbić się o uwarunkowania polityczne.

Niemiecka minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer wraz z inspektorem generalnym Bundeswehry generałem Eberhardem Zornem przedstawiła kierownictwu parlamentarnej komisji obrony dokument dotyczący przyszłości Bundeswehry. W jego treści zwrócono uwagę, że choć Niemcy nie myślą w kategoriach „polityki siły i dominacji”, to w ten sposób działają inne państwa, co prowadzi do konfliktów, tak jak na wschodniej Ukrainie, w Syrii, Libii czy ostatnio w Górskim Karabachu.

Jednocześnie przeobrażeniom ulega spektrum zagrożeń. Pojawiają się nowe technologie: bezzałogowce, drony, broń antysatelitarna, a w cyberprzestrzeni atakowane są zarówno podmioty rządowe, jak i przedsiębiorstwa (w tym niemieckie). Podkreśla się, że Chiny coraz częściej dążą do używania siły, a Rosja chce przeciwdziałać Zachodowi, zbroi się w broń konwencjonalną i nuklearną, wielokrotnie też wykorzystywała przemoc wojskową w swoim sąsiedztwie.

Niemcy: koniec dywidendy pokojowej

To z kolei ma swoje konsekwencje również dla Niemiec, które powinny być gotowe do przeciwdziałania atakom na RFN i państwa sojusznicze, prowadzonym nie tylko konwencjonalnie, ale też na infrastrukturę krytyczną, w przestrzeni informacyjnej i cyberprzestrzeni. W dokumencie podkreśla się, że nowy rząd USA chce ściślej współpracować z Europą, ale „słusznie” domaga się większego wkładu wojskowego od Niemiec. Jednocześnie konieczne jest kontynuowanie współpracy w ramach Unii Europejskiej, szczególnie z Francją, ale i z Wielką Brytanią – pomimo Brexitu.

Jednocześnie jednak Niemcy muszą budować potencjał do działania we wszystkich domenach i rodzajach misji, ze szczególnym uwzględnieniem obrony własnej i kolektywnej. Posiadanie szerokiego spektrum zdolności jest z kolei „nie luksusem, a strategiczną koniecznością”. Niemcy podkreślają, że muszą być gotowi do działania na granicach NATO i UE, do wsparcia logistycznego przerzutu wojsk po jego terenie, jak i do operacji reagowania kryzysowego.

Bundeswehra pozostaje więc ważnym elementem realizacji celów polityki zagranicznej i obrony Niemiec, a rozwój jej zdolności ma być determinowany zarówno przez założenia narodowe, jak i oczekiwania sojuszników. W tym kontekście minister obrony chce osiągnięcia poziomu 2 proc. PKB na obronę oraz budowy pełnego spektrum zdolności niezbędnego do zaangażowania w NATO i UE na adekwatnym poziomie.

Jak rozwijać Bundeswehrę?

W dokumencie podkreśla się, że Niemcy stoją obecnie przed wyzwaniem odbudowania części utraconych w ramach cięć zdolności i jednocześnie dostosowania armii do funkcjonowania w zmieniającym się środowisku. Nie można więc stawiać na „proste” zwiększenie liczebności. Podkreślono, że pierwsze kroki w celu zwiększenia wydatków obronnych, liczebności armii, wreszcie – dostaw sprzętu – już podjęto, ale jednocześnie obawy budzą pojawiające się w wielu wypadkach opóźnienia. Przyznano też, że niemiecka armia, pomimo stopniowego zwiększania wydatków obronnych (z około 33 mld euro w 2014 roku  do niemal 47 mld euro w 2021 roku, co daje wzrost udziału w PKB z mniej niż 1,2 proc. do ponad 1,5 proc., uwzględniając spadek „bazy” PKB w wyniku pandemii) jest nadal niedofinansowana.

Może to dziwić, ale trzeba pamiętać, że niemiecka armia przeszła bardzo szeroko zakrojone redukcje, a pewne obszary zdolności zlikwidowano prawie w stu procentach. Wprowadzany sprzęt jest często nowoczesny, ale i kosztowny (choćby BWP Puma, których Niemcy są jedynym użytkownikiem, Eurofightery, ale oczywiście nie tylko), a przed rosyjską inwazją na Ukrainę często kontynuowano dostawy sprzętu, by chronić bazę przemysłową, ale niekoniecznie troszczono się o jego utrzymanie. Z kolei zwiększanie liczebności Bundeswehry z około 177 tysięcy przed kilku laty do 184 tysięcy obecnie (z perspektywą dalszego jej podnoszenia) oznacza wzrost kosztów osobowych, bo armia musi pozostawać konkurencyjna na rynku pracy.

Dlatego też w Niemczech planuje się przeprowadzenie serii debat, z udziałem przedstawicieli armii, administracji i ekspertów, dotyczących przyszłości Bundeswehry i rozwoju jej zdolności. Przy podejmowaniu decyzji o zakupach sprzętu pod uwagę mają być brane takie czynniki jak ocena zagrożeń, możliwość praktycznego wdrożenia i szybka dostępność, możliwość wzmocnienia bazy przemysłowej i współpraca międzynarodowa. Pierwszym i najważniejszym kryterium ma być jednak odpowiedź na pytanie „co jest najlepsze dla armii”.

Niemcy przyznają, że reforma Bundeswehry z 2011 roku, była nakierowana „jednostronnie” na misje zagraniczne w ramach międzynarodowego zarządzania kryzysowego. Obecnie konieczne staje się jednak odtworzenie zdolności obrony własnej i kolektywnej, a także – co pokazała pandemia koronawirusa – utworzenie lepszego, także terytorialnego, potencjału do wsparcia ludności w sytuacjach kryzysowych. Dlatego też dzisiejsza Bundeswehra „nie jest wystarczająco przygotowana” na wyzwania i zagrożenia jutra.

Fot. ARTEC GmbH
Fot. ARTEC GmbH

Konieczne jest więc zamknięcie „luk” w zdolnościach armii, ale też przygotowanie odpowiednich struktur organizacyjnych i rozwiązań pozwalających na skuteczne oraz szybkie prowadzenie zakupów sprzętu. Niezbędne jest też ustalenie odpowiednich proporcji i wybór priorytetów, do których zaliczono m.in. warstwową nowoczesną obronę przeciwlotniczą, zdolności transportowe, inteligentne systemy rozpoznawcze we wszystkich domenach oraz kompleksowe cyfrowe systemy dowodzenia. Niemcy podkreślają konieczność zmian w systemie zakupowym, ale też podnoszenia gotowości armii oraz współpracy międzynarodowej.

Co dalej?

Ostatnim punktem w dokumencie dotyczącym przyszłości Bundeswehry są konkretne kroki, jakie zostaną podjęte jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Podkreślono, że „nie ma czasu do stracenia” i tam gdzie wyniki analiz leżą na stole, powinny być podejmowane decyzje. Jednocześnie będzie to skoordynowane z długofalowym planowaniem, aby Bundeswehra mogła odpowiadać na wyzwania przyszłości.

Zapowiedziano:

  • W marcu 2021 roku – przedstawienie kompleksowej oceny dotyczącej naziemnej obrony powietrznej;
  • Do końca pierwszego kwartału br. przygotowanie wniosku do Bundestagu o zatwierdzenie zakupu europejskich bezzałogowców MALE;
  • Do końca drugiego kwartału br. podjęcie decyzji kierunkowej w sprawie wyboru ciężkiego śmigłowca transportowego;
  • W kwietniu 2021 – propozycję w sprawie nowoczesnego systemu ochrony kraju/ludności;
  • W maju 2021 zaprezentowane zostaną kluczowe punkty w sprawie przyszłości Bundeswehry i konkretne propozycje w sprawie „zdolności, struktur i gotowości”.

Warto odnieść się do tego dokumentu w kilku słowach komentarza. List minister obrony oraz generalnego inspektora Bundeswehry jest ważnym sygnałem w kierunku rozwoju zdolności armii. Prawidłowo identyfikuje najważniejsze wyzwania, jak i wskazuje na sposoby rozwiązania kluczowych problemów.

Od diagnozy do realizacji droga bywa jednak długa i wyboista. W drugiej połowie tego roku w Niemczech odbywają się wybory parlamentarne. Nawet, jeśli wygrają je chadecy, co wcale nie jest przesądzone, to będą musieli szukać koalicjanta. A zarówno Zieloni, jak i SPD są sceptyczni co do zdecydowanego wzmacniania zdolności armii. Nie oznacza to sprzeciwu wobec wszystkich podejmowanych działań, ale ich spowolnienie, co przy zakresie problemów, z jakimi boryka się Bundeswehra może oznaczać, że nie będzie zdolna do efektywnego wykonywania zadań.

image
Fot. Bundeswehr/Maximilian Schulz

 

Przykładowo, w Niemczech wciąż trwa debata nad tym, czy dopuścić do wykorzystania uzbrojone systemy bezzałogowe, a partie lewicowe są temu generalnie sceptyczne. Berlin weźmie udział w programie europejskiego drona, ale na razie bez decyzji o jego uzbrojeniu (choć sam system będzie mieć taką zdolność). To w oczywisty sposób stawia pod znakiem zapytania możliwość korzystania Niemców na przykład z amunicji krążącej, która powoli staje się jednym z podstawowych i najbardziej perspektywicznych środków rażenia na polu walki. I choć niemieccy dowódcy są tego świadomi, to politycy – zwłaszcza z lewej strony – już niekoniecznie, a to oni będą mieć ostatnie słowo w sprawie zakupów (w Niemczech zgodę na nie musi wyrazić parlament).

Innym przykładem jest obrona powietrzna. Pomimo podjęcia decyzji o zakupie systemu TLVS w 2015 roku, umowy wciąż nie podpisano. W tegorocznym budżecie nie ma też środków na następcę Patriota. W ostatnim czasie rozpoczęto finansowanie innych zadań, jak choćby program kolejnej partii Eurofighterów czy nowych okrętów MKS 180/F126 dla niemieckiej marynarki.

Jeszcze gorzej sprawa się jednak ma, jeśli chodzi o „dolne piętro” OPL w Niemczech. O ile TLVS ma wejść na miejsce dwunastu wciąż modernizowanych baterii Patriotów, to obrona krótkiego i bardzo krótkiego zasięgu niemal nie istnieje. Niemal, bo zapewnia ją jedna jednostka Luftwaffe, dysponująca – jak niedawno można było przeczytać w piśmie niemieckiego związku rezerwistów – zaledwie kilkunastoma samobieżnymi zestawami Ozelot z rakietami Stinger i dwoma systemami MANTIS, przeznaczonymi do osłony obiektów. Jednostki obrony przeciwlotniczej wojsk lądowych zostały bowiem rozwiązane dekadę temu, co wiązało się z wycofaniem bez następcy wszystkich zestawów Gepard i większości Ozelotów (a wcześniej również rakietowych Rolandów).

W Niemczech od dłuższego czasu trwa dyskusja, jak rozwiązać ten problem i prezentowane są kolejne rozwiązania – od wyrzutni rakiet Mistral w modułowym systemie wieżowym, przez armaty 35 mm, aż po koncepcję systemu łączącego te ostatnie z wyrzutniami rakiet IRIS-T SLS. Decyzji jednak nadal nie ma, a struktury trzeba będzie budować od nowa. Nota bene, rakiety IRIS-T SLS, których głównym producentem jest niemiecki Diehl, weszły niedawno do służby w Szwecji, wprowadza je także Norwegia, a kilkanaście Gepardów z zapasów koncernu KMW odkupił Katar. Niemiecki przemysł ma więc pewien potencjał do dostarczenia w sumie niedrogich rozwiązań (z wykorzystaniem sprzętu, który już służy w Bundeswehrze, np. rakiety używane jako powietrze-powietrze), ale armia z niego nie korzysta, wydając jednocześnie miliardy euro na nowe samoloty i okręty oraz setki milionów choćby na modernizacje BWP Puma.

Dokument wysłany przez minister obrony oraz generalnego inspektora Bundeswehry prawidłowo określa więc kierunki zmian, jakie powinna realizować niemiecka armia. Do wdrożenia tych zmian droga jednak wciąż pozostaje daleka, a ostateczne decyzje będą leżeć w rękach polityków i zapadać zapewne po wyborach parlamentarnych, planowanych na drugą połowę tego roku

Komentarze