Siły zbrojne

Bezzałogowce w Siłach Zbrojnych RP: szanse i wyzwania [RELACJA]

Fot. kpt. Dariusz Furtek-Kostyrski
Fot. kpt. Dariusz Furtek-Kostyrski

Proces wdrażania zdolności bezzałogowych systemów powietrznych w Siłach Zbrojnych RP powinien być realizowany w sposób kompleksowy, z uwzględnieniem współpracy z innymi elementami połączonego systemu walki. Niezbędne jest wzięcie pod uwagę potrzeb różnych Rodzajów Sił Zbrojnych, a także odpowiednie szkolenie nie tylko operatorów bezzałogowców, ale też żołnierzy, którzy będą z nimi współdziałać – podkreślali uczestnicy seminarium online „Rozpoznanie i precyzyjne rażenie. Bezzałogowe Systemy Powietrzne w Siłach Zbrojnych RP?”

W dyskusji w trakcie seminarium jako pierwszy głos zabrał gen. bryg. pil. Jan Śliwka, I Zastępca Dowódcy Generalnego RSZ. Generał podkreślił, że bezzałogowy statek powietrzny „to nie tylko platforma, musi być włączony w system dowodzenia”. Zdolności rozpoznawcze zapewniane przez BSP powinny być włączone w zintegrowany system rozpoznania Sił Zbrojnych RP, jak i funkcjonujący system dowodzenia i kierowania. Platformy bezzałogowe będą wykorzystywane przez wszystkie Rodzaje Sił Zbrojnych podległe DG RSZ, a więc Wojska Lądowe, Siły Powietrzne, Wojska Specjalne i Marynarkę Wojenną.

Pierwszy zastępca dowódcy generalnego mówił też o wyzwaniach związanych z użyciem bezzałogowych statków powietrznych. Jednym z nich jest dekonfliktacja przestrzeni powietrznej - nie tylko z załogowymi statkami powietrznymi, ale też z jednostkami artylerii i wojsk rakietowych, bo środki ogniowe WRiA mają coraz większe możliwości. Kolejnym – odpowiednia koordynacja z jednostkami lądowymi i marynarki wojennej, tak aby z jednej strony działać na ich korzyść, z drugiej - uniknąć porażenia wojsk własnych, oddziaływaniem kinetycznym lub innym, na przykład elektromagnetycznym. Dlatego tak istotna jest maksymalizacja świadomości sytuacyjnej.

Trzeba też ustanowić odpowiedni system akceptacji uderzeń prowadzonych przez systemy bezzałogowe. Powinno się z jednej strony umożliwiać szybkie otwarcie ognia w reakcji na zagrożenie, z drugiej – unikać strat niezamierzonych. „System dowodzenia musi być na tyle jasny i drożny, aby autoryzacja do jego użycia była na odpowiednim poziomie” – zaznaczył generał. Dodał, że w nadchodzących latach wyzwaniem będzie też wprowadzanie systemów o większej autonomii działania. Podkreślił jednocześnie, że ostateczną decyzję o użyciu środków rażenia w obecnym stanie prawnym musi podejmować człowiek. 

Gen. dyw. pil. Dariusz Malinowski, zastępca Dowódcy Operacyjnego RSZ stwierdził, że założenia bezzałogowce mają dostarczać zdolności w sposób efektywny kosztowo – „good value for money”. Zaznaczył, że byłby zadowolony, gdyby do dyspozycji były systemy bezzałogowe, pozwalające wynosić na większą wysokość stacje radiolokacyjne, połączone z systemem dowodzenia i kierowania walką. Dotyczy to zarówno radarów obserwacji przestrzeni powietrznej, pozwalających w ten sposób na obserwację celów niskolecących, ale też radiolokatorów SAR z aperturą syntetyczną.

Ponadto, w polskich warunkach wykorzystanie czujników optoelektronicznych przenoszonych przez bezzałogowce nie zawsze będzie możliwe, stąd powinny one być uzupełnione przez stacje radiolokacyjne. Z kolei systemy klasy „Loyal Wingman” będą mogły być wsparciem, ale i obroną dla załogowych maszyn. Generał Malinowski podkreślił przy tym, że warunkiem wykorzystania klasycznych, dużych bezzałogowców (np. klasy MALE czy taktycznej średniego zasięgu) będzie ustanowienie zdecydowanej przewagi w powietrzu. Paradoksalnie, znaczenie walki o przewagę w powietrzu może jeszcze wzrosnąć, właśnie z uwagi na to, że przełamanie obrony powietrznej ma otworzyć drogę bezzałogowcom.

Kontradmirał Piotr Nieć, Szef Zarządu Uzbrojenia Inspektoratu Marynarki Wojennej Dowództwa Generalnego RSZ podkreślił, że w dyskusji o wykorzystaniu bezzałogowców w środowisku morskim trzeba pamiętać, że okręty Marynarki Wojennej mogą operować w oddaleniu od polskiego wybrzeża, samodzielnie lub w ramach zespołów okrętów. Co za tym idzie, przynajmniej część wspierających je bezzałogowców powinna być przygotowana do operowania bezpośrednio z pokładu okrętów i spełniać określone związane z tym wymogi. 

Po pierwsze, bezzałogowce muszą mieć możliwość startu i lądowania na ograniczonej przestrzeni. Po drugie, podobnie jak śmigłowce pokładowe, muszą być gotowe do operowania nawet w sytuacji, gdy okręt będzie w ruchu, również w trudnych warunkach atmosferycznych (wiatr, falowanie). Po trzecie, BSP powinien być odporny na zasolenie, występujące na okręcie. Do zadań bezzałogowców należy między innymi wskazywanie celów dla środków rażenia Marynarki Wojennej, w tym kierowane pociski rakietowe o zasięgu ponad 200 km. Kontradmirał Nieć zaznaczył, że powinno się rozważyć możliwość wykorzystania BSP także do wykrywania oraz zwalczania okrętów podwodnych.

Kmdr Krzysztof Szumielewicz z Centrum Operacji Morskich-Dowództwa Komponentu Morskiego zaznaczył natomiast, że punktu widzenia Marynarki Wojennej rozpoznanie prowadzone przez systemy bezzałogowe może mieć szczególne znaczenie, biorąc pod uwagę specyfikę środowiska bezpieczeństwa w obszarze Morza Bałtyckiego i możliwość występowania sytuacji kryzysowych. Bezzałogowce mogłyby wesprzeć „wykrywanie zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa od strony morza”, a także późniejszy proces podejmowania decyzji.

Ppłk Wojciech Gryz, Dowódca Grupy Działań Powietrznych 12 Bazy Bezzałogowych Statków Powietrznych zaznaczył, że jednostka ma szerokie doświadczenia z misji Iraku, Afganistanie i Czadzie. W ich trakcie bezzałogowce Orbiter używane przez 12 BBSP były używane do rozpoznania, ale też do innych zadań, takich jak ochrona konwojów czy misje Force Protection. Obecnie jednostka uczestniczy przede wszystkim w ćwiczeniach, głównie z Wojskami Lądowymi. W razie potrzeby bierze też udział w operacjach reagowania kryzysowego, takich jak zabezpieczenie wydobycia bomby Tallboy, w Świnoujściu w październiku 2020 roku.

Ppłk Gryz zaznaczył, że zdolności rozpoznania przez bezzałogowce, jakie dostarcza baza, to jedynie element znacznie szerszego systemu. Dodał, że obecnie posiadane maszyny klasy mini mają ograniczenia, na przykład jeśli chodzi o długotrwałość lotu i możliwość prowadzenia działań w trudnych warunkach pogodowych. Dlatego też wprowadzenie bezzałogowców wyższych klas, o większych możliwościach w znaczący sposób zwiększy potencjał 12 Bazy. 

Ppłk Jarosław Kirschenstein, Szef Ośrodka Szkolenia BSP w Lotniczej Akademii Wojskowej podkreślił, że podchorążowie na specjalności Bezzałogowe Systemy Powietrzne kształceni są już od siedmiu lat, w związku z planami wprowadzenia na wyposażenie statków różnych klas, a pierwsi absolwenci trafili już do Sił Zbrojnych RP. Obecnie Ośrodek ma możliwość kształcenia około 20 pilotów-operatorów bezzałogowców rocznie, jednak obecnie limity na tej specjalności to około dziesięciu podchorążych rocznie.

W wypadku szybkiego i intensywnego wprowadzenia BSP wyższych klas do Sił Zbrojnych RP, i biorąc pod uwagę naturalny proces odejść, może się okazać, że operatorów będzie zbyt mało, aby w sposób optymalny zabezpieczyć eksploatację bezzałogowców. Zdaniem ppłk Kirschensteina powinno się więc rozważyć pełne wykorzystanie potencjału Ośrodka. Kolejną kwestią jest pozyskanie dla Lotniczej Akademii Wojskowej zdolności pozwalających na przygotowanie zajęć do kształcenia podchorążych na konkretne platformy, w tym symulatorów.

Prof. Hubert Królikowski z Grupy WB zwrócił uwagę na fakt, że bezzałogowce nie powinny być odseparowane od innych elementów Sił Zbrojnych, ale być zintegrowane z systemami dowodzenia i kierowania ogniem i to na różnych poziomach, zarówno operacyjno-strategicznym jak i taktycznym. Zaznaczył, że w trakcie konfliktu w Syrii tureckie bezzałogowce Bayraktar TB2 współpracowały zarówno z systemami walki radioelektronicznej, w tym naziemnymi, jak i z innymi typami bezzałogowców, co przesądziło o skuteczności tego środka walki. 

Zdaniem Huberta Królikowskiego polski przemysł obronny, w tym Grupa WB, ma możliwości integracji zdolności systemów bezzałogowych z systemami używanymi przez różne rodzaje Sił Zbrojnych – Siły Powietrzne, Wojska Lądowe, ale też Marynarkę Wojenną czy Wojska Specjalne. Przypomniał też, że Grupa WB ma doświadczenia z wykorzystania bezzałogowców na Ukrainie. Polska firma – WB, jest też otwarta na współpracę z partnerami krajowymi i zagranicznymi. Dodał, że o możliwościach bezzałogowców świadczy nie tylko ich korzystny stosunek koszt-efekt, ale też fakt, że w dyskusjach prawnych i o kontroli zbrojeń roje dronów rozpatrywane są jako broń masowego rażenia. 

Eyal Engel, Director, Marketing, Israeli Aerospace Industries powiedział, że IAI niedawno odnowiła licencję eksportową w zakresie systemów BSP na polski rynek i obecnie proponuje bezzałogowce kilku różnych klas, od klasy mini, poprzez amunicję krążącą oraz BSP pionowego startu, aż do systemów klasy MALE i taktycznej. Jednym z proponowanych systemów jest Tactical Heron. Maszyna pomimo mniejszych od bezzałogowców klasy MALE rozmiarów ma możliwość jednoczesnego przenoszenia różnych sensorów, w tym optoelektronicznych, ale też radarów SAR oraz środków rozpoznania i walki elektronicznej i uzbrojenia. 

Proponowane przez IAI bezzałogowce są zdolne do fuzji informacji z różnych sensorów. Obok samych platform powietrznych, IAI oferuje też pełne wyposażenie misyjne i naziemne stacje kontroli („one stop shop”). Eyal Engel zaznaczył, że Polsce proponowana jest współpraca przemysłowa, w celu umożliwienia prowadzenia samodzielnej eksploatacji, ale też produkcji bezzałogowców. W ramach współpracy przemysłowej w Polsce mogłaby powstać linia produkcyjna bezzałogowców IAI.

Adam MacDonald, Senior Business Development Account Executive, Kratos Defense mówił o XA-58A Valkyrie – odrzutowym bezzałogowcu, zdolnym do lotu z prędkością okołodźwiękową. Maszyny te są już testowane w locie, w tym we współpracy z myśliwcami F-35. Valkyrie mają działać skutecznie w trudnym środowisku operacyjnym z uwagi na swoje zolności, jak i fakt że są wielokrotnie tańsze od załogowych samolotów. Przedstawiciel Kratos podkreślił, że koszt pozwala na ich wykorzystanie w dużej liczbie i do misji o podwyższonym poziomie ryzyka, z uwzględnieniem możliwości ponoszenia strat. 

Wśród zadań, jakie mogą być wykonywane przez Valkyrie jest prowadzenie wysuniętego rozpoznawania, a następnie przekazywanie danych do załogowych statków powietrznych i elementów naziemnych. Zostały zaprojektowane do operowania niezależnie od pasów startowych. Długotrwałość lotu wynosi więcej niż 10 godzin, a zasięg ponad 5 tys. km. Kratos rozwija system Valkyrie w ramach programu rządu USA o kryptonimie Skyborg. Potencjalni partnerzy zagraniczni mogą zabiegać o współpracę przemysłową z siłami powietrznymi Stanów Zjednoczonych.

Jacob Johnson, ISR & UAS Program Director, Lockheed Martin podkreślił, że bezzałogowce operujące we współczesnym środowisku operacyjnym powinny mieć jak odpowiednią zdolność przetrwania, pozwalającą na działanie w warunkach silnego i bardzo silnego przeciwdziałania przeciwnika. Powinna ona być osiągana zarówno przez rozwój technologii stealth, jak i możliwość współpracy z innymi systemami na polu walki – zarówno powietrznymi, takimi jak F-35 czy F-16, jak i naziemnymi w rodzaju systemu HIMARS, w pełni z koncepcją działań wielodomenowych. 

Opracowywany przez Lockheed Martin system bezzałogowy NexGen ma dysponować rozproszonym systemem dowodzenia i kontroli, dzięki temu będzie mógł operować zarówno w ramach bezpośredniej współpracy z myśliwcami załogowymi (Manned-Unmanned Teaming, MUM-T), ale także w sposób kontrolowany z ziemi. NexGen jest opracowywany w ramach otwartej architektury systemowej. Dzięki temu możliwa będzie szeroka współpraca przemysłowa, włącznie z integracją polskich sensorów, czy algorytmów sztucznej inteligencji (AI). Przedstawiciel Lockheed Martin zaznaczył, że koncern jest gotowy współpracować w programie NexGen zarówno z polskimi spółkami państwowymi, jak i prywatnymi.

Matt Moore, Thales UK, Head of UAS and ISR Business Development zaznaczył, że rząd Wielkiej Brytanii niedawno ogłosił plan dalszych inwestycji w system Watchkeeper, aby zwiększyć zdolności tych bezzałogowców do działania w trudnym środowisku operacyjnym. Podkreślił, że istotne znaczenie ma zgodność systemów bezzałogowych ze standardami NATO (STANAG), aby gromadzone przez nie informacje mogły być szybko przekazywane do połączonych systemów walki.

Obecnie bezzałogowce Watchkeeper są wyposażone w radary SAR/MMTI oraz w zestawy sensorów optoelektronicznych z laserowymi wskaźnikami celów. Trwają jednak również prace nad integracją innych systemów, w tym walki elektronicznej (EW). Bezzałogowce Watchkeeper mogą ponadto wykorzystywać pociski LMM kierowane laserowo, dysponującymi głowicami kumulacyjnymi (przeciwpancernymi) i odłamkowo-burzącymi. Matt Moore zaznaczył, że Watchkeeper to pierwszy system bezzałogowy, certyfikowany przez EASA do operowania w cywilnej przestrzeni powietrznej. Podkreślił, że oferta dla polskiego przemysłu obejmuje podjęcie produkcji, integracji, a także późniejszej modernizacji bezzałogowców Watchkeeper, z uwzględnieniem narodowych rozwiązań kryptograficznych.

Płk Jacek Gajda, Szef Szefostwa Obrony Powietrznej, w Dowództwie Operacyjnym RSZ mówił o doświadczeniach z testów systemów przeciwdziałania BSP, jakie są prowadzone przez Międzyresortową Grupę Roboczą, w skład której wchodzą przedstawiciele DO RSZ, SKW, ABW, Policji, SG, SOP, ŻW. Podkreślił, że szczególnym wyzwaniem jest zwalczanie systemów bezzałogowych w czasie pokoju i kryzysu z uwagi na ograniczenia prawne w zakresie możliwości przeciwdziałania.

Płk Gajda stwierdził, że stosunkowo najtrudniej będzie zwalczać właśnie najmniejsze bezzałogowce, między innymi z uwagi na niską skuteczną powierzchnię odbicia, a także na fakt, że tego rodzaju statki powietrzne będą mogły zostać wykorzystane w dużej liczbie. Wnioski z testów wskazują, że systemy przeciwdziałania BSP powinny być wielosensorowe i wieloefektorowe (z uwzględnieniem środków zarówno kinetycznych, jak i niekinetycznych), aby móc skutecznie zwalczać szerokie spektrum zagrożeń. Istotne jest też uwzględnianie przez poszczególnych producentów doświadczeń z kolejnych edycji testów, w celu doskonalenia systemów przeciwdziałania BSP.

Ppłk Krzysztof Poliński, z Zarządu Analiz Wywiadowczych i Rozpoznawczych (P2) Sztabu Generalnego zaznaczył, że zdolności do prowadzenia rozpoznania obrazowego z wykorzystaniem bezzałogowych statków powietrznych, w celu zwiększania świadomości sytuacyjnej na wielodomenowym polu walki, powinny być budowane na wszystkich poziomach dowodzenia od taktycznego (szczebel batalionu, brygady, dywizji), jak i operacyjnego oraz strategicznego. Potencjał w tym zakresie budowany jest w ramach Programu Operacyjnego Rozpoznanie obrazowe i satelitarne - „Obserwator” na osiągnięcie zdolności operacyjnej do prowadzenia rozpoznania obrazowego w latach 2019-2035 i wykorzystywany na potrzeby wszystkich Rodzajów Sił Zbrojnych.

Ppłk dr Józef Ledzianowski, Dziekan Wydziału Zarządzania Akademii Wojsk Lądowych podkreślił natomiast, że z punktu widzenia działań Wojsk Lądowych szczególnie istotne znaczenie mają, oprócz sprzętu działającego na poziomie strategicznym czy operacyjnym, bezzałogowce klasy mini oraz mikro. Tego rodzaju maszyny mogą bowiem być stosowane na poziomie taktycznym, batalionu lub nawet pododdziału – kompanii lub plutonu. – Obecnie warto dodatkowo wyposażyć małe jednostki w środki rozpoznania, sprzęt zapewniający świadomość sytuacyjną na dystansach, na jakich mają one możliwości rażenia. Na przykład w wypadku plutonu to kilka kilometrów, w wypadku batalionu, nawet kilkadziesiąt – podkreślił ppłk Ledzianowski. 

Z kolei w terenie zurbanizowanym bardzo przydatne mogą być mikro-BSP pionowego startu. Dlatego też w szkoleniu dowódców, również na poziomie taktycznym, powinno się uwzględnić wykorzystanie potencjału, jaki dają platformy bezzałogowe różnych typów i klas.

Dr Paweł Makowiec z Akademii Wojsk Lądowych dodał, że użycie bezzałogowców może spowodować zasadniczą zmianę sposobu działania lekkiej piechoty. Po wyposażeniu w amunicję krążącą klasy zyskuje ona możliwości rażenia celów w głębi ugrupowania przeciwnika własnymi środkami pododdziału. Co więcej, zastosowanie uzbrojonych BSP klasy taktycznej czy MALE jako środków przekazanych przez przełożonego pododdziałom do dyspozycji w połączeniu z informacją o sytuacji taktycznej zapewnianą za pośrednictwem bezpiecznej łączności i lekkich terminali może przenieść walkę piechoty na „kompletnie inny poziom”.

Wszystko to umożliwi jednostkom lekkiej piechoty rażenie celów wykrytych przez siebie i źródła zewnętrzne celów nie tylko w bezpośrednim starciu, ale na coraz większych odległościach. Takie zdolności w ramach głębokiej restrukturyzacji buduje amerykański Korpus Piechoty Morskiej. Dr Makowiec dodał, że przejście na taki typ działań będzie wymagało „zmiany mentalności” dowódców piechoty.

Płk prof. dr hab. Tadeusz Zieliński, prorektor ds. naukowych Akademii Sztuki Wojennej zaznaczył, że o ile bezzałogowce są stosowane w Siłach Zbrojnych RP już od kilkunastu lat, to powinno się stworzyć „mapę drogową” wprowadzenia systemów bezzałogowych – zarówno powietrznych, jak i naziemnych oraz nawodnych i podwodnych – w sposób kompleksowy. Taka mapa drogowa powinna także zawierać koncepcję użycia bezzałogowców. 

Krokiem w tym kierunku są programy operacyjne ujęte w Planie Modernizacji Technicznej, takie jak Gryf, Zefir, Orlik, Wizjer czy Ważka. Rozwój technologii powoduje jednak, że dziś zdolności powinny być wprowadzane w szerszym zakresie. Przykładowo, na poziomie brygady Wojsk Lądowych można by wdrożyć także zdolności uderzeniowe, a nie tylko rozpoznawcze jak to pierwotnie zaplanowano. Niezbędne jest też przygotowanie kompleksowego systemu szkolenia.

Uczestnicy seminarium podkreślali w dyskusji, że niezbędne są nie tylko platformy powietrzne, ale wdrożenie kompleksowego systemu, uwzględniającego przesył danych oraz ich dystrybucję do połączonego systemu walki. Z kolei wnioski z konfliktów zbrojnych powinny być analizowane w sposób krytyczny, bo z uwagi na różnice środowiska bezpieczeństwa nie zawsze mogą zostać bezpośrednio wdrożone do Sił Zbrojnych RP. Wreszcie, upowszechnienie systemów bezzałogowych będzie wymagało szerokiego uwzględnienia wykorzystania BSP w szkoleniu żołnierzy. Dotyczy to także przeciwdziałania użyciu bezzałogowców przez potencjalnego przeciwnika.

Komentarze (14)

  1. 007

    Dać większą kasę na drony dalekiego zasięgu zamiast kupować stare niemiecki czolgi

    1. Użytkownik

      Chciałeś powiedzieć Amerykańskie bo to jest dopiero badziewie dla Polski.

    2. easyrider

      Najnowsza wersja Abramsa dla Polski to w opinii Moskwy badziewie? To o co tyle krzyku?

  2. Tadziu

    Na zdjęciu orlik proca z pgz za 360 mln pln

  3. sw

    cd wielkiego ble ble ble. I tak od lat. Nic sami nie opracujemy. Wykonac tez nie mamy gdzie bo przemysł "zrestrukturyzowany". Kwestia która klika przepchnie swojego ( z zagranicy) dostawce

  4. akke

    Ja dowodzi praktyka ostatnich konfliktów (Karabach, Syria, Libia) do niszczenia dużych ilości T-14 i T-90 nie trzeba AH-64 i A-10 (nie mówiąc o F-35), zupełnie wystarczą proste tanie drony typu TB-2. W przypadku Polski połączenie dronów, Abramsów, Javelinów i Spike pozwoli stworzyć barierę nie do przejścia dla rosyjskich oddziałów pancernych (a nawet jeśli uda im się ją sforsować to kosztem olbrzymich strat).

    1. wert

      porównaj TYLKO warunki pogodowe (zachmurzenie) Polski i Karabachu a wyjdzie Ci że porównujesz bezsensownie. Drony w PL muszą być SAR, muszą mieć osłonę przed OPL i lotnictwem npla.

    2. Pitbu

      jak dowodzi praktyka, żadnej wojny nie da się wygrać tylko 1 rodzajem broni, dlatego potrzebne są również śmigłowce bojowe, zwłaszcza kiedy przeciwnik ma ich dużą liczbę.

    3. ABC

      Rosja nie kupuje T-14 ani T-90 od USA za dolary, nie sprowadza żadnej śrubki zza Atlantyku. Słyszałeś o tym, że na 48 F-16 sprawnych było 19 bo reszta służyła jako zestaw części zamiennych. Lepiej nie pytać jak jest dzisiaj, po co nerwy. Abramsów, Javelinów nie produkujemy wcale, Spike częściowo. Za te pieniądze Rosja wyprodukuje 5 razy tyle czołgów, 10 razy więcej zestawów PPK i nie pójdą pchać się pod lufy Abramsom obejdą silnie bronione pozycje, albo uderzą na wąskim odcinku. Przejdą. Nie będzie olbrzymich strat. Będą dwa razy szybsi, Abramsy nie nadążą za T ileś tam ... . Słyszałeś o 5 dniach i nad Wisłą? To nie są czołgi dla Polski. Poza tym koszty ich utrzymania zatopią nas finansowo. Zostaliśmy spisani na straty - to jest konkluzja tego wszystkiego, za zgodą nas wszystkich i to boli.

  5. Quattro

    Jak widać po zakupie TB2, czy teraz po ogłoszeniu chęci zakupu Abramsow, te wszystkie sympozja, konferencje są g.... warte. Bo jak przychodzi co do czego, to urzędnicy kupią co ONI chcą, jak ONI chcą, kiedy ONI CHCĄ. Wielcy generałowie, wielkie przemowy, plany, propozycje, szanse na to czy tamto? A urzędasy w zaciszu gabinetów ustalą, kogo zechcą "kupić" zamawiając tu czy tam jakieś "białe słonie"!

    1. Raf333

      Wyjąłeś mi to z ust. 100% racji. ONI bawią się w wojsko.

  6. zmech0l 2

    Brawo dla gen Malinowskiego, przynajmniej wie co mowi. Drony od MALE wzwyz nie polataja bez zapewnienia przewagi powietrznej, jak jest przewaga jest rozpoznanie. Wazne aby takze drony klasy Orlik byly wyposazone w wymienna glowice opto/ radar SAR tylko dron wielkosci FT5 lub mniejszej ma szanse przezyc kontakt z OPL i przetrwac w strefie A2AD przeciwnika. Rosjanie maja podobne spostrzezenia stad masowa produkcja i uzycie Orlanow. Dla nas wazne aby zintegrowac systemy rozpoznawcze z WRE, propagowac informacje taktyczna od razu do systemow zarzadzania walka a nie tylko kierowania ogniem, do tego kombinacje czyli naprowadzanie rojow dronow przez drona dzialajacego jako retranslator dla lacznosci z rojem. Bezzalogowce to nie tylko bron masowego razenia ale rozpoznanie, siec lacznosci pozahoryzontalnej, WRE, SIGINT i ELINT, zdolnosc do zwalczania czolgow a takze innych dronow. Najwazniejsze by znalezc zloty srodek miedzy wielkoscia drona a jego udzwigiem, dlugotrwaloscia lotu tak aby dron z radarem SAR mial na tyle mala skuteczna powierzchnie odbicia i sygnature aby pozostac niewykryty a na tyle duzy udzwig i zasieg aby moc prowadzic w dlugotrwale rozpoznanie do 100km. Orlik to kluczowa i najwazniejsza kategoria dronow dla WP, Orlik po czesci "opedzluje" Wizjera a jednoczesnie zapewni rozpoznanie na poziomie brygady/dywizji

    1. Użytkownik

      wreszcie sensowny komentarz, miejmy nadzieję, że w końcu niemoc decyzyjna nas opuści i będą pieniądze.

  7. mat

    Tanim i prostym i bardzo skutecznym rozwiazaniem byłoby załadowanie bombowca lub dużego drogą dopełna różnego rodzaju granatów i zrzuceniem tego ładunku na wroga . Byłoby to bardzo rozległe pokrycie eksplozji terenu.

    1. Pitbu

      wymyśliłeś dobry sposób na oranie pól. Pewnie 1% tych granatów trafiłby w cel. To już było wiadome 80 lat temu w czasie II Wojny Światowej.

  8. Monkey

    Fajnie, wielu uczestników, dużo pomysłów, ale zapewne jak to w Polsce. Skończy się na czczej gadaninie, będzie (był) raut a potem z kapelusza będzie decyzja o zakupie jakiegoś nieefektywnego w relacji koszt - efekt sprzętu w ilościach defiladowych. Zapewne zza Atlantyku. Niektórzy będą psioczyć na Izrael, ale oni akurat przynajmniej sprzedają jakieś technologie na licencji. Amerykanie tylko najprostsze, a i to nie tak od razu. Dziwię się swoją drogą, że Abramsów będzie aż 250 sztuk. To znacznie więcej niz potrzeba na defiladę.

    1. SAS

      Oczywiście do defiladowych ilości nie da się dokupić więcej. Trzeba kupować od razu tysiące sztuk. Najpewniej długo żadnej wojny nie będzie, wiec koniecznie od razu te tysiące sztuk musza się starzeć i niszczyć. Szczególnie, że WP dopiero wchodzi w koniec zeszłego stulecia i musi się otrzaskać z nowoczesnością.

    2. ABC

      23 miliardy na defilady to i tak mało, przydałoby się i bilion dolarów aby niezorientowanemu Pisowi serce rosło jak zobaczą pomalowane na piaskowo stare trupy, przedstawiane jako najnowszy cud techniki - Amerykancki.

  9. Ubawiony

    Duuuużo papieru, duuuużo gadania, duuuużo pary w gwizdek! A program Albatros to JEDNA sztuka nawet nie jeden system z kilkoma dronami, tylko JEDEN dron na całe nasze wybrzeże ok 620 km lini brzegowej. Gadajcie dalej, piszcie tomy analiz, a potem - i tak zmienicie cały program na dwie mniejsze sztuki i całą tę zabawę zaczniecie od nowa!

    1. ABC

      Bzdury dla ogłupiania głupich. Później i tak kupią wielkie g... żeby ktoś mógł zarobić, i odtrąbią wielki sukces. A wy, my podniecajmy się, że będziemy mieli produkowali, kichali. Wolałbym, żebyśmy produkowali cepy niż dali się rolować "przyjaciołom".

  10. bo uśniem

    zamiast walniem (napis na ścianie) powinno być chluśniem

  11. Pablito

    Ciekawe tylko za co kupią te bezzałogowce skoro kasa poszła na f-35 i abramsy? A jeśli nawet coś kupią to pewnie od wuja sama z półeczki - a polski przemysł (prywatny) niech się buja

    1. Michał

      Powiedział co wiedział

    2. Użytkownik

      A co mieliśmy sami wyprodukować samolot 5 generacji? Sami wyprodukować czołg?

    3. biały

      czołg z Koreą byśmy zrobili spokojnie , przynajmniej 30 % elementów tego wozu było by wyprodukowanych w kraju

  12. kmdr

    Mam głęboka nadzieje, że zamieszczone w artykule wypowiedzi Profesorów, Doktorów i Oficerów to tylko parafrazy, takie skróty myślowe redagowane na potrzeby artykułu przez jego autora. Bo jak to cytaty to ja jestem przerażony. I nic dziwnego ze Nasze uczelnie dumnie otwierają pierwsza sześćsetkę uczelni na świecie.

    1. fefe

      Nom to tak samo jak na innych portalach czyta się wypowiedzi byłych generałów , to człowiek normalnie chciałby się obudzić z krzykiem i uświadomić sobie że to był tylko zły sen..... Boże co za niekompetencja brak perspektywicznego myślenia i naj zwyklej w świecie głupota to aż strach.....

  13. ,,Pułkownik" Michał

    Polscy naukowcy zapowiadają stworzenie dronów stratosferycznych dla celów badań atmosferycznych (stwierdzili, że potrzebują na to 1 roku i sponsora). Niech wojsko nawiąże z nimi współpracę, a zyska ogromne możliwość w dziedzinie zasięgu rozpoznania!

  14. pytajnik

    Piękne założenia tylko kto tego dokona skoro decydenci przez 15 lat nie mogą się zdecydować co do wyboru najzwyklejszego granatnika p/panc?

    1. zeneq

      A TB2 i Abramsy jakoś kupili niemal od ręki, bez dekad analiz. Da się, jak się chce.

    2. Monkey

      @zeneq: Co prawda w najlepszym wypadku korzysci z tych zakupów dla polskiego przemysłu zbrojeniowego będą nikłe, a w najgorszym żadne. Ale faktycznie, da się jak się chce.

    3. Rejtan

      Potrzebujesz do pracy samochód. Mozesz sam wyklepać w garażu, ale bedzie to trwało 2 lata, albo kupić sprawny ale drożej i z serwisem u mechanika... za to już.