Reklama

Przemysł Zbrojeniowy

Kolejne problemy "wszechstronnego" programu. GCV obnażył ekonomiczne koszty unifikacji sprzętu

  • Czołg Merkava Mk. IV i transportery Namer - fot. IDF
    Czołg Merkava Mk. IV i transportery Namer - fot. IDF

Losy programu GCV (Ground Combat Vehicle) podobnie jak LCS i F-35 są jeszcze jednym dowodem, że zbudowanie wszechstronnego systemu, spełniającego wymagania wielu użytkowników jest bardzo trudne. I to z tego powodu program śmigłowcowy w Polsce powinien zostać tak naprawdę rozbity na co najmniej dwa, lub nawet pięć oddzielnych postępowań.

Wszystko wskazuje na to, że Kongres USA obciął w 2014 r. o 492 milionów dolarów zaplanowane wcześniej fundusze na program bojowych pojazdów opancerzonych GCV, co praktycznie zastopowało tą najważniejszą inicjatywę amerykańskich wojsk lądowych. Biały Dom wystąpił na ten program o sumę 592 mln dolarów w roku finansowym 2014, ale Kongres odesłał prezydentowi Obamie do zatwierdzenia „jedynie” 100 mln dolarów. Amerykańskie wojska lądowe od kilku miesięcy podnosiły alarm przeczuwając problemy w prowadzonym dla nich programie, ale to co się stało jest dla nich prawdziwą katastrofą.

Co planowano zbudować?

Program GCV jest kontynuacją w ograniczonym zakresie skasowanego w kwietniu 2009 r. i trwającego od 2000 r. wielomiliardowego programu FCS (Future Combat System). Postanowiono wtedy zbudować pojazd, który spełniłby szeroki zakres zadań, jakie wypełniają wojska lądowe z wykorzystaniem doświadczeń wynikających z działań bojowych w Iraku i w Afganistanie.

Szukając następców dla starzejących się pojazdów M113 i Bradley, Amerykanie nie odrzucali żadnej koncepcji. Rozpatrywali więc zarówno możliwość modernizowania starych pojazdów, wprowadzania typowych bojowych wozów piechoty (jak np. testowanych w USA szwedzkich pojazdów CV90) oraz zbudowania zupełnie nowej konstrukcji.

Pierwsza faza programu GCV związana z rozwojem technologii zaczęła się 18 sierpnia 2011 r. podpisaniem dwóch kontraktów zdwiema konkurującymi ze sobą grupami przemysłowymi pod kierownictwem: koncernu BAE Systems (współpracującego z koncernem Northrop Grumman) i koncernu General Dynamics Land Systems (współpracujący z koncernami: Lockheed Martin i Raytheon). Później miał być już wyłoniony tylko jeden dostawca. Na rozwój technologii grupaBAE Systems otrzymaław 2011 r. - 449 mln dolarów, a General Dynamics Land Systems – 439 mln. dolarów.

W styczniu 2013 r. Departament Obrony zainicjował szereg zmian w programie GCV, które miały doprowadzić do szybszego wyłonienia jednego poddostawcy oraz zaoszczędzić blisko 4 mld dolarów w latach 2014-2019. Ale biuro budżetowe Kongresu zwróciło uwagę, że odejście od nowych pojazdów i rozpoczęcie modernizacji bojowych wozów piechoty Bradley może przynieść do 2023 r. oszczędności w wysokości 11 miliardów dolarów.

Jak widać po ostatnich decyzjach wygrali zwolennicy cięć.

Co się teraz stanie?

Według Defense News dwie konkurujące ze sobą w tym programie grupy przemysłowe: pod kierownictwem BAE Systems i General Dynamics Land Systems zaprzestaną finansowania programu od czerwca br., chyba że wojska lądowe znajdą fundusze na dalsze sześć miesięcy prac nad fazą rozwojową pojazdów GCV. Faza ta już się rozpoczęła w grudniu 2013 r. dzięki wpłatom zakontraktowanym w kwietniu 2013 r. (dla grupy BAE Systems przydzielono wtedy 160 mln dolarów, a dla grupy General Dynamics Land Systems 180 mln dolarów).

W związku z wycięciem prawie pół miliarda dolarów Pentagon miał podobno przekazać wytyczne do wojsk lądowych USA, by kontynuować program GCV, ale nie w celu produkowania pojazdów, ale by wypracować potrzebne do tego nowe technologie. Szczególnie ważne są m.in. prace nad nowym systemem kierowania ogniem oraz napędem hybrydowym.

Program potrzebny ale kosztowny

Wszyscy wskazują, że skasowanie programu jest najgorszym z możliwych rozwiązań tym bardziej, że włożono w niego już mnóstwo pieniędzy. Ostatecznie plan przewidywał kupno dla amerykańskich wojsk lądowych 1894 pojazdów, przy czym wstępnie wyceniono koszt seryjnego GCV na 9 do 10,5 mln dolarów. Biuro szacunkowe Pentagonu uznało jednak, że faktyczny koszt tych pojazdów obecnie będzie wyższy niż 17 mln dolarów.

Bardzo to przypomina wnioski z realizacji programu samolotu F-35, kiedy okazało się, że budowa trzech wersji tych maszyn będzie kosztowała więcej przy jednym programie niż, gdyby realizowano trzy programy oddzielne. Taka wszechstronność zwiększa ponadto cenę samolotów, które jak się okazuje ostatecznie kosztują o wiele więcej niż zakładano na początku. Nastąpiło również fiasko ujednolicenia konstrukcji, ponieważ okazało się, że różnica pomiędzy wersjami jest o wiele większa niż zakładano na początku.

Taki sam skutek mógłby mieć program GCV. Amerykańskie wojska lądowe wykorzystują szeroka gamę pojazdów i zabezpieczenie ich potrzeb jedną konstrukcją jest zadaniem bardzo karkołomnym i obarczonym dużym ryzykiem.

Ponadto jeden kosztowny program jest kuszącym rozwiązaniem dla ludzi szukających oszczędności i o wiele łatwiej go przerwać niż, zaprzestanie kilku programów prowadzonych równolegle.

Program śmigłowcowy a GCV

Program śmigłowcowy w Polsce bardzo przypomina to co się dzieje w USA z programem GCV. U nas również rozpisano jedno postępowanie w ramach którego ma zostać pozyskany sprzęt dla wojsk lądowych, sił powietrznych i Marynarki Wojennej, chociaż od początku było wiadomo, że konstrukcje te muszą się od siebie znacząco różnic. Będzie to widoczne szczególnie przy zakupie śmigłowców dla Marynarki Wojennej. Przykładowo zastosowanie procedur wojskowych do śmigłowców SAR może spowodować, że będą one musiały być wyposażone w o wiele więcej systemów niż wynika to ze stawianych im zadań. I za to zapłacimy.

Dodatkowo nikt nie mówi głośno, że Marynarka Wojenna potrzebuje również lekkich śmigłowców pokładowych, które stanowiłyby wyposażenie przyszłych okrętów patrolowych i okrętów obrony wybrzeża. Wszyscy chowają głowy w piasek udając, że na pokładach naszych okrętów będą lądowały ciężkie śmigłowce kupione w ramach ogólnego przetargu. Ale na niewielkich jednostkach pływających nie ma miejsca na budowę tak dużych hangarów, a ponadto budowa lądowiska dla maszyn o takiej masie kosztuje o wiele więcej.

Przykład GCV pokazuje, że wszechstronność komplikuje postępowanie. Kiedy więc w Polsce przy przetargu na śmigłowce pojawią się trudności, MON niewątpliwie z czegoś zrezygnuje. Wtedy Marynarka Wojenna (bo jak zwykle to ona pierwsza „oberwie”) naprawdę zostanie na lodzie.

Reklama

Komentarze (9)

  1. Racjonalny

    Nie bronię wymagań na śmigłowce. Ale nie ma też co demonizować, bo w artykule powyżej są jednak przekłamania: 1. Istnieją śmigłowce (platformy) już budowane w kilku wersjach przystosowanych do wszystkich wskazanych zadań (np. amerykańska rodzina Blackhawk/Seahawk). 2. Jak najbardziej pożądaną cecha śmigłowca SAR używanego przez MW, jest jego wyposażenie i odporność na poziomie maszyny bardziej "bojowej. 3. Nowe okręty w wymaganiach mają wymóg przyjęcia śmigłowca o masie do 11 ton. 4. Czy hangar jest rzeczywiście niezbędny na jednostce mającej operować na południowym Bałtyku, jak nowe Okręty Obrony Wybrzeża?

    1. say69mat

      Iloma to szczegółami różnią się MH-60L/M od MH-60R/S

    2. ito

      1. Nie istnieją platformy przystosowane do WSZYSTKICH wskazanych celów 2 Śmigłowiec SAR z systemami ZOP na przykład- gratuluję, takiego potwora świat nie widział 3 pojawią się okręty wielkości powiedzmy 600-800 ton, które powinny mieć zdolność użycia śmigłowca pokładowego. Jakoś nie widzę na nich 11-tonowej maszyny. Dobrze by było, żeby maszyna SAR mogła zabrać nie mniej rozbitków niż maszyny obecnie używane. Jak zastąpić Mi 17 maszyną 5-6cio tonową? 4. Założenie jest takie, że polska MW będzie operowała wszędzie tam, gdzie będzie to konieczne do ochrony interesów Polski. Nikt nie wspominał o zamknięciu jej na południowym Bałtyku. 5. Oczywiście da się zawieźć troje dzieci do szkoły Jelczem, ale czy to aby na pewno jest optymalne rozwiązanie? Nie warto mieć do tego celu, powiedzmy, cieniasa?

  2. Globemaster

    A mogli już seryjnie Pumę produkować, to nie, zachciało się lobbować(tak się nazywa korupcje w "demokracjach") za swoimi nieudolnymi i kilka razy droższymi firmami! Wypchali konsorcjum wokół Boeinga i Niemców tylnymi drzwiami wymyślając bzdurne wymagania, które tylko nowoprojektowana konstrukcja może wziąśc pod uwagę to teraz mają ambaras i koszty kosmiczne!

  3. RafalN

    unifikacja platform była wymysłem "kanapowych generałów" a zyskała popularność wszystkowiedzących, domorosłych analityków ery cyfrowej. To, co sprawdza(-ło) się w praktyce wojennej to wysoka specjalizacja platform przy unifikacji komponentów, podzespołów oraz materiałów eksploatacyjnych (wspólne paliwo, smary itp...). Bo, na "zdrowy chłopski rozum" po cholerę komuś jedno podwozie/płatowiec do wszystkich możliwych zastosowań, skoro i tak praktycznie nie wymienia się w nich części podczas normalnej eksploatacji? Łatwość produkcji wielkoseryjnej?

    1. Johny

      Ale pytanie "czyjej praktyki wojennej". Polski nie stać np. na "amerykańską praktykę wojenną". Inne uwarunkowania.

    2. Sadako

      Jakto nie wymienia się części podczas eksploatacji? Unifikacja platformy sprawdziła się np. w Rosomaku. Ile jest już wersji? Bojowe, bojowe afgańskie, dowodzenia, patrolowe z obrotnicą, SPIKEwozy, wdrażane są nowe. Dało się? Dało. W USA wszystko kosztuje x10.

  4. anonim

    To tak jak byśmy chcieli mieć jednocześnie super karabin snajperski z celownikiem laserowym, noktowizyjnym i termowizyjnym, a do tego granatnik, bardzo dobry KARABIN maszynowy, z możliwością złożenia do pistoletu maszynowego, a nawet pistoletu krótkiego i wszystko żeby miał każdy żołnierz zawsze przy sobie.

  5. alibaba

    Stara zasada mówi " jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego" Widać to i w Ameryce jak i u nas. Ciekawostką jest to, że w takich wielkich,bogatych i chwalących się iż przeznaczają tak wielkie środki na armię stanach, jakieś bagatelne 0,5 mld$, które może przesądzić o jakimś programie. Próby wprowadzenia na wyposażenie Namera jest pokłosiem rezygnacji z dalszych zakupów tego pojazdu przez Izrael ( a ludzie w stanach muszą mieć robotę ).

    1. MarcinK

      zgadzam sie z toba . jak cos jest do wszystkiego to jest do niczego . tyle ze amerykanie sa prekursorami w dzisiejszej technice wojskowej i tworza wiele nowoczesnych i swietnych rozwiazan ale tez czasem podejscie amerykanskie bywa kula w plot . moze niedlugo wruci sie do podejscia z przed dekady albo z przed dwuch i bedzie sie produkowac maszyny wysokospecjalizowane w specyficznych wymaganiach ( mysliwiec to bedzie mysliwiec a nie samolot wielozadaniowy ) co skutkowac bedzie wieloma ciekawymi maszynami . oczywiscie nie uwazam ze wszystkie osiagniecia nasychczasow w dziedzinie wielozadaniowosci to zly pomysl .

  6. laki

    rosyjska platforma będzie budowana pod czołg podstawowy ,bmpt,wzt,działo samobierzne,i wiele innych zestawów przeciw lotniczych i przeciw pancernych jak widać rosjanie sobie poradzili z uniwersalną platformą.

  7. Johny

    Uniwersalne nie znaczy optymalne. Kwestia zadań, potrzeb, uwarunkowań i zasobności portfela oraz czas. Dla jednego tak, dla innego siak. W danym momencie dostawcy mają silną pozycje, w kryzysie słabszą.Różne czynniki.

  8. Johny

    Uniwersalne nie znaczy optymalne. Kwestia zadań, potrzeb, uwarunkowań i zasobności portfela oraz czas. Dla jednego tak, dla innego siak. W danym momencie dostawcy mają silną pozycje, w kryzysie słabszą.Różne czynniki.

  9. Zgryźliwy

    Ależ przy śmigłowcach nie ma o co "drzeć szat"! Ile czasu budowali korwetę? To i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tyle lat wybierali śmigłowce... Najwyżej ich nie wybiorą, albo.... zlikwidują 25BKPow, albo... faktycznie, jak to gdzieś czytałem: "Z MW zostanie tylko marynarka".

Reklama