„Bezzałogowa łódź szpiegowska” odnaleziona przy bazie brytyjskich boomerów

18 października 2020, 09:15
Hero2_HowItWorks_LoProfile2_1920x812
Część nawodna dronu Wave Glider produkowany przez firmę Liquid Robotics. Fot. Liquid Robotics

Brytyjczycy poinformowali o znalezieniu na wybrzeżu Szkocji „bezzałogowej łodzi szpiegowskiej”, która napędzana energią fal oraz energią słoneczną może przez wiele miesięcy samodzielnie patrolować morza i oceany. Jak na razie nikt się nie przyznał do tego pojazdu, ale podejrzewa się również, że mógł on należeć do rosyjskiej marynarki wojennej.

Mocno zdziwieni musieli być mieszkańcy brytyjskiej wyspy Tiree koło zachodniej Szkocji, gdy znaleźli na skalistym brzegu płaską łódź bez miejsca dla załogi, której pokład był cały pokryty panelami słonecznymi. Brytyjczycy od razu uznali, że jest to bezzałogowa „łódź szpiegowska” która napędzana energią słoneczną ma taką konstrukcję, by uniknąć wykrycia. Atmosferę podgrzewał również fakt, że dron został odnaleziony tylko w odległości 100 Mm na północny zachód od bazy HMNB „Clyde” w Faslane, w której stacjonują brytyjskie, atomowe okręty podwodne z rakietami balistycznymi typu Vanguard oraz uderzeniowe, atomowe okręty podwodne typu Astute i Trafalgar. Pojawiło się więc podejrzenie, że tajemnicza łódź służyła do nadzorowania ruchu brytyjskich boomerów oraz innych jednostek pływających Royal Navy.

Jaki się później okazało, był to w rzeczywistości bezzałogowy, autonomiczny pojazd morski, który przez swój sposób poruszania się jest klasyfikowany jako falowy szybowiec (Wave Glider). Jak na razie żadne z państw nie przyznało się do odnalezionego pojazdu. Jest to o tyle dziwne, że jego wartość oszacowano na około 300 000 funtów. Dodatkowo wiadomo, że jedynymi, oficjalnymi użytkownikami na świecie tego rodzaju pojazdów są jak na razie tylko Amerykanie i Brytyjczycy.

Brytyjskie ministerstwo obrony stwierdziło jednak oficjalnie, że odnaleziony szybowiec nie należy do Royal Navy. Nie był to także system należący do Centrum ds. Środowiska, Rybołówstwa i Akwakultury w Wielkiej Brytanii. Szybowce falowe pomagały tam do monitorowania zasobów rybnych na Morzu Północnym. Po odbiór zguby nie zgłosili się również Amerykanie, jakby godząc się na stratę pojazdu, którego nawodna część jest prawdopodobnie jedynie lekko uszkodzona mechanicznie, natomiast cała aparatura pokładowa może być sprawna.

image
Falowy szybowiec SHARC (wersja systemu Wave Glider) składa się z dwóch współdziałających dronów: nawodnego i podwodnego. Fot. Boeing

Z drugiej strony milczenie potencjalnego właściciela jest zrozumiałe, biorąc pod uwagę brak oznaczeń na dronie. Nie ma na nim np. informacji, do kogo należy ze wskazaniem adresu/telefonu, gdzie ma się zgłosić ewentualny znalazca. Tymczasem takie oznaczenia zwyczajowo są umieszczane na oficjalnym, autonomicznym sprzęcie wojskowym, jak chociażby na należącym do polskiej Marynarki Wojennej autonomicznym pojeździe podwodnym Hugin, stanowiącym wyposażenie niszczyciela min ORP „Kormoran”.

image
Oznaczenia na dronie Hugin należącym do Marynarki Wojennej RP. Fot. M.Dura

Nie ma też świateł nawigacyjnych, które są wymaganiem dla wszystkich obiektów pływających na morskich szlakach komunikacyjnych. Obecność paneli słonecznych świadczy, że Wawe Glider musiał pływać na powierzchni, a więc oznaczenie świetlne powinno się na nim znaleźć, by zachować zasady bezpieczeństwa żeglugi. To właśnie brak świateł i oznaczeń oraz ciemny kolor wywołało falę oskarżeń, że chodzi o pojazd szpiegowski i to być może pochodzący od Rosjan. Nieoznaczony „szybowiec falowy” byłby bowiem rzeczywiście jednym z najbezpieczniejszych sposobów rozpoznania bazy brytyjskich okrętów podwodnych.

Ponieważ Brytyjczycy nie przyznają się do znalezionego bezzałogowca automatycznie podejrzani powinni być od razu Amerykanie. W rzeczywistości sytuacja wcale nie jest taka prosta. Już od czterech lat podejrzewa się bowiem, że Rosjanom udało się skopiować szybowiec falowy Wave Glider opracowany przez amerykańską firmę Liquid Robotics. Ich rozwiązanie które otrzymało znamienną nazwę Fugu (ryba, która źle przyrządzona jest śmiertelnie trująca) miało być już gotowe w 2016 roku. Trwające obecnie dochodzenie ma więc wyjaśnić, czy szkockie znalezisko należało do Rosjan, czy też do Amerykanów.

Falowy szybowiec to rozwiązania pośrednie pomiędzy gliderami (szybowcami podwodnymi poruszającymi się z wykorzystaniem energii słonecznej, prądów morskich oraz różnicy temperatur w warstwach wody na różnych głębokościach) i bezzałogowymi, autonomicznymi pojazdami nawodnymi USV (Unmanned Surface Vehicle). Oba te pojazdy są ze sobą połączone kabloliną i dzięki bateriom słonecznym oraz magazynowania energii morskich fal (niezależnie od kursu drona względem kierunku fal) mogą się poruszać samodzielnie na oceanach przez wiele miesięcy.

image
Wave Glider jest napędzany energią fal w sposób pokazany na rysunku – niezależnie od kursu drona względem kierunku fal, co pozwala na utrzymanie prędkości pojazdu od 1 do 3 węzłów. Fot. Liquid Robotics

Wyróżniającą cechą tego zestawu jest więc możliwość działania w oparciu jedynie o naturalne źródła energii (słońce i falowanie). Jest to więc system przyjazny dla środowiska, który może działać samodzielnie przez kilkanaście miesięcy, bez konieczności uzupełniania paliwa.

Pierwszym tego rodzaju rozwiązaniem był Wave Glider, który został opracowany przez firmę Liquid Robotics z założeniem, że będzie służył do śledzenia wielorybów. Rozwiązanie to zostało jednak później zaadoptowane do długotrwałego nadzorowania ruchu okrętów podwodnych na wodach niebezpiecznych, przy obcym terytorium. „Długotrwałego” – ponieważ jeden z Wave Gliderów przebył samodzielnie trasę pomiędzy San Francisco i Australią o łącznej długości 10000 Mm. Dron poruszał się przy tym z prędkością od 2 do 3 w (co ma być jego największym ograniczeniem), bardzo dobrze sobie radząc z dużymi falami i silnymi prądami.

Później okazało się, że falowe szybowce nadają się również do wykrywania i śledzenia jednostek nawodnych. Tak było m.in. podczas prób zorganizowanych koło wysp Pitcairn, w czasie których udało się namierzyć trzy statki z wyłączonymi transponderami systemu AIS (Automatycznej Identyfikacji Statków) – a więc nie „widzianymi” przez brzegowe systemy nadzoru ruchu morskiego.

image
System bezzałogowy Wave Glider składa się z dwóch współdziałających dronów: nawodnego i podwodnego. Fot. Liquid Robotics

Zadania stawiane przed Wave Gliders są więc coraz bardziej złożone, co jest związane m.in. ze zwiększeniem ilości pokładowego wyposażenia. Najnowsza wersja tych bezzałogowców (SHARC) opracowana już w ramach koncernu Boeing została wprowadzona w 2019 roku. Jak na razie ujawniono, że za dronem podwodnym płynącym na głębokości około 8 m pod dronem nawodnym jest holowana antena długiego, linearnego sonaru pasywnego, pozwalająca na wykrywanie nawodnych i podwodnych jednostek pływających. Informacja ta jest później przekazywana przez system łączności satelitarnej wraz z pozycją obiektu w odniesieniu do położenia dronu.

Na pojeździe nawodnym poza samą aparaturą pomiarową jest bowiem umieszczona również radiostacja satelitarna pozwalająca na utrzymywanie stałego kontaktu z operatorem na lądzie. Właściciel pojazdu znalezionego u wybrzeży Szkocji miał więc pełną świadomość, gdzie jego system bezzałogowy operuje, oraz na pewno wiedział, że utracono z nim kontakt. Uważa się zresztą, że to właśnie ta radiostacja może pomóc wskazać państwo, które wykorzystywało tego rodzaju pojazdy w okolicach Wielkiej Brytanii.

Reklama
KomentarzeLiczba komentarzy: 73
Reklama
w
poniedziałek, 26 października 2020, 19:45

na pewno to nie nasz wyrób

adler
środa, 21 października 2020, 13:26

Technologia wcale nie nowa. Napęd falowy używany z powodzeniem już kilka lat, nie mówiąc o panelach solarnych, które ostatnio mocno ewaluowały ...wystarczy popatrzeć na dachy w co drugiej polskiej wsi Bardziej mnie interesuje gdzie jest polska myśl techniczna w tym zakresie ? Jest dokładnie w latach 90 ubiegłego wieku ... stoimy w miejscu powielając od lat tak zwane "uniwersalne platformy"

Marek
środa, 21 października 2020, 21:06

Panele solarne o ile mi wiadomo służą do podgrzewania wody. I nie robią tego cały rok. Baterie słoneczne natomiast produkują prąd. Nie mam ich na dachu w domu, ale mam na żaglowym pływadełku. Mam więc pewne praktyczne doświadczenie w tym, co mogą. Komórkę podładujesz. Ładowarkę do akumulatorów latarkowych, czy inne podobne rzeczy też. Oświetlenie kabiny i nawigacyjne jak najbardziej, kiedy chodzi na LEDach. Echosondę jak najbardziej. Nawet laptopa podładujesz jak trzeba. Ale o elektrycznym silniku pomocniczym o przyzwoitej mocy, który przy nieciekawej pogodzie po zrzuceniu żagli pozwala pływać jak na spalinowym, przecinając sobie beztrosko linię wiatru przez dłuższy czas możesz już zapomnieć, bo ci akumulator najnowszej generacji nawet skojarzony z takimi ogniwami najzwyczajniej szybko zdechnie. Bańka wachy ma tu zdecydowaną przewagę, bo ma więcej energii w paczce niż akumulator ładowany taką ilością baterek słonecznych, jaką możesz zmieścić na łódce. Nawet jeśli dodasz do tego cholernie drogie i bardzo nietrwałe ogniwa elastyczne o niewielkiej wydajności energetycznej przyklejane do burty.

123 abc
wtorek, 20 października 2020, 15:53

Następnym razem niech nie zgłaszają tego faktu ( odnalezienia). Tylko niech wyłowią łódkę - i niech wysyłają podobnym nadajnikiem zmieniane co chwila koordynaty do glonasa lub GPS ( jeżeli to dzieło Ameryki) obliczane prostym komputerem podłączonym do już dużo trudniejszej symylacji pradów wodnych ( trzeba mieć ze 100 przybrzeżnych stacji meteo podwodnych - aby w przybliżeniu zasymulować na superkomputerze "realny" ruch wody ). Dodatkowo do odbiornika tego szpiegowskiego "pudełka" niech wysyłane będą fałszywe nagrania sonaru, powiedzmy zgrane 365 dni, i wybierane losowo , aby Ci co obsługują tę łódkę nie "skapnęli się" że coś nie halo jak będzie jedno nagranie w pętli takie samo.

Bolo
wtorek, 20 października 2020, 01:44

Huawei może szpiegowac, a USA od dawna szpieguja swoich sojuszników, i zawsze krzyczą łapać złodzieja, to najlepszy sposób na odwrócenie uwagi od siebie, a najważniejsze że działa, i cała Europa i duża część świata też w to wierzą. Wystarczy rzucić hasło ruskie i już są sankcje, choć by to była największa bzdura jak np Skripal i Nawalney, i ta wersja ze to ruskie też się przyjmie

Ging
czwartek, 22 października 2020, 03:11

@ Bolo , Dumajesz że ludzie nie czytają nic innego jak twój wpis ? A jeśli tak by było, to nie myślą ? (przeczytaj sobie co napisałeś)

fifi
poniedziałek, 19 października 2020, 16:23

Zdrowy rozsądek podpowiada, że "bebechy" tego urządzenia mogą wskazać właścicieli. Na razie, jeszcze nie wszystko produkuje się w Chinach.

Levi
poniedziałek, 19 października 2020, 12:21

Dlaczego nie stosujemy autonomicznych platform obserwacyjno monitorujacych na podejsciach do polskiego wybrzeża

Yunior
wtorek, 20 października 2020, 20:29

a dlaczego państwo polskie robi pod górkę tym swoim obywatelom, którzy chcą czegoś więcej niż socjalu... pytania retoryczne

Milwaw
poniedziałek, 19 października 2020, 16:04

Dokładnie, Polska powinna posiadać własne autonomiczne platformy chroniące wybrzeże jak i te służące do skrytego szpiegowania sił potencjalnego przeciwnika. Potencjał naukowy mamy, a duże pieniądze co roku w budżecie z przeznaczeniem na badania i rozwój są wykorzystywane w niewielkim tylko stopniu. Potrzeba mądrej wizji i decyzji decydentów by rozwijać własne technologie i bezpieczeństwo.

Markiz
poniedziałek, 19 października 2020, 14:56

Bo to przerasta umysłowość naszych decydentów. Jedyne co ogarniają to malowanie czołgów T-72. Nie są oni w stanie zagospodarować nawet tej broni, którą już posiadamy.

dywersant
poniedziałek, 19 października 2020, 12:03

Może zgubili bezzałogowca amerykanie, może Rosjanie szpiegowali bazę okrętów podwodnych, a może meksykański kartel wyciągnął co przemycał i zostawił drona u wybrzeży lżejszego o 50 kg kokainy? Kto wie?

Roshedo
poniedziałek, 19 października 2020, 11:26

Jaja to będą jak się okaże że to jest nasze XD

Lolek
poniedziałek, 19 października 2020, 14:57

Franek z Mietkiem zrobili do ,,eksportu bimbru", ale im się dron gdzieś zagubił.

PKS
poniedziałek, 19 października 2020, 07:55

Jakby był Rosyjski to miałby reaktor atomowy. Rosjanie nie bawią się w takie "eko technologie". Poza tym nie ma napisu "sdjełano w Rassiji"? I to 100 mil...to jakby złapać szpiega w Toruniu i powiedzieć, że szpiegował bazę w Gdyni.

ribik
poniedziałek, 19 października 2020, 07:24

Właścicielem może być każdy modelarz.

Marek
poniedziałek, 19 października 2020, 12:42

Z budżetem na 300 000 funciaków.

123 abc
niedziela, 18 października 2020, 23:11

Jeżeli taka łódź była koło bazy w Wielkie Brytanii, to pytanie jak ją podrzucono. Czy została zrzucona z samolotu na oddzielającym się spadochronie , czy podrzucona przez łódź podwodną. Jeżeli nikt się nie zgłosi - to Anglicy mają darmowy know how i mogą "trzaskać" kopie w ilościach hurtowych. I podrzucić domniemanym producentom pod ich bazy okrętów podwodnych.

On
poniedziałek, 19 października 2020, 10:15

"Dodatkowo wiadomo, że jedynymi, oficjalnymi użytkownikami na świecie tego rodzaju pojazdów są jak na razie tylko Amerykanie i Brytyjczycy" Panie kolego czytamy ze zrozumieniem. Znaczy że już mają taki sprzęt i nie potrzebuja robić jego kopi...

poniedziałek, 19 października 2020, 10:58

Jeżeli tylko mają Brytole i USA to dlaczego na samym początku pan redaktor pisze o Rosjanach .

Beka z zarazy
poniedziałek, 19 października 2020, 12:34

A kapkę dalej o podejrzeniach jakoby ruskie skopiowali kilka lat wcześniej...Czytamy całość i komentujemy.

Roso
poniedziałek, 19 października 2020, 11:24

Bo im taki nie zginął, a po drugie UK i USA grają w jednej drużynie i siebie nie muszą szpiegować ?

Wysłannik
poniedziałek, 19 października 2020, 11:31

A Merkel - kto szpiegował?

Extern
poniedziałek, 19 października 2020, 13:02

Niemcy to akurat inna historia, od jakiegoś już czasu chętnie by się pozbyli swoich niewygodnych sojuszników zza oceanu. Już od dawna przecież widać jak ponownie mocno rozjeżdżają się interesy państw oceanu i państw kontynentalnych.

Gier
wtorek, 20 października 2020, 01:37

Nie tylko Merkel, USA szpiegowaly wszystkich sojuszników z NATO i Polskę też, więc wszyscy grają w innej druzynie

Marek
poniedziałek, 19 października 2020, 12:44

Ona nie do końca gra w tej samej drużynie.

Alex
niedziela, 18 października 2020, 19:40

A czy jest opublikowane choć jedno zdjęcie znalezionego drona? Elektronika to chińszczyzna, że nie da się ustalić producenta?

BadaczNetu
poniedziałek, 19 października 2020, 17:11

The boat's appearance is identical to the surface element of the Boeing Liquid Robotics Wave Glider. Czyli oryginał lub bardzo dobra podróbka. Pewnie Boeing musi się wypowiedzieć...

hmm
poniedziałek, 19 października 2020, 07:38

Chińszczyzna to jest najtańsza elektronika komercyjna, nie ma nic wspólnego z wojskiem. Owszem rosyjskie systemy sa często wykonane na elektronice "commercial grade" albo "industrial grade" czyli ogólnodostępnej, bo nie mają oni dostępu do produkowanej głównie w USA "military grade" lub ten dostęp jest utrudniony. Jednak nie wierzę żeby nie udało się ustalić skąd taka łódź pochodzi.

dim
niedziela, 18 października 2020, 21:50

Ano można producenta ukryć, nawet dość łatwo. Stosujesz podzespoły powszechnie dostępne, co najmniej w ponad 100 krajach. a jeszcze zmywasz z nich napisy i po sprawie. Części metalowe albo te z tworzyw wykonujesz także z surowców importowanych itd. (skład chemiczny)

Fanklub Daviena
poniedziałek, 19 października 2020, 14:29

OK, ale nawet tak obiektywnie: co możesz komuś zrobić, jak ustalisz właściciela drona? Powie, że stracił z nim łączność i sam zdryfował na brytyjskie wody i możesz mu naskakać. Tak jak Syria może naskakać USA o amerykańskie drony latające nad Syrią. Jak je zestrzeli, to brawo, Brytyjczycy też mogą drona zniszczyć, ale nic więcej... No może jeszcze mogą tysięczny protest dyplomatyczny do Rosji wystosować, wyląduje w tym samym koszu co w sprawie Skripali czy Nawalnego... :)

Szymon
poniedziałek, 19 października 2020, 00:31

Producenci mogą podpisywać krzem, czego nie zobaczysz gołym okiem a nawet dobrym mikroskopem optycznym. Zmazywanie opisów również jest bardzo mało skuteczne. Tak czy siak to bez znaczenia. Liczy się technologia i zakres częstotliwości pracy radia w tym urządzeniu.

Extern
poniedziałek, 19 października 2020, 13:39

A dlaczego się liczy? Równie dobrze ten szybowiec mógł nadawać i odbierać Łączność satelitarną w paśmie komercyjnym od jednej z kilku publicznie dostępnych sieci łączności satelitarnej jak np. Iridium czy Globalstar w abonamencie kupionym przez jakąś firmę krzak. Jak było to z głową zrobione to nie będzie żadnego znaczącego dowodu naprowadzającego na końcowego odbiorcę tych informacji. A pewno o to zadbano skoro to był autonomiczny szpiegowski dron, z którego utratą lub przechwyceniem się na pewno liczono.

dim
poniedziałek, 19 października 2020, 12:33

Wystarczy pracować na sprzęcie z anonimowych sprzedaży detalicznych. Jasne, że odbieranych od kuriera na fałszywe osoby /personalia, adresy wynajęte... Zwłaszcza, że nie chodzi o tysiące, czy nawet tylko setki sztuk.

kibic
niedziela, 18 października 2020, 18:56

Wygląda na to, że skubaniec wykorzystuje energię fal do przemieszczania się. Panele słoneczne uzupełniają potrzeby energetyczne choćby dla elektroniki. Podwodny pływak zapobiega wywrotkom. Pomysłowa zabawka. Właścicielem może być każdy kraj, który dysponuje satelitami i ma morskie interesy.

cibik
niedziela, 18 października 2020, 20:42

Podwodny pływak z fal produkuje prąd.

Jan M.
poniedziałek, 19 października 2020, 14:31

Nie. Fale morskie służą tylko do napędu. To jest bardzo prosty mechaniczny system. Panele słoneczne zasilają baterie i elektronikę.

Extern
środa, 21 października 2020, 15:07

Ale na tym podwodnym żagielku jest jakiś wiatraczek, więc pewnie również prąd jest produkowany dzięki wykorzystaniu przepływu wody. To bardzo rozsądne mieć takie alternatywne źródło prądu w takim autonomicznym pojeździe w razie dłuższej niepogody która zwłaszcza na akwenach północnych zdarza się bardzo często.

Marek
środa, 21 października 2020, 22:32

Praktykuje się wiatraki na morskich niewielkich jachtach. Tu jest konkretna różnica potencjału. Mimo tego wiatraki są stosunkowo duże a energii nie wyprodukują zbyt wiele. Na dodatek kłócą się z żaglami powodując stratę. To coś wykorzystuje także energię falowania wody. Przypuszczam więc, że podwodny wiatraczek jest raczej częścią systemu nawigacyjno-pomiarowego. Nie ma tak dobrze, żeby prądy morskie przy tym zanurzeniu robiły zauważaną robotę. A perpetuum mobile jak wiadomo nie ma.

ty ija
niedziela, 18 października 2020, 18:02

pamietacie stateczek u wybrzerzy szkocij

otron
niedziela, 18 października 2020, 15:39

Takie urzadzenia mają tylko anglicy i amerykanie,ale to jest dron rosyjski, co tu dużo dyskutować. Jak z noviczokiem, rosjanie otruli, a angole go schowali tych "otrutych" skripalów i nawalonego. Załosne.

Fanklub Daviena
poniedziałek, 19 października 2020, 14:31

A skąd wiesz, że takich urządzeń nie mają np... kartele narkotykowe? Mają okręty podwodne, to i takie drony mogą mieć. Kokaina w detalu w UE czy USA jest droższa od złota... :)

Valdore
wtorek, 20 października 2020, 13:58

Nie maja bo GRU tym kartelom nie sprzedał, ot proste:)

Fanklub Daviena
wtorek, 20 października 2020, 20:14

Przecież tą konstrukcję opracowały nie tajne laboratoria US NAVY czy DARPA, tylko długowłose ekooszołomy śledzące wieloryby... Co świadczy o obecnym "poziomie" US NAVY i DARPA... :)

Valdore
poniedziałek, 26 października 2020, 09:13

Ale to wy Rosjanei go wykradliscie, skopiowaliscie i sprzedaje go teraz jak widac GRU nawet dla narkokarteli jak twierdzisz.

Wester
poniedziałek, 19 października 2020, 08:09

Wszędzie byłem wszystko widziałem czyli internetowy fachowiec od wszystkiego w akcji.

chateaux
niedziela, 18 października 2020, 20:40

A Rosjanie chwala sie tym co szpiegowskiego mają? Czy utrzymuja w tejemnicy?

123 abc
niedziela, 18 października 2020, 15:03

Ps. przed rozkręceniem - niech zrobią zrzut danych na podobnie zbudowany zespół nadawczy- "klon" i niech sprawdzą parametry transmisji, pingowanie, itd.. Ten wykryty kanał transmisji przyda się do zablokowanie w przypadku wojny. Zrobi się " bombę" 10 000 nadajników zalewających satelitę danymi, i po kłopocie.

dim
niedziela, 18 października 2020, 21:52

He he... a to już podczas II wojny światowej, przed ważniejszymi operacjami wojskowymi, zmieniano naraz wszystkie ważne kody.

123abc
niedziela, 18 października 2020, 14:57

Niech rozkręcą ten pojazd - każda śrubka osobno , sprawdzą płytki, procesory sczytają napisy - numery seryjne. Może część elektroniki została przez sprzymierzonych sprzedana konstruktorowi. Te numery powinny być u producenta w bazie.

Rain Harper
niedziela, 18 października 2020, 15:55

Nie trzeba, unikalna 28nm architektura procesora pozwala na bezbłędną identyfikację wytwórcy. Nie imiejut analoga w mirie...

Fanklub Daviena
niedziela, 18 października 2020, 14:49

A co się mają właściciele drona po odbiór bezskutecznie zgłaszać? Zgodnie z prawem morskim jednostka bez załogi, która nie jest zakotwiczona czy zacumowana jest... bezpańska i należy do znalazcy... Zgłaszanie się po odbiór jest więc równie skuteczne co apele Obamy by Iran oddał RQ-170, który wcześniej, zdaniem USA "wcale nad Iranem nie latał" i "wcale się tam nie rozbił". :)

Rain Harper
niedziela, 18 października 2020, 12:30

Byłoby zabawne, gdyby identyczny nienamierzalny dron z ładunkiem plastiku uderzył w rurę Nord Stream.

Kolo
niedziela, 18 października 2020, 20:18

Rura zostałaby naprawiona, a incydent stałby się doskonałym pretekstem do zwiększenia rosyjskiej obecności militarnej w rejonie Bałtyku. Zakładam że takie plany zablokowania NS istnieją , ale nie uruchamia się ich ot tak dla zabawy

Fagot 3
niedziela, 18 października 2020, 15:06

To nie jest możliwe. Okręt klasy A26 jeszcze nie powstał.

123 abc
niedziela, 18 października 2020, 15:04

albo w "miejsce spotkania" - skrzyżowanie Baltic pipe z Nord Streamem. Każdy kij ma dwa końce.

Marek1
poniedziałek, 19 października 2020, 11:20

Jakiego skrzyżowania ? Przy "budowie" BP nawet w ziemię szpadla jeszcze nie wbito ...

niejaki Błochin
niedziela, 18 października 2020, 12:26

I coś takiego powinni w Gdyni dla nas opracować, tylko że z łącznością.

Kraków
niedziela, 18 października 2020, 14:49

Mamy :-) Poczytaj sobie np. o rozwiązaniach NOA Marine

Marek
poniedziałek, 19 października 2020, 13:03

Jeszcze nie do końca mamy. Poza tym choć ich rozwiązania są interesujące, to jednak jest to coś, co działa inaczej. Na dodatek NOA Marine skupia się chyba raczej na zastosowaniach cywilnych.

Extern
środa, 21 października 2020, 15:28

To o czym prawi artykuł służy do długotrwałego powolnego dyskretnego pływania po ogromie światowych oceanów. Na małym zatłoczonym od frachtu i rybaków Bałtyku znacznie mniej przydatne to by było. Zaraz zresztą pewnie wplątało by się w jakieś sieci i po zawodach. Tak więc u nas rzeczywiście jeśli już to raczej miały by zastosowanie jakieś odmiany autonomicznych pojazdów podwodnych.

Olo
niedziela, 18 października 2020, 11:37

Skoro Anglicy pchają swoje łapki w okolice Tajwanu to możliwe że był to chiński dron nadzorujący manewry floty brytyjskiej.

Davien
niedziela, 18 października 2020, 16:17

Taak, a podrzucił go tam pewnei wasz kuzniecow?:))

dim
niedziela, 18 października 2020, 21:59

Przywieźć mógł go dowolny z dziesiątków tysięcy statków, goszczących na tamtych akwenach. Mógł go zwodować, ale równie dobrze, mógł to być "zwykły statek cywilny" z komorą desantową, poniżej linii wodnej. Nie wiem czemu, ale na tym forum zawsze jest grupka fantastów ufających, że działalność militarna nie przebiera się nigdy w cywilne postacie zewnętrzne ?

Davien
poniedziałek, 19 października 2020, 10:21

Ale wiesz chyba jako żeglarz jak nazywa się taka działalność?? I czym jest statek handlowy z takimi dodatkami?

R
wtorek, 20 października 2020, 10:31

Statkiem handlowym z wyposazeniem szpiegowskim?

Marek
poniedziałek, 19 października 2020, 13:16

Na serio uważasz, że ktoś się takimi rzeczami przejmuje? Już od dawna przecież do celów szpiegowskich, czy innych operacji wywiadu używano statków badawczych, handlowych a nawet rybackich. Sprawdź co robiły do 1947r. do 1949r. nasze poczciwe handlowce „Karpaty”, „Bałtyk”, „Wisła”, „Kościuszko” i "Stalowa Wola".

Davien
poniedziałek, 19 października 2020, 14:47

Marek, tak przejmuja sie tym, zwłaszcza na Zachodzie. Aha nie wydaje mi się by nasze handlowce miały ukryte działa :) Czy komory do wystrzeliwania szpiegowskich dronów.

dim
wtorek, 20 października 2020, 08:25

Te polskie statki "skrycie" transportowały zaopatrzenie wojenne dla greckich partyzantów. Transporty broni, zwykle poniemieckiej lub po zachodnich aliantach, z magazynów całego obszaru rosyjskiej okupacji Europy. Oraz amunicję do nich, często nowej produkcji, ale podrabianą na starą hitlerowską. Potem partyzanci otwierali w czasie walki kolejne skrzynki z amunicją do karabinów maszynowych, a ta zacinała się lub wręcz nie pasowała w ogóle, choć opisana była na skrzynce, jako prawidłowa. Partyzanci myśleli, że to sabotaż, a dopiero po wydaniu książki o Polskich Liniach Oceanicznych, całkiem niedawno, dowiedzieli się, że ta "pohitlerowska amunicja" powstała dopiero już po wojnie i wcale nie jest niemiecka. Polska stanowiła dla tej akcji główne zaplecze logistyczne. Następnie niektóre z tych statków miały też - w drodze powrtotnej - funkcję szpitalną. Przywiozły do Polski ponad 14 tysięcy rannych partyzantów komunistycznego DSE (nie mylić z wcześniejszym o kilka lat i faktycznie niekomunistycznym ELAS). Około 12.6 tysiąca z tych partyzantów zostało następnie osiedlonych w Polsce na stałe, zwykle założyli rodziny mieszane i stąd mieliśmy kilkadzieści tysięcy potomków Greków, w Polsce. Oczywiście wywiady brytyjski i amerykański bardzo dobrze wiedziały jaki jest fracht tych statków - bywało,że "eskortowały" je nawet brytyjskie okręty wojenne, ale nie zaczepiły. Najbardziej znanym z owych greckich komunistów w Polsce, stał się kapitan Nikos Beloyannis - wybitny społecznik i idealista. Pobył, rozejrzał się jak to jest z "budową lepszego systemu społecznego" w praktyce i... zadecydował, że wraca do Grecji, jako działacz społeczny - związkowy. Choć domyślnie, na pewną śmierć. Co też nastąpiło, mimo gigantycznych protestów, w Grecji i za granicą, w tym bardzo wyróżniającego Beloyannisa wstawiennictwa arcybiskupa - przewodniczącego Greckiego Kościoła Prawosławnego, z przekonań zatwardziałego prawicowca. Sąd cywilny stwierdził, że nie widzi podstaw do ścigania tego człowieka. Toteż następny przewód sądowy był ustawką identyczną z procesami stalinowskimi "agentów obcych wywiadów" w Polsce, tamtych lat, dzięki czemu zainsceniozowany został w sądzie wojskowym, a jednym z "sędziów" był były oficer hitlerowskich Batalionów Bezpieczeństwa, a późniejszy główny organizator faszystowskiego zamachu stanu w Grecji. Wykształcenie prawnicze oczywiście zerowe. I oto nagle zgłosił się dobrowolnie faktyczny właściciel przedstawianej jako dowód główny radiostacji wojskowej. Sąd świadectwo odrzucił "Bo jak można wierzyć komuniście ? Czyli Beloyannis skazany został na śmierć, choć ze śledztwa wynikało, że nie miał ze stawianymi zarzutami nic wspólnego. Wyrok wykonano na ranem, przez oddział żandarmerii zzewnątrz, wobec odmowy wkonywania rozkazów nawet przez załogę więzienia. Polecam to hasło w Wikipedii polskiej, jako "Nikos Belojanis". Otóż podobnie traktowano ideowych komunistów greckich w ZSRR. Bez znanych mi wyroków śmierci, ale poza tym sądzonych, prześladowanych, w tym mój stryj, przez wiele lat. O czym nie miał prawa wiedzieć mój ojciec. Nie rozumiał tylko, czemu on sam nie może otrzymać wizy do ZSRR, zobaczyć brata. Skończyło się to za późnego Breżniewa i po liście skierowanym doń przez... ojca. Następnie tata pojechał do Uzbekistanu... po czym na papierach brata dotarł do Kazachstanu - miejsc gdzie nikogo z Polski nie wpuszczano... - odwiedzić tam starych kolegów z partyzantki - potem okazało się, że był śledzony, ale nikt go nie zaczepił. Milicja wezwała go na "rozmowę" dopiero w dniu wyjazdu spowrotem do Polski. Tata mówił, że to oni byli bardzo stropieni, gdy jasno i mocno odpowiadał na pytania "jak ocenia, jak mu się podobało". Życzę wam, aby za 20 lat było u was wreszcie jak w Polsce jest dziś". - Życzenie nigdy nie spełnione... Z kolei stryj, natychmiast po upadku junty faszystowskiej w Grecji wystąpił o paszport (ZSRR) i dostał go... Przez Turcję do granic Grecji, w Grecji na Granicy straż twierdziła, że "nie może zostać wpuszczony, jest obywatelem ZSRR i bez greckiej wizy". Stryj oświadczył, że jest dezerterem z wojska greckiego (co nie było prawdą) i zgłasza się dla odbycia kary... - po 2 tygodniach sąd stwierdził, że jednak nie jest dezerterem i wypuszczono go... do domu, w Grecji... - takie to były losy pasażerów tych polskich statków. Inny z nich, to znany "polski notariusz" w Atenach. Oto gdy junta faszystowska doszła do władzy, ogłosiła, że "kto chce może wracać do Grecji, musi tylko potępić swą działalność". Świetnie wiedzieli, że nikt z bojowników tego przed byłymi hitlerowcami nie zrobi. To wtedy tacie i mnie (miałem 7 lat ?) odebrano greckie obywatelstwo... Otóż ten pan zgłosił się do ambasady w Wawie, przywieziono go do Grecji i... oświadczył, że nie ma czego potępiać, ponieważ nie prowadził żadnej działalności. Jako nastolatka, skierowano go, poborowego, do walki z partyzantami. Dostał się zaraz do niewoli, po czym dano mu do wyboru rozstrzelanie lub walkę w oddziale partyzanckim. Ale nie robił tam nic własnej woli, więc nie ma czego potępiać. - On też był pasażerem tych statków, ewakuowany do Polski jako ranny...

wtorek, 20 października 2020, 00:33

Mówisz, że pozostały jeszcze jakieś polskie statki w PMH ? A mówisz co woziły statki PLO do Wietnamu, gdy pływały jeszcze jako polskie ? Ładunek czysto cywilny oczywiście, "rury gięte" czy coś tam ?

dim
poniedziałek, 19 października 2020, 12:35

Nazywa się normalną pracą wywiadów i nią jest.

red
poniedziałek, 19 października 2020, 11:18

Jak jest USA to jest OK I taka działalność nazywa się ,,obroną żywotnych interesów USA oraz przez wojnę do pokoju "

Davien
poniedziałek, 19 października 2020, 14:45

Wow, a to USA uzywa statków cywilnych do takiej działalnosci?? Oj chyba nei , to nie Rosja:))

Tweets Defence24