Reklama
Reklama
  • ANALIZA
  • WIADOMOŚCI

Polski przemysł kontra ukraińska rewolucja dronowa. Pytania i wątpliwości [OPINIA]

dumma defence
Rodzina dronów FPV typu Zeus została opracowana w ramach fińsko-ukraińskiej spółki joint venture Summa-TSIR Oy
Autor. Summa Defence

Polski przemysł nie jest zainteresowany produkowaniem ukraińskich dronów, mając swoje własne rozwiązania. Są one jednak droższe, co nie pozwoli na powszechną dronizację polskiej armii.

Zapowiadana dwa lata temu przez Ministerstwo Obrony Narodowej rewolucja dronowa w polskich Siłach Zbrojnych przebiega wolniej, niż wynika to z potrzeb i zagrożenia ze strony Rosji. Paradoksalnie na przeszkodzie w powszechnej dronizacji stoją ambicje polskiego przemysłu, który chce działać samodzielnie, w oparciu o własne, chociaż kilkakrotnie droższe rozwiązania. Dlatego o współpracy z Ukrainą w dziedzinie dronów cały czas się tylko mówi, a konkretnych umów jak nie było, tak nie ma.

Propagandowe sukcesy bez realnych efektów

Ten zastój we współpracy polsko-ukraińskiej zbrojeniówki było dobrze widać na Międzynarodowej Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy URC (Ukraine Recovery Conference), która odbyła się w dniach 25–26 czerwca 2026 roku w Gdańsku. Na ponad 160 umów o wartości przekraczającej 10 mld euro, podpisanych w jej trakcie przez Ukrainę, tylko 15 podpisano z Polską. Wbrew pozorom nie było to jednak związane z toczącym się właśnie wtedy sporem na temat podejścia Ukrainy do zbrodniarzy UPA, ale po prostu z brakiem zainteresowania taką współpracą ze strony polskiego przemysłu.

I to przede wszystkim przemysłu obronnego, co było o tyle niezrozumiałe, że to właśnie z inicjatywy Polski do czterech wcześniejszych tematów rozpatrywanych w czasie poprzednich konferencji URC dołożono piąty, związany z bezpieczeństwem i obroną. Zgodnie z założeniem miano dzięki temu dyskutować również o jak najlepszym wykorzystaniu technologii bezzałogowych oraz o umiejętnym wprowadzaniu i stosowaniu tzw. sztucznej inteligencji.

konferencja urc
Konferencja na rzecz Odbudowy Ukrainy URC w Gdańsku nie została wykorzystana do przyśpieszenia rewolucji dronowej w Polsce
Autor. M.Dura

To właśnie dlatego w Gdańsku pojawiły się także ukraińskie firmy oferujące różnego rodzaju drony. Jednak większość z nich wyjechała prawdopodobnie bez polskich kontraktów „dronowych”. By zatrzeć złe wrażenie, w mediach nagłośniono jedyną umowę dotyczącą systemów bezzałogowych, jaką na konferencji URC zawarła Polska Grupa Zbrojeniowa z ukraińską firmą TAF Industries. Wszyscy cytowali przy tym oficjalny komunikat, nie dochodząc jednak do szczegółów, o co w tej umowie rzeczywiście chodziło.

Kiedy jednak zacznie się analizować ten komunikat, to ta euforia od razu przygasa. Przede wszystkim, wbrew temu, co znalazło się w wielu tytułach prasowych, to, co zostało podpisane w Gdańsku wcale nie było zobowiązaniem do wspólnej produkcji dronów. Nie była to bowiem umowa, ale list intencyjny LoI (Letter of Intent), w którym jedynie zarysowano „strategiczne ramy współpracy przemysłowej skoncentrowanej na bezzałogowych systemach powietrznych i rozwiązaniach do zwalczania bezzałogowych statków powietrznych”.

Reklama

Tymczasem warto przypomnieć, że list intencyjny, podobnie zresztą jak porozumienie MoU (Memorandum of Understanding), nie jest prawnie wiążący i służy tylko do sformułowania swoich oczekiwań przed przystąpieniem do już konkretnych negocjacji. Wybór firmy TAF Industries przez PGZ może się więc okazać jedynie propagandowym, nic nieprzynoszącym gestem, ponieważ Ukraińcy wcale nie muszą się zgodzić na proponowaną współpracę. PGZ nie jest bowiem dla nich jedynym kandydatem.

Niewielu komentatorów zwróciło bowiem uwagę, że takich porozumień, jak to w Gdańsku, firma TAF Industries zawarła tylko w tym roku już co najmniej cztery: dwa w Niemczech, jedno w Finlandii i jedno w Szwecji. I nie ma tu znaczenia, że nie były to listy intencyjne LoI, ale protokoły uzgodnień MoU. Ich wartość prawna jest bowiem taka sama, a więc – żadna.

Przed listem LoI podpisanym w Gdańsku Ukraińcy zawarli więc wcześniej protokoły MoU:

  • 13 lutego 2026 roku z niemiecką firmą dronową Wingcopter w celu utworzenia spółki joint venture, w której: TAF Industries ma zapewnić licencjonowane projekty i specjalistyczną wiedzę operacyjną dla swoich bezzałogowych systemów rozpoznawczych, a Wingcopter ma wnieść infrastrukturę przemysłową, wiedzę produkcyjną i potencjał inżynieryjny, co pozwoli na szybkie skalowanie produkcji w Niemczech;
Wingcopter
Prezentacja dronów spółki joint venture niemieckiej firmy Wingcopter i ukraińskiej TAF Industries w ramach ostatnich niemiecko-ukraińskich konsultacji międzyrządowych 14 kwietnia 2026 roku
Autor. Wingcopter
  • 17 kwietnia 2026 roku z niemiecką firmą dronową THYRA GmbH w sprawie współpracy strategicznej, której głównym celem ma być masowa produkcja sprawdzonych w boju dronów przechwytujących za pośrednictwem spółki joint venture w Niemczech;
  • 27 kwietnia 2026 roku z fińską grupą przemysłową Summa Defence w sprawie stworzenia spółki joint venture, produkującej drony w Finlandii;
  • 16 czerwca 2026 roku ze szwedzką firmą RECAS, by w ramach utworzonej spółki joint venture wspólnie wytwarzać wyroby TAF Industries w Szwecji i uruchomić wspólny projekt na Ukrainie.

Nie ma się więc co cieszyć, ponieważ list intencyjny podpisany przez PGZ oznacza jedynie: po pierwsze, że jesteśmy spóźnieni, a po drugie, że bez konkretnych propozycji, popartych atrakcyjną ofertą współpracy, to nie my dostaniemy możliwość korzystania z ukraińskich technologii. Chcieliśmy, by na Ukrainie była uczciwa konkurencja, a nie koneksje i znajomości, to teraz musimy się dostosować do tych normalnych, biznesowych warunków gry.

Czy firma TAF Industries jest rzeczywiście dla nas tak atrakcyjna?

Jak na razie nie wiadomo, czym kierowała się Polska Grupa Zbrojeniowa, wybierając współpracę właśnie z firmą TAF Industries. Na konferencji były przecież jeszcze inne firmy dronowe z Ukrainy, jak chociażby: odpowiednik naszej Polskiej Grupy Zbrojeniowej na Ukrainie – koncern Ukroboronprom (z ofertą m.in. dronów dalekiego zasięgu An-196 Lutyj skutecznie atakujących infrastrukturę przemysłową w głębi Rosji), firma WIY Drones (prezentująca w Gdańsku rodzinę tanich dronów przechwytujących Strila, LITAVR oraz P1-SUN) oraz F-Drones (która na początku lipca przekazała do Stanów Zjednoczonych 2000 kwadrokopterów kamikaze typu F10).

interceptory
Trzy rodzaje ukraińskich dronów przechwytujących prezentowane w czasie konferencji URC w Gdańsku
Autor. M.Dura

Nie oznacza to jednak, że firma TAF Industries to zły wybór. Drony z tej firmy są bowiem bardzo często wybierane przez ukraińskich operatorów systemów bezzałogowych na platformie internetowej Brave1 Market w ramach programu „Armia Dronów. Bonus”. Program ten zakłada premiowanie tych jednostek specjalnymi „e-punktami” za sukcesy bojowe, zweryfikowane w systemie dowodzenia Delta. Później te punkty można wymieniać na dodatkowy sprzęt, poza centralnym planem dostaw. Jeżeli więc drony firmy TAF są wybierane przez najlepszych operatorów, to lepszej rekomendacji nie można wymagać.

Wybór jest zresztą duży, ponieważ TAF Industries oferuje zarówno bezzałogowe statki powietrzne, jak i systemy walki elektronicznej. Polska Grupa Zbrojeniowa nie wskazała jednak, w jakiej konkretnie domenie ma ewentualnie przebiegać ukraińsko-polska współpraca.

wre
Systemy Walki Elektronicznej rodziny Kwazar prezentowane przez firmę TAF Industries w listopadzie 2025 roku w czasie pokazów Demo Day
Autor. TAF Industries

Z logicznego punktu widzenia jednym z najważniejszych zadań jest w tej chwili zabezpieczenie się przed atakiem dronów przeciwnika za pomocą dronów przechwytujących. I to właśnie dlatego Niemcy, w czasie podpisywania protokołu MoU z firmą THYRA GmbH i spotkania prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem (w Urzędzie Kancelarii Federalnej MoU) 17 kwietnia 2026 roku, zwrócili przede wszystkim uwagę na interceptor Kolibri-i10.

Być może PGZ także zainteresowała się tego rodzaju rozwiązaniem, tym bardziej że według firmy TAF ma to być „jeden z najskuteczniejszych i sprawdzonych w boju systemów bezzałogowych, który do tej pory z powodzeniem przechwycił tysiące dronów”. Jest to jednak tak naprawdę odpowiednio przerobiony kwadrokopter FPV o prędkości około 200 km/h, który jest proponowany również w dziewięciu wersjach kamikaze, z których three są naprowadzane światłowodowo (Kolibri 10-O, Kolibri 13-O i Kolibri 15-O).

Reklama

Rzeczywiście dopracowany dron przechwytujący typu Octopus-100, dedykowany przede wszystkim do zwalczania rosyjskich bezzałogowców Shahed i Gierań, został zaprezentowany oficjalnie przez firmę TAF Industries dopiero 24 czerwca 2026 roku. Ma on już prędkość większą niż 300 km/h. W oficjalnym komunikacie firma TAF Industries ogłosiła wtedy „rozpoczęcie przyjmowania zamówień na dron przechwytujący Octopus-100, który jest już dostępny do operacyjnego wykorzystania w jednostkach wojskowych”. Zaznaczono przy tym, że firma jest „oficjalnym posiadaczem licencji na ten system” (ponieważ interceptor Octopus-100 jest „produktem Ministerstwa Obrony Ukrainy”).

octopus
Dron przechwytujący Octopus-100 firmy TAF Industries
Autor. TAF Industries
Obecna partia dronów przechwytujących Octopus-100 została w pełni przetestowana przez nasz zespół i wdrożona w jednostkach wojskowych. W związku z tym rozpoczęliśmy produkcję seryjną. Robimy jednak coś więcej niż tylko skalowanie projektu opracowanego przez Ministerstwo Obrony. Znacząco ulepszyliśmy zarówno płatowiec, jak i parametry taktyczno-techniczne systemu. Wykorzystując nasze bogate doświadczenie w rozwoju i produkcji bezzałogowych statków powietrznych, zwiększyliśmy prędkość przechwytywania o ponad 20%”.
Wołodymyr Zinowski - dyrektor generalny firmy TAF Industries

Octopus-100 jest reklamowany jako „jeden z najskuteczniejszych dronów przechwytujących dostępnych obecnie na rynku ukraińskim”, odporny na zakłócenia elektroniczne. Jego ważnymi zaletami ma być również:

  • łatwość obsługi i zmniejszone obciążenie operatora podczas misji dzięki intuicyjnemu sterowaniu oraz stabilnym właściwościom lotnym;
  • połączenie wysokiej prędkości, zoptymalizowanej wysokości operacyjnej oraz automatycznego naprowadzania na cel końcowy, co maksymalizuje skuteczność przechwytywania;
  • niska cena całego systemu przeciwdziałania, biorąc pod uwagę szacunek „koszt-efekt”.

Redakcja zwróciła się do PGZ z prośbą o informacje ws. współpracy z Ukrainą. Po ich otrzymaniu zostaną one opublikowane.

Drony wojskowe też powinny być tanie

Ekonomia może być najważniejszym czynnikiem uniemożliwiającym rozwinięcie produkcji ukraińskich dronów w Polsce. Bezzałogowce te są bowiem z założenia bardzo proste i tanie. Żaden system bezzałogowy wykorzystywany obecnie w polskich Siłach Zbrojnych nie może się więc pod tym względem równać z tym, co jest wykorzystywane na Ukrainie. To samo dotyczy również większości dronów opracowanych i proponowanych przez polskie firmy i instytuty naukowe.

dron
Czy polskie drony Hornet są lepsze i tańsze od podobnych bezzałogowców oferowanych przez Ukrainę?
Autor. Damian Ratka/Defence24

Oczywiście polskie bezzałogowce są często wykonane z lepszych materiałów, są bardziej odporne na czynniki zewnętrzne oraz najczęściej bardziej niezawodne. Jednak w przypadku dronów kamikaze i interceptorów nie jest to ważne. Z założenia działają one przecież tylko w jedną stronę. Nie muszą więc być ładne, ale przede wszystkim powinny być tanie.

Dobrym przykładem takiego podejścia jest Octopus-100, oferowany na stronie Brave 1 Market za 117 000 hrywien (około 10 tysięcy złotych). Natomiast cena kompletnego zestawu składającego się z 10 dronów i całego niezbędnego sprzętu pomocniczego to 1 574 000 hrywien (133 tysiące złotych).

Octopus
Ukraiński dron przechwytujący Octopus-100 kosztuje około 10 tysięcy złotych
Autor. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy/Facebook

Jeszcze większym wyzwaniem będzie dorównanie ceną ukraińskim dronom FPV. Oferowane przez firmę TAF Industries (tę samą, z którą chce współpracować PGZ) bezzałogowce Kolibri 10 i Kolibri 13 kosztują bowiem na platformie Brave 1 Market kolejno: 20 310 hrywien (1700 zł) i 34 300 hrywien (3000 zł). Wiele wskazuje na to, że firmy należące do Polskiej Grupy Zbrojeniowej nie będą w stanie zagwarantować takiej ceny dla oferowanych przez siebie dronów.

Redakcja Defence24.pl zwróciła się z prośbą do PGZ o informacje ws. współpracy z Ukrainą. Po ich otrzymaniu przekażemy je Czytelnikom.

Do rozwijania dronów potrzebna jest nie tylko wiedza techniczna, ale i operacyjna

W całej tej postawie polskiego przemysłu, twierdzącego, że jesteśmy w stanie samodzielnie opracowywać i produkować drony, zapomina się o jednym, o doświadczeniu bojowym. Przykładem może być uruchomiona właśnie w Sochaczewie linia produkcyjna, która będzie prawdopodobnie produkowała polskie odpowiedniki Shahedów – Hornety, zgodnie z wcześniej zatwierdzoną dokumentacją techniczną.

brave1 market
Platforma Brave1 Market przyśpiesza dostawę najnowszych rozwiązań technologicznych na front
Autor. Ukraińskie ministerstwo obrony

Tymczasem na Ukrainie taka ciągłość technologiczna trwa często nie dłużej niż kilka tygodni. Później na sygnały z frontu wprowadzane są zmiany, podnoszące nie tylko skuteczność dronów, ale również zwiększające ich odporność na przeciwdziałanie przeciwnika. U nas takich przekazywanych w sposób ciągły sygnałów nie będzie, bo postanowiliśmy Hornety budować sami. Zapomnieliśmy, że tu nie chodzi tylko o opracowanie latającego statku powietrznego. Ważniejsze jest stworzenie systemu bojowego, który będzie w stanie skutecznie wykonać zadania bojowe bez względu na zmieniający się sposób reagowania przeciwnika, czyli Rosjan. A tego bez współpracy z Ukraińcami zrobić się nie da.

Pozytywnym przykładem podejścia do tego problemu jest Grupa WB. Korzystając z tego, że drony FlyEye i Warmate są cały czas wykorzystywane na Ukrainie, tworzy się ich coraz to nowe wersje, odpowiadające ciągle zmieniającym się potrzebom na froncie. I na tym korzysta również polskie wojsko.

Jednak czy w taki sam sposób są przygotowywane również inne drony oferowane naszym Siłom Zbrojnym przez polski przemysł państwowy?

Straszenie przemysłem ukraińskim

Niestety w Polsce od pewnego czasu kreuje się opinię, że wprowadzenie ukraińskich bezzałogowców na polski rynek zrobiłoby dokładnie to samo polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu, co kilka lat temu zrobiło ukraińskie zboże polskim rolnikom. I to prawdopodobnie dlatego bezzałogowce ukraińskie nie są wprowadzane w polskich Siłach Zbrojnych, nawet jako produkcja licencyjna w ramach spółek joint venture.

Widać to było w wypowiedzi Anny Gwozdiar, wiceminister ds. strategicznych przemysłów Ukrainy w czasie konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Wskazała ona bowiem, że wśród 155 umów joint venture, jakie ukraiński przemysł zbrojeniowy zawarł dotychczas z zagranicznymi partnerami, najwięcej podpisano z Niemcami, Danią i Stanami Zjednoczonymi. Polska nie została wymieniona.

drony Hornet
Hornety to całkowicie polskie drony kamikaze produkowane w Sochaczewie
Autor. Damian Ratka/Defence24

I trudno się temu dziwić, bo kiedy 7 lipca 2026 roku uroczyście otworzono w Sochaczewie linię produkcyjną dronów kamikaze dalekiego zasięgu typu Hornet, to podkreślano, że:

  • całość praw intelektualnych należy do Ministerstwa Obrony Narodowej (projekt powstał bowiem w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych);
  • drony Hornet to polska myśl techniczna i polskie części;
  • produkcją będzie się zajmowała polska spółka Hornet – utworzona w ub.r. przez Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych (ITWL) i Grupę Boryszew.

Według ujawnionych informacji drony Hornet mają mieć długość 2,6 m i rozpiętość skrzydeł 2,2 m oraz wagę 85 kg. Tego typu bezzałogowiec, poruszając się z prędkością ponad 200 km/h, ma uderzać w cele oddalone o 200 km (w wersji podstawowej) do nawet 1200 km. Nie przekazano jednak docelowej ceny tego bezzałogowca, tym bardziej w porównaniu do podobnych rozwiązań z Ukrainy.

dron
Ukraiński dron kamikaze dalekiego zasięgu
Autor. Mychajło Fedorow/X

Tymczasem jest to ważne, ponieważ zakłady w Sochaczewie planują produkować nawet kilkaset sztuk Hornetów miesięcznie. Zresztą to i tak nie zaspokoi naszych potrzeb. Z Ukrainy nad Rosję wysyła się bowiem codziennie kilkaset dronów dalekiego zasięgu. Dodatkowo na froncie wykorzystuje się każdego dnia nawet kilkanaście tysięcy dronów FPV, a do obrony ukraińskiego nieba potrzeba ponad tysiąca dronów przechwytujących. Teraz należy się zastanowić, czy w ogóle jest możliwe, by polski przemysł samodzielnie zabezpieczył takie potrzeby za możliwą do przyjęcia cenę.

Reklama

A przecież pamiętajmy, że polskie Siły Zbrojne nie posiadają w odpowiedniej liczbie aż pięciu rodzajów dronów powietrznych, które są wykorzystywane skutecznie na Ukrainie:

  • dronów kamikaze dalekiego zasięgu;
  • dronów kamikaze średniego zasięgu;
  • dronów kamikaze FPV;
  • dronów bombowych;
  • oraz dronów przechwytujących.

A co ze szkoleniem?

Dodatkowo tu nie chodzi tylko o systemy bezzałogowe potrzebne na czas ewentualnego konfliktu, który będziemy trzymali w magazynach, ale również o sprzęt „zużywalny”, potrzebny do szkolenia. By rozpocząć rewolucję dronową, trzeba bowiem wyszkolić odpowiednią liczbę operatorów. Tym bardziej że według zapowiedzi ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, docelowo każdy żołnierz na linii frontu powinien mieć umiejętność posługiwania się bezzałogowymi statkami powietrznymi. A to oznacza konieczność wytrenowania ponad stu tysięcy osób i to w sposób ciągły.

Trzeba przy tym pamiętać, że nie jest to proces krótki, a ponadto wymaga odpowiedniej liczby bezzałogowców i to nawet po kilka na szkolącego. No bo jak wyszkolić operatora drona kamikaze, jeżeli nie będzie on mógł w rzeczywistych warunkach trenować trafiania w ruchomy cel z możliwością uszkodzenia wykorzystywanego przez siebie bezzałogowca?

Dodatkowo my nie mówimy tu tylko o samych żołnierzach, ale również o rezerwistach. Warto przecież skorzystać z osób, które, będąc w cywilu, potrafią operować bezzałogowymi statkami powietrznymi. A są to ogromne zasoby do wykorzystania, ponieważ takich zarejestrowanych przez Urząd Lotnictwa Cywilnego operatorów dronów jest obecnie w Polsce ponad 430 tysięcy. Nasz kraj jest zresztą na pierwszym miejscu w Europie, jeżeli chodzi o ich liczbę na 100 tysięcy mieszkańców. Według danych Agencji Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego z połowy 2025 roku w Polsce jest bowiem 1070 operatorów dronów, podczas gdy drudzy Niemcy mają ich „tylko” 930.

Takich wytrenowanych specjalistów można później łatwiej wyszkolić już na docelowy sprzęt wyspecjalizowany np. w zwalczaniu dronów. Przykładem tego może być interceptor Octopus-100, którego nauka obsługi zajmie doświadczonemu pilotowi jedynie kilka dni. Z kolei nowi operatorzy muszą najpierw nabyć podstawowe umiejętności pilotażu dronów FPV, co może zająć już ponad miesiąc i wymaga we wstępnym procesie prostych bezzałogowców. Do tego jeszcze trzeba doliczyć czas potrzebny na zgrywanie systemu Octopus-100 z mobilnymi grupami ogniowymi obrony powietrznej, co ma według Ukraińców również wymagać około miesiąca szkolenia. I na to również potrzebne są drony.

Interceptor
Ukraińskie interceptory kosztują średnio 60 tysięcy hrywien (około 5000 złotych)
Autor. Ukraińskie Siły Zbrojne

Niestety w Polsce nadal nie ma strategicznych, konkretnych decyzji w odniesieniu do masowej produkcji tanich i prostych dronów liczonej w setkach tysięcy sztuk. I to dronów różnych rodzajów. Bo takie są rzeczywiste potrzeby polskiej armii. Jednak na pewno nie powinno się zaspokajać tych potrzeb zakupami zagranicznymi, jak to się próbuje zrobić np. w przypadku baterii San i dronów przechwytujących. Trzeba te drony wyprodukować w Polsce, jednak muszą być one tanie i skuteczne. A tego bez Ukraińców nie da się zrobić i nikt nie chce się do tego przyznać.

Jest to tym bardziej dziwne, że w polskich Siłach Zbrojnych mamy bardzo dobrych specjalistów, chociażby w Inspektoracie Wojsk Systemów Bezzałogowych Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Problem jest w tym, że prawdopodobnie nie są oni traktowani odpowiednio poważnie. Dowodem na to jest chociażby fakt, że Inspektorat powstał na początku stycznia 2025 roku, a docelowych Wojsk Systemów Bezzałogowych jak nie było, tak nie ma.

Przez ambicje przespaliśmy sprawę

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że obecnie pozyskiwanie ukraińskich technologii dronowych nie jest już takie proste, jak jeszcze rok temu. Ukraińcy mają bowiem obecnie dużą liczbę firm zagranicznych, które chcą z nimi współpracować i mogą wśród nich wybierać. Na Ukrainie wprowadzono dodatkowo specjalne zasady takiej współpracy, przewidujące m.in. wprowadzenie procedury rozpatrywania wniosków eksportowych składanych przez producentów, które mają być uwzględniane do 30 dni.

Ma to być przejrzysty mechanizm eksportu dla kluczowych partnerów w ramach umowy Drone Deal, zainicjowanej przez prezydenta Zełenskiego. Według agencji Ukrinform: „kraje partnerskie w ramach Drone Deal, z którymi Ukraina zawarła stosowne umowy międzyrządowe, będą mogły kupować ukraińską broń i technologie oraz współpracować bezpośrednio z ukraińskimi producentami”.

Rząd zatwierdził pierwszy transparentny mechanizm eksportu ukraińskiej broni. Jest to zadanie postawione przez prezydenta Ukrainy, aby ukraińscy producenci otrzymali jasne zasady współpracy z partnerami międzynarodowymi, mogli skalować produkcję, przyciągać inwestycje, a jednocześnie gwarantować priorytetowe zaspokojenie potrzeb Sił Obronnych Ukrainy. Po raz pierwszy stworzono jasną procedurę, która ustanawia jednolite zasady dla państwa, producentów i partnerów.
Mychajło Fedorow – były minister obrony Ukrainy

Na oficjalnych stronach rządowych pojawiły się dodatkowo wyjaśnienia, że dzięki temu: „nasi producenci mają jasne zasady skalowania produkcji i pozyskiwania globalnych inwestycji, przy jednoczesnym zachowaniu 100% priorytetu dla potrzeb naszych Sił Zbrojnych. Eksport jest dozwolony dopiero po pełnym zabezpieczeniu wszystkich kontraktów krajowych. Własność intelektualna Ukrainy pozostaje chroniona przez cały czas. Zbudowaliśmy silny rynek na Ukrainie, a teraz rozszerzamy naszą działalność na arenie międzynarodowej”.

Problem polega na tym, że wśród dziewięciu państw, z którymi Ukraińcy już podpisali umowy Drone Deal, nie ma Polski. Są za to: Dania, Holandia, Estonia, Azerbejdżan, Litwa, Łotwa, Niemcy, Norwegia i Wielka Brytania. Tymczasem umowy te są związane zarówno z przeniesieniem produkcji i transferem technologii, jak również ze współpracą w domenie cyber oraz z realizacją wspólnych projektów strategicznych. Oczywiście Ukraińcy informują, że takie umowy Drone Deal są przygotowywane jeszcze z około dwudziestoma państwami.

Niestety, jak na razie, nie wiadomo, czy będzie wśród nich również Polska.

Reklama
Reklama

Polecane

czytaj więcej

Wojna na Ukrainie

Mogą Cię zainteresować